'Taguj' blogi | "Zapiski Weterana Zimnej Wojny"

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 18 lipca 2018 r.

Utworzono 01 września 2018 przez Red. VP

Dociera do mnie pytanie o poufne opinie mego ojca o tym, co zaszło jesienią 1939. O roli ambasadora Francji Leona Noela w przemianach, jakie wówczas nastąpiły we władzach RP. Tak, mój ojciec był wówczas wraz z Jerzym Giedroyciem doradcą naszego ambasadora w Bukareszcie Rogera Raczyńskiego. Ów ambasador odegrał w owych przemianach znaczną rolę. Skądinąd mój ojciec miał dobre stosunki z Leonem Noelem.

O owych przemianach, o objęciu urzędu premiera przez generała Sikorskiego i prezydentury przez Władysława Raczkiewicza (z dniem 30 9 1939) ojciec w swych książkach wiele pisał. Rzecz jasna, ojciec – człowiek pełen umiaru i wyrozumiałości – w swych pisemnych wypowiedziach unikał sformułowań zbyt drastycznych. Nie stawiał kropek nad „i”. Na przykład nie uwydatniał ogromu krytyk godzących w Rydza Śmigłego i jego – jak się okazało – niemądry sztab. „Prywatnie” jednak mi mawiał, że nawet byli członkowie rządu Sławoja Składkowskiego (już w RUMUNII), jak wszyscy Polacy mieli niesamowicie za złe ekipie Rydza jej uprzedni tak naiwny – jak się okazało – optymizm, owo przedwojenne hasło NIKT NAM NIE ZROBI NIC, wręcz idiotyczną – jak się okazało – walkę z tak zwanym defetyzmem, niedocenianie mocy hitlerowskich wojsk czołgowych, tezę, że zdołamy przez ładnych kilka miesięcy, do chwili nadejścia takiej lub innej pomocy z Zachodu stawić Niemcom czoła. W rozmowach ze mną ojciec nie ukrywał, że nie do końca rozumie, jak to możliwe, że Rydz był aż tak naiwny, i że, co gorsza, jego naiwnemu optymizmowi ufał minister Beck!

Jedno z pytań mego rozmówcy dotyczy ambasadora RP we Francji (od 20 lipca 1936 do 7 listopada 1939), Łukasiewicza. Otóż – jak pamiętam – z tego, co ojciec mój mawiał wynikało, że Juliusz Łukasiewicz był tylko na 100% zaufany Becka i Rydza, w ślad za nimi z uporem głosił naiwną tezę o mocarstwowości Polski, nie rozumiał Francuzów i nie umiał zręcznie z nimi gadać. Miał niewątpliwie w Paryżu pozycję o wiele gorszą od swego poprzednika Alfreda Chłapowskiego…, no i nie bardzo wiedział, że Francja nie była w stanie podjąć natychmiast ofensywy na Niemcy po to, „by ulżyć Polsce”…

Ojciec mój mawiał, że nie rozumie, dlaczego mądry Piłsudski „zostawił” kierownictwo polskiej polityki zagranicznej w rękach niezbyt mądrego Becka, a dowództwo naszej armii w rękach generałów, których sam określał jako „wiernych, ale miernych”… Rydz był człowiekiem wysoce „przyzwoitym”, lecz militarnie nadawał się nie na naczelnego wodza, lecz na dowódcę straży granicznej… Piłsudski ponoć mawiał: „Beze mnie nie dadzą sobie oni rady…”. I miał – jak się okazało – 100% rację!!!

TRZEBA TEŻ BARDZO JASNO I DO KOŃCA ZDAĆ SOBIĘ SPRAWĘ Z FAKTU, ŻE OGROM NASZEJ BŁYSKAWICZNEJ KLĘSKI NIESAMOWICIE NASZE SPOŁECZEŃSTWO ZASKOCZYŁ. WSZAK BRAŁO ONO NA SERIO ZAPEWNIENIA WODZA, ŻE NIKT NAM NIE ZROBI NIC!!!

Co do Leona NOELA, to niewątpliwie ów ambasador, w przeciwieństwie do Rydza i Becka, świetnie się orientował w fakcie, że dywizje pancerne Hitlera armię polską w ciągu kilku dni rozbiją. Uważał stwierdzenie SILNI, ZWARCI, GOTOWI ZA ABSURD. NOEL niewątpliwie przewidywał też cios sowiecki w polskie plecy. Pod koniec września 1939 wyraźnie popierał Sikorskiego. Chciał pełnej odmiany władz RP.

Komentarzy (0)

Tags: , , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 29 czerwca 2018 r.

Utworzono 23 lipca 2018 przez Red. VP

Kilka ech poniedziałkowego spotkania w Ambasadzie RP w Paryżu z profesorem Rafałem HABIELSKIM – spotkania dotyczącego mających (WRESZCIE) chyba już za kilka miesięcy ukazać się wspólnym nakładem MSZ-u i IPN-u tajnych raportów mego ojca Kajetana Dzierżykraj- Morawskiego (Kademora), ambasadora legalnego Rządu RP w Londynie przy Francji od października 1943 do końca lat sześćdziesiątych (po cofnięciu przez Francję uznania w lipcu 1945 legalnemu rządowi RP w Londynie, ambasadora „TOLEROWANEGO, lecz nieuznawanego oficjalnie). Te raporty rzucają nowe, niekiedy wręcz rewelacyjne światło na dzieje drugiej polskiej wielkiej emigracji politycznej we Francji… Jak dotąd, pewne uważające się za postępowe czynniki, czynniki teraz wrogie obecnemu kierownictwu Polski, skutecznie hamowały publikacje tych tak autentycznych dokumentów uwydatniających wiele kluczowych aspektów walki o wolność Polski prowadzonej przez czasem celowo i niesłusznie lekceważoną przez ludzi PRL-owskiego chowu DYPLOMACJĘ EMIGRACYJNĄ… Dodam, że wagę tych raportów w pełni doceniał Jerzy GIEDROYC.

W czasie owego spotkania w Ambasadzie RP wyświetlono także 2 filmy laureata wielu nagród, Piotra Morawskiego… Film o mym ojcu i film o mnie, INWALIDZIE ZIMNEJ WOJNY.

Jeden w uczestników owego spotkania w Ambasadzie RP w Paryżu, krajowy intelektualista jest zdania, że jest ogromnej wagi, by obecnie nawiązywać do tradycji KADEMORA – tego przeciwnika Becka, i zwolennika mocnych związków Polska-Francja, oraz – jak mawiał – Europy na francuskim sosie, by polepszać obecnie nie najlepsze stosunki polsko-francuskie… Ów rozmówca jest zdania, że trzeba pilnie się przeciwstawić obecnie rozwijanemu we Francji „przez wiadome koła kampanii oczerniania obecnych postaw Polaków i wybranego przez nich rządu”… Dobrze wiadomo, kto prowadzi „tę nieco dziwaczną nagonkę”… Są to sfery wpływowe i rzekomo „postępowe”…

Inny rozmówca jest zdania, że niestety cofa się w Polsce znajomość języka francuskiego, a przecież – jak mawiał Kajetan Morawski – Polacy winni być ściśle z Francją związani, walczyć o „ową Europę na francuskim sosie”, opartą o wielkie wartości francuskiej, tolerancyjnej i wolnościowej kultury politycznej…

W pełni popieram ten punkt widzenia! Ostatnio Stowarzyszenie Absolwentów Liceum w Kościanie nadało mi zaszczytny tytuł swego członka honorowego. Pozwalam sobie zaapelować do tego LICEUM o zawarcie przez nie umowy o współpracy z jakimś francuskim dużym LICEUM. Radzę, by zwróciło się np. do radcy Stanislasa PIERRET w Ambasadzie Francuskiej w Warszawie o znalezienie francuskiego liceum skłonnego do podjęcia takiej AMBITNEJ, „MODELOWEJ” współpracy!!!

Skądinąd wzywam też Joëla Broquet, do poinformowania organizmów FRANKOFONII o mym planie podjęcia takiej obejmującej wiele polskich i francuskich LICEÓW AKCJI pod hasłem WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI. Liczę w tej dziedzinie na LA COMMUNAUTE FRANCO-POLONAISE, na Prezesa JUSSACA, na panią profesor Barbarę MIECHÓWKĘ, na prezesa Romana CZAJKĘ… Tak, musimy w tej dziedzinie dokonać PRADZIWEGO PRZEŁOMU!!! TO SPRAWA OLBRZYMIEJ WAGI DLA POLSKI I DLA CAŁEJ EUROPY.

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 26 czerwca 2018 r.

Utworzono 23 lipca 2018 przez Red. VP

Wczoraj w przepięknych salonach Ambasady RP w Paryżu odbyło się spotkanie dotyczące mego ojca, przez ćwierć wieku ambasadora polskich władz na wychodźstwie w Londynie przy Francji!!! Najprzód w październiku 1943 pierwszego ze wszystkich ambasadorów akredytowanych przy rządzie Wolnej Francji, wówczas jeszcze przebywającym w Algierze. Później, po cofnięciu przez Francję uznania władzom RP rezydującym w Londynie, nieuznawanego lecz tolerowanego ambasadora Wolnej Polski w Paryżu. Spotkanie dotyczyło też mnie – inwalidy wojny i zimnej wojny, b. korespondenta INFORMACYJNEGO („szpiona”, jak mawiali PRL-owcy) RWE!!! Zaprezentowano opatrzone francuskimi podtytułami filmy o mym ojcu i o mnie (dzieła świetnego reżysera Piotra Morawskiego, laureata wielu nagród…).

Spotkaniu przewodniczył minister pełnomocny RP w Paryżu, Tomasz Majchrowski. A całe to spotkanie świetnie zorganizował attaché prasowy ambasady, Michał Dobosz.

O przygotowywanych przez niego do druku (w IPN) tajnych raportach Kajetana Morawskiego, zdających sprawę z życia i działań polskiej emigracji politycznej, raportach dla władz RP w Londynie – ciekawie mówił słynny dr hab. Rafał HABIELSKI, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, uchodzący za jednego z najlepszych w Polsce znawców polskiej historii najnowszej, autor prac naprawdę dużej wagi. Wskazał on na znaczenie tych wielce obiektywnych, niekiedy rewelacyjnych tajnych raportów Ambasadora Morawskiego… W czasie tego spotkania Anna z Dzierżykraj-Morawskich admirałowa Mesnetowa odczytała piękny list kondolencyjny, jaki po śmierci mego ojca do mnie napisała Generałowa de Gaulle (Generał de Gaulle wówczas już nie żył).

Na zakończenie ja zabrałem głos. Po pierwsze, by podziękować ambasadzie RP w Paryżu za zorganizowanie tego spotkania, dotyczącego tak znienawidzonej niegdyś przez PRL, a obecnie mało cenionej przez wrogie pewnym polskim „przedwrześniowym tradycjom” kręgi polityczne AMBASADY WOLNEJ POLSKI. Złożyłem hołd pamięci mego ojca i owej ambasady Wolnej Polski współpracowników, np. radcy Tadeuszowi Parczewskiemu oraz mego ojca kolejnym następcom, to jest Władysławowi hr. Ponińskiemu, Xaweremu hr. Reyowi i Jerzemu Ursyn-Niemcewiczowi, już nie ambasadorom Wolnej Polski, lecz Delegatom Legalnego Rządu RP. Podkreśliłem, że spośród współpracowników tej dyplomacji Wolnej Polski w Paryżu żyją jeszcze tylko 2 osoby: Wirydianna z hr. Raczyńskich hr. Reyowa, no i ja.

Następnie złożyłem me podziękowania Zarządowi Dzieła św. Kazimierza w Paryżu oraz tego zarządu Prezesom, hr. ORŁOWSKIEMU, oraz rzecz jasna KIERUJĄCYM tym Zakładem ZAKONNICOM (za przyjęcie mnie – INWALIDY WOJNY I ZIMNEJ WOJNY – do tego Domu Opieki… Tak, złożyłem hołd szlachetnym i tak sprawnym w swej opiece nad starcami owym Polskim Siostrom SZARTKOM. Prawdziwym Polkom w najlepszym tego słowa znaczeniu. Dodam, że na owo spotkanie mnie, nieco chorego, przywiozły dwie siostry szarytki: Regina i Katarzyna!!!
Czując się jakby spadkobiercą tradycji owej ambasady Wolnej Polski, złożyłem hołd Francji i Francuzom, którzy w naszym boju o Wolną Polskę nam pomagali: Generałowi de Gaulle’owi, Jeanowi Laloy z Quai d’Orsay, Gastonowi Palewskiemu, André Voisin, Robertowi Schumanowi, Robertowi Rochefort, Jean-Lucowi Schaffhauserowi, jakże zasłużonemu Joëlowi BROQUET, i innym…

Kończąc, złożyłem jeszcze najwyższy hołd pamięci pani prezydentowej Marii z Mackiewiczów KACZYŃSKIEJ oraz jej współpracownicy, dyrektor Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej. Obie te wysoce patriotyczne damy – w przeciwieństwie do wielu innych (!!!) – wysoko ceniły i otaczały opieką nas, bojowników walczącej z komuną POLSKIEJ EMIGRACJI POLITYCZNEJ.

Tyle na dziś!!! Czekam na uwagi o tym spotkaniu. I na jego echa…

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 20 czerwca 2018 r.

Utworzono 06 lipca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta: Jak wynika z książki Teresy Masłowskiej pt. ŁĄCZNIK Z PARYŻA. RZECZ O WETERANIE ZIMNEJ WOJNY (Leszno 2009), zaczynał Pan swą pracę w RWE od pisania raportów o sytuacji w kraju najprzód jako współpracownik Zygmunta Michałowskiego, później już samodzielnie jako etatowy korespondent . Pańskie raporty wysoko cenili zarówno Jan Nowak, jak i szef działu polskiego tak zwanej ewaluacji w RWE, Kazimierz Zamorski. No i choć później miał Pan inne zadania w RWE (rozmowy telefoniczne z krajem, słynne wywiady telefoniczne z Wałęsą i innymi), jak wynika z tekstów Zamorskiego, długo Pan kontynuował pisanie owych tajnych raportów. Jak wiadomo, praca korespondentów informacyjnych RWE szczególnie władze PRL irytowała. Skąd Pan miał takie nieraz ponoć rewelacyjne informacje o sporach w partii, o walce frakcji?

Moja odpowiedź prosta. Ci lub inni wpływowi działacze (dziś wymienię tylko dwóch: Konstantego Łubieńskiego i Jerzego Zawieyskiego) chcący w ten sposób pozytywnie oddziaływać na sytuację w PRL i będąc PEWNYMI mej dyskrecji, dostarczali mi sporo cennych informacji. Z reguły z zastrzeżeniem zachowania najwyższej tajemnicy co do źródła owych rewelacji. Ci lub inni partyjni, nawet członkowie KC czy biura politycznego, w ramach tak zwanej walki frakcyjnej podrzucali Nowakowi i także mnie wielkiej wagi dane. Jednemu z nich musiałem przysiąc, że nigdy – nawet po jego zgonie – nie ujawnię, że mnie informował. Po roku 1968 wiele bezcennych informacji dostarczyły nam ofiary czystek moczarowskich. Na przykład wielkiej wagi były oceny i informacje, jakie przekazał nam wysoce inteligentny ambasador Birecki. Z Monachium na długą rozmowę z nim przyjechali Jan Nowak i Tadeusz Żenczykowski. Rozmowa miała miejsce w wielkim paryskim hotelu. Ja ją protokołowałem – później już w naszym biurze do północy na maszynie ją spisywałem, by ów tekst o 8. rano móc dać Nowakowi i Żenczykowskiemu, którzy przedpołudniowym samolotem wracali do Monachium. Birecki w tej rozmowie między innymi np. ostrzegał nas, że SB ma w Rozgłośni Polskiej agenta (jak się później okazało, szło o Andrzeja Czechowicza). Niestety RWE nie wykorzystało tej informacji. W porę nie wykryto Czechowicza, który widocznie mądrze umiał się „kamuflować”…

Z oczywistych powodów KORESPONDENCI INFORMACYJNI RWE byli wrogiem numer jeden SB, która ponoć dostawała nagany z Biura Politycznego za to, iż partyjne tajemnice, echa walk różnych np. frakcji, dane o porażkach gospodarczych PR i o różnych wewnątrzpartyjnych aferach przeciekają do RWE, i – via RWE – do społeczeństwa… (W pewnym okresie Nowak podejrzewał, że nienawidzący Gierka Moczar, będąc szefem Najwyższej Izby Kontroli, pewne rewelacje o nadużyciach gierkowców nam podrzucał… (SB starało się różnymi metodami „niszczyć” co najlepszych spośród naszych korespondentów informacyjnych). W pewnym okresie najlepszym spośród nas był nasz ówczesny korespondent informacyjny w Zachodnim Berlinie, późniejszy dyrektor Rozgłośni Polskiej RWE. SB zmontowało z pomocą NRD jakąś bliżej mnie nieznaną „aferę obyczajową”… Miejscowe władze amerykańskie zażądały usunięcia Michałowskiego… Nowak – wysoko Zygmunta M. ceniąc – wybronił go, ale musiał przenieść go do Paryża. Ja, widocznie uważany przez SB też za „niebezpiecznego wroga”, straciłem możliwość uzyskania stypendium doktoranckiego Komitetu Wolnej Europy na studia politologiczne w USA, jak już nieraz pisałem, w kilka lat później (gdy RWE powierzyło mi wymagające pełnego zaufania stanowisko KORESPONDENTA INORMACYJNEGO w Paryżu), zapytałem pewnego „personalnego” Amerykanina z RWE, jak to możliwe – przecież kilka lat wcześniej nie dano mi stypendium w wyniku donosu, że jestem homoseksualistą i że w roku 1945 byłem w Kościanie (mając 15 lat !) groźnym komunistą… Ów Amerykanin powiedział mi wówczas, żebym się tą sprawą nie zajmował. To był zapewne donos Z TAMTEJ STRONY… Później w Paryżu przez lata odbierałem telefony z pogróżkami, anonimy itd. Równocześnie – jak pisze np. płk. Waldemar Maszenda – „Rodziny (niektórych) pracowników RWE były szykanowane i zastraszane przez bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami”.

Tyle na dziś!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 18 czerwca 2018 r.

Utworzono 02 lipca 2018 przez Red. VP

Czytelnik mego dziennika, człowiek od lat świetnie wprowadzony w paryskie sfery prasowe i międzynarodowe, na wstępie prosząc o nieujawnianie jego nazwiska (jako były korespondent informacyjny, na wskroś znam ten problem) stwierdza, iż chociaż nie chce wdawać się w dotyczące oceny naszych dyplomatów polemiki, to jednak wydaje mu się być rzeczą dość ewidentną, że polska dyplomacja emigracyjna liczyła w swych szeregach o wiele więcej jednostek pierwszoplanowych i na wysokim poziomie niż dyplomacja PRL-u. Niewątpliwie światowej klasy postacią był Edward Bernard hr. Raczyński, który np. kierując w Londynie polskim MSZ-em w rządzie Generała Sikorskiego w dniu 10 12 1942 poinformował w specjalnym raporcie – opartym na obszernej dokumentacji przywiezionej z Polski przez Jana Karskiego – alianckie rządy i światową opinię publiczną o OGROMIE niesamowitej w swym rozmiarze hitlerowskiej zbrodni holocaustu. Wielu historyków żydowskich i innych narodowości podkreśla wagę RAPORTU RACZYŃSKIEGO – dokładnie odsłaniającego całą prawdę o tej zbrodni i jej kolosalnym wymiarze. Edward Raczyński odgrywał później też znaczną rolę w Międzynarodówce Liberalnej; w pewnym okresie był (w latach powojennych w Londynie) jej prezesem. W latach 1979-1986 był prezydentem RP na wychodźstwie. Założył on też Rogalińską Fundację Raczyńskich – jedną z największych polskich fundacji rodzinnych, bogatą przepięknym zamkiem w Rogalinie i ogromną kolekcją dzieł sztuki, związaną z Muzeum Narodowym w Poznaniu… Jednym słowem, był postacią wielkiej, polskiej i także międzynarodowej, miary… Był autorem szeregu książek…

Trudno wyliczać wszystkich czołowych dyplomatów drugiej wielkiej emigracji. Wypada jednak wspomnieć np. o mającym ogromne stosunki Józefie hr. Potockim – ambasadorze Wolnej RP w Madrycie, człowieku cenionym przez generała Franco, oraz związanym więzami autentycznej przyjaźni z Prezydentem USA Kennedym. Nie można też pominąć ambasadora Kazimierza Papee, który przez długie lata reprezentował Wolną Polskę w Watykanie… Postacią dużej klasy – stwierdza ów czytelnik – był też Kajetan Dzierżykraj-Morawski, w MSZ-cie zwany Kademorem, kierownik MSZ-u w obalonym zamachem majowym rządzie Witosa, a w październiku 1943 pierwszy ze wszystkich ambasadorów przy rządzie Wolnej Francji rezydującym jeszcze w Algierze… (Rząd RP na wychodźstwie w Londynie pierwszy ze wszystkich uznał ów francuski rząd, wtedy jeszcze kierowany przez generałów de Gaulle’a i Giraud). Kajetan Morawski był do końca 1944 dziekanem korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy francuskim rządzie, z tego wynikały pewne „trudności” z ambasadą ZSRR.

Po cofnięciu przez Francję w lipcu 1945 uznania rządowi RP w Londynie, Kademor – któremu Francuzi zachowali status dyplomatyczny ad personam – był do końca lat sześćdziesiątych (do swego przeniesienia się do Domu Spokojnej Starości w Lailly-en-Val) nieuznawanym, lecz tolerowanym ambasadorem Wolnej Polski we Francji… Sporo pisał, np. swe rewelacyjne tajne raporty dla władz emigracyjnych w Londynie, jest także autorem kilku książek. Zasiadał w Pen Clubie… Jak w liście kondolencyjnym po zgonie Kademora w Lailly pisała Generałowa de Gaulle, ten generał miał „pour l’Ambassadeur Morawski une grande estime et une affection sincère’’. Czołowym emigracyjnym dyplomatą był też minister Tadeusz Romer, były osobisty sekretarz Romana Dmowskiego (rok 1919), były ambasador w Tokio i później w Moskwie, minister spraw zagranicznych w rządzie Mikołajczyka (lipiec 1943 – 24 11 1944), po wojnie wybitny współpracownik Mc Gill University oraz prezes Polskiego Instytutu Naukowego w Kanadzie (1963-1978).

Ów mój czytelnik podkreśla, że mógłby wymienić jeszcze kilku zgoła wybitnych dyplomatów emigracyjnych!!!! Co do MSZ-u PRL, to choć można było zgadzać się lub nie z jego koncepcjami (po części dyktowanymi przez ZSRR), pewną klasę niewątpliwie miał Adam Rapacki. W Paryżu niektórzy Francuzi, i ponoć nawet wysoko postawieni gaulliści cenili Stanisława Gajewskiego, „reżymowego” ambasadora w Paryżu w latach 1954 -1961. A co do warszawskiej centrali MSZ-u PRL, to niektórzy ambasadorowie Francji uważali, że pewną klasę i obycie ma wiceminister Józef Winiewicz, ale był to – jak to się wówczas podkreślało – człowiek formacji przedwojennej…

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 17 czerwca 2018 r.

Utworzono 17 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta: Co Pański ojciec sądził o katastrofie gibraltarskiej z początku lipca 1943, o tragicznym zgonie Generała Władysława Sikorskiego? Ojciec mój – wówczas sekretarz generalny (przy ministrze Edwardzie Raczyńskim) w Londynie MSZ-u Rządu RP – podkreślał (już później np. w Paryżu), że jedno pewne: zgon Sikorskiego był bardzo Stalinowi na rękę. Rzecz w tym, że międzynarodowy autorytet Sikorskiego był wielki, do tego był on jakby symbolem międzynarodowej walki z Hitlerem, wydźwięk jego nazwiska był w całym świecie ogromny… Na pewno nie byłby on w stanie zapobiec zagarnięciu Polski przez Stalina. Ale gdyby żył, aliantom byłoby jednak bardziej niezręcznie „puścić go, i tym samym Polskę w trąbę…”. Do tego trzeba pamiętać, że ponoć wówczas w Gibraltarze szefem brytyjskich służb bezpieczeństwa był sowiecki agent Kim Philby, który o wiele później, w styczniu 1963, uciekł do Moskwy, gdzie umarł dopiero w roku 1988… W swej wydanej w roku 1968 roku książce „My Silent War” nie wyjaśnia on sprawy zabójstwa Sikorskiego. Jednak – dodam od siebie – nie można wykluczać, że z czasem rosyjscy historycy dobiorą się do jego „papierów”, i ogólnie do tajnych danych o Philby’ym (?). Swego czasu Rosjanie jednak ujawnili prawdę o egzekucjach katyńskich; może z czasem – jak wiadomo, rzetelni i wścibscy historycy rosyjscy – odkryją prawdę o śmierci Sikorskiego??? Jak na razie KGB dopuściło historyków ponoć tylko do części „dokumentacji Philby’ego”…

Innym aspektem sprawy jest ponoć to, że Generał Sikorski będąc w czerwcu 1943 na Bliskim Wschodzie tam PONOĆ otrzymał (od kogo ?) dokumenty mówiące prawdę o zbrodni katyńskiej, i rzekomo wiózł te dokumenty do Londynu!!! Jak wiadomo, prawda o sprawie katyńskiej była Stalinowi bardzo nie na rękę…, miała godzący w ZSRR wydźwięk polityczny…

Jednym słowem, dla ZSRR „dobrze się złożyło”, że cieszący się tak wielkim autorytetem międzynarodowym Sikorski śmierć poniósł 4 7 1943 w Gibraltarze.

Kończąc, dodam, że zdaniem mych znających obecną Rosję francuskich przyjaciół PĘD KU PRAWDZIE MŁODYCH ROSYJSKICH HISTORYKÓW JEST TERAZ DUŻY. Młodzi rosyjscy badacze dziejów swego kraju chętnie też teraz współpracują z cudzoziemskimi uczonymi… Nie wykluczam więc, iż być może dotrą oni do jakichś radzieckich tajnych naświetleń związanych z Philby’ym i śmiercią generała Sikorskiego. Jedno chyba jasne: nie można jednak całkowicie wykluczać, że w owych archiwach z czasem znajdzie się coś ciekawego na ten temat. Naturalnie, w danej chwili nie dysponujemy danymi zezwalającymi na rzeczywistą ocenę sytuacji. Na razie możemy tylko formułować hipotezy. No i jeszcze jedno. Niewątpliwie w interesie braterstwa Słowian i zbliżenia Polska-Rosja leży, by we wszystkich dramatycznych „sprawach spornych” ujawniać CAŁĄ PRAWDĘ! Wszak ujawnienie prawdy o mordzie katyńskim odegrało w w stosunkach obu naszych narodów rolę wysoce pozytywną. Ja, i zapewne inni Polacy, jesteśmy wdzięczni Rosjanom za ujawienie tej zbrodni Stalina!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 15 czerwca 2018 r.

Utworzono 15 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik podkreśla, że „oczywiście PRL-owscy MSZ-owcy traktowali per noga dyplomację emigracyjną, i nie dopuścili do tego, aby minister Krzysztof Skubiszewski nadał po upadku tak zwanej Polski Ludowej owym przedstawicielom rządu RP na wychodźstwie w Londynie status dyplomatów honorowych RP”. Rzecz w tym, że w ich oczach szło o przeżytek bez znaczenia przedwojennego reakcyjnego MSZ-u. Już od lat, owych PRL-owców wściekał fakt, iż Watykan przez długie lata, bodaj od roku 1972 (?), tak czy inaczej uznawał ambasadę Kazimierza Papee, a np. Hiszpania do roku 1968 – do zgonu jakże wybitnego Józefa Potockiego – poselstwo (ambasadę – wedle współczesnych określeń) w Madrycie… Ambasadę PRL w Paryżu irytował fakt, iż wielu wybitnych Francuzów przyjmowało ordery od przedstawiciela rządu RP w Londynie, ambasadora Kajetana Morawskiego (ordery „od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa”– pisał komunistyczny dziennik L’HUMANITÉ. Także np. to, że de Gaulle w roku 1963 (??) zaprosił ambasadora Kajetana Morawskiego z żoną na obiad do Pałacu Elizejskiego, i że wiadomość tę podała oficjalna agencja prasowa AFP… Wedle bodajże Palewskiego, de Gaulle’owi chodziło o to, by cała francuska administracja wiedziała, że ceni on Morawskiego…

Czytelnik dodaje, iż pewne polskie sfery lewicowe uważaja owych przedwojennych polskich dyplomatów za DYPLOMATOŁKÓW i reakcjonistów na 102… Rzecz jasna – ciągnie ów czytelnik – rzuca się w oczy, że Beck fałszywie oceniał sytuację. Wydarzenia jesieni 1939 go zaskoczyły, a to ponieważ Ciano mu powiedział w tajemnicy, że Hitler obiecał Mussoliniemu, że wojny przed kilku laty nie wywoła… Do tego jasne, że Beck – choć sam też był wojskowym – nie dostrzegł ogromu przewagi militarnej Niemiec, zaufał zapewnieniom Rydza, że armia polska potrafi przez pewien czas stawić czoła atakowi niemieckiemu, doczekać na taką czy inną pomoc Zachodu… Do tego Beck, być może błędnie informowany przez ludzi; być może na usługach Sowietów (???), nie przewidział radzieckiego ciosu w nasze plecy. (Ponoć są jakieś podejrzenia w tej dziedzinie /???/).

Czytelnik zastanawia się: Czemu tak mądry Piłsudski nasz MSZ powierzył Beckowi? Wszak byli mądrzejsi kandydaci na to stanowisko, np. Janusz Radziwił czy też Edward Raczyński… To zagadka. Wiadomo też, że Piłsudski mawiał, iż bez niego Polska nie da sobie rady (nikt nie wie, co to godne uwagi powiedzenie Marszałka znaczyło. Nikt nie wie, jak by on – gdyby żył – rozegrał sytuację (???). Czytelnik poleca w tej dziedzinie lekturę „opinii” Wacława Zbyszewskiego…

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 14 czerwca 2018 r.

Utworzono 14 czerwca 2018 przez Red. VP

Tak więc niezadługo w Ambasdzie RP w Paryżu złożony zostanie hołd pamięci naszej AMBASADY WOLNEJ POLSKI. Będą wyświetlone filmy: o mym ojcu, zwanym swgo czasu przez cenionych publicystów „Legendarnym Ambasadorem”, a także „Ambasadorem Atlantydy” czy też „Ambasadorem, który jest instytucją”, oraz o mnie, którego już w tytule swej książki mnie dotyczącej Teresa Masłowska określa mianem „Łącznika z Paryża – Weterana Zimnej Wojny”…

Następnie jeden z najlepszych znawców owej epoki, słynny profesor historii UW, Rafał HABIELSKI mówić będzie o rewelacyjnych TAJNYCH RAPORTACH KAJETANA MORAWSKIEGO, które jeszcze w czasie tego roku ma wydać w IPN-ie (o ile się nie mylę, chodzi o raporty za okres od 1943 aż po koniec lat sześćdziesiątych).

Jak wiadomo, Rząd RP w Londynie pierwszy z wszystkich (!!!) uznał już jesienią 1943 wówczas rezydujący w Algierze Rząd Wolnej Francji. Tak więc ojciec mój był aż do 31.12.1944 – do chwili przybycia już do Paryża Nuncjusza – dziekanem korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy rządzie Francji… Gaulliści mawiali: Morawski był pierwszym z ambasadorów przy naszym rządzie, a pierwszego zawsze się dobrze pamięta…

W lipcu 1944 Francja cofnęła uznanie Rządowi RP w Londynie… Uznała Polski Rząd Jedności Narodowej!!! Ci lub inni Gaulliści – przyjaciele mego ojca – namawiali, by oddał się do dyspozycji owego TYMCZASOWEGO RZĄDU JEDNOŚCI NARODOWEJ. Ojciec mój dał im sławną wtedy odpowiedź: WOLĘ BRAĆ PRZYKŁAD Z ZACHOWANIA SIĘ WOLNYCH FRANCUZÓW NIŻ SŁUCHAĆ ICH RAD.

Ojcu Francja zachowała ad personam status dyplomatyczny. Stał się oficjalnie nie uznawanym, lecz tolerowanym „Ambadadorem WolneJ Polski”… Załatwiał rodakom dziesiątki spraw. Bronił wraz z np. profesorem Lubicz-Zaleskim niezależności zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu, którą PRL chciał zawładnąć… Założył dla zasłużonych starych rodaków Dom Spokojnej Starości w Lailly-en-Val. Godził skłócone polskie organizacje, walczył o stypendia dla polskich studentów i naukowców. Nadawał zasłużonym rodakom i pomagającym nam Francuzom ordery… Francuska prasa komunistyczna na swych pierwszych stronach wymyślała mu od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa…

Chory, przeniósł się do Lailly-en-Val pod koniec lat sześćdziesiątych. Zastąpili go kolejno trzej już nie ambasadorowie, lecz delegaci Rządu: Władyslaw hr. Poniński, Xawery hr. Rey. i Jerzy Ursyn-Niemcewicz…

Swego czasu Minister Skubiszewski obiecywał mi, że MSZ już wolnej Polski otoczy opieką pamięć o dyplomacji emigracyjnej, nada byłym dyplomatom emigracyjnym status dyplomatów honorowych. Sprawa upadła, a to – jak to swego czasu mówił mi mój św. pamięci kuzyn ambasador Ludwik Dembiński – pod naciskiem eks-PRL-owskich dyplomatów, głoszących, że „emigracyjna dyplomacja to dyplomacja Atlantydy, bez śladu znaczenia”… Przed laty o potrzebie uznania zasług dyplomacji emigracyjnej wspominałem pani prezydentowej Marii z Mackiewiczów-KACZYŃSKIEJ i Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej – a to w czasie ich wizyty w Lailly-en-Val w listopadzie 2006… W kilka lat później pani Izabela powiedziała mi, że „sprawa na dobrej drodze”… Ale – jak dobrze wiemy – szlachetne damy, pani Maria Kaczyńska i Pani Tomaszewska, śmierć poniosły 10 kwietnia 2010!!!

Kilka miesięcy temu wspominałem o tej sprawie jednemu z najwybitniejszych polskich senatorów, profesorowi ŻARYNOWI. Mowa też była o problemie uczczenia tych Francuzów, którzy wspierali polską emigrację polityczną… W czasie spotkania w Ambasadzie RP mam zamiar wystąpić w imieniu tradycji naszej Ambasady Wolnej Polski o uczczenie pamięci Generała de Gaulle’a, Gastona Palewskiego, André Malraux, Roberta Schumana, Jeana Laloy z francuskiego MSZ-u, Roberta Rochefort, który pomógł nam zdobyć u Wysokiego Komisarza dla Uchodźców w ONZ-ecie fundusze na zakup domu polskiego w Lailly, Marcela Rudloffa, swego czasu prezydenta regionu Alzacja, który z inicjatywy swego współpracownika, jakże w tej sprawie zasłużonego Jean-Luca Schaffhausera, organizował w Strasburgu naprawdę imponujące, kolosalne spotkania walczących o demokrację działaczy z krajów tak zwanej Innej Europy, dalej: federalistów André Voisin i Joëla Broquet, i innych im podobnych.

APELUJĘ DO SENATORA ŻARYNA, i także do pisma VECTOR POLONII, o poinformowanie o całej tej problematyce dyplomacji emigracyjnej i Francuzów, co pomagali nam – polskim emigrantom politycznym – odpowiednich komisji naszego tak ojczyźnie zasłużonego SENATU!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 8 czerwca 2018 r.

Utworzono 13 czerwca 2018 przez Red. VP

Wyjątek ze znakomitego tekstu Waldemara Maszendy – o ile wiem, b. pułkownika UOP-u -, który zamieściłem 6 6 2018 r., zainteresował dwóch mych czytelników! Ów wyjątek brzmiał: „Rodziny pracowników RWE były szykanowane i zastraszane przez bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami”. (Z miejsca tu wyjaśnię, że – rzecz jasna – SB szczególną wojnę prowadziła tylko z niektórymi pracownikami RWE i z ich rodzinami. W pierwszym rzędzie, z jakże ważnym Janem Nowakiem, lecz np. także ze mną, zwykłym korespondentem informacyjnym uważanym za szkodliwego „szpiona”…

Raz jeszcze sprecyzuję, iż ów ważny tekst Waldemara MASZENDY pt. MÓWILI W WOLNEJ ukazał się w GAZECIE OBYWATELSKIEJ Kornela MORAWIECKIEGO we Wrocławiu (nr 159.2-15 lutego 2018 roku).

Z kolei odpowiem na inne pytanie. Tym razem pytanie czytelnika z Warszawy: Jak skończyła się sprawa KOŚCIAŃSKIEJ, AK-OWSKIEJ WYSPY NA MORZU CZERWONYM? Ja już wówczas byłem w Paryżu. Sprawę znam ze świetnej książki Teresy MASŁOWSKIEJ, pt. Łącznik z Paryża. Rzecz o Weteranie Zimnej Wojny. Redaktor Masłowska pisze o roku 1948: w Kościanie „atmosfera zagęszczała się wokół pierwszych władz samorządowych… Starosta Fischbach (przypomnę, ponoć narodowiec, wcześniej wyniósł się do Poznania; pierwszy sekretarz Komitetu Powiatowego PPR-u, Bech, wyrzucony z pracy, znalazł wsparcie u ks. proboszcza Tomasza Sworowskiego, u którego dorabiał długo przy malowaniu i odnawianiu dzieł sztuki w kościele farnym). AK-owcy Ignacy Minta z PPR oraz Edward Boryczko z PPS przenieśli się na Ziemie Odzyskane, gdzie nikt ich nie znał. Szacuje się, że ówczesne represje objęły 150 osób z tego rejonu. Tak przestała istnieć AK-owska wyspa na Morzu Czerwonym…”. Koniec cytatu.

Może dodam tylko jedno. Myślę, że trzeba jasno zdać sobie sprawę z tego, że w Polsce okres Tymczasowego Rządu Jedności Narodu (1945-1946) stanowił epokę zgoła inną od tego, co następnie zaszło. Później, w roku 1947 i do połowy roku 1948, jeszcze sporo osób łudziło się, że jakoś to będzie. Dorota Kłuszyńska uważała, że Stalin chce, aby Polska była oknem wystawowym bloku socjalistycznego, oknem na Zachód… Dopiero w połowie roku 1948 Stalin wprowadził w Polsce spotęgowany terror. Do Paryża wówczas dawano nam znać z kraju: Za Boga nie wracajcie, zaczęły się straszne czasy.

Wyrzucono z miejsca z pracy przedwojennych fachowców, np. Eugeniusza Kwiatkowskiego, który tak znakomicie odbudowywał Wybrzeże. (Kwiatkowski znalazł się bez odpowiedniego zajęcia i w trudnej materialnie sytuacji w Krakowie. Hilary Minc, który potrzebował do pracy nad gospodarką kraju przedwojennych fachowców, musiał na rozkaz Stalina ich przepędzić, wylać z posad; niektórym spośród nich zrobiono procesy, itd., itd.).

Zaczęła się bowiem cała fala procesów, cała fala krwawego terroru. Posłuszny Stalinowi na 102 Bierut całkowicie oparł się na UB-ecji. Tolerował jej zbrodnie, tortury i niezliczone wyroki śmierci!!!

A my w Paryżu (my, to jest matka i ja, przekonaliśmy się, że Ojciec mój miał rację, głosząc: Stalin to nie polityk, ale maniakalny zwolennik terroru… Tyle na dziś.

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 6 czerwca 2018 r.

Utworzono 07 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta: Dlaczego powstał film o mnie pt. WETRERAN ZIMNEJ WOJNY, i czy IPN przyznał mi zaświadczenie osoby pokrzywdzonej…? Zacznę od drugiego pytania. Otóż już 14 04 2004 IPN wydał mi ZAŚWIADCZENIE NR 719 04, że jestem osobą pokrzywdzoną!!! SB prowadziło szczególnie ostrą walkę ze mną, bo byłem korespondentem infomacyjnym RWE… To jest od przyjezdnych z kraju do Francji, i z innych źródeł zdobywałem informacje o tym, co się naprawdę w PRL-u dzieje. Prasa reżymowa zwała mnie mianen SZPIONA. Zarówno Jan Nowak jak i Kazimierz Zamorski, szef polskiego wydziału w departamencie analiz i ocen informacji RWE, jak wynika z ich pism, wysoko cenili mą pracę korespondenta informacyjnego – zdobywałem ważne i prawdziwe informacje.

W numerze z 15 lutego 2018 Gazety Obywatelskiej Kornela Morawieckiego pt. Waldemar Maszenda, b. pułkownik UOP-u w świetnym artykule o RWE pisze między innymi: „Rodziny (dodam od siebie, NIEKTÓRYCH) pracownilków RWE były szykanowane przez bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami…”.

Z kolei zajmę się ostatnim pytaniem tego czytelnika. Chce on wiedzieć, dlaczego moje nazwisko pojawia się na słynnej liście Wildsteina. Sprawę tę wyjaśniłem jakiś czas temu w Warszawie w czasie zebrania w IPN-ie, w czasie konferencji prasowej z udziałem mego przyjaciela Bronisława WILDSTEINA, kawalera Orderu Orła Białego. Chodzi o me postawy polityczne wieku 15. i 16. lat (1945 i 1946). Sprawę tę rzeczowo opisuje znakomita książka Teresy MASŁOWSKIEJ o mnie pt. „ŁĄCZNIK Z PARYŻA. Rzecz o Weteranie Zimnej Wojny” – wydawca Instytut im. Generała Stefana „Grota” Roweckiego w Lesznie… Rzecz w tym, że w roku 1945 i 1946 Kościan – jak to określa historyk regionalista, słynny Jerzy ZIELONKA – stanowił AK-owską Wyspę na Morzu Czerwonym. Partiami i miastem rządzili „zakamuflowaniI” byli AK-owcy – Stefan Bech do jesieni roku 1947 kierował PPR-em, Edward Boryczko w roku 1945 kierował PPS-em, starostą powiatowym był mecenas Karol Fiszbach (z przekonań narodowiec), itd., itd.

Do tekstu Teresy Masowskiej mogę dodać tylko jedno. Kierownik PPS-u w Kościanie, b. AK-owiec Edward Boryczko latem 1945 przedstawił mi jakiegoś pracownika powiatowego UB – mówiąc: To, nasz człowiek, godny zaufania, pomaga nam w sporach z grupą tych, którzy atakują nas także za tolerowwanie ciebie, potomka obszarników, syna emigranta politycznego, itd., itd.”. Kilka miesięcy później, już w Poznaniu, zgłosił się do mnie jakiś młody UB-ek, by mi powiedzieć, że ów (polecony mi przez Boryczkę) pracownik powiatowego SB w Kościanie to zdrajca, i że MSW go szuka…. Jednym słowem, tajemnicza sprawa!! Mam nadzieję, że z czasem – dzięki badaniom mych przyjaciół w archiwach UB – coś się więcej o niej dowiem (??). Jedno pewne: owemu młodemu SB-kowi w Poznaniu odmówiłem wszelkich dalszych kontaktów z nim, i dość niezadlugo potem, na paszporcie matki (do chwili wydania paszportu byłem jeszcze nieletni), wyjechałem do Paryża…

Komentarzy (0)



poniedziałek, 17 grudzień, 2018

  • Pogoda w Paryżu


    5°C
    Bezchmurne niebo

    Dzisiaj:
    8°C / 4°C
     
    wtośroczwpiąsobnie
    10°11°12°13°
    10°
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART