Z Vectora Polonii nr 2/2015: Archiwum wartości – z Wojciechem Sikorą – prezesem Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte pod Paryżem rozmawiała Agnieszka Zaleska

Utworzono 03 marca 2015 przez Luiza

Wojciech Sikora © AZ

Wojciech Sikora © AZ

O Redaktorze i jego dziele, domu „Kultury”, epistolograficznym rekordzie świata XX wieku i ideach Jerzego Giedroycia, które są nadal aktualne, mówi Wojciech Sikora – prezes Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte pod Paryżem w rozmowie z Agnieszką Zaleską.

Agnieszka Zaleska: Z sondy przeprowadzonej przez Stowarzyszenie Instytut Literacki wynika, że Polacy nie znają Jerzego Giedroycia. Ankieta została przeprowadzona w Krakowie wśród przypadkowych osób w różnym wieku. Z rozmów z badanymi można było dowiedzieć się, że Redaktor Giedroyc był poetą, pisarzem, malarzem a nawet kominiarzem… 

Wojciech Sikora: Można jedynie nad tym ubolewać, ale rzeczywiście ta sonda była wiarygodna. Anegdotyczne odpowiedzi świadczą o totalnej ignorancji, nie tylko ludzi młodych, ale przede wszystkim starszych. Niewielu, z tych, którzy pamiętali okres PRL, potrafiło powiedzieć cokolwiek o Jerzym Giedroyciu.

AZ: Jaka może być tego przyczyna?

WS: Żyjemy w czasach, w których wszystko bardzo szybko się dzieje i równie szybko przemija, ale to nie jedyny powód. Redaktor Giedroyc oddziaływał przede wszystkim na polskie elity. Jak wiadomo, elitę tworzy bardzo wąska warstwa społeczeństwa. Sonda, o której rozmawiamy została przeprowadzona w środowisku absolutnie przypadkowym. Od śmierci Redaktora minęło już 15 lat. Dziennikarz, który przeprowadzał badanie rozmawiał z ludźmi bardzo młodymi, którzy w momencie, kiedy Redaktor umierał, mieli kilka lat. Szkoda, że w polskich szkołach czy na uniwersytetach nie mówi się wiele o Redaktorze. Oczywiście, istnieją profesorowie, którzy wprowadzają do swoich wykładów historię Instytutu Literackiego, ale to raczej rzadkość.

AZ: Kim był dla Pana Jerzy Giedroyc?

WS: Redaktor Giedroyc należał bezwzględnie do jednych z najważniejszych postaci drugiej połowy XX wieku. Przeformułował stereotyp Polaka, wprowadził do kanonu literatury polskiej wielu autorów, stworzył koncepcje polityczne aktualne do dzisiaj. Bezsprzecznie przyczynił się do upadku komunizmu w Polsce. Jerzy Giedroyc miał charyzmę i jednocześnie posiadał naturę sympatyczną, ciepłą. Opinia, że był człowiekiem zamkniętym, zimnym, niedopuszczającym do siebie nikogo, jest myląca. Tak twierdzą ludzie, którzy go nie znali. Najprościej mówiąc, to był wielki człowiek. Dwie osoby, mieszkające w tym domu można by zaliczyć do pierwszej dziesiątki najistotniejszych ludzi drugiej połowy XX wieku – Jerzego Giedroycia i Józefa Czapskiego.

AZ: Czy pamięta Pan swoje pierwsze spotkanie z Jerzym Giedroyciem?

WS: To było 4 czerwca 1981 roku. Znam tę datę, dlatego że Redaktor Giedroyc prowadził bardzo skrupulatnie notatki ze wszystkich swoich spotkań od 1946 do 2000 roku. Pewnego razu oglądając kalendarzyki trafiłem przypadkowo na wpis o sobie, informujący o mojej wizycie w Kulturze.

AZ: Dlaczego przyjechał Pan do Maisons-Laffitte?

WS: W II połowie lat 70-tych działałem w Studenckim Komitecie Solidarności w Krakowie. Naturalne było, że gdy tylko przyjechałem z kolegami do Paryża, zadzwoniliśmy do Redaktora, który ku mojemu zdziwieniu, zgodził się mnie przyjąć. To było wspomnianego tu 4 czerwca. Do Redaktora szło się na nogach jak z waty, był legendą.

AZ: Jak wyglądało spotkanie z Jerzym Giedroyciem

WS: Spotkanie miało dość zabawny przebieg. Redaktor wypytywał mnie i mojego przyjaciela – Andrzeja Mietkowskiego, o to, co dzieje się w Krakowie. Jednak jego wiedza na temat sytuacji w Polsce była tak duża, że niewiele mogliśmy dodać. Znał dokładnie personalia, wydarzenia, tym niemniej maglował nas przez dwie godziny, żeby dowiedzieć się jeszcze czegoś więcej. Należy pamiętać, że Redaktora odwiedzało mnóstwo gości z kraju. Orientował się znacznie lepiej w polskich aktualnościach niż Polacy mieszkający w kraju. Kiedy rozmowa z Redaktorem dobiegała końca, zapytał nas, jaki mamy program podróży. Odpowiedzieliśmy, że planowaliśmy wrócić do Polski, przejeżdżając przez południową część Europy. Wtedy zadał nam pytanie czy nie chcielibyśmy zarobić, nim ruszymy w dalszą wędrówkę. Zgodziliśmy się z wielką ochotą. W konsekwencji, spędziłem w Maisons-Laffitte prawie rok, porządkując gigantyczną bibliotekę. Pracowało mi się bardzo przyjemnie, gdyż poza obowiązkami, mogłem dużo poczytać.

AZ: Biblioteka w Maisons-Laffitte imponuje do dzisiaj. Jak liczny jest to zbiór?

WS: Obecnie biblioteka liczy ponad 50 tysięcy tomów. Była ona oczkiem w głowie Redaktora. Ten wyjątkowy księgozbiór dotyczy całej Europy pojałtańskiej. Znajdują się tu publikacje wielojęzyczne oraz mnóstwo białych kruków, szczególnie z lat 40-tych czy 50-tych, których to pozycji brakuje nawet w Bibliotece Narodowej w Warszawie.

AZ: Archiwum Instytutu Literackiego znajduje się wśród 35 obiektów dziedzictwa dokumentacyjnego wpisanych na międzynarodową Listę Pamięci Świata (Memory of the World) UNESCO. To zaszczytne wyróżnienie.

WS: To jest tytuł symboliczny. Nasze archiwalia są rzeczywiście wyjątkowe i tym samym ogromne w dosłownym tego słowa znaczeniu. 180 metrów bieżących zajmują same dokumenty, w których najważniejszą część stanowią listy Giedroycia do rozmaitych osób, takich jak Miłosz, Gombrowicz i wielu innych. Redaktor prowadził korespondencję z około 1500 osobami.

AZ: Jak wiele listów napisał Redaktor?

WS: W zbiorze występuje około 150 tysięcy listów od i do Redaktora. Jest to prawdopodobnie epistolograficzny rekord świata XX wieku. Część z nich została opublikowana w serii „Archiwum Kultury”. Serię te zaplanował jeszcze sam Redaktor na początku lat 90-tych. W 1994 roku ukazał się pierwszy tom – korespondencja z Witoldem Gombrowiczem, a ostatnio korespondencja z Teodorem Parnickim. Do dzisiaj opublikowano 14 tomów.

AZ: Po śmierci brata Redaktora – Henryka Giedroycia, to Pan przejął zarządzanie stowarzyszeniem Kultury. Jakie projekty zostały zrealizowane i jakie cele stoją przed Panem?

WS: W roku 1999 Redaktor Giedroyc wraz z najbliższymi współpracownikami, to znaczy z Zofią Hertz i swoim młodszym bratem Henrykiem Giedroyciem założyli stowarzyszenie pod nazwą Instytut Literacki Kultura, którego celem była i jest opieka nad dziedzictwem Kultury. W tej formie stowarzyszenie istnieje do dzisiaj. Jednocześnie, życzeniem Redaktora Giedroycia było pozostawienie Instytutu Literackiego i domu Kultury, jako otwartej przestrzeni, gdzie będzie się przeprowadzało rozmaitego rodzaju prace historyczne i nie tylko. Tę wolę właśnie realizujemy. Najważniejszą częścią Instytutu Literackiego są archiwa. Od pięciu lat trwa projekt tworzenia bazy danych i inwentarza dokumentów. Prace porządkujące powinny się zakończyć w tym roku. Przez cały czas przyjmujemy osoby na kwerendy. Głównie z Polski, ale przyjeżdżają do nas ludzie z całego świata. Ponadto współwydajemy serię korespondencyjną oraz przedrukowujemy zapomniane pozycje z Biblioteki Kultury, jak na przykład eseje Mieroszewskiego czy Jerzego Stempowskiego.

AZ: Jaki status zajmowała literatura wydawana w Maisons-Laffitte? Czy była to literatura emigracyjna?

WS: W tym domu pojęcie literatury emigracyjnej nie funkcjonowało. Dla Giedroycia literatura była tylko jedna – literatura polska. Po 1989 roku, kiedy zlikwidowano w Polsce cenzurę, Redaktor Giedroyc praktycznie przestał wydawać książki. Ostatnie tytuły są z 1990 roku. Kontynuował wydawanie Kultury, poprzez którą mógł w dalszym ciągu oddziaływać na to, co dzieje się w kraju. Było to pismo całkowicie niezależne od różnego rodzaju partii, frakcji i koterii w Polsce…

Cały wywiad Agnieszki Zaleskiej znajdziecie Państwo w Vectorze Polonii nr 2/2015, do którego zakupu i lektury serdecznie zapraszamy!

http://www.61qt.com/produkty/vector-polonii-nr-105-luty-marzec-2015/

 

Komentuj...

*



czwartek, 19 września, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART