'Taguj' blogi | "Vector Polonii"

Tags: , ,

Delikatny i drapieżny „kawał malarza”

Utworzono 17 lipca 2013 przez admin

marian kasperczyk 001T.R.

Marian to kawał malarza – napisał kiedyś Ryszard Grzyb. Kawał malarza. To dobrze powiedziane. Chyba najdoskonalsze określenie wobec Mariana Kasperczyka. Kryje się w nim bowiem wszystko: jego osobowość, jego malarski pędzel i sposób wypowiadania się na płótnie, wreszcie jego charakter, a nawet spojrzenie. No i to malarstwo. Farba i mocny pędzel, siła i zdecydowanie. Radykalność.

Ktoś o nim powiedział, że jest szalony pod każdym względem, dokładnie na tyle, na ile artysta powinien, żeby być twórczym i nowatorskim. Bo bije z niego siła i sens tworzenia. Imponuje…

Marian wygląda groźnie, jest radykalny, ale pięć minut bycia lub rozmowy z nim, potwierdzają jego wielką przy tym delikatność. Jest radykalnie delikatny.

Gdyby był zwierzęciem stadnym, malował w kupie, byłby pewnie kimś w Neue Wilde. Kimś ważnym i bardzo zarozumiałym. Miałby zamek jak Baselitz albo jacht, jak Schnabel. Marian jest jednak samotnikiem. Wilkiem bez stada. Jest silny i ma w sobie dzikość. Ale poza gwarem i hałasem aktualnej mody. Nikogo i niczego nie gani. Nie manifestuje. Tworzy w ciszy, niemal w zamknięciu. Jest jak Francesco Clemente. Cichy i drapieżny jednocześnie. Clemente to kobieta – żartuje.

Kasperczyk zna się na sztuce jak mało który artysta. Czyta i ogląda. Potrafi wsiąść na swój motor i gnać setki kilometrów, by obejrzeć jakąś wystawę. Do Hiszpanii albo równie daleko od domu, by potem stwierdzić, że i tak go to niewiele obchodzi.

Back to Front. To istota jego sztuki, najważniejsze działanie. Malarstwo, które uprawia. Robi je tak: odwraca obraz, a następnie od tyłu przepycha farbę przez płótno. Wcześniej, aby pracować w tej technice, musi zbudować specjalne krosna, z profili metalowych, a może aluminiowych. Na krawędziach tej nowatorskiej konstrukcji znajdują się drewniane listwy, na które wstępnie naciąga płótno. Potrzeba do tego siły i wytrwałości. W ten sposób powstaje warsztat pracy, malarska konstrukcja ułożona na podłodze piwnicy o sporej wadze. Kiedy owa konstrukcja jest już gotowa, artysta wylewa wiadro farby na tył napiętego płótna, bierze pędzel i rozprowadza po całej powierzchni pierwszą warstwę malarską. Następnie rozpoczyna przepychanie szczotami na drugą, czyli tak naprawdę przednią stronę. Tę, którą oglądamy. Po przepchaniu farby rozpoczyna się cierpliwa praca nad kompozycją. Bo to jest w końcu czyste malarstwo. Ale nie abstrakcja. Artysta nie wyczekuje na to, co farba ułoży na płótnie. Nie oczekuje, jak Pollock czy Rothko, że gest i siła wystarczą. Trzeba samemu namalować. Do tego, jak w lustrzanym odbiciu. Ale z zamiarem i realizmem. Z kształtem. Portrety albo obiekty. Wszystko.

Takie jest Mariana Kasperczyka malowanie. Pierwsze odciskane obrazy, powstały w 1988 r. jeszcze w Courbevoie, gdzie miał pracownię (…)

(Aby przeczytać cały artykuł, kup najnowsze e-wydanie Vectora Polonii)  

marian kasperczyk 002   marian kasperczyk 004

Możliwość komentowania Delikatny i drapieżny „kawał malarza” została wyłączona

Tags: , , , ,

Spostrzeżenia polskiej paryżanki: Dzielnice Paryża

Utworzono 17 lipca 2013 przez admin

_DSC5763Krystyna Mazurówna

Paryż – niby jedno, zwarte miasto, a jednak każda z jego dzielnic jest zupełnie różna: w atmosferze, klimacie i uczęszczającej je grupie ludzi. Panująca przez wiele lat moda na Dzielnicę Łacińską, obejmującą wielką część lewego brzegu Sekwany, skupisko gmachów uniwersyteckich Sorbony, związana była niejako z ówczesnym prądem intelektualnym. Bulwar Saint-Germain (gdzie w kawiarniach przesiadywali egzystencjaliści, Sartre flirtował z Simone de Beauvoir, a rzesze studenciaków biegały po sąsiadujących uliczkach), krzyżujący się z nim Bulwar Saint-Michel – to były miejsca kultowe, bez których Paryż lat pięćdziesiątych nie byłby Paryżem. Tam powstała masa wykwintnych barów, restauracji i kawiarni, i stopniowo – masa taniutkich restauracyjek greckich, do dziś dnia wypełnionych po brzegi przez turystów, poszukujących autentycznej atmosfery paryskiej.

Jasne, Francuzów spotkacie tam niewielu, ale przecież Paryż, jak i wszystkie metropolie światowe, posiada niewielki procent krajan – większość jego mieszkańców to przybysze, niektórzy za chlebem, inni to ci, którzy świadomie wybrali swoje miejsce na świecie tu właśnie…

Po modzie na Dzielnicę Łacińską, przez dziesiątki lat najpopularniejsze były Hale. Stare hale targowe, brzuch Paryża, po przeniesieniu hurtowych transakcji mięs, ryb i warzyw pod miasto, stały się modnym miejscem przechadzek, zakupów w kilkupiętrowych podziemiach Forum, no i uczęszczania do pobliskiego Centrum Pompidou, czyli Beaubourga, który wabi swoimi spektaklami i wystawami, ale też i kolorowym tłumem artystów i pseudo-artystów, produkujących się na placu przed tym ośrodkiem sztuki nowoczesnej.

A potem raptem najmodniejszą, najbardziej branche stała się dzielnica Oberkampf (…)

(Aby przeczytać cały artykuł, kup najnowsze e-wydanie Vectora Polonii)  

Możliwość komentowania Spostrzeżenia polskiej paryżanki: Dzielnice Paryża została wyłączona

Tags: , , ,

Kurczak z curry i krewetkami

Utworzono 17 lipca 2013 przez admin

CariPoulet

Embrasure 

Danie to najchętniej nazywa się Cari Poulet. Jadają je na Mauritiusie. Ale i we Francji bywa łatwe do przyrządzenia. Bo i od Francji wszystko się zaczęło…

Przez całe wieki, codziennie, kiedy słońce dotykało horyzontu, bretońskie miasteczko Saint-Malo rozbrzmiewało hukiem zamykanych bram. Chwilę później ciszę przeszywał szmer łap, warczenie i szczekanie. Między dwoma pierścieniami murów przez całą noc grasowały obronne psy. Nikt od korsarzy – przestrzegających honorowego kodeksu rabusiów – nie wiedział jak skutecznie zadbać o bezpieczeństwo. W ich żyłach płynęła odwaga, nieustępliwość, fantazja. Hrabia Mahé de la Burdonnais od dziecka wsłuchując się w żegnające dzień dźwięki, wiedział, że jego powołaniem jest zwycięstwo. Gubernatorem odległego Mauritiusa został, kiedy jego rówieśnicy dopiero zdobywali szlify kapitańskie. Zbudował stolicę – Port Louis, stworzył administrację i postanowił zamienić wyspę w wielką spiżarnię oceanu, w której zaopatrywałyby się statki francuskiej kompanii indyjskiej. Rozmach i sukces budziły zazdrość. Fałszywie oskarżony o sprzeniewierzenie się królowi, został odwołany do Francji i wtrącony do Bastylii. Choć oczyszczono go z zarzutów, nad błękitny Ocean Indyjski już nigdy nie dotarł. Na stołach kupców z Saint-Malo wprawdzie piętrzyły się stosy małych różowych krewetek, lecz o miejskie mury biły bure fale Atlantyku. Morska bryza niosła delikatny aromat curry. Hen z dalekich kolonii. Stał się głównym dodatkiem do kurczaka, którego pełno przecież w bretońskich wioskach.

Składniki:
1 kurczak ok. 1 kg
½ kg krewetek 

(Aby przeczytać cały artykuł, kup najnowsze e-wydanie Vectora Polonii)  

Możliwość komentowania Kurczak z curry i krewetkami została wyłączona

Tags: , , , ,

Letnie szlaki w Szampanii

Utworzono 17 lipca 2013 przez admin

SONY DSCJean-Claude Kociołek

Trzeba to przyznać: Szampania jest piękna! Jej krajobrazy, zabytki, stowarzyszenia, miejsca naznaczone historią… Nie znuży nas ich odkrywanie. Nie można się powstrzymać od podziwiania jej różnorodności: głębokie doliny ardeńskie, zielone wzgórza miasteczka Sedan, pola i łąki naturalnego regionu Thiérache, winnice szturmujące wzgórza na terenie Montagne de Remis, a także aglomeracje miejskie o bogatej historii.

Wiele osób odwiedzających region, obiera trasę turystycznego szlaku Szampana, Route touristique du Champagne, rozpoczynającą się przy słynnej Avenue de Champagne w Épernay, historycznej stolicy Szampana. Tysiąc bąbelków dla Unesco to świetna okazja dla stowarzyszenia „Pejzaże Szampana”, starającego się o miejsce na prestiżowej liście tej organizacji, które zorganizuje pokaz światła i dźwięku. Specjalne balony będą przemieszczać się z wiatrem, świadcząc o zaangażowaniu mieszkańców Szampanii. Do każdego balonu dołączona będzie kartka pocztowa, która pozwoli nadawcy i osobie, która ją odeśle do stowarzyszenia „Pejzaże Szampana” stać się ambasadorem kandydatury i wygrać sześciolitrową butelkę z pieczęcią projektu kandydatury. W Szampanii winorośle pokrywające teren Montagne de Reims rozciągają się pomiędzy masywem leśnym Regionalnego Parku Naturalnego Montagne de Reims a rolniczą równiną. Z kolei park naturalny, gdzie rosną faux de Verzy – zdeformowane przez wiatr buki – to miejsce zupełnie unikalne na świecie, świadczące o oryginalności zalesionych obszarów.

Krajobraz ten, z wioskami winorośli położonymi w sercu winnic, rozciąga się w kierunku Reims przez zielony korytarz wzdłuż kanału l’Aisne à la Marne (…)

(Aby przeczytać cały artykuł, kup najnowsze e-wydanie Vectora Polonii)  

Możliwość komentowania Letnie szlaki w Szampanii została wyłączona

Tags: , ,

Hôtel Lambert w ogniu

Utworzono 17 lipca 2013 przez admin

IMG_2294Julita Lech

Hôtel Lambert stanie się niedługo symbolem. Jego nazwa nabierze odpowiedniego ciężaru. Będzie się kojarzyła (o ile już się nie kojarzy) z zaprzepaszczoną szansą, niespełnionymi aspiracjami, a w dalszym ciągu – z katastrofą. A nawet w sensie dosłownym.

My, Polacy, lubimy takie słowa. Dramat, tragedia, klęska – to jedne z naszych ulubionych wyrazów. Używając ich, czujemy w powietrzu patetyczność i w takiej aurze jesteśmy zdolni do wielkich czynów, przełomowych dokonań, głębokich przemyśleń. Uwielbiamy się nad sobą użalać i szukać winy gdzie indziej, byleby jak najdalej od nas samych. Nazwa „Hôtel Lambert” już niebawem będzie wywoływać tyle samo emocji, co kontrowersji.

Historia obiektu sięga XVII wieku. To dzieło architekta Louisa Le Vau, powstałe na zamówienie Jean-Baptiste Lamberta. Wojciechowi Grzymale w 1843 r. udało się namówić rodzinę Czartoryskich do zakupu budynku, który z czasem przestał pełnić jedynie funkcję rezydencji, a stał się ośrodkiem działań politycznych, oświatowych i kulturalnych środowiska polonijnego. To tam spotykała się elita polskiej emigracji, to tam odbywały się istotne rozmowy, podczas których podejmowano kluczowe decyzje. Nazwę Hotelu Lambert przejęło stronnictwo polityczne, jakim kierował Adam Jerzy Czartoryski, który po wybuchu powstania listopadowego był prezesem Rządu Tymczasowego. Organizował przyjęcia, na których gościli m.in. Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Fryderyk Chopin i George Sand (…)

(Aby przeczytać cały artykuł, kup najnowsze e-wydanie Vectora Polonii)  

Możliwość komentowania Hôtel Lambert w ogniu została wyłączona

Tags: , ,

Pożar w Hôtelu Lambert

Utworzono 10 lipca 2013 przez admin

Tej nocy na Wyspie św. Ludwika w Paryżu wybuchł pożar w Hôtelu Lambert. Budynek gasiło 140 strażaków. Akcja nadal trwa, dym nadal unosi się w powietrzu. Na Moście Sully znajduje się wiele wozów strażackich. Straty są ogromne.

Budynek, należący wcześniej do rodziny Czartoryskich, został wykupiony przez emira Kataru w 2007. Był on w trakcie remontu.

Możliwość komentowania Pożar w Hôtelu Lambert została wyłączona

Tags: ,

Spostrzeżenia polskiej paryżanki: Nie mamy czasu…

Utworzono 09 lipca 2013 przez admin

_DSC5763Krystyna Mazurówna

Nie wiem co to się porobiło, ale coraz bardziej nikt nie ma czasu. Wszyscy biegamy, śpieszymy się, jesteśmy spóźnieni, nie zdążamy. Nawalamy terminy, przesuwamy spotkania, ganiamy po mieście, łapiemy w pośpiechu taksówki, nie dosypiamy i mamy ciągle wrażenie, że czas się kurczy, umyka między palcami i dajemy z trudem załatwić w ciągu dnia połowę z tych rzeczy, które sobie wyznaczyliśmy do załatwienia.

Rezultat?

Stan wiecznego zdenerwowania, ciągłego stresu, jaki wpływa na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne jak najgorzej. Nadciśnienie, choroby wieńcowe, do tego – od byle jakiego, w pośpiechu łykanego jedzenia – cały szereg dolegliwości żołądkowych. Nerwice, choroby psychosomatyczne, stany depresyjne. Jednym słowem, dno. W zawrotnym tempie mijają dnie, miesiące i lata, a życie przepływa gdzieś obok. W końcu – na wszystko jest już za późno. Mimo tego nerwowego pośpiechu nigdzie nie udało nam się dotrzeć, nic tak naprawdę zrozumieć, nic przeżyć… Zamiast tego – niepokojące wyniki analiz krwi, jakieś podejrzane rezultaty innych badań – o ile znajdziemy czas na ich robienie – cholesterol, nadciśnienie, inne niezrozumiałe diabły. Skąd to wszystko, tak raptem? Nie, nie raptem, to właśnie są wyniki długich lat spędzonych w pośpiechu!

A może by tak na chwilę zwolnić, głęboko odetchnąć i wreszcie zastanowić się, gdzie tak nas gna i o co tak naprawdę w życiu nam chodzi? (…)

 (Aby przeczytać cały artykuł, kup najnowsze e-wydanie Vectora Polonii)  

Możliwość komentowania Spostrzeżenia polskiej paryżanki: Nie mamy czasu… została wyłączona

Tags: , , , , ,

Odrobina historii polskiej we Francji

Utworzono 08 lipca 2013 przez admin

villard de lans

Villard-de-Lans (fot. Parisdreux/ CC 3.0)

Villard-de-Lans – położone w samym środku Parku Regionalnego Verors górskie miasteczko, kryjące w sobie polską historię.

Historia ta sięga czasów okupacji. W październiku 1940 roku, z aprobatą lokalnego społeczeństwa, powstaje w Villard-de-Lans Liceum Polskie im. Cypriana Norwida. Odpowiedzialnym za polską oświatę we Francji jest wtedy Zygmunt Lubicz-Zaleski, wykładowca Instytutu Studiów Słowiańskich na Sorbonie. W utworzeniu Liceum pomaga mu Wacław Godlewski, lektor języka polskiego na Uniwersytecie w Lille, który wybiera Villard-de-Lans na lokalizację polskiej szkoły.

Placówka zapewnia swoim uczniom bezpieczeństwo i „drugi dom”. Umożliwia młodym ludziom kontynuowanie nauki i zdanie matury, która uznawana byłaby także przez uczelnie francuskie. W okresie wojny Liceum Polskie jest jedyną polską wolną szkołą w Europie. Szkoła jest aktywna na tle kulturalnym, jak i militarnym.

W 2012 roku Fundacja Ośrodka KARTA we współpracy z Domem Spotkań z Historią, przy wsparciu Stowarzyszenia Byłych Uczniów Liceum im. Cypriana Norwida w Villard-de-Lans i dzięki pomocy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zrealizowała projekt „Polskie Liceum w Villard de Lans. Projekt historii mówionej”.

Projekt ten to niezwykle wartościowe nagrania, wspomnienia byłych uczniów, mieszkających we Francji. Składa się on z 15 relacji audio. Możemy dowiedzieć się z nich ciekawych rzeczy o życiu codziennym w Liceum Polskim – o nauczycielach, o młodzieńczych wybrykach, o trudnościach w nauce z powodu braku książek, a nawet o wyżywieniu. Dzięki tym zapisom dźwiękowym poznajemy dawne życie na emigracji, nie tylko w Villard-de-Lans, ale i w innych miastach francuskich.     

Redakcja VP

Możliwość komentowania Odrobina historii polskiej we Francji została wyłączona

Tags: , ,

Spostrzeżenia polskiej paryżanki: Cyrk

Utworzono 02 lipca 2013 przez admin

_DSC5763Krystyna Mazurówna

Mówię wam, ten „cirque’n’roll” jest rewelacyjny, świetny, ale też śmieszny, jednym słowem – nowoczesny! To cyrk w ogóle może być nowoczesny? Tego nie byłam pewna, dopóki nie obejrzałam kilku rewelacyjnych spektakli cyrkowych. Tak jak i w każdej innej dziedzinie sztuki, tak w tej nastąpiła nie tak dawno rewolucyjna zmiana, bo przodujące aktualnie spektakle cyrkowe nie polegają wyłącznie na pokazywaniu techniki, jakkolwiek imponująca by ona nie była – ale i na apelowaniu do inteligencji widza, do jego subtelności, sensualności i poczucia humoru. Tak, prosto do serca i do rozumu!!!

Od lat chadzam na różne spektakle najprzeróżniejszych cyrków i nie zawsze po ich zakończeniu wychodzę usatysfakcjonowana. Gorzej, na przedstawieniach cyrków tradycjonalnych – jestem tylko mokra ze strachu, gdy pod kopułą akrobatki w wygogolonych kostiumach obszytych gęsto błyskotkami, ryzykują swoje życie. Zasmucona widokiem tresowanych zwierząt, które wcale nie wydają się być zadowolone ze swego losu, a już wręcz zdegustowana popisami klownów. Ich dowcipy są wysoce niewyszukane, ma być niby śmiesznie, jak się przewracają i wzajemnie kopią, a jest ponuro, w dodatku te ich wielkie, czerwone nosy też wydają mi się w bardzo złym guście. Nawet zastanawiałam się, czy przypadkiem nie brak mi poczucia humoru, skoro ich gagi nie prowokują u mnie nawet cienia uśmiechu?

Ale, już z pięć lat temu, przy okazji pobytu w Las Vegas, obejrzałam świetny spektakl pod tytułem „O” (…)

(Aby przeczytać cały artykuł, kup najnowsze e-wydanie Vectora Polonii)  

Możliwość komentowania Spostrzeżenia polskiej paryżanki: Cyrk została wyłączona

Tags: , , ,

Staram się jedynie, aby to, co kochałem trafiło w dobre ręce

Utworzono 02 lipca 2013 przez admin

AN_CD131_DSC_3827-2[1]Z Andrzejem Niewęgłowskim rozmawiała Julita Lech.

Czy to prawda, że pierwsze dzieło do swojej kolekcji kupił Pan w wieku piętnastu lat?

Kiedy miałem piętnaście lat, dostawałem od rodziców tzw. „kieszonkowe”. Za te pieniądze kupowałem sobie książki o architekturze, bo już wtedy wiedziałem, że chcę być architektem. Kupowałem też starą porcelanę, która mnie fascynowała od dziecka.

Pochodzi Pan z inteligenckiej rodziny…

Tak, ojciec mój był notariuszem. Był także znawcą literatury europejskiej i interesował się sztuką. Sam bardzo dobrze rysował. Rodziny – zarówno mego ojca, jak i mojej matki – pochodziły ze średnio zamożnej szlachty. Obie rodziny przeniosły się do Warszawy po 1831 roku, kiedy to ich posiadłości zostały przejęte przez rząd carski w represji za udział w powstaniu. Bardzo duża część inteligencji warszawskiej przed wojną była pochodzenia szlacheckiego.

Czy kolekcjonował pan też powieści, literaturę piękną?

Jestem bardzo wizualny, jeśli tak można powiedzieć. Mimo że lubię muzykę i literaturę, moja kultura jest bardziej wizualna niż literacka. Bardzo interesuję się historią, wolę biografie niż powieści. Będąc dzieckiem w każdy czwartek chodziłem z moją babką na krajoznawcze wycieczki po Warszawie, które kończyły się ciastkami u Lardellego na ulicy Wierzbowej! (śmiech) Polonika zacząłem zbierać dopiero w Paryżu od 1961 roku. Moje młodzieńcze zbiory spłonęły w sierpniu 1944 roku.

Które z zebranych przez Pana dzieł są najbardziej wartościowe?

Wiele „poloników” nabyłem na aukcjach w Drouot. To nie były zawrotne sumy. Najwyżej zapłaciłem za rysunek Matejki. Ale miałem na aukcji konkurenta najwyższej miary!

Co to za dzieło?

Ten rysunek, szkic do większej kompozycji, przedstawiajacy młodą księżniczkę lub królewnę (bo w koronie!) powstał w 1865 roku podczas pobytu Matejki w Paryżu z okazji „Salonu”, na którym wystawiał swe dzieła. Nigdy nie opuścił Paryża. Dwa inne rzadkie rysunki to „Scena bitewna” J. P. Norblina z 1774 roku rysowana w Warszawie i „Architektura rosyjska” Stanisława Noakowskiego z jego pobytu w Petersburgu.

Czy to wszystko, co widzieliśmy na ostatniej wystawie (Cabinet d’un Amateur), oddał Pan Bibliotece Polskiej?

To wszystko, co było na wystawie (także kilka dzieł znajdujących się na pierwszym piętrze) oddałem. Razem z listami, np. Kraszewskiego (…)

(Aby przeczytać cały artykuł, kup najnowsze e-wydanie Vectora Polonii)  

 

Możliwość komentowania Staram się jedynie, aby to, co kochałem trafiło w dobre ręce została wyłączona



czwartek, 27 lutego, 2020

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART