Z Vectora Polonii nr 81: O życiu, polskości i teatrze – opowiada Monique Stalens

Utworzono 30 kwietnia 2014 przez Luiza

Monique StalensJulita Lech: Jako niemowlę spędziła Pani w Polsce tylko kilka miesięcy. Dlaczego?

Monique Stalens: Urodziłam się w kwietniu 1939 roku. Kiedy wybuchła II wojna światowa, pojechaliśmy samochodem w kierunku Lwowa. Po latach opowiadano mi, że po jakimś czasie zabrakło nam benzyny. Kupiliśmy więc konia, wynajęliśmy woźnicę, którego posadzono na pudełku z kapeluszami mojej mamy.

Miałam wtedy pięć miesięcy. Była to trudna wyprawa. Kiedy po latach pytałam mamę, co wtedy jadłyśmy, opowiadała mi, że kapustę. Kiedy samoloty bombardowały, chowaliśmy się w lesie. Mój starszy o siedem lat brat, pamięta te czasy.

Zimę spędziliśmy w Rumunii, po kilku miesiącach przenieśliśmy się do Francji. Moja mama była Polką, a tata Francuzem. Jednak po jakimś czasie moi rodzice się rozstali, wtedy mama zabrała mnie do Paryża. Musiał to być dla niej ciążki czas, bo nikogo tu nie znała, nie miała pracy, ale poradziłyśmy sobie jakoś.

Jakie ma Pani pierwsze wspomnienie z Paryża?

Pamiętam dworzec Montparnasse, była wtedy noc, dużo kolorowych świateł, reklam, ruch, metro… Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Miałam wtedy sześć lat. Na początku mieszkaliśmy w hotelu, ale po jakimś czasie mama umieściła mnie u sióstr zakonnych. Pamiętam, że miałam mundurek, kapelusz, musiałam mówić do sióstr zakonnych „matko”.

Kiedy zrozumiała Pani, że ma polskie korzenie?

W jednej ze szkół była mała, dwujęzyczna Polka. Powiedziano mi wtedy: „Nie będziesz już sama”. Ta mała próbowała uczyć mnie języka polskiego. W liceum chodziłam do szkoły, w której było dużo obcokrajowców, z różnych państw.

Pierwsza przygoda z teatrem? 

Miałam czternaście, może piętnaście lat. Zapisałam się na kurs do merostwa. Chciałam grać Szekspira, ale mój nauczyciel  uważał, że to za wcześnie. Jako młoda dziewczyna zawsze interesowałam się literaturą, szczególnie poezją.

Spędziła Pani jakiś czas w Kolumbii…

Mój mąż dostał pracę w Kolumbii, był to kontrakt z UNESCO, polegający na współpracy kulturalnej z jednym z tamtejszych reżyserów. Wyjechałam więc razem z nim. Miałam to szczęście, że mogłam tam studiować, podróżować, uczyć się od profesjonalnych reżyserów, przygotowywać spektakle z zawodowymi aktorami. A wszystko to po hiszpańsku!

Kiedy po raz pierwszy odwiedziła Pani Polskę?

Pojechałam do Polski z opiekunką swoich dzieci, która mi powiedziała: „Ty masz samochód, a ja mam rodzinę. Jedziemy!” Było to za czasów Edwarda Gierka, początek lat 70. Pojechałyśmy do Żywca, do jej mamy…

Z Monique Stalens rozmawiała Julita Lech, ciąg dalszy wywiadu znajduje się w 81 numerze Vectora Polonii, do którego lektury serdecznie zachęcamy. Szczegóły dotyczące prenumeraty:  http://www.vectorpolonii.com/prenumerata 

Komentowanie zablokowane.



poniedziałek, 11 listopada, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART