'Taguj' blogi | "Weteran Wojny i Zimnej Wojny"

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 26 listopada 2017 r.

Utworzono 26 listopada 2017 przez Red. VP

W związku z pytaniem czytelnika, potwierdzam, że gdy z matką wyjeżdżałem jesienią 1946 do Paryża, mając od kilku tygodni 17 lat, przyjaciel naszej rodziny, Tadeusz CHROMECKI (przed wojną kierownik referatu rekrutacji w biurze personalnym MSZ-u, w czasie okupacji szef sekcji spraw zagranicznych w delegaturze Rządu RP, zaraz po wojnie kierownik Działu Zachodniego w MSZ-ecie „władzy ludowej”) powiedział mi: Skończ studia w Paryżu, wróć do Polski, dam ci posadę w MSZ-ecie. Później, już w roku 1947 (?), Chromecki odwiedził w Paryżu (dokładnie w Chaville pod Paryżem) mego ojca i mnie, i przy mym ojcu ową mnie dotyczącą obietnicę powtórzył… Ojciec mój mu odpowiedział: Tadeuszu, jesteś naiwny. Nie znasz mentalności i metod Stalina!! No i rzeczywiście ojciec mój miał rację: po jakimś czasie Chromeckiego wylano z warszawskiego MSZ-tu. Został bez środków do życia, nieco później aresztowano go w ramach słynnego procesu biskupa Czesława Kaczmarka. W roku 1953 skazano Tadeusza Chromeckiego na 12 lat więzienia… Zwolniono go – ciężko w wyniku tortur chorego – po jesieni (!) 1956… Zmarł w lutym 1957 (wedle jednej z wersji, popełnił samobójstwo…).

Jeszcze latem 1956, Eugeniusz Kwiatkowski zabrał mnie z Poznania do siebie swym specjalnym rządowym wagonem kolejowym na dni kilka na Wybrzeże. Wiedział, że mam jechać do Francji, do mego ojca – jego byłego współpracownika. Polecił mi namawiać ojca na powrót do kraju. Mówił, że ma dlań posadę… Naturalnie w Paryżu natychmiast przekazałem ojcu taką propozycję jego byłego szefa… Ojciec powiedział: Kwiatkowski łudzi się. Prędzej czy później Stalin nakażę ostrą czystkę. I rzeczywiście, wkrótce później Stalin nakazał czystkę. Kwiatkowski wylądował przymusowo w Krakowie, de facto bez środków do życia.

A w połowie roku 1948, do nas do Paryża zaczęły napływać listy od osób, które uprzednio zajmowały całkowicie inne stanowisko: Na Boga, nie wracajcie. Nadszedł okres ponurego terroru… Matka moja, która mawiała, że poza Polską żyć nie może, ciężko zachorowała nerwowo!

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 23 stycznia 2017 r.

Utworzono 23 stycznia 2017 przez Red. VP

Czytelnik pyta: Co się stało z Pana tajnymi raportami, jakie wysyłał Pan Nowakowi? W odpowiedzi przytoczę następujący wyjątek z książki Kazimierza Zamorskiego, b. szefa sekcji polskiej działu studiów i analiz monachijskiego kierownictwa RWE, książki pt. „Pod Anteną Radia Wolna Europa” (Wydawnictwo WERS, Poznań 1995). Otóż na str. 104 tych swych wspomnień, Kazimierz Zamorski stwierdza, że w maju 1975 amerykański dyrektor James Brown polecił zniszczyć raporty terenowe z lat 1951-1969. Jak pisze Zamorski: „Dorobek blisko 20. lat, którego koszt na oko oceniałem na 20 milionów dolarów. Dostrzegając moją niewyraźną minę (Brown) pocieszył mnie, mówiąc SPY MATERIAL”. Koniec cytatu.

Z kolei w liście do mnie z 9 12 1997, Kazimierz Zamorski pisał: „Wybicie w mojej książce pracy i roli reporterów czy korespondentów terenowych uważałem nie tylko za wskazane, ale jako mój obowięk jako tego, na którego biurku raporty tych pacowników radia lądowaly i tak czy inaczej były wykorzystywane. Pisząc: tak czy inaczej mam na myśli fakt, że dyrekcja radia udawała, że z takich źródeł jak wiadomości zebrane nieoficjalnie, właśnie z biur terenowych, nie korzysta. Więc zarówno w audycjach jak i wydawnictwach firmowanych przez RFE nie wolno było na te źródła się powoływać… Nowak starał się jak mógł te wiadomości przemycać na antenie, ale musiał przestrzegać granic. Więcej pakował do pisma Na Antenie, ale to był paliatyw. Pyta Pan co z tymi raportami się stało. Odpowiedzi dostarczyłem na stronie104 mej ksiązki – POSZŁY NA PRZEMIAŁ”. Koniec cytatu.

Tyle Zamorski. Odnotuję, że Mariusz Kubik – zasłużony politolog i zbieracz godnych uwagi „materiałow historycznych”, odnalazł pewną liczbę mych poufnych raportów w archiwum paryskiej Kultury. Tak, z radiowego punktu widzenia, nie całkiem legalnie, pozwalałem sobie niektóre – mocno podkreślam, niektóre – me raporty przesyłać Jerzemu Giedroyciowi. Zachował je i ocalił Jacek Krawczyk…

Czy gdzieś indziej ocalały kopie mych raportów? Nie wiem!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 22 stycznia 2017 r.

Utworzono 22 stycznia 2017 przez Red. VP

Znowu pytanie czytelnika (tym razem kogoś ze Szczecina), dotyczące Zakonu Maltańskiego i tego, co dla mne oznacza fakt, iż (od siebie dodam, od 6 lipca 1977) jestem maltańskim kawalerem. Moja odpowiedź prosta. W Związku Polskich Kawalerów Maltańskich czuję się jak w rodzinie. Ów związek, więcej – cały nasz Zakon – to moja wielka rodzina. Uderza mnie, że np. francuscy kawalerowie maltańscy, gdy mam z nimi do czynienia, z miejsca odnoszą się do mnie jak do współbrata, kogoś bliskiego. Łączą nas zakonne ideały „Tuitio Fidei et Obsequium Pauperum”! Zakon – co bardzo istotne – naprawdę stanowi jakby jedną wielką rodzinę, służacą od wieków chorym, niepełnosprawnym, nieszczęśliwym…

Jak już zaznaczałem, gdy pod koniec zeszłego roku zostałem odznaczony komandorią fracuskiego Orderu Sztuki i Literatury, szczególnie mnie wzruszył piękny list gratulacyjny tego wybitnego intelektualisty, jakim jest dr hab., prof. nauk teologicznych, J.E. Biskup Ordynariusz Łowicki, Główny Kapelan ZPKM, Ks. Andrzej DZIUBA (!), który w swym piśmie wskazywał na 3 wyznaczniki prawdziwej kultury, którymi są: prawda, dobro i piękno, i zaznaczał, iż „relacja między kulturą a prawdą jest podstawowa…”. To stwierdzenie, szczególnie dziś – gdy jeszcze tylko nieco więcej niż ćwierć wieku temu społeczeństwo nasze było poddawane niesamowitej presji niesamowicie zakłamanej komunistycznej propagandy – ma kluczowe znaczenie.

Odpowiadając na dalsze zapytania owego czytelnika ze Szczecina, mocno podkreślam, że tezy o snobistycznym charakterze Zakonu Maltańskiego są absurdem. Co istotne, nasz Zakon stanowi zwartą, wielką rodzinę. Jesteśmy – jak powiedział kiedyś nasz śp. paryski kapelan, Ks. Infułat Witold Kiedrowski – „wierni rycerskim ideałom i tradycjom, ale nie oznacza to, byśmy byli zamknięci wobec kogokolwiek. Przeciwnie, chcemy te nasze ideały i tradycje upowszechniać…”.

Tak, ja też myślę, że Zakon nasz stanowi wierną pięknym ideałom służby chorym i nieszczęśliwym —-wielką, zwartą i otwartą na drugich RODZINĘ.

Jedno chyba pewne: winniśmy więzy między nami umacniać. My – tu we Francji – także w oparciu o fakt, że francuskim kawalerem maltańskim jest wybitny nasz rodak, Paweł Kostka, winniśmy w miarę możności (wiek i zdrowie) umacniać nasze braterskie więzy z francuskimi konfratrami. Organizować (???) np. w polsko-paryskim Kościele Św. Genowefy (??) wspólne modlitwy i spotkania. Prawdą jest, że brak nam w Paryżu (po śmierci Infułata Kiedrowskiego i Księdza Leona Brzeziny) kapelana…

Kończąc, bardzo mocno pokreślę, że to, iż nasz Zakon stanowi jedną wielką i braterską rodzinę, jest faktem o ogromnym znaczeniu dla nas samych i dla drugich, lecz nie tylko – np. również dla naszych podopiecznych…

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 21 stycznia 2017 r.

Utworzono 21 stycznia 2017 przez Red. VP

Dziś miała miejsce wizyta u mnie Piotra WEYCHERTA, absolwenta słynnej szkoły filmowej w Łodzi, byłego współpracownika francuskiej telewizji, obecnie – wspólnie z Mirkiem CHOJECKIM – kierownika frmy MEDIA KONTAKT. Firma ta od kilku dziesięcioleci zajmuje się produkcją filmów dokumentalnych na temat współczesnej historii Polski. Obecnie, w reżyserii Piotra MORAWSKIEGO, firma przygotowuje film o mnie – weteranie zimnej wojny, „szpionie RWE”, jak głosili ludzie PRL-u… WEYCHERT nagrał tu do owego filmu kilka moich wypowiedzi.

W czasie jego wizyty u mnie, zadzwonił z Warszawy Piotr JEGLIŃSKI. Niezadługo zjawi się w Paryżu – mieście, w którym przed laty odegrał wielką rolę w walce o niepodległość Polski, gdzie tajne służby „czerwonego” chciały go tak czy inaczej wykończyć. Zapewne otruć.

JEGLIŃSKI ma tu we Francji kluczowe kontakty, dobrze zna wielu wybitnych i wpływowych Francuzów. Niewątpliwie ma mocno ustaloną reputację współbudowniczego przyjaźni polsko-francuskiej…

Z JEGLIŃSKIM mam wiele do omówienia. Jest on zgodny co do tego, iż trzeba wznowić niegdyś sformułowany przez śp. ministra Janusza KRUPSKIEGO pomysł stworzenia przez Urząd Do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych specjalnej „karty weterana zimnej wojny (???)” , zajęcia się ludźmi niegdyś atakowanymi przez „czerwone służby” (właśnie casusy: JEGLIŃSKIEGO, którego chciano „wykończyć”, oraz np. mój i mej rodziny). Tak, „zimna wojna” była jednak prawdziwą wojną, to trzeba uznać!!!

Inny problem, który JEGLIŃSKI – zawsze zainteresowany sprawami dyplomacji (!) – też zna świetnie, to (w ślad za tym, co niegdyś obiecywał jakże wybitny minister Krzysztof SKUBISZEWSKI) otoczenie opieką przez obecny MSZ wolnej Polski i przez jego ambasady pamięci o DYPLOMACJI EMIGRACYJNEJ…

Przypominam, że we Francji do roku 1969 „ambasadorem Wolnej Polski” był KADEMOR – mój ojciec. Następnie władze RP kolejno to reprezentowali, już jako „delegaci Rządu RP”: Władysław Poniński, Xawery Rey, wreszcie Jerzy Ursyn-Niemcewicz, niegdyś czołowy oficer kontrwywiadu WiN-u… We Francji – spośród współpracowników tych delgatów rządu – żyją jeszcze Wirydianna z Raczyńskich Reyowa i ja. Ostatni delegat rządu, Jerzy Ursyn-Niemcewicz, wystawił nam (Wirydiannie i mnie) nawet specjalne „legitymacje służbowe”…

Kończąc (znowu) przypomnę, że za jakiś czas mają ukazać się nakładem PAU rewelacyjne – nie tylko mym skromnym zdaniem – i rzucające nowe światło na dzieje naszej „drugiej wielkiej emigracji” poufne raporty, które mój ojciec KADEMOR dwa razy w tygodniu wysyłał do naszych władz w Londynie. Owymi raportami, złożonymi zgodnie z wolą mego ojca w zwanej mickiewiczowską Bibliotece na Wyspie Św. Ludwika w Paryżu, zantereresował się bowiem słynny polski historyk, profesor Rafał HABIELSKI!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 20 stycznia 2017 r.

Utworzono 20 stycznia 2017 przez Red. VP

Czytelnik pyta, czemu kolejne tomy mych dzienników, wydawanych staraniem Instytutu im. Stefana „Grota” Roweckiego są opatrzone napisem ZAPISKI WETERANA ZIMNEJ WOJNY… Powód po temu prosty! Zimna wojna była jednak prawdziwą wojną. Przeciwik niekiedy posuwał sie do używania „bugarskich parasoli.”… Czasem szło tylko o dobrze zaplanowaną – ponoć przez radzieckich fachowców – akcję zastraszania i oczeniania. Jak jasno wynika z tego, co pisał Kazimierz Zamorski, szef „ewaluacji” polskiej RWE – służby specjalne PRL-u i całego komunistycznego bloku prowadziły prawdziwą „wojnę” z nim samym i z nami – korespondentami infomacyjnymi RWE. (To Zamorski i jego pracownicy analizowali tajne raporty o sytuacji w PRL-u (np. o walce frakcyjnej w partii, itd., itd., zdobywane i przesyłane do Monachium przez nas – owych korespondentów informacjnych RWE, owych „szpionów”, jak nas określały wiadome czynniki w Warszawie…).

Na przykład we mnie, ponoć – jak mawiał mój Dyrektor, opiekun i naczyciel, Jan Nowak, – korespondenta o cennych kontaktach i o „ dobrym nosie”, godziła nieustanna fala zastraszania, oraz fala bezustanie kolportowanych, majacych mnie „spalić” kalumni. Także stosowano metodę nasyłania agentów i prowokatorów…

W pewym okresie, kolosalnej politycznej wagi informatorem RWE był przekazujący mi dla Monachium wręcz rewelacyjne informacje o tym, co w kraju zachodziło, np. o sporach w kierownictwie PZPR, BOHATERSKI PIOTR JEGLIŃSKI… – człowiek szczególnie znienawidzony przez „czerwone służby specjalne”. Jak się ostarnio dowiaduję, owe służby planowały zamordowanie Jeglińskiego (???).

Co do mnie, to kampanie zastraszania i kolportażu kalumnii ciężko odbiły się na stanie mego zdrowia (zaburzenia serowe) oraz jeszcze w większym stopniuna na zdrowiu mej żony!
Kończąc ten mój dzisiejszy dziennik, ośmielam się zaapelować do PIOTRA JEGLI
ŃSKIEGO, BY WYJAŚNIŁ NASZEJ OPINII PUBLICZNEJ, ŻE ZIMNA WOJNA BYŁA WOJNĄ NA SERIO. W tej samej sprawie apeluję do Urzędu dla Spraw Kombatatów i Osób Represjonowanych. Dla uniknięcia nieporozumień, MOCNO PODKREŚLAM, ŻE NIE ZABIEGAM O ŻADNĄ RENTĘ!!! Chcę tylko, by jasno stwierdzono, że jesteśmy weteranami ZIMNEJ WOJNY. Chciałbym posiadać jakąś KARTĘ WETERANA (?), która ułatwiłaby mi podróżowanie np. w samolocie pod specjalną opieką…, fotel na lotnisku, itd., itd. No i jeszcze tylko jedno zdanie! Uderza mnie, że pewne – niegdyś bym powiedział „proreżymowe” czynniki – wkładają wiele wysiłku w negowanie faktu, iż ZIMNA WOJNA BYWAŁA JEDNAK PRAWDZIWĄ WOJNĄ!!!

Komentarzy (0)



wtorek, 16 lipiec, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART