'Taguj' blogi | "Zapiski Weterana Wojny i Zimnej Wojny"

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 15 czerwca 2017 r.

Utworzono 15 czerwca 2017 przez Red. VP

Czytelnik z miejsca reaguje na mój przedwczorajszy dziennik. Stawia kilka pytań, na które spróbuję odpowiedzieć. Po pierwsze, w czasach PRL-u zarówno „reżymowa” prasa jak i autorzy anonimowych ulotek czy też listów ostro atakowali RWE, w tym nas – korespondentów informacyjnych zwanych SZPIONAMI… Trudno powiedzieć, czyim dokładnie owe listy lub telefoniczne anonimowe pogróżki były dziełem. Ponoć po części mogło iść o nas, nienawidzących tutejszych dość licznych polskich komunistów (???). Pamiętam np. alarm bombowy w paryskim biurze RFE-RL na 20, avenue Rapp. Jakiś anonimowy telefon kogoś (??) ostrzegł, że wybuchnie tam bomba. Biuro ewakuowano. Ja na własną odpowiedzialność zostałem: chciałem dokończyć pilnie potrzebną audycję. Francuska policja bardzo fachowo biuro poddała antybombowej kontroli – żadnej bomby nie znaleziono!!! Zresztą owe „ataki” godziły nie tylko w RWE (było np. kiedyś jakieś dziwne włamanie do kartoteki SPK, do domu im. Generała Andersa na rue Legendre.. Jeden z szefów SPK, jakże wybitny dr Stanisław PACZYŃSKI podejrzewał, że mogą tam mieć miejsce próby instalowania przez UB podsłuchów…

(Z kolei odnotuję, że niektórzy spośród tych ostro nas zwalczających polskich komunistów ponoć po roku 1989. nagle przemalowali się na „prawicowców”, rzekomo tworząc nadal z nas nienawidzącą aktywną klikę…???).

Wedle informacji, jakie dotarły do mnie ostatnio (czekam na dalsze dane), departament 1-szy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego planował LIKWIDACJĘ we Francji szeregu osób, np. jednego z czołowych mych informatorów, czołowych informatorów RWE o sytuacji w kraju, o walkach w obozie władzy – korespondenta w Paryżu lubelskiej grupy katolickiej SPOTKANIA… Idzie o PIOTRA JEGLIŃSKEGO, który spotykał się ze mną: czekał na mnie w konfesjonale paryskiego kościoła (kościoła klasztoru, w którym mieszkał). Raz zabrałem na takie spotkanie przybyłego właśnie z Monachium do Paryża mego kuzyna i Dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE, Zygmunta MICHAŁOWSKIEGO. Owo dziwne spotkanie zrobiło na Zygmuncie spore wrażenie. Co do JEGLIŃSKIEGO, to owe wielkiej wagi materiały dostawał z kraju, np. mikrofilmy zaszyte w okładki książek, od np. Janusza KRUPSKIEGO (którego UB-ecy próbowali zabić, porwali w 1983 roku w Warszawie, wywieźli do Puszczy Kampinoskiej, oblali żrącą mieszanką fenolu, pozostawili go w puszczy; Krupski ledwo uszedł z życiem… (Zginął 10 04 2010 pod Smoleńskiem…). Obok Krupskiego – jak się zdaje – jednym z krajowych informatorów JEGLIŃSKEGO był Janusz BAZYDŁO)…

Tak więc – jak się zdaje – departament 1-szy MBP chciał dyskretnie otruć Jeglińskiego, a według pewnych wersji tajże GIEDROYCIA i mnie (???) (Rzekomo, powtarzam z naciskiem – rzekomo, SB miało jakąś dziś już zmarłą damę w kręgu KULTURY (???).

Muszę tu gwoli dokładności wyjaśnić, że departament chyba pierwszy (???) MBP działał NA WŁASNĄ RĘKĘ (patrz np. mord Ks. Popiełuszki!!!). Od czasów bierutowskich – i to chcę mocno pokreślić – władcy PRL-u (Gomułka, Kliszko, Gierek, Kania, Jaruzelski, jak się zdaje, byli stanowczo przeciwni skrytobójczym mordom). Ale nie można wykluczać, że ci lub inni UB-owcy mogli próbować działać na własną rękę. Wedle „pogłosek”, w PZPR-ze działała sitwa ULTRASÓW wrogich Jaruzelskiemu i np. Rakowskiemu, skupiona wokół Tadeusza GRABSKIEGO z Poznania (!) (kandydata Marszałka KULIKOWA na pierwszego sekretarza PZPR-u) i związana z pewnymi kierowniczymi kręgami NRD nienawidzącymi GORBACZOWA (???). (Poza Grabskim spiskowało kilkudziesięciu aktywistów PZPR-u – z bardziej znanych, do swej śmierci w roku 1986., Mieczysław Moczar).

Swego czasu ogłosiłem we francuskim dzienniku COMBAT artykuł jako jeden z pierwszych demaskujący MOCZARA. Wówczas Amerykanie ostrzegali mnie, że za to mogę mieć jakiś „wypadek”… Moczar się nie patyczkował z tymi, co byli mu nie na rękę; ja podchodziłem do sprawy Moczara bardzo obiektywnie, ale byłem zdania, że chce on zdobyć całą władzę. Zostać pierwszym sekretarzem…(Jak dobrze wiedzieli np. GENERAŁOWIE KISZCZAK I JARUZELSKI oraz np. premier RAKOWSKI, tajna sitwa partyjnych ultrasów, tak czy inaczej zamaskowana, PRZETRWAŁA PRZEMIANĘ 1989. ROKU – NADAL DZIAŁA, Z UPOREM CI EKS-PARTYKNI SPISKOWCY, EKS-ULTRASI Z KLANU GRABSKIEGO Z UPOREM NEGUJĄ POGŁOSKI O ICH ZBRODNICZYCH ZAMIARACH, O PLANACH MINISTERSTWA UB-ECJI, BY TYCH CZY INNYCH SKRYTOBÓJCZO „LIKWIDOWAĆ”… Ale po sprawie księdza Popiełuszki takie negacje nie są przez RZECZOZNAWCÓW BRANE NA SERIO. JEDNO PEWNE: RZUCA SIĘ W OCZY WYSIŁEK, Z JAKIM CI LUB INNI (DOŚĆ ZRĘCZNIE TERAZ ZAMASKOWANY BETON PARTYJNY) NEGUJĄ SKRYTOBÓJCZE PLANY… A PRZECIEŻ JASNE, ŻE NIE MOGŁO BYĆ INACZEJ (dobrze ponoć o tym wiedzą analitycy najtajniejszych archiwów SŁUŻB NRD, SŁUŻB Ericha HONECKERA… Jedno jasne, sitwa eks-betonu partyjnego nadal „działa i intryguje, dba o swe tajemnice, stara się historię przeinaczać”…

Ojciec mój w największej tajemnicy mawiał mi, że śmierć Generała SIKORSKIEGO niewątpliwie była na rękę ZSRR-owi. GDYBY TEN CZŁOWIEK O TAK WIELKIM NAZWISKU ŻYŁ, JASNE, ŻE UTRUDNIAŁOBY TO ZAGARNIĘCIE POLSKI PRZEZ STALINA. Ojciec podejrzewał brytyjskich ZDRAJCÓW na służbie radzieckiej!!! ALE ZABRANIAŁ MI TEMAT TEN PORUSZAĆ!!! UWAŻAŁ TEMAT ZA WYSOCE NIEBEZPIECZNY I MOCNO PODKREŚLAŁ, ŻE N I E M A Ż A D N Y C H POZWAŻNYCH D O W O D Ó W!!!!!! BYŁ ZDANIA, ŻE NIE NALEŻY TEGO WYCIĄGAĆ, WSZAK SPRAWA TA MUSIAŁA BYĆ WYSOCE NIEPRZYJEMNA TAK WOLNOŚCI POLSKI PRZYCHYLNYM, TAK NAM – EMIGRANTOM PRZYJAZNYM I POMOCNYM WSPANIAŁYM SŁUŻBOM BRYTYJSKIM…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 13 czerwca 2017 r.

Utworzono 13 czerwca 2017 przez Red. VP

Przypomniały mi się dawne lata walki z komuną! Wczoraj nadszedł od nieznanej mi osoby list pełen de facto obelg i ostrych krytyk pod moim adresem. Ale także paradoksalnie list mi miły, bo chwalący mą córkę i me wnuczki…
Niegdyś wymyślano mi telefonicznie, listownie, w prasie… Nazywano mnie SZPIONEM, AGENTEM IMPERIALIZMU, OBSZARNIKIEM, ZDRAJCĄ LUDOWEJ OJCZYZNY… Nachodzili mnie dziwni ludzie. Na przykład jakiś (zresztą rekomendowany przez pewną polską hrabinę) typ nachodził mnie w mym domu. Proponował, że za małe pieniądze zorganizuje mi siatkę informatorów w Polsce. Rzecz jasna spławiłem go! Niestety mój kolega w RWE, Totuś Parczewski, mu uwierzył. Zlecił jakąś akcję rozdawania wydawanych na Zachodzie książek np. „dysydentów” przyjezdnym z Polski, Rumunii, Węgier, itd… Facet po roku oświadczył, że jedzie do USA. Ale wrócił do Polski. Nas w prasie „obelżywie opisał”. Totuś za nadmierną nieostrożność wyleciał z RWE. Na szczęście dostał posadę dyrektora domu spokojnej starości w Lailly-en -Val!!!

Listy, telefony, inne formy owych „czerwonych pogróżek” ciężko odbiły się na zdrowiu psychicznym mej żony. Ale nie będę się tu nad tą tak tragiczną (!!!) historią rozwodził… Wiem jedno: do dziś chora, niewątpliwie jest ona WETERANEM ZIMNEJ WOJNY… Cały ten dramat, powtarzające się serie napięć spowodowały mą ciężką chorobę serca. Konieczna była bardzo poważna operacja. Już od lat coraz to gorzej chodzę. Zażywam z 10 lekarstw dziennie. Jestem pod stałą opieką lekarską i codzienną typu pielęgniarskiego… Jedyne co jeszcze robię, to piszę. Instytut im. Generała „Grota” ROWECKIEGO wydaje moje książki! Wbrew temu, co twierdzi owa surowo mnie oceniająca Dama, nie jestem ETATOWYM felietonistą GŁOSU KATOLICKIEGO!!! Nic też nie wiem ze względu na mój stan zdrowia o domach SPK ani o sprawach tych domów. Nic też nie wiem o jakimś tam ponoć tak kosztownym projekcie książki o SPK i o innych poruszonych przez ową damę problemach. Pokazałem ten list komuś, który uznał za wielce charakterystyczny fakt, że zawiera też ataki na Bronka Wildsteina (i także na Blumsteina)… Powiedział on: Jasne o co chodzi. Ale ja raczej myślę, że list ten napisała może w dobrej wierze osoba źle poinformowana…, niewiedząca, że ja – weteran zimnej wojny naprawdę JESTEM CIĘŻKO CHORY… Przypominam sobie, że w roku 1989 tu w Paryżu, w lokalu przy avenue Rapp, zaczepił mnie jakiś facet i powiedział, że jest polsko-francuskim komunistą (takich było sporo). Stwierdził z naciskiem: Jeszcze drogo zapłacisz za kalumnie, jakie rzucasz na PRL, będziesz ukarany. Uznałem to za zły żart, ale na pewno kryła się za tym jakaś dzika nienawiść… Wiedzieliśmy dobrze, że „czerwony” od lat stara się nas niszczyć, miota obelgami, także natury obyczajowej… Starali się nas niszczyć, niekiedy mówili nam: Na Zachodzie jesteś spalony, przejdź na naszą stronę… Żona Noela Bernarda, dyrektora Rozgłośni Rumuńskiej RWE podejrzewała, że „czerwony” swoistą metodą „promieniowania” umie wywoływać chorobę raka!). Jej mąż dość nagle zmarł na raka; były także inne podejrzane tego rodzaju wypadki…

No i „czerwony” był mistrzem w dziedzinie zastraszania. Były obawy, że porwie mi córkę!! Niektóre osoby z rodziny mej żony nalegały, bym porzucił pracę SZPIONA, proponowano mi dobre posady np. na prowincji. ALE JA – WIERNY RODOWEJ TRADYCJI – CHCIAŁEM NADAL WALCZYĆ O WOLNĄ POLSKĘ…

Wracając do ostatnio otrzymanego tego dziwnego i tak mało ścisłego listu, to będąc 100% katolikiem i kawalerem maltańskim, mając już 88 lat, do jego autorki NIE (!!!) żywię niechęci. Nie zapominam o niej w mych modlitwach!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 3 czerwca 2017 r.

Utworzono 03 czerwca 2017 przez Red. VP

Wiele wskazuje na to, że wysoce pozytywnym, dobrze przemyślanym posunięciem jest (ponoć już zapowiedziana) nominacja ambasadorem RP w Paryżu dr hab. Tomasza MŁYNARSKIEGO, „profesora w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Polityki Zagranicznej w Instytucie Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego”. Swego czasu duże zainteresowanie wzbudziła praca doktorska Tomasza Młynarskiego pt. „Stanowisko Francji wobec reformy konstytucyjnej i poszerzenia UNII EUROPEJSKIEJ 1996-2004… Bardzo godnym uwagi był też – jak się podkreśla we wpływowych sferach Paryża – temat pracy habilitacyjnej Tomasza Młynarskiego: „Francja w procesie uwspólnotowienia bezpeczeństwa energetycznego i polityki klimatycznej Unii Europejskiej…”. Jak się dowiaduję, Tomasz Młynarski jest wysoko ceniony w kręgu czołowej francuskiej uczelni nauk politycznych w kręgu Sciensces Po. Na marginesie tu odnotuję, że w owym słynnym w całym świecie SCIENCES PO obecnie wysoce aktywnie działa spora grupa studentów Polaków, współkierowana przez studenta Kajetana Rościszewskiego…

Myślę że Tomasz MŁYNARSKI – biorąc pod uwagę jego kolosalnej wagi trafiające „w sedno tak aktualnego zagadnienia” kwalifikacje naukowe, będzie mógł podjąć wielkiej wagi dialog z prezydenten Macronem i jego współpracownikami: rzecz w tym, że – jak się zdaje – Macron w porozumieniu z panią kanclerz Angelą Merkel chce podjąć kroki mające tak czy inaczej usprawnić Unię Europejską… A przecież i Polsce zależy na odnowieniu i usprawnieniu Unii, wyrwaniu jej z oków czasem dość chyba jednak niedołężnej biurokracji, pchnięcie jej na drogę mądrych i śmiałych inwestycji, modernizacji przestarzałych infrastruktur, wyposażenia w błyskawicznie szybkie kolejnictwo, itd., itd.

Gdy chodzi o mne, to liczę, że nowy ambasador tak czy inaczej uszanuje pamięć o swym poprzedniku Kademorze – Kajetanie Dzierżykraj-Morawskim, przez ćwierć wieku ambasadorze we Francji WOLNEJ POLSKI, człowieku cenionym i wspieranym przez de GAULLE’A, oraz pamięć o całej tutejszej naszej DYPLOMACJI EMIGRACYJNEJ, w której skład oficjalnie wchodziłem np. za delagatów Rządu RP w Paryżu: Xawerego Reya i Jerzego Ursyna-Niemcewicza…

Sprawa w mym odczuciu jednak dużej wagi POLITYZNEJ!!! Mam wrażnie, że dobrze jej znaczenie rozumie szlachetny Prezydent DUDA!!!

Wiem też, że me zabiegi, by uczcić pamięć KADEMORA i zespołu jego współpracowników, z radcą Totusiem PARCZEWSKIM na czele, a także pamięć o trzech mego ojca kolejnych następcach (Władysław hr. Poniński, Xawery hr. Rey, Jerzy Ursyn-Niemczewicz) – bardzo pewnym koniunturalnie, rzecz jasna od ćwierć wieku przemakowanym, lecz de facto nadal CZERWONYM KRĘGOM – „DAJĄ MOCNO NA NERWY”. Coś ponoć mruczą oni (w Paryżu wele się wie) o ZAPLUTYCH KARŁACH REAKCJI, O DYPOLOMATOŁKACH PRZEDWOJENNEJ SANACYJNEJ CZY PIŁSUDCZYKOWSKIEJ POLSKI, ITD., ITD. Ale do tego tematu wrócę uzyskawszy więcej informacji…

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 31 maja 2017 r.

Utworzono 01 czerwca 2017 przez Red. VP

W odpowiedzi na pytanie czytelniczki stwierdzam, że me przywiązanie do tego miasta i do całej Ziemi Kościańskiej wynika z jednej strony z tradycji rodzinnej (moi przodkowie niegdyś bywali posłami z tego okręgu na Sejm Berliński, mój ojciec chętnie podkreślał swe głębokie przywiązanie do całej Wielkopolski i do jej specyficznych postaw i cech), a z drugiej strony z tego, że od marca (?) 1945 byłem uczniem kościańskiego Liceum, i tam na początku stycznia 1946 zdałem maturę. Teoretycznie nie miałem prawa – będąc synem właściciela Jurkowa – przebywać na terenie kościańskiego powiatu. Ale – jak stwierdza słynny regionalista Jerzy ZIELONKA, KOŚCIAN BYŁ WTEDY AK-OWSKĄ WYSPĄ NA MORZU CZERWONYM. Miastem i powiatem, a także partiami politycznymi rządzili zakamuflowani byli AK-owcy. Matce mojej pozwolili zachować niepodlegającą reformie rolnej resztówkę, „Polesie”. Starostą kościańskim był mecenas Karol Fischbach, narodowiec. Wojewoda poznański Feliks Widy-Wirski, b. szef ZRYWU NARODOWEGO, stawiał na współpracę władzy z Endekami „rozumiejącymi potrzebę sojuszu z Rosją”.

Ja chodziłem w Kościanie do Liceum. Zapisałem się do OM TURU. Ówczesny szef PPS-u w Kościanie, Boryczko, miał swego człowieka w powiatowym UB, który chyba później uciekł do Hamburga (???)… Władza owych zakamuflowanych b. AK-owców w Kościanie utrzymała się do aresztowań i zmiany kursu w połowie roku 1948 (ja od listopada 1946 byłem już we Francji!!!).

Tak więc ja ze spędzonego roku 1945 w Kościanie zachowałem najlepsze (!!!) wspomnienia… Odwiedzał nas w Kościanie jakiś były oficer wywiadu AK, nie wierzył w rychłą wojnę. Wzywał mych kuzynów, np. Jasia Kicińskiego, do zaprzestania bawienia się w konspirację… Był zdania – tak nam mawiał – że w PPR-ze Gomułka być może reprezentuje kierunek patriotyczny…

Na początku listopada 1946 wyjechałem z chorą nerwowo matką do ojca do Francji. Paszport załatwił nam minister Odbudowy Kraju, Michał Kaczorowski, PPS-owiec, mego ojca przyjaciel sprzed wojny (ja figurowałem jako nieletni na paszporcie matki). Miałem nadzieję po studiach we Francji do kraju wrócić… Ojca mego za radą Eugeniusza Kwiatkowskiego i Michała Kaczorowskiego też z matką namawialiśmy na powrót do kraju! I na pracę nad odbudową Polski… Ale jesienią 1948 okazało się, że mój ojciec dobrze wiedział, co robi nie chcąc wracać. Nastała STALINOWSKA NOC.. Kwiatkowski poszedł w odstawkę. Wyrzucono go z Wybrzeża do Krakowa; Kaczorowski też przestał być ministrem!!! W Kościanie – jak już pisałem – nastąpił stalinowski POGROM!!!

Mój pobyt w Kościanie w roku 1945 (mieszkałem u Pani Józinki Schyfter na ulicy Poznańskiej 39) odegrał dużą rolę w mym życiu. Byłem załamany klęską powstania warszawskiego, śmiercią na polu walki mej siostry Magdy i licznych mych kolegów… A także tym, co przeżyłem w Warszawie w piwnicach domu na Zimorowicza 4 na początku sierpnia 1944. (Żołdacy tak zwanej Brygady Kamińskiego na służbie SS gwałcili kobiety i nastoletnie dzieci)… Matka moja po śmierci córki popadła w depresję…

Rok 1945 w Kościanie był dla mnie rokiem odbudowy kraju. Rządzący w Kościanie zakamuflowani AK-owcy uczyli mnie – jak mówili – MĄDREGO PATROTYZMU; ich hasłem było: NIGDY WIĘCEJ BEZNADZIEJNYCH POWSTAŃ… Popierali mądre ich zdaniem postawy „RADOSŁAWA”… Stawiali na PRACĘ POZYTYWNĄ!!! W przeciwieństwie do mego ojca nie dostrzegali, że NADCHODZI STALINOWSKA NOC!!!

Liceum w Kościanie i mój pobyt w tym mieście, w środowisku jego narodowo myślącej inteligencji, inteligencji na wysokim poziomie, to był dla mnie wspaniały, bardzo ważny okres!!! Jeśli można to tak powiedzieć, stałem się wówczas 100-procentowym patriotą. W Kościanie podjąłem niezłomną decyzję: ŻYCIE ME POŚWIĘCIĆ SŁUŻBIE POLSCE!!!

A po wyzwoleniu, po roku 1989, zaraz pojechałem do tej kolebki mych postaw życiowych – do Kościana. Tam Teresa MASŁOWSKA napisała najprzód duży artykuł, a później książkę o mnie: ŁĄCZNIK Z PARYŻA. Rzecz o weteranie Zimnej Wojny. Książkę bogatą wielką ilością kopii ważnych listów np. Jana Nowaka, Stanisława Gebhardta, Kazimierza Zamorskiego, Edwarda hr. Raczyńskiego, Kazimierza Sabbata, dalej, np. kondolencją Generałowej de Gaulle skierowaną do mnie po śmierci mego ojca w listopadzie 1973, itd., itd. Książka ta przynosi też ważne mnie dotyczące wypowiedzi prof dra hab. Waldemara HANDKE, Romana MAJEWSKEGO, redaktora naczelnego PANORAMY LESZCZYŃSKIEJ oraz Jerzego ZIELONKI… Za radą tegoż redaktora ZIELONKI – wybitnego pisarza regionalisty południowo-wielkopolskiego, i pod jego nadzorem naukowym zacząłem publikować me dzienniki DWA BRZEGI. Zapiski weterana zimnej wojny… (Ojciec mój w roku 1960 dostał nagrodę WIADOMOŚCI Grydzewskiego za swą książkę TAMTEM BRZEG). Wydawca mych dzienników to INSTYTUT IM. STEFANA „GROTA” ROWECKIEGO W LESZNIE. Trzy tomy już się ukazały, czwarty – zadedykowany OBECNEMU POLSKIEMU MSZ-owi – już w drodze. Piąty tom w opracowaniu)…

Kończąc, stwierdzę, że choć mam nieco wysoce szacownych odznaczeń, to najwyższą wagę przywiązuję do dwóch faktów: do tego, iż jestem kawalerem Honoru i Dewocji Suwerennego Rycerskiego Zakonu Szpitalników, zwanego MALTAŃSKIM, oraz OBYWATELEM HONOROWYM KRÓLEWSKIEGO MIASTA KOŚCIANA, niegdyś z Zakonem Maltańskim ściśle związanego!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 26 maja 2017 r.

Utworzono 26 maja 2017 przez Red. VP

Jak się dowiaduję, we wrześniu (?) br. ma mieć miejsce w Paryżu spotkanie pt. AMBASADA WOLNEJ POLSKI: BÓJ O WOLNOŚĆ AMBASADORA KAJETANA DZIERŻYKRAJ-MORAWSKIEGO, ZWANEGO KADEMOREM, ORAZ REDAKTORA MACIEJA DZIERŻYKRAJ-MORAWSKIEGO, WETERANA ZIMNEJ WOJNY, PARYSKIEGO KORESPONDENTA RWE („SZPIONA” WEDLE PRL-U), WSPÓŁPRACOWNIKA OWEJ PARYSKIEJ AMBASADY WOLNEJ POLSKI.

Na początku spofkania mają być wyświetlone 2 filmy, po 30 minut każdy: film o KADEMORZE oraz film o redaktorze Macieju Morawskim. Chodzi o filmy dokumentalne wykonane pod auspicjami słynnego Mirosława CHOJECKIEGO przez jednego z czołowych w Polsce cineastów dokumentalistów i laureata wielu nagród, Piotra MORAWSKIEGO.
W drugiej częśći spotkania mają mieć miejsce lektury:

1). kilkunastu spośród tajnych raportów ambasadora Kajetana Morawskiego, skierowywanych przez wiele lat przez Kademora do polskiego kierownictwa politycznego w Londynie. Raportów odnalezionych przez wybitnego historyka, profesora dr hab. Rafała HABIELSKIEGO w zwanej mickiewiczowską Bibliotece Polskiej w Paryżu, i obecnie przezeń opracowywanych do druku.

2). kilku moich wybranych dzienników… Dzienników ukazujących się w druku (4. tom w przygowaniu) wedle tekstów opracowywanych przez mgra Mariusza KUBIKA, pod redakcją red. Jerzego ZIELONKI i mgr Teresy MASŁOWSKIEJ, pod tytułem DWA BRZEGI. ZAPISKI WERETANA ZIMNEJ WOJNY, nakładem Instytutu Imienia Stefana „Grota” ROWECKIEGO w Lesznie (instytut kierowany przez prof. dra hab. Waldemara HANDKE).

Tak więc ma przebiegać owo spotkanie dotyczące AMBASADY WOLNEJ POLSKI, owej ambasady, owego środowiska tak przez „czerwonego” znienawidzonego, a po roku 1990. przez niektórych polskich historyków ignorowanego jako nadmiernie REAKCYJNE i (!!!) PRZEDWRZEŚNIOWE”… Tą drogą, na łamach VECTORA POLONII – BO INNEJ DROGI NIE ZNAM – JA, WETERAN ZIMMEJ WOJNY, APELUJĘ DO NASZEGO PREZYDENTA DUDY O OBJĘCIE PROTEKTORATU NAD TĄ PATRIOTYCZNĄ IMPREZĄ!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 10 maja 2017 r.

Utworzono 10 maja 2017 przez Red. VP

Prezydent Andrzej DUDA złożył Emmanuelowi MACRONOWI szczere gratulacje z okazji wyboru na prezydenta Francji, i ponoć podkreślił, że liczy na spotkanie z nim w najbliższym czasie… Od siebie dodam, że w mym pojęciu takie szybkie spotkanie obu prezydentów byłoby wielce wskazane…

Gdy chodzi o mnie, to rzecz jasna wzrusza mnie fakt, że Macron wywodzi się z AMIENS – miasta w mych oczach tak związanego z pamięcią o wręcz czołowej postaci drugiej wielkiej polskiej emigracji politycznej, z pamięcią o tak cenionym przez pewną liczbę najmądrzejszych ludzi swej epoki mym opiekunie i protektorze Józefie CZAPSKIM. Między innymi mentorze tragicznie a młodo zmarłego na nieuleczalną chorobę wielce uzdonionego malarza Jeana COLLIN D’AMIENS. SPRAWĘ TĘ DOBRZE ZNA PANI ELA SKLOCZEK Z KRAKOWA – WELKI SPEC GDY CHODZI O DZIEJE I TWÓRCZOŚĆ CZAPSKIEGO.

Z kolei odnotuję, bo to bardzo w mym odczuciu ważne, że dziesiejsze LE FIGARO już w jednym z wielkich tytułów przytacza wypowiedź genialnego Fryderyka MITTERRANDA, bratanka śp. prezydenta Franciszka Mitterranda. Fryderyk Mitterrand stwierdza: LA FRANCE VA ÊTRE AMOUREUSE DE MACRON!!! (Francja zakocha się w Macronie).

A stosunek Macrona do Francji – nacechowany miłością tego kraju, jego historii, geografii, całej jego specyfiki – JA (w interesie i Polski bojownik o frankofonię), też NIEZWYKLE MOCNO i POZYTYWNIE ODCZUWAM. Wyczuwam, że podobnie jak niegdyś F. Mitterrand, urodzony w miasteczku Jarnac, MACRON – syn miasta Amiens (136 000 mieszkańców) „niesie w sobie przepiękne, tak humanistyczne cechy francuskiej prowincji…”.

A teraz z innej beczki. Pewien rozmówca „radzi mi, bym – gdy chodzi o me walki o uznanie mego inwalidztwa zimnej wojny i o uszanowanie emigracyjnej, wówczas jedynej czysto polskiej dyplomacji – nie miał nadmiernych złudzeń…”. Jest zdania, że Andrzej DUDA dobrze wie, jak rozpanoszone są klany cichych czcicieli PRL-u i PZPR-u, ów post-komunistyczny „profitariat”… Klany te nienawidzą tak zwanej „pańskiej Polski”, bronią rzekomego dorobku PRL-u i jego kontrolowanej ściśle przez obcych dyplomacji. Opluwają przedwojenną Polskę i „paniczyków oraz byłych dziedziców”…

Na takie dictum odpowiem ja – „zapluty karzeł reakcji”, „były szpion RWE” – prośbą do redakcji VECTORA POLONII o ewentualne (?) zainteresowanie tymi problemami KOGO TRZEBA W OJCZYŹNIE… (???) Kończąc, może jeszcze uwydatnię to, że gdy chodzi o mnie, pragnę rodaków łączyć a nie dzielić; stawiam na pełne pojednanie Polaków, ale uważam, że negowanie czy przemilczanie oczywistych faktów, ku pojednaniu nie prowadzi…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 11 kwietnia 2017 r.

Utworzono 11 kwietnia 2017 przez Red. VP

Reakcje czytelników na me dzienniki zawsze mnie cieszą! Szczególnie wysoko cenię np. uwagi wybitnie inteligentnego Ludwika Lewina!!! Jednak zdarza się, że czytelnicy (w danym wypadku mam na myśli w szczególności jednego nich) dosłownie „zalewają mnie serią pytań, i do tego czasem pytań – użyję określenia – MAŁO DYSKRETNYCH”, choć w zasadzie nic nie ukrywam, wykładam szczerze, czasem ponoć zbyt szczerze, kawę na ławę. Jeden temat zawsze jednak będę traktował z dyskrecją. To sprawa spowodowanej zastraszaniem przez „służby specjalne czerwonego” choroby mej żony. Ów problem tak NIESAMOWICIE zaciążył swego czasu na mym i mej córki życiu. Problem, z którym związane są bardzo konkretne kłopoty (separacja z żoną, obowiązek jednak dość szybkiego opuszczenia żony mieszkania, i inne sprawy… A to w okresie studiów i egzaminów mej córki!!! Wszystko to zdołałem przezwyciężyć z pomocą kilku osób: Virydianny Rey, Anny i Jeana Mesnet oraz innych przyjaciół… Tak, o tej bolesnej sprawie i jej różnych aspektach milczę!!! Na inne pytania odpowiadam. Wezmę się teraz za całą serię pytań, jakie ktoś (czytelnik VECTORA POLONII) mi stawia w związku z mym wczorajszym dziennikiem… Ale nie mogę na owe 5 pytań odpowiedzieć od ręki! Zacznę od pytania brzmiącego: Tak więc ponoć ma Pan dobrego nosa. Jakie zagrożenia dostrzega Pan obecnie? Moja odpowiedź prosta. Nie od dziś wyczuwam, że terroryzm to współczesna forma wojny. To stale potęgujące się ogromne potenjalne niebezpieczestwo. Jestem przekonany, że z czasem mogą pojawić się terroryści mniej „prymitywni” od dotychczasowch, zdolni dokonać niezwykle krwawych zamachów. Nie wykluczam nawet zamachów na elektrownie jądrowe, użycia czy to tak zwanych „brudnych bomb”, czy nawet sfabrykowania, nabycia czy dostania przez fanatyków od np. jakichś wrogich Zachodowi „sił” broni atomowej. Jest też jasne, że np. wśród islamskich bojowników „dzihadu” mogą znaleźć się niebezpieczni fachowcy, spece wysokiej klasy, np. informatycy zdolni zaplanować i wykonać cyberatak na dużą skalę.

Jak słyszę, ludzie, którzy są przy władzy w naszych krajach są przeciwni „sianiu histerii i przedwczesnej paniki”!!! Jednak równocześnie odnoszę wrażenie, że szerokie masy Zachodu jakby „górnym węchem” wyczuwają, iż nie można wykluczać tego, że terroryzm w obecnych czasach może stać się wysoce groźny. Pozostając w tej samej dziedzinie, pozwolę sobie dorzucić, że jednak niepokoi mnie nieco mająca mieć miejsce niezadługo podróż dobrego papieża Franciszka do Egiptu!!!

Obawiam się, że ogólnie biorąc, świat zachodni w za małym stopniu bierze pod uwagę możliwą ewolucję i możliwe spotęgowanie się terrorystycznego zagrożenia… Samo narzuca się pytanie, do jakiego stopnia nasi specjaliści w dziedzinie obrony narodowej dostrzegają zupełnie nową sytuację wynikającą właśnie z potęgowania się zagrożenia terrorystycznego. No i fakt, że już weszliśmy w tej właśnie dziedzinie w zupełnie nową epokę (!!!); że trzeba będzie budować schrony; kto wie, być może dość jednak poważnie zreorganizować życie naszych miast; otaczać wzmożoną ochroną siedziby władz wykonawczych i także np. parlamenty (???).

A teraz zajmę się z kolei drugim pytaniem tegoż czytelnika… Pyta mnie on: Czemu Pana i Pańską rodzinę SB szczególnie atakowało? Przecież – jak zapewniają Pańscy koledzy z Rozgłośni Polskiej RWE w Monachium – im nic groźnego się nie przydarzało!! Czy żywi Pan szczególną nienawiść do byłych ludzi SB??? Zacznę odpowiedź od końca! Mam pretensje do zakłamanego PRL-owskiego systemu, a nie do UB-owców. Omotani wiadomą propagandą, myśleli, że służą Polsce. Dziś trzeba te stare podziały przezwyciężyć. Łączyć a nie dzielić. Do tego ja, wierzący katolik, nienawiści nie praktykuję. Jasne, że ja – korespodent informacyjny – musiałem być solą w oczach UB. Wszak kierownictwo PZPR-u ponoć brutalnie „czepiało się” MSW o to, że tak wiele wiadomości czy nawet dokumetów rządowo-partyjnych trafia na antenę RWE!!!

Piotra Jeglińskiego, który dostarczał mi w Paryżu rewelacyjnych informacji z kraju, próbowano we Francji zabić… A jego polskiego korespodenta Janusza Krupskiego, szefa katolickiej grupy SPOTKAŃ, 21 stycznia 1983 roku funkcjonariusze departamentu 4 MSW z rejonu wsi Truskaw uprowadzili do Puszczy Kampinoskiej… Uprzednio go poparzywszy żrącym płynem, tam go zostawili…..

Chyba więc jasne, dlaczego SB „tego parszywego szpiona” – jak ponoć mawiali o mnie UB-ecy z konsulatu generalnego czy z ambasady PRL w Paryżu – za wszelką cenę „bardzo naukowymi radzieckimi metodami polityczno-psychlogicznymi starano się DESTABILIZOWAĆ, ZŁAMAĆ…”. ZIMNA WOJNA MIMO, ŻE PEWNA LICZBA OSÓB Z PEWNYCH PRZYCZYN TEMU ZAPRZECZA BYŁA PRAWDZIWĄ WOJNĄ!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 31 marca 2017 r.

Utworzono 31 marca 2017 przez Red. VP

Zawsze niesamowicie czujny redaktor Ludwik Lewin – paryski korespondent znakomitej agencji PAP – z miejsca przesłał wielki artykuł, jak przed laty mawiano „francuskiej Prawdy”, to jest dziennika LE FIGARO (z 31 3 2017 r.) : artykuł o ogromie zagrożenia, jakie stanowić mogą: terroryzm technologiczny, „brudne bomby”, ataki chemiczne, wreszcie np. niosący groźne zarazy celowo nimi skażeni KAMIKADZE… Bynajmniej nie chodzi o jakąś niepoważną fantazję dziennikarską, lecz o „asercje” zawarte w raporcie Francuskiego Sekretariatu Generalnego Obrony i Bezpieczeństwa Narodowego, raporcie dotyczącym niezpieczeństw, jakie mogą już przed rokiem 2030 czyhać na Francję…

Jak Ludwik Lewin najwyraźniej dobrze pamięta, nie od dziś (!!!) podkreślam możliwość pojawienia się takich niesamowicie groźnych agresji mogących dosłownie wstrząsnąć całym naszym życiem… Wspomnę też, że pewien „wysoko postawiony facet”, i zresztą nie tylko on, bo także inni ludzie o najwyraźniej niskim ilorazie inteligencji i ZDOLNOŚCI PRZEWIDYWANIA, kpili sobie z mych obaw, mawiali „to strachy na lachy”…

Już przed laty śp. ojciec mój tylko półżartem głosił: NIESTETY WIELCY TEGO ŚWIATA UMIEJĄ TYLKO JEDNO – DOPCHAĆ SIĘ DO WłADZY, ALE O TYM, BY PATRZYLI DALEJ I WYŻEJ, JUŻ NIE MA MOWY…

Dorzucę może tylko, że zdaniem poważnych psychosocjologów dość sporo tak zwanych zwykłych, czy – jak kto woli „szarych” – obywateli podświadomie wyczuwa pismo nosem, zdaje sobie sprawę z ogromu czających się za rogiem zagrożeń… Zjawisko to, coraz wyraźniej w świecie Zachodnim dostrzegalne, może z czasem mieć skutki „wielce polityczne”, a jak uczy nas doświadzenie z XX wieku, być może, ostrożnie mówiąc, niekoniecznie najepsze, a w każdym razie nieobliczalne…

Co w takiej sytuacji trzeba robić??? Trudne pytanie. Jedno jasne! Trzeba być gotowym nawet na najgorsze… Zaplanować z góry właściwą reakcję oraz właściwą rispostę. Z góry społeczeństwa nauczyć, jak właściwie na każdy przewidywalny atak, bez ulegania panice, reagować!!! Jednym słowem, z jednej strony nie należy szerzyć przedwczesnej i być może bezpodstawnej paniki, a z drugiej jednak strony, nie wolno „CHOWAĆ GŁOWY W PIASEK”… Czy i do jakiego stopnia trzeba wyposażyć się w schrony, wymaga poważnego przemyślenia i analiz, w oparciu także i o mózgi elektronowe (???).

Zakończę ten dziennik tylko troszkę z innej beczki. Pytałem kiedyś ojca, jak to było możliwe, że pod koniec lat trzydziestych ubiegłego stulecia w Polsce ludzie z wysokim ilorazem intelegencji, a zapewne bywali i tacy, nie dostrzegali, że na wypadek wojny WH Hitlera wręcz błyskawicznie naszą Armię pokona. Ojciec mawiał: bo ludzie Rydza zresztą w najlepszej wierze walczyli z DEFETYZMEM, no i mieli BEREZĘ… (A o ile dobrze pamiętam, słynny spec od dziejów naszego wywiadu, dr hab. profesor Aleksander WOŹNY kiedyś pisał, iż na krótko przed 1 9 1939 odwołano za „czarnowidztwo” (???) jednego z szefów naszej DWÓJKI!!!).

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 22 lutego 2017 r.

Utworzono 22 lutego 2017 przez Red. VP

Świat wielkiego biznesu jest – jak mawia jeden z mych znajomych finansistów – „zmuszony” interesować się teraz futurologią. I to mimo, że – jak dobrze wiadomo – chodzi o dziedzinę, jak wyraźnie świadczą o tym fututologiczne teksty sprzed 50. lat – mało ścisłą. Teraz jednak wiele zdaje sie wskazywać na to, iż lata dwudzieste 21-szego wieku mogą już przynieść wręcz rewolucyjne przemiany spowodowane pojawieniem się np. „nowych technologii transportu”! Superszybkie pociągi mogą już ponoć w roku 2021 (?) dosłownie zacząć całkowicie zmieniać nasz byt… Tak, pociąg o szybkości 1200 km na godzinę przyniesie sui generis rewolucję w naszym życiu. Może w dość dużej mierze zmniejszyć znaczenie: transportu ciężarówkami, oraz linii lotniczych… Specjaliści zastanawiają się też, jaki wpływ pociągi o szybkości 1200 km na godzinę mieć mogą na wielkie miasta, na ceny terenów budowlanych, itd., itd.

Na nieco dłuższą metę (ćwierć wieku?) niesamowite przemiany w naszym życiu mogą przynieść zapowiadające się ponoć „wręcz fantastynie” postępy robotyki…
Skądinąd – jak ci lub inni twierdzą (???) – te czy inne mocarstwa (np. Chiny) analizują (rzecz jasna na dalszą metę) możliwość (!!) sprowadzania jakichś surowców z Księżyca… Ale mym zdaniem, choć jasne, że Chiny mają poważny program kosmiczny dotyczący Księżyca, nie można jak na razie brać na poważnie perspektywy sprowadzania stamtąd surowców. To chyba jedna z fantastycznych pogłosek…

Wielkiej wagi przemiany zapewne w ciągu najbliższych lat przyniesie rozwój BIOTECHNOLOGII. Warto zaznaczyć, że w tej dziedzine nasi polscy specjaliści „wysoko stoją”, mają potencjalne duże osiagnięcia i dobrze zapowiadające się możliwości… Jest rzeczą oczywistą, iż to mogłoby stanowić dla naszego kraju duży atut… Polskie państwo winno bardzo na serio wziąć się za ten problem i zapewnić naszym badaczom oraz naszym firmom „idącym w tym kierunku” odpowiednio tanie kredyty… Jak dobrze wiadomo, olbrzymie zdolności i możliwości naszych speców w tej dziedzinie niestety nie są wykorzystywane… Pamiętajmy, że możliwości biotechnologii są niesamowicie różnorakie, niosą ogromną przemianę… Zdaje się, problem ten świetnie rozumie obecne chińskie kierownictwo. Chiny i Indie w dziedzinie nowoczesności i innowacji naukowo-technologicznych są dziś chyba (?) na jednym z pierwszych miejsc w świecie… Ma to niewątpliwie znaczenie także i gdy chodzi o potęgę polityczną… Na szczęście USA ma Sillicon Valley i geniuszy takich jak Elon Musk – wynalazca owego superszybkiego pociącu Hyperloop… Musk – co godne uwagi i w duchu obecnych czasów – jesienią 2016 roku przedstawił plan kolonizacji Marsa i z czasem wysłania tam około miliona ludzi… Poważni eksperci zastanawiają się, czy taki fantastycznie brzmiący projekt jest wykonalny! Zdaniem kalifornijskich specjalistow z uniwersytetu w Irvine, olbrzymie zagrożenie dla tych ewentualnych kolonizatorów Marsa stanowią groźne dla ludzkiego mózgu promienie kosmiczne… (Zastanawiam się, czy problem owych promieni kosmicznych nie stanowi też przeszkody gdy chodzi o ewentualne „dobieranie się do bogactw surowcowych” (???) Księżca).

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 21 lutego 2017 r.

Utworzono 21 lutego 2017 przez Red. VP

W mym dzienniku z 18 2 2017 uwydatniłem, iż w MSZ-cie kierowanym przez Józefa Becka – genialny w swej zdolności przewidywania był Józef Alfred Potocki (1895-1968), wykształcony w Balliol College w Oxfordzie, od maja 1919 pracujący w polskim MSZ-cie. Przed wybuchem wojny, był wicedyrektorem departamentu politycznego. Jak mawiał mój ojciec, w owym kierowanym przez „nie mającego – jak się okazało – dobrego rozeznania w rzeczywistej sytuacji Józefa Becka ministerstwie, chyba tylko Józef Potocki i Mirosław Aciszewski czuli pismo nosem, dostrzegali to, że wojna niezadługo wybuchnie i przyniesie nam klęskę…” Inni nasi dyplomaci na ogół na serio wierzyli, iż jesteśmy „silni, zwarci, gotowi; że nikt nam nie zrobi nic, bo z nami nasz dzielny wódz, marszałek Śmigły-Rydz”… Do tego na podstawie informacji poufnie otrzymanej od hr. Ciano, że Hitler obiecał Mussoliniemu, iż wojny światowej nie rozpęta przed 1941 rokiem, Beck nie spodziewał się, że wojna może się zacząć już we wrześniu 1939!!!

Józef Alfred Potocki od czerwca 1944 r. do swej śmierci w r. 1968 oficjalnie uznawany szef naszej placówki w Madrycie, poseł czy – wedle współczesnego słownictwa – ambasador tam, był czołową postacią dyplomacji Wolnej Polski. Miał w Hiszpanii pozycję zgoła wyjątkową. Zarówno generał Franco jak i szereg wybitnych Hiszpanów i pewna liczba dyplomatów różnych krajów wysoko ceniła jego inteligencję i zdolności przewidywania. Dobrze wiedziano, że ma dar dostrzegania, ku czemu idzie. A Polacy pamiętali, jak swego czasu słusznie ocenił problem powstania warszawskiego, nadchodzące niesamowite straty materialne i straty w ludziach na ogół młodych i dynamicznych, których później tak zabrakło…

Jedno w mych oczach pewne! Józef Alfred Potocki był polskim dyplomatą najwyższej klasy, autentycznym gentelmanem i człowiekiem o naprawdę ogromnych stosunkach! Na przykład wysoko go cenił i bardzo lubił prezydent Kennedy…

Józef Alfred Potocki był też człowiekiem wielkiej kultury i wielkiej wiedzy… Ceniono go także np. w Królewskiej Akademii Historii w Madrycie, gdzie np. wygłosił na publicznym posiedzeniu odczyt na temat obrony europejskiej w świetle drugiej misji ambasadora polskiego, Jana Dantyszka do cesarza Karola piątego… Pisywał też w Wiadomościach wydawanych w Londynie przez Grydzewskiego…

Kończąc, raz jeszcze bardzo mocno pokreślę: Józef Alfred Potocki to nasz dyplomata zgoła wyjątkowej inteligencji, o ogromnym rozeznaniu sytuacji i człowiek najwyższej klasy!!!

Komentarzy (0)



środa, 13 listopada, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART