'Taguj' blogi | "RWE"

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 26 września 2016 r.

Utworzono 27 września 2016 przez Red. VP

Morawski foto 02.06.2016Jestem w trakcie czytania rewelacyjnej książki! Lektura ta dogłębnie mnie porusza! Potęguje moją wiarę. Powoduje, iż też wzrasta ma miłość do Kościoła. Poczucie pełnej doń przynależności oraz jakby – pokornej oczywiście – współodpowiedzialności zań… Jaśniej niż uprzednio widzę fakt, że żyjemy w epoce szczególnej, w epoce wręcz zaskakujących postępów wiedzy, coraz to trudniejszych nowych problemów, związanych właśnie między innymi z owymi tak błyskawicznymi postępami nauki, w tym medycyny (np. perspektywa manipulacji genetycznych…), oraz z dość wyraźnie zapowiadającym się nowym otwarciem na wszechświat (pisze się o dość już ponoć poważnych perspektywach długich pobytów na Księżycu czy na Marsie)… W dniu 25 września dziennik Le Parisien już w sporym tytule donosił „Le pari fou d’un village sur la Lune! L’agence spatiale européenne plaide pour la construction à l’horizon 2030 d’une base permanente sur la Lune”!

Książka ta to „Bóg albo nic” – rozmowa o wierze z kardynałem Robertem SARAH, którą przeprowadził w Rzymie Nicolas Diat.

Polskie wydanie wstępem opatrzył arcybiskup Henryk HOSER SAC, od lat dwudziestu przyjaciel tego kapłana, obecnie kardynała i prefekta Kongregacji do Spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Robert Sarah „jest kimś, kto doznał w życiu ogromnych paradoksów i zdumiewających kontrastów. Biedne afrykańskie dziecko z gwinejskiej wioski Ourous jest dziś kardynałem Kościoła katolickiego. Już jako arcybiskup Konakry, stolicy Gwinei, Robert Sarah cieszył się wielkim szacunkiem i uznaniem. I oto ten, który był kiedyś najmłodszym biskupem na świecie (mianowany w wieku 33 lat) został dostrzeżony przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Wezwany do Kurii Rzymskiej, został w roku 2001 Sekretarzem Kongregacji do spraw Ewangelizacji Narodów. Ojciec Święty Benedykt XVI mianował go Przewodniczącym Papieskiej Rady Cor Unum, powierzając mu troskę Kościoła o ubogich i potrzebujących…” (koniec cytatu ze wstępu arcybiskupa Hosera do polskiego wydania).

Od siebie dodam, że w książce tej kardynał Sarah przedstawia swe dogłębne przemyślenia na temat Kościoła, wiele uwagi poświęca zagadnieniom i pytaniom stawianym przez świat postmodernistyczny… Skądinąd wyraziście stwierdza, mocno podkreślając „radości Ewangelii!” Wszak papież Franciszek, czerpiąc inspirację z Pawła VI, pisze: „Ewangelizator nie powinien mieć nieustannie grobowej miny. Odzyskajmy i pogłębmy zapał. Oby świat współczesny przyjmował Ewangelię nie od jej głosicieli smutnych i zniechęconych, nie od niecierpliwych lub bojaźliwych, ale od sług Ewangelii, których życie jaśnieje zapałem, od tych, co pierwsi zaczerpnęli swą radość od Chrystusa”. Tak, dodam od siebie: mocno czuję teraz, że wiara nasza i autentyczna wierność Ewangelii, to klucze do szczęścia i ufnej radości życia…

Ale nie będę tu analizował treści tej tak – mym zdaniem – KLUCZOWEJ i tak napawającej otuchą książki o tym, jakimi winny być nasze postawy! Zalecam jej lekturę. Ta lektura z miejsca wiele wniosła w me życie! I to, gdy się nawet skończyło lat 87 i jest się ewidentnym weteranem wojny i zimnej wojny.

Z kolei wyrażę mocne przekonanie, iż w mym mocnym odczuciu – w odczuciu długoletniego dziennikarza i niegdyś cenionego przez mego Dyrektora Jana Nowaka obserwatora współczesnej rzeczywistości (który był zdania, że mam „dobrego nosa”) – zarówno kardynał Sarah jak i arcybiskup Hoser to ludzie Kościoła – powiedziałbym – naprawdę wielkiej klasy i o bacznej, dociekliwej inteligencji. Jak mi mówią rzymscy rodacy, tak ich obu oceniał Jan Paweł II. Co do arcybiskupa Hosera, to mym zdaniem istotne, że wstępując do Zgromadzenia Pallotynów był on już od lat kilku lekarzem… W obliczu obecnej ewolucji wiedzy medycznej i – powiedziałbym także – „ogólnie biorąc”, fakt ten ma duże znaczenie! (Ponoć Jan Paweł II nieraz nazywał Henryka Hosera „doktorem”).

Ośmielam się posyłać arcybiskupowi Hoserowi kopie mych dzienników. Przed laty, jak mi mój ojciec kiedyś już w Lailly-en-Val powiedział, nasz wuj Włodzimierz Ledóchowski – „generał jezuitów” czasem zaznaczał, iż Kościół winien znać bardzo różne punkty widzenia. Dysponować szeroką gamą informacji, „wszystko wiedzieć”… To zagadnienie wielkiej wagi! Zarówno gdy chodzi o możliwość (rzecz jasna ostrożnego i pozytywnego) oddziaływania w dobrym, opartym na miłości bliźniego i na woli pomagania najbiedniejszym, kierunku, jak i w tak istotnej domenie przychodzenia zawsze (!) z braterską pomocą tym czy innym ulegającym – co tak ludzkie – pewnym pokusom…

Korekta: AP

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 22 września 2016 r.

Utworzono 25 września 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (2)Maciej Morawski – „Mademor”, długoletni korespondent INFORMACYJNY Radia Wolna Europa, inwalida wojny i zimnej wojny, swego czasu prezes paryskiego koła Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
____________________________________

Wczoraj wróciłem z Kościana, gdzie miała miejsce promocja trzeciego tomu mych dzienników oraz obchodzono, w dniu 20 września, moje 87. urodziny. Z miejsca tu zaznaczę, że w czasie tych obchodów wręczono mi medal honorowy, nadany przez Marszałka Województwa Wielkopolskiego, pana Marka Woźniaka. Odbieram to jako coś w rodzaju obywatelstwa honorowego Ziemi Wielkopolskiej, do której jestem tak głęboko przywiązany; której pracowitość, umiar i rozsądek stale podkreślam w mych dziennikach. Ku memu zaskoczeniu dowiedziałem się też, iż jestem jedynym obywatelem honorowym miasta Kościan.

Do Kościana z Warszawy zawiózł nas Adam Byszewski, towarzyszyła mi moja ukochana córka Natalia, moja ukochana cioteczna siostra Renia z Żółtowskich Jakubowska, moja stryjeczna bratanica Gabriela Morawska oraz jej brat Piotr Morawski i jego współpracownik, niezwykle sympatyczny pan Andrzej, operator filmowy. Rzecz w tym, że Piotr – ceniony reżyser – kręci film o mnie, weteranie wojny i zimnej wojny, byłym dziennikarzu informacyjnym Radia Wolna Europa, swego czasu określanym mianem „szpona” przez ludzi PRL-u. Zatrzymaliśmy się w Głuchowie w miejscowej karczmie i mieszkaliśmy w przybudówce pałacu. Tutaj chcę podkreślić, że jako długoletni dziennikarz, który zna wiele lokali w różnych krajach, uważam, że ta głuchowska karczma jest jedną z najlepszych w Europie.

Następnego dnia udaliśmy się do Kościana, gdzie powitał nas regionalista, wybitny pisarz, autor 16-tu książek, redaktor Jerzy Zielonka oraz ściśle z nim współpracująca red. Teresa Masłowska, autorka znakomitej biografii o mnie. Masłowska i Zielonka opracowują kolejne tomy moich dzienników, które ukazują się nakładem Instytutu im. „Grota” Roweckiego w Lesznie wielkopolskim.

Na wstępie udałem się do mojego dawnego liceum kościańskiego, długo rozmawiałem z dyrektorką i z jedną z profesorek, a potem także z bliskim mi wicedyrektorem liceum, panem Andrzejem Morawskim, który jest „moim krewnym z wyboru”. Jest on prawnukiem pana Prendkiego, który niegdyś pracował u nas, w pałacu w Jurkowie. Pan Morawski jest współautorem książki o generale Franciszku Morawskim, który – jak wiadomo – starał się głosić i budować zgodę narodową, a także, lecz nie tylko, godził romantyków z klasykami. Tak, cechą charakterystyczną rodziny Dzierżykraj-Morawskich jest owa skłonność do budowania pojednania narodowego.

Następnie udaliśmy się do pięknego kościańskiego Domu Kultury, ale może jeszcze odnotuję, że uprzednio skorzystałem z faktu, że w Kościanie mieszka słynna, urocza doktór okulistka, pani Barbara Szewczyk – poszedłem do niej na badanie oczu.

W Domu Kultury powitał nas burmistrz Kościana, pan Michał Jurga, przewodniczący i kilku członków Rady Miejskiej Kościana i duża grupa (przyjaciół i krewnych) wybitnych osób, takich jak Andrzej Heydel, Andrzej Skarzyński, Paweł Turno, Iretka i Stanisław Byszewscy, z osób szczególnie mi bliskich: pani Pawlakowa, pani Iwona Jentsch, no i tak wybitne postacie, jak poseł na Sejm Wojciech Ziemniak, zastępca Przewodniczącego Sejmowej Komisji do Spraw Łączności z Polakami za Granicą, dr hab. Waldemar Handke i pisarka Teresa Wiśniewska z Racota oraz czołowy polski historyk wywiadu i wojskowości, mój bliski i oddany przyjaciel prof. dr hab. Aleksander Woźny. Nie mogę wymienić wszystkich wybitnych osób, które były tam obecne. I tak jeden z wybitnych polskich krytyków zarzucił mi, że moje dzienniki to jakby książka telefoniczna.

Później miało miejsce długie i piękne przedstawienie artystyczne, w czasie którego duża grupa artystów miejscowego teatru i duża grupa młodzieży nawiązywała do dziejów mojego życia. Zarecytowano tam również wyjątek z wiersza mojej siostry Magdy, łączniczki Radosława, która poległa 6 sierpnia 1944 na Woli w Warszawie. Padły te pamiętne słowa wiersz zakańczające: Taka jest moja młodość, daleka legenda i męka rozpostarta na wietrze jak sztandar.

W drugiej części spotkania, której przewodniczył Marcin Libicki, mój bliski przyjaciel i ongiś, w czasach PRL-u, okazyjny informator, udzielający mi wywiadów telefonicznych. Miało miejsce szereg przemówień. Odczytano piękny list Przewodniczącego Sejmiku Wielkopolskiego. Głos zabierali burmistrz i inni przedstawiciele władz Kościana. O moim ojcu i o mnie, o naszej tradycji rodzinnej, uwydatniając nasze bardzo wielkopolskie cechy, takie jak skłonność do budowania pojednania narodowego – mówił świetnie i ze swadą Marcin Libicki.

Ze swej strony zabrałem głos, by miastu Kościanowi przedstawić trzy moje postulaty. Pierwszym z nich było to, że chciałbym, żeby Kościan – tak bliski tradycjom dwóch długoletnich ambasadorów RP w Paryżu, Alfreda Chłapowskiego z Bonikowa oraz Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego z Jurkowa – nawiązał braterską, modelową współpracę z jednym z francuskich miast. Dalej wyraziłem nadzieję, że szpital kościański nawiąże do sięgającej XIV wieku tradycji i powoła w Kościanie Maltańską Służbę Zdrowia oraz nawiąże kontakt z Zakonem Maltańskim. Po trzecie, zaapelowałem do miasta Kościana, by uznało za własną córkę moją córkę Natalię i moje wnuczki za swoje wnuczki. Wyraziłem nadzieję, że moje wnuczki, z których jedna jest już polską harcerką, zaczną przyjeżdżać na obozy letnie organizowane przez Kościaniaków.

Po owym spotkaniu i po tym, gdy odpowiadałem na pytania dziennikarzy, udaliśmy się do znanej w całej okolicy restauracji U Dudziarza, położnej na skraju miejscowego parku im. Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego. Tam burmistrz Kościana oraz przewodniczący Rady Miejskiej podejmowali nas znakomitym obiadem.

Następnego dnia razem z redaktorem Zielonką objechaliśmy samochodem Kościan. Piotr Morawski i operator filmowy pan Andrzej kontynuowali kręcenie filmu o mnie. Pokazano im miejsce, na którym został rozstrzelany jesienią 1939 r. mój chrzestny ojciec, wuj Miecio Chłapowski oraz szereg bliskich mej rodzinie notabli kościańskich. Pojechaliśmy też sfilmować dom, w którym w Kościanie, chodząc tam do liceum (marzec ‘45 – styczeń ‘46) mieszkałem u jakże mi bliskiej, uroczej pani Józinki Szyfter ze słynnego rodu kościańskich rzeźników. I później, tego samego dnia, powrót do Warszawy. Po drodze zatrzymaliśmy się w Poznaniu, gdzie urodziłem się 20 września 1929. Operator, jakże miły pan Andrzej, filmował park Moniuszki, w którym jako dziecko się bawiłem oraz piękną willę na Szopena 4, willę należącą do mojego dziadka szambelana Stanisława Turno, w której przez pewien czas mieszkali moi rodzice, gdy ojciec mój Kajetan był prezesem Wielkopolskiej Izby Rolniczej, Krajowego Związku Izb Rolniczych i potężnego niegdyś Stowarzyszenia Eksporterów Zboża. Tyle ot tak, od ręki. Na pewno wiele osób pominąłem, ale trzeba mi wybaczyć. Mam przecież 87 lat.

Kończąc, wyrażam najwyższą przyjaźń i za wszystko serdecznie dziękuję red. Jerzemu Zielonce i red. Teresie Masłowskiej.

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Spotkanie z red. MACIEJEM MORAWSKIM – autorem książki „Dwa brzegi. Zapiski Weterana Zimnej Wojny” w Kościanie, 20 września 2016 r.

Utworzono 18 września 2016 przez Red. VP

Bez nazwy-1Burmistrz Miasta Kościana Michał Jurga, Przewodniczący Rady Miejskiej Piotr Ruszkiewicz i Prezes Instytutu im. Stefana „Grota” Roweckiego dr hab. Waldemar Handle zapraszają na spotkanie z redaktorem Maciejem Morawskim – autorem książki pt. „Dwa brzegi. Zapiski Weterana Zimnej Wojny”, które odbędzie się 20 września 2016 r. o godz. 13.00 w Kościańskim Ośrodku Kultury.

W programie:
– Spektakl „Zawsze jesteś tu mile widziany” w wykonaniu aktorów Kościańskiego Teatru Kameralnego. Scenariusz i reżyseria: Janusz Dorot.
– Promocja 3. tomu książki Macieja Morawskiego „Dwa brzegi. Zapiski Weterana Zimnej Wojny”. Moderatorzy: Marcin Libijki i Jerzy Zielonka.
– Maciej Morawski w 87. rocznicę urodzin.

Spotkaniu towarzyszy wystawa „W aurze Petroniusza. Henryk Sienkiewicz –  Kazimierz Morawski”, przygotowana przez Miejską Bibliotekę Publiczną im, Stanisława Grochowiaka w Lesznie.

Kościański Ośrodku Kultury
Kościan, ul. Mickiewicza 11

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 17 września 2016 r.

Utworzono 17 września 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (1)Francuski intelektualista spędził kilkanaście dni w Polsce. Jego zdaniem polskie sfery polityczne, zaabsorbowane bez reszty swymi sporami i rozgrywkami, nie dostrzegają ogromu zagrożeń, które widzą – choć częściowo przemilczają, by nie wywoływać zawsze szkodliwej paniki – czołowi mężowie stanu Zachodu… Te w Polsce nie do końca dostrzegane zagrożenia, to np. – lecz nie tylko – niezaprzeczalny już fakt, że terroryzm to nowoczesna, mogąca stać się niezwykle groźną, forma wojny! Dalej Polacy nie zdają sobie rozumieć ogromu problemów piętrzących się przed Unią Europejską. Problemów politycznych i ekonomicznych. A przecież Unia szczególnie teraz, gdy w USA narasta izolacjonizm (?), to gwarant bezpieczeństwa „nas wszystkich”!

Rozmówca stwierdza jednak, że spotkał polskich studentów naprawdę na światowym poziomowe i świadomych tego, co w świecie i w Europie zachodzi i zajść może!

Tyle o tej rozmowie, która zdaje się potwierdzać pewne moje własne obserwacje!

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 16 września 2016 r.

Utworzono 16 września 2016 przez Red. VP

DSC02290Jest prawdą, że – jak by to najprościej powiedzieć – że powoli zaczynam zamykać mego życia rachunki! Składam hołd pamięci wspaniałych Polek, które dobrze mnie i moją walkę o kult emigracyjnej przeszłości, np. także mą miłośc do Domu w Lailly-en-Val, do tamtejszego cmentarza – rozumiały. Składam hołd pamięci Marii z Mackiewiczów Kaczyńskiej i Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej!

Cieszę sie z faktu, iż wybitny polski uczony, profesor dr Rafał Habielski interesuje się złożonym w zwanej Mickiewiczowską Bibliotece Polskiej na Wyspie Św. Ludwika w Paryżu – moim zdaniem z historycznego punktu widzenia rewelacyjnym (!) – archiwum mego ukochanego ojca i naszej AMBASADY WOLNEJ POLSKI. Raduje mnie, iż błyskotliwie inteligentna Ela Skoczek zbiera materiały, pisze o Józiu Czapskim, któremu ja tyle (!) zawdzięczam, który przed laty otworzył przede mną nowe horyzonty. Otaczał mnie i me lektury swą czujną opieką intelektualną. Dzięki niemu poznałem tylu ciekawych ludzi, np. Curzio Malapartego, Juliena Greena, Roberta de Saint-Jean, Jerzego Zawieyskiego, Jerzego Andrzejewskiego, Henryka Hollanda, Jamesa Burnhama (który jasno dostrzegał nadchodzący koniec komumizmu), a także np. Misię Sert (już wóczas niemłodą), Jeanne Hersch, Auberona Herberta, Józefa Zielickiego…

Ale pora, bym z kolei zaznaczył, iż obok mego ojca i Józia Czapskiego czołową rolę odegrał Jan Nowak, mój Dyrektor, nauczyciel i opiekun. To jemu i jego zaufanemu zastępcy, mojemu kuzynowi Zygmuntowi Michałowskiemu zawdzięczam kluczową mego życia wielką przygodę! Mą długoletnią pracę korespodenta RWE („szpiona” wedle komuny). Tak, Nowak miał długo codzienny telefoniczny kontakt ze mną; poźniej, gdy wyjechał już do USA, stale posyłałem mu tajne informacje z kraju. Wlał on w me serce zasady bezstronności i obiektywności, nauczył mnie, jak gadać z ludźmi niekiedy całkowicie lub częściowo z tamtej strony. Dobrze wiedział, że pewne rewelacyjne informacje podsyłały w ramach walki o władzę pewne frakcje partyjne (być może, iż pewne dane o siuchtach ludzi Gierka nawet podrzucał nam Moczar, wówczas już tylko prezes Najwyższej Izby Kontroli…).

Chcę także w tym „rozliczeniu” hołd złożyć Stanisławowi Gebhardtowi, który wciągnął mnie do ruchu młodzieżowego chadecji. Jesienią 1955 zostałem prezesem (po Janku Kułakowskim) Zjednoczenia Polskiej Młodzieży Chrześciańsko-Społecznej, czyli sekcji polskiej Międzynarodówki Młodych Chrześcijańskich Demokratów. (W pewnym okresie Gebhardt był sekretarzem generalnym tej tak wówczas ważnej Międzynarodówki, zajmował więc kluczowe międzynarodowe stanowisko!). Wówczas – w oparciu o mego opiekuna duchowego, jezuitę Ojca Charlesa Huvenne i o wtedy przezeń de facto kierowaną Conférence Olivaint (elitarne stowarzyszenie studentów francuskich) – organizowaliśmy udział wycieczek młodzieżowych z warszawskiego KIK-u w słynnych uniwersytetach letnich na wyspie Port-Cros (koło Tulonu). A wynajęte na moje nazwisko paryskie mieszkanie stanowiło z kolei nieformalny klub dla młodzieży z kraju. Z Gebhardtem – z ciekawych ludzi – był zaprzyjaźniony i po cichu współpracował Zbigniew Herbert. Dzięki Gebhardtowi poznałem wielu wybitnych chadeków z różnych krajów świata, np. Niemców: Helmutha Kohla i Ernsta Majonica, licznych Włochów, takich jak np. senator Angelo Bernassola… Gebhardt i Janek Kułakowski należeli do tej maleńkiej grupy polskich polityków emigracyjnych, którzy na co dzień byli w kontakcie z przywódcami jednej z wielkich partii Zachodu. Duże stosunki mieli Edward Raczyński, także przyjaciel prezydenta Kennedy’ego, Józej Potocki, a także bliski francuskiego Quai d’Orsay oraz de Gaulle’a i gaullistów mój ojciec, ale to było już coś zgoła innego. Rzecz jasna ogromne wpływy mieli Józio Czapski i Kocik Jeleński, ale ich stosunki były głównie otwarciem na „najwyższy” świat intelektualny Zachodu…

Kończąc to „rozliczenie”, chcę jeszcze podreślić mój kult autentycznie szlachetnych staropolskich i rycerskich polskich tradycji, jakich ośrodkiem jest od 150 lat MONTRESOR – ów zamek-muzeum i skupione wokół potomków Branickich i rodu Reyów- tych po Mikołaju z Nagłowic, i ich krewnych czy przyjaciół – środowisko.

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 15 września 2016 r.

Utworzono 15 września 2016 przez Red. VP

DSC02282Jerzy Giedroyc uspokajał mnie. Mawiał: teraz już od długich lat czerwone służby specjalne nie mordują „emigracyjnych wrogów”! Ale – jak słyszę – okazuje się jednak, że jeszcze na lat kilka przed przełomowym rokiem 1989, te czy inne czerwone służby planowały zamordowanie Piotra Jeglińskiego i kilku spośród nas… Jegliński był w Paryżu (m.in.!) mym (RWE) zgoła czołowym informatorem. Czekał na mnie w konfesjonale kościoła klasztoru, w którym mieszkał; poufnie doręczał mi niesamowitej wagi dane z Polski (np. nawet odnoszące się do sytuacjii w partyjnym kierownictwie). Były to informacje zdobyte, uzyskane w kraju przez bohaterską katolicką grupę „SPOTKANIA”. Mikrofilmy zaszyte przez introligatora w okładkach książek przysyłali z kraju Jeglińskiemu – o ile wiem – Janusz Krupski i Janusz Bazydło (w Polsce 21 1 1983 SB Krupskiego porwało i uprowadziło du Puszczy Kampinoskiej na leśny teren gromady Truskaw). Aktu tego dokonało 3 funkcjonariuszy samodzielnej grupy D Departamentu 4 MSW (grupą ponoć kierował kapitan Grzegorz Piotrowski). Krupskiego, uprzednio poparzywszy żrącym płynem (poparzenia 1. i 2. stopnia), porzucono w puszczy… Wtedy Krupskiego zdołano uratować. (Zginął on 10 kwietnia 2010 w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem).
Ale całokształt działalności Jeglińskiego i kilku spośród nas był solą w oczach polskich, lecz – jak się dowiedziałem od wybitego historyka – tylko polskich komunistycznych tajnych służb. Jak żartem mawiam, mnie wprawdzie nie porwano do lasku w Chaville i nie polano wrzącym płynem, jednak operowano oszczerstwami i starano się mnie zastraszyć (wspaniałe, świetne francuskie służby ochrony terytorium – mnie i moich kolegów, np. rumuńskich czy bułgarskich, niewątpliwie otaczały skuteczną opieką!). Tak wiele zawdzieczam mej ukochanej Francji!
Odnotuję także, że czerwone techniki zastaszania tragicznie odbiły się na zdrowiu mojej ukochanej żony. Tak, przecież ona dobrze wiedziała o próbie pobicia mej rumuńskiej koleżanki, słynnej Moniki Lovinesco, o bułgarskich parasolach, o pogłoskach o rzekomych próbach wywołania raka celem wykończenia pewnych dziennikarzy RFE (np. pogłoski (!) dotyczące zgonu Noela Bernard, Rumuna). Dalej krążyły: gadano o bardzo niejasnych (!) podejrzeniach dotyczących losu dość młodo zmarłego na raka polskiego wielce zasłużonego działacza-emigranta…

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 14 września 2016 r.

Utworzono 14 września 2016 przez Red. VP

DSC02296Czytelnik pyta: po czyjej właściwie jest Pan stronie? Jakie polskie stronnictwo Pan popiera? Mam z miejsca ochotę po prostu odpowiedzieć: żadne! Jestem po prostu na służbie całej Polski! Ale zdaję sobie sprawę, że to za mało, że muszę spróbować sprawę dokładniej wyjaśnić! Otóż uważam, że moim specyficznym zadaniem, zadaniem dziennikarza RWE ze szkoły Jana Nowaka, jest obiektywnie i bezstronnie rodaków informować. Nowak mawiał: ma Pan dobrego nosa, to nakłada na Pana pewne wobec kraju obowiązki! Przez lata walczyłem z PRL-em, stałem w szeregu tych, co domagali się wolnej Polski! Ale zawsze to, co zachodziło w kraju starałem się analizować obiektywnie. Choć potępiałem ich służalczą wobec ZSRR postawę, nie nienawidziłem osób z PRL-owskiego obozu. Dbałem o to, by ich działania oceniać rzeczowo i obiektywnie! A teraz, gdy Polska jest wolna, zachowuję pewien dystans w stosunku do krajowej polityki. Czuję się obserwatorem z zewnątrz, obserwatorem i doradcą z Paryża. Po ojcu odziedziczyłem skłonność do ostrożnego wypowiadania się o polskiej polityce. (Ojciec np. BARDZO POUFNIE mawiał – analizując podłoże naszej KLĘSKI z września 1939, tak niespodziewanej dla społeczeństwa głęboko przekonanego, że nikt nam nie zrobi nic, że jesteśmy silni, zwarci, gotowi – iż zagrała tu naiwność Rydza i Becka… Nie przewidzieli sowieckiego ciosu w plecy, nie dostrzegli tego, że Blitzkrieg Hitlera rozbije naszą armię de facto w kilka dni; tych, co widzieli ku czemu idzie, oskarżali i karali za defetyzm! Ale – jak mawiał mój ojciec – nikogo nie można winić za głupotę… Pewien umiar w ocenach i skłonność do zabiegania o „moderowanie” polsko-polskich sporów, to cecha bardzo wielkopolska – by stawiać czoło próbom germanizacji, Wielkopolanie starali się tradycyjnie unikać zbyt ostrych polsko-polskich sporów, np. w parlamencie berlińskim tworzyli dość zwarte jedno polskie koło.

Po ojcu oddziedziczyłem też mocną wiarę, że w interesie Polski musimy walczyć o Europę „na francuskim sosie” oraz o kult myśli i postaw de Gaulle’a!

Czytelnik pyta także: jak oceniam zeszłoroczną wypowiedź profesora Jana Tomasza Grossa z Princeton University, z której podobno wynika, iż Polacy zabili w czasie wojny więcej Żydów niż Niemców? Rzecz jasna, taka teza mnie dogłębnie porusza i oburza! Jednak nie znam całokształtu owej wypowiedzi Grossa… Jedno pewne: byłem w czasie wojny w Polsce; w mym otoczeniu, w mej sferze ziemiańskiej – jak dobrze wiedziałem – ratowano i ukrywano wielu Żydów. Moja ciotka Jadwiga z Mańkowskich Strzalecka uratowała zapewne setki żydowskich dzieci (i także pewną liczbę dorosłych Żydów). Mój stryj Tadeusz w pałacu w Małej Wsi (spędziłem tam część wojny) przechowywał przez lat kilka senator Dorotę Kłuszyńską z PPS (gdyby Niemcy to wykryli, być może rostrzelaliby wszystkich domowników)… Stryj Tadeusz ratował też innych Żydów. Moja śp. siostra Magda – żołnierz wywiadu AK w Warszawie, dostarczała fałszywe papiery i zajmowała się pewną liczbą swych przyjaciół Żydów, np. – o ile się nie mylę – Luckiem Wolanowskim. (Miałem też krewnych, będących wedle prawa hitlerowskiego Żydami: matka czy babka z domu Żydówka). A na Zachodzie w okresie wojny szef i przyjaciel mego ojca, minister spraw zagranicznych w rządzie Sikorskiego, Edward hr. Raczyński (przy mego ojca wspólpracy) bił na alarm, starał sie zmobilizować świat w obronie mordowanych w Polsce Żydów! A ja od zawsze mam wiernych i mądrych przyjaciół Żydów. Uważam, że nasi Żydzi – tak wpływowi w wielu krajach świata – są np. dla naszej kultury i jej „propagacji” wielkim atutem. Moi rodzice i ja wysoko ceniliśmy państowo izraelskie, od jego powstania. Na 174, rue de l’Université, naszymi sąsiadami i przyjaciółmi byli słynny admirał Mordehai Limon i jego żona. A ja zawsze podkreślałem mą sympatię do państwa izraelskiego, wagę dla Europy i „europejskość” tego kraju. No i zawsze uważałem za wysoce dla Polski szkodliwy wszelki, niestety zdarzający się, polski antysemityzm!

Korekta: AP

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 13 września 2016 r.

Utworzono 13 września 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (2)Czytelnik na wstępie stwierdza: jest Pan być może ostatnim, który jeszcze wie pewne tajemne rzeczy!? oraz stawia pytanie: Czemu rząd na wygnaniu nie zapewnił sobie w roku 1945 mocnej bazy finansowej, w porę zabezpieczając polskie złoto, np. przewożąc je do Irlandii lub Hszpanii? Dodaje: wszak dyplomaci Litwy, Łotwy i Estonii uratowali złoto swych krajów, co dało im bazę materialną do długotrwałej walki o wolność ich krajów!

Z miejsca odpowiem, że całej tej sprawy złota po prostu nie znam! Wiem natomast, iż ojciec mój uważał, że nasz rząd (zwany londyńskim) ogólnie biorąc nie potrafił w porę zabezpieczyć sobie pewnych zasobów finansowych… Długo nasze londyńskie kierownictwo nie wierzyło, iż aliancji nas wiernych sojuszników po prostu puszczą w trąbę! Wiem też, iż rzekomo była możliwość uratowania dla legalnego rządu RP naszej floty handlowej, liczącej kilkanaście (?) okrętów, ale ponoć PPS-owiec Jan Kwapiński, wicepremier i minister żeglugi w rządzie Tomasza Arciszewskiego, sprawę „zawalił”: za długo się wahał…

W pewnym momencie była też ponoć szansa uratowania dla legalnego rządu Funduszu Obrony Kraju; nasze ministerstwo wojny powierzyło go jednak trzem powiernikom: generałowi Stanisławowi Tatarowi, płk. Stanisławowi Nowickiemu, podpułkownikowi Marianowi Utnikowi. Ci samowolnie przekazali Fundusz do Warszawy. Szczegółow sprawy niestety nie znam…

Co do Francji, to – jak słyszałem – można było dla legalnego rządu RP ocalić tutejszy oddział banku PKO, ale… też ktoś nawailł.

Jakże wybitny historyk, profesor dr hab. Rafał Habielski – jeden z rzadkich polskich uczonych, którzy doceniają rolę de facto skupionej wokół Edwarda Raczyńskiego naszej emigracyjnej służby dyplomatycznej, bada obecnie rewelacyjne tajne raporty, które mój ojciec – ambasador Wolnej Polski w dawnych latach – dyktował na maszynę, najprzód Żanecie Zabiełło i Jasiowi Siemieńskiemu, później Totusiowi Parczewskiemu, mnie, czasem Edziowi Borowskiemu i wysyłał naszym władzom w Londynie (przez ostatnie lata były one kierowane na ręce ministra Jana Starzewskiego, kierownika działu spraw zagranicznych Egzekutywy Zjednoczenia Narodowego). Otóż w tych raportach: wiele o boju o fundusze dla legalnego rządu RP, o debatach z powiernikami, także być może coś w sprawie domu na rue Lauriston w Paryżu. No i rzecz jasna wiele tam o walce o utrzymanie w naszych rękach zwanej Mickiewiczowską Biblioteki Polskiej na wyspie Św. Ludwika w Paryżu. Rzecz wręcz niesamowita: cała francuska Izba Deputownych (rzecz jasna za wyjątkiem grupy KPF) de facto jasno się wypowiedziała za tym, że owa Biblioteka musi pozostać w rękach emigracji politycznej, że nie można ulec naciskom PRL-u.

Wracając do problemu naszej emigracyjnej dyplomacji – jak pisałem – de facto skupionej wokól Edwarda Raczyńskiego (który, jak się zdaje, przez kilkanaście lat finansował ją dzięki subwencjom US), to do dziś nie rozumiem, że po roku 1990 MSZ nie zajął sie tym poblemem, a to mimo tego, że śp. wielki mojej rodziny przyjaciel Krzysztof Skubiszewski coś wspominał mi – przyznaję, że nie pamiętam jednak dokładnie kiedy, może wiosną 1991? – o honorowych paszportach dyplomatycznych, o stałym obecnych ambasad RP kontakcie z nami… Śp. ambasador Ludwik Dembiński w kilka lat później powiedział mi, że sprawę storpedowały pewne wielce wpływowe lewicowe siły (nie chciał sprecyzować kto, ale stwierdzał, że szło o ludzi bardzo ważnych), mówiąc: Nie należy sobie zawracać głowy tymi na 102 reakcyjnymi snobiszonami i „upiorami przedwrześniowej Polski pułkowników oraz domagającymi się reprywatyzacji majątków i pałacy b. obszarnikami!?” (sic!). Do tej sprawy wrócę, jeśli odnajdę me stare notatki lub gdy sobie coś więcej przypomnę…

Kończąc wspomnę tylko, że w czasach PRL-u Krzyszotof Skubiszewski odwiedzał w Paryżu mego ojca i przekazywał mu cenne uwagi o sytuacji w Polsce.

Korekta: AP

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 12 września 2016 r.

Utworzono 12 września 2016 przez Red. VP

Morawski foto 02.06.2016W drugiej połowie września mają mieć miejsce uroczyste obchody moich 87. urodzin (jak mawiali „czerwoni”, szpiona PRL-u). Urodzin weterana (!) wojny i zimnej wojny. Przy tej okazji ukaże się też wydany staraniem Instytutu imienia Generała Stefana „Grota” Roweckiego, Teresy Masłowskiej, Jerzego Zielonki i dr hab. profesora Waldemara Handke kolejny tom mych dzienników. Postanowiłem 11 września, że obchody winny też być okazją do złożenia przeze mnie hołdu dwóm śp. wspaniałym Polkom, które tak niezwykle ceniłem: Marii z Mackiewiczów KACZYŃSKIEJ i Jolancie z Głowackich TOMASZEWSKIEJ, zmarłym 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem… Pamięć o nich jest stale w mym umyśle obecna! Znajomość z nimi wywarła na mnie mocny wpływ, zrobiła na mnie niezapomniane, naprawdę wielkie wrażenie. Szczerze podziwiałem ich Obu mądrość, uczynność, umiar w osądach, kolosalny patriotyzm, kult i znajomość naszej najnowszej historii.

Chcę mocno uwydatnić tę tak wspaniałą niezwykłość obu tych Pań, często o nich i o dzieciach, z najwyższym i pokornym przywiązaniem, myślę.

Tyle ze szczerej potrzeby serca, na dziś.

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 11 września 2016 r.

Utworzono 11 września 2016 przez Red. VP

DSC02287Czytelnik pyta: Czy to prawda, że przybywszy w listopadzie 1946 do Paryża moja matka i ja namawialiśmy ojca do powrotu do Polski?

Jest prawdą, że przekazaliśmy ojcu pewne zachęty do „podjęcia pracy w Polsce” od jego dwóch bliskich przyjaciół: Eugeniusza Kwiatkowskiego (wówczas ministra delegata do spraw odbudowy wybrzeża) i Michała Kaczorowskiego (wówczas ministra odbudowy)… Nieco później (wiosną 1947), ojca i nas odwiedzał we Francji inny mej rodziny przyjaciel, Tadeusz Chromecki – wówczas szef wydziału zachodniego w MSZ, który obiecywał mi, że gdy zakończę studia we Francji, da mi posadę w MSZ-cie.

Ojciec mój do Polski wracać nie chciał, mawiał: Stalin to nie polityk, ale psychopata, który prędzej czy później jeszcze spotęguje terror w Polsce. Ojciec opowiadał, że w Algierze (rok 1944?) ambasador radziecki przy rezydujących tam wówczas jeszcze władzach wolnej Francji, Aleksander Bogomołow, kiedyś mu powiedział: Lubię Pana i żałuję, że Pan postawił na przegranego konia, ale może Pan jeszcze zmienić linię polityczną! Ojciec mu odpowiedział: Nie ma mowy, bym gadał z jakimiś Bierutami, z całą tą Waszą agenturalną i niepoważną rzekomo polską kliką! Bogomołow na to: Ależ jeśli Pan się z nami dogada, to wystarczy! Wynikało z tego – i ojciec to tak zrozumiał (!): Polską rządzi Stalin! Później, w połowie roku 1945, jacyś francuscy dygnitarze (ale nie de Gaulle!) namawiali ojca, by wraz z Mikołajczykiem wrócił do kraju. Podkreślali, że Francji zależy na tym, by w nowych polskich władzach znaleźli się rozsądni ludzie. Mówili ojcu: Przecież Pan dobrze rozumie potrzebę współpracy polsko-rosyjskiej. Odpowiedź ojca była prosta i mocna: Rozumiem potrzebę dialogu Polska-Rosja, ale odrzucam rosyjską de facto okupację! Wolę też brać przykład z Wolnych Francuzów, niż słuchać ich rad! (To głośne powiedzenie ojca podobno bardzo podobało się de Gaulle’owi).

Jesienią 1948 dotarły do nas do Paryża – np. od Michała Kaczorowskiego – wieści, byśmy (matka i ja) za Boga zapomnieli myśl o powrocie… Eugeniusz Kwiatkowski poszedł w odstawkę, Tadeusz Chromecki został skazany na 12 lat więzienia (wyszedł w roku 1956 i ponoć z miejsca popełnił samobójstwo…).

Drugie pytanie dotyczy tego, czemu obecne rządy RP, obecny MSZ nie zajął się dyplomacją Wolnej Polski? Jak już pisałem, Krzysztof Skubiszewski coś nawet mówił o przyznaniu nam honorowych paszportów dyplomatycznych (?). Sprawę wówczas – jak się zdaje – storpedowała lewica. Co do mego ojca, to o jego postawach, o ambasadzie Wolnej Polski i o pisarstwie – wiele wiedzą niektórzy członkowie obecnego rządu…

Korekta: AP

Komentarzy (0)



wtorek, 16 lipiec, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART