Wino z Franschhoek

Utworzono 09 lipca 2013 przez admin

Marta PerezMarta Perez

Dziś bardziej o historii wina. Bo taka wiedza pomaga w jego degustacji i lepszym – być może – zrozumieniu smaku.

Ponoć nic tak dobrze nie smakuje, jak wino z Paarl. To niewielkie miasto w górskiej kotlinie w Południowej Afryce.

KWV, czyli Kooperatieve Wijnbouwers Vereniging, powstało w 1918 roku jako zrzeszenie producentów wina po to, by ustalać ceny i limity w całej RPA. Paarl jest ojczyzną dobrych trunków, i jak na region – prawdziwym gigantem. W okręgach, takich jak Stellenbosh, Constantia, Franschhoek, robi się Pinotage i Merlota w najlepszym wydaniu. Właśnie w Stellenbosh wyprodukowano po raz pierwszy Pinotage. Ten jedyny w swoim rodzaju gatunek wina powstał w 1925 roku jako krzyżówka Pinot Noir oraz Cinsault. Dopiero jednak w latach 60. pojawiło się wino z nazwą Pinotage na etykiecie. Dzisiaj znawcy win, wiedzą doskonale, że zmierzyć się z Pinotage z najlepszej apelacji to trudna walka do wygrania. Ale musi mieć certyfikat KWV. To ważne. Wtedy wiemy, że mamy do czynienia z odpowiednią jakością.

Niedaleko od Paarl, w Berenheim, mieszka Georg, Prusak spod Elbląga, tamtejszy chemik o dziwnym rodowodzie.

Berenheim to kilka domostw, jednego w zasadzie gospodarstwa. Porosłe zielskiem i chwastami podwórze, wszędzie walające się beczki, kawałki blachy i jakiegoś drewna. Błoto i kurze kupy na drodze. Wiocha. Wokół sielski klimat, trochę z Mazowsza, trochę z jakiejś austriackiej doliny. Niedbałe zarośla, drzewa i gdyby nie wszechobecne winorośle, można by pomyśleć, że to kawałek zapyziałej Europy.

Gospodarz w podartym podkoszulku wita kieliszkiem gęstego, różowego porto, a ściślej portu. Nazwa ta została zastrzeżona przez Portugalczyków, i odkąd w 1992 roku zniknęła blokada ekonomiczna wobec RPA, tamtejsi producenci wina musieli na zawsze zapomnieć o „Porto”.

Georg z dumą podkreśla swoje korzenie. Urodził się pod Elblągiem, jeszcze w latach dwudziestych wyjechał z ojcem do Południowej Afryki, gdzie stryj Joseph miał farmę i handlował winem. Ojciec Georga był farmaceutą. Miał aptekę w Elblągu. Do wojny prowadził ją wuj Hermann, również farmaceuta. Potem przyszli Rosjanie i wymordowali rodzinę Georga. Aptekę spalili. Nikt nie ocalał. Georg skończył studia chemiczne w Kapsztadzie. Przez następne dwadzieścia lat robił pigułki na grypę i niestrawność. Zatrudnił się w największej fabryce medykamentów, potem miał aptekę – bo jakże inaczej – i eksportował leki nawet do Szwajcarii.

Któregoś dnia oświadczył żonie, że rzuca to wszystko i nie będzie więcej truł ludzi chemikaliami.

Co będziesz więc robił? – spytała jego Frau.

Będę robił wina – oświadczył z dumą (…)

 (Aby przeczytać cały artykuł, kup najnowsze e-wydanie Vectora Polonii)  

Komentowanie zablokowane.



niedziela, 19 stycznia, 2020

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART