'Taguj' blogi | "polska emigracja we Francji"

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 12 grudnia 2017 r.

Utworzono 14 grudnia 2017 przez Red. VP

Błyskawiczna reakcja na mój wczorajszy dziennik! Czytelnik jest zdania, że długo w wolnej już RP wielce wpływowe sfery byłych dyplomatów PRL-u „torpedowały” projekty wciągnięcia do współpracy z placówkami wolnej już Polski byłych dyplomatów emigracyjnych, nadania im statusu dyplomatów honorowych RP… Popierali taką postawę zapewne nawet ludzie ze skądinąd wysoce interesującej GAZETY WYYBORCZEJ. Rzeczywiście ponoć nazywano w tej sferze lewicowych salonów „dyplomatów emigracji” – dyplomatołkami i „czarną reakcją” o „tradycjach pańskiej, obszarniczej Polski”, nazywano ich czasem także „durnymi snobiszonami”!!

A teraz z nieco innej beczki: moje własne opinie! Otóż myślę, że ważne, by odpowiednio uczcić pamięć naszych emigracyjnych placówek. Oznaczyć tablicami pamiątkowymi domy naszych tak aktywnych przedstawicielstw przy Watykanie i w pierwszym rzędzie w Madrycie, a także np. w Paryżu (174, rue de l’Université, Paris 7) oraz np. do naszego poselstwa w Bejrucie. Zastanawiam się, czy nie można pośmiertnie nadać Orderów Orła Białego ambasadorowi Józefowi Potockiemu (człowiek o wielkich wpływach, przyjaciel prezydenta Kennedy’ego, ceniony przez Generała Franco), ambasadorowi Kazimierzowi Papee, ministrowi Zygmuntowi Zawadowskiemu.

A w Paryżu żyje jeszcze 2 b. dyplomatów emigracyjnych. Oboje byliśmy mianowani przez jednego z następców mego ojca, ostatniego delegata legalnego rządu RP w Paryżu, członkami delegatury. Tak, delegat rządu RP Jerzy Ursyn Niemcewicz OFICJALNIE miał 3. współpracowników swej delegatury: Virydiannę z Raczyńskich Reyową, mnie (radca prasowy) i Rafała Gan-Ganowicza.

Gdy idzie o mnie, byłem już radcą poprzedniego delegata legalnego Rządu RP, śp. Xawerego Reya (prowadziłem z nim szereg trudnych negocjacji, np. z Jean-Marie LE PENEM, którego poseł do Parlamentu Europejskiego, Gustaw PORDEA (1916-2002 ) bezpodstawnie podawał się za konsula generalnego legalnego rządu RP…

Pordea – być może (???) miał jakieś chyba nieco dziwne powiązania… Sprawa ta była przedmiotem jakichś procesów – dziennik Le Matin de Paris – o ile się nie mylę (!!!) – został w 1986 skazany za „dyfamację Pordey (???)”. Musze więc uważać, co piszę… Śp. Pordea ma stale potężnych obrońców… Zresztą cała ta sprawa mało jasna…

Polskim „Konsulem Generalnym we Francji Pordeę mianował chyba pseudo-„prezydent” Juliusz Nowina-Sokolnicki (???).

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 11 grudnia 2017 r.

Utworzono 11 grudnia 2017 przez Red. VP

Tej nocy wróciłem pod opieką mej ukochanej córki Natalii z Warszawy. Spędziłem tam tydzień u mej stryjecznej, ulubionej bratanicy, Gabrieli… Wiele spotkań! Na przykład z mą tak liczną rodziną, w tym ze słynnym wydawcą (Editions Spotkania) Piotrem JEGLIŃSKIM (jego małżonka jest krewną mej żony). Ku mej radości, przybył z Wrocławia, by mnie spotkać mój dawny szef we władzach tak wówczas potężnej MIĘDZYNARODÓWKI MŁODYCH CHRZEŚCIJAŃSKICH DEMOKRATÓW – STANISŁAW GEBHARDT (spośród polskich emigrantów zajmował on swego czasu najwyższe stanowisko międzynarodowe!! Był Sekretarzem Generalnym owej potężnej wtedy (!!!) MIĘDZYNARODÓWKI…

Wraz z reżyserem filmowym, Piotrem Morawskim (który zapewne nakręci film historyczny o Gebhardcie), i właśnie z Gebhardtem prowadziliśmy dużej wagi rozmowy z senatorami RP, w pierwszym rzędzie o dyplomacji emigracyjnej! O tym, że Minister SKUBISZEWSKI chciał nam – byłym dyplomatom emigracyjnym – nadać „status dyplomatów honorowych przy ambasadach RP”. Projekt ten BRUTALNIE STORPEDOWALI CI LUBI INNI „CZERWONI” nienawidzący nas – jak mówili: REAKCYJNYCH NA 102 DYPLOMATOŁKÓW!!!
WYSTĘPUJĘ NAWET Z APELEM DO PREZYDENTA DUDY I DO JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO O ZAŁATWIENIE TEJ SPRAWY. O OTOCZENIE – NALEŻNYM JEJ SZACUNKIEM – DYPLOMACJI EMIGRACYJNEJ…

NA TEN WŁAŚNIE TEMAT PRZEPROWADZIŁEM WIELKIEJ WAGI ROZMOWĘ Z JAKŻE WYBITNYM SENATOREM JANEM ŻARYNEM!

Co do mych innnych aktywności w Warszawie, dziś wspomnę tylko o dwu spotkaniach! O wyświetlaniach znakomitych filmów Piotra Morawskiego: o mym ojcu i o mnie! Pierwszy seans miał miejsce w Sali IPN-u. Drugi we wspaniałym lokalu WINOSFERA. Jakże ceniony profesor RAFAŁ HABIELSKI w czasie tych obu spotkań mówił o mym ojcu, czyli O KADEMORZE (KAJETANIE DZIERŻKRAJ-MORAWSKIM), no i o tym, iż mąją się ukazać w IPN-ie (właśnie pod nadzorem dr hab. profesora Habielskiego) tajne raporty mego ojca, Ambasadora Wolnej Polski (1943 – koniec lat sześćdziesiątych). Owe raporty, wiele „odsłaniające”, winny były już dawno temu się ukazać, lecz storpedowali to pewni „czerwoni czy eks-ubecy”, którym publikacja tych tekstów mego ojca „nie odpowiadała…” (?).

Ciekawej bardzo debacie na owym spotkaniu w Sali IPN-u osobiście przewodniczył Bronisław Wildstein, Kawaler Orderu Białego! Na sali byli m.in. Mirosław Chojecki i prezes Stowarzyszenia RWE, Mariusz Kubik…

Kończąc dodam, że widziałem w Warszawie wielu ludzi wybitnych, m.in. Jana Rościszewskiego, Jacka Taylora, Andrzeja Mietkowskiego…

Tyle od ręki na dziś.

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 4 grudnia 2017 r.

Utworzono 04 grudnia 2017 przez Red. VP

Reakcje czytelników bywają błyskawiczne! W związku z mym wczorajszym dziennikiem (dziennik 2 12), jakaś czytelniczka pyta: Czy ONI nadal Pana prześladują? Jedno wiem: jakiś czas temu w „mej ulubionej” kawiarni na avenue de Versailles. Paryż 16-ty, jakiś facet nagle mocno mnie pchnął, mówiąc po polsku: TY FASZYSTO. Co miałem zrobić? Nie zareagowałem!!

Ktoś oburza się, iż zabiegałem o status weterana zimnej wojny! Może nie wie, że UB-eckie zastraszanie rozbiło (!!!) mi rodzinę (separacja ode mnie i choroba żony)… Ale na te tematy więcej pisać nie będę. Może tylko dodam, że tutejszy świetny lekarz uznał mnie za inwalidę. Ktoś (?) pisze też: Przykro czytać, że windujecie na piedestał niejakiego Wildsteina. Zarzuca mi też ktoś (?), że sprzedałem DOM SPK w Lille, podczas gdy sprawy nie znam, nikt mnie nie pytał o zdanie…

Ktoś przysłał mi moje zdjęcie w kuli maltańskiej z napisem: Jestem świętym na 100 % , jestem braciszkiem, uśmiech mam cacy… Czy może być lepiej? Nie patrzę prosto w oczy, ale to przecież jest „mądrość”. Rozwiązuję rebus: IPN BU 01753-171 – kto to jest? Na pewno go rozwiążę, Boruch W. z pewnością mi pomoże.

Wahałem się, czy tę sprawę poruszyć. Nie chciałbym zaszkodzić autorowi tych anonimów!!!… Ale cóż – jak uczył mnie mój przyjaciel, dyrektor i nauczyciel gdy szło o pracę informacyjną i przeciąganie ludzi na nasza stronę, Jan NOWAK – Ujawniać fakty, to Twój święty dziennikarski obowiązek. (Informacje o mej współpracy z „Kościanem – AK-owską Wyspą na Morzu Czerwonym” – książka słynnego REGIONALISTY, JERZEGO ZIELONKI pod takim tytułem ma się za jakiś czas ukazać – można znaleźć w znakomitej pracy Teresy MASŁOWSKIEJ o mnie pt. ŁĄCZNIK Z PARYŻA. RZECZ O WETERANIE ZIMNEJ WOJNY…). Owe sprawy kościańskie – miałem wówczas 15 lat – na wskroś zna też tak ceniony historyk, dr hab. profesor Waldemar Handke!
Ostatnia sprawa: w odpowiedzi na pytanie, precyzuję, że już od lat – od 14 04 2004 – IPN uznał mnie za osobę pokrzywdzoną.

Tyle na dziś. Patrz też wczorajszy dziennik – jak to wynika ponoć z UB-eckiego donosu – nie stałem się współpracownikiem Jamesa BURNHAMA i doktorem politologii…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 3 grudnia 2017 r.

Utworzono 03 grudnia 2017 przez Red. VP

Rozmówca pyta: Czy nienawidzi Pan SB-eków, którzy swą ulubioną bronią, pogróżkami, anonimami i insynuacjami tak zaciążyli na Pańskim (ciężka choroba serca) i Pana Żony życiu (u żony – zaburzenia nerwowe???)?

Moja odpowiedź prosta! Na 100 % wszystko wszystkim wybaczam. Propaganda „czerwonego” była jednak nieźle robiona. Mogła wielu omamić! SB-ecy myśleli, nieraz na serio, że służą Polsce! Na początku, po roku 1990, konieczne było grzebanie się w nocnikach historii (mam nadzieję, że mój przyjaciel, genialny bohater narodowy Bronek Wildstein, bardzo słusznie odznaczony Orderem Orła Białego (!!!), przyzna mi rację!!!

Do tego jestem kawalerem tak szlachetnego Zakonu Maltańskiego (od roku 1977), i wychowankiem tak związanego z mą rodziną Zakonu Jezuitów!!! WIEM ŚWIETNIE, ŻE CHRYSTUS NAKAZAŁ NAM PRZEBACZAĆ!!!

Z kolei tenże rozmówca stawia drugie pytanie: A jaki jest Pana stosunek do ludzi, który oczerniali Pana w reżymowej prasie, np. do MARKA PIWOWSKIEGO?!

W pełni wybaczam im!!! Co do Piwowskiego, to wysoko trzeba cenić jego talent reżysera i scenarzysty. Zapraszam go publicznie na PRZYJACIELSKIE spotkanie ze mną.

Co do donosów SB, to jednak zaciążyły one na mym losie!!! W roku szkolnym 1953-1954 byłem w Strasburgu studentem KOLEGIUM WOLNEJ EUROPY. Napisałem pracę naukową o stachanowiznie w Polsce. Uniwersytet Strasburski – Wyższa Szkoła Nauk Europejskich ją wyróżniła. Nasi Amerykanie zamierzali mnie skierować do USA na studia politologiczne (do Jamesa BURNHAMA), ale po kilku tygodniach „sprawa upadła”. Do Kolegium Wolnej Europy nadszedł donos, że w 1945 roku byłem w Kościanie groźnym komunistą (miałem w Kościanie wówczas 15 lat !!!), i że jestem HOMOSEKSUALISTĄ! W kilka lat później, gdy WE (Wolna Europa – przyp. Red.) brała mnie do stałej pracy, spytałem angażującego mnie Amerykanina: Jak to możliwe, wszak uprzednio mieliście ów donos na mnie?!!! Amerykanin odpowiedział: Sprawę znamy na skroś. To był donos inspirowany przez UB. Ale proszę tego tematu nie poruszać – pewne śledztwa są jeszcze w toku.

JEDNO PEWNE: TEN DONOS SPOWODOWAŁ, ŻE NIE ZOSTAŁEM DOKTOREM – WYKŁADOWCĄ POLITOLOGII!!! A WIĘC POWAŻNIE ZACIĄŻYŁ NA MYM LOSIE!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 2 grudnia 2017 r.

Utworzono 03 grudnia 2017 przez Red. VP

Rozmówca pyta: Jakie były Twej Matki i Twoje, piętnastolatka, postawy polityczne w roku 1945?

Sprawa prosta. Matka moja nie mogła oczywiście przeboleć śmierci w powstaniu mej siostry Magdy, poległej gdy niosła – będąc wówczas jego łączniczką – jakiś rozkaz (?) dla Radosława, szefa KEDYW-u (poprzednio była w wywiadzie AK, jeździła w tajnych misjach do Niemiec…). Śmierć Magdy i – jak mawiała ma matka – całego jej pokolenia, zaowocowała hasłem RATOWAĆ BYT BIOLOGICZNY NARODU… (Pamiętam już w późniejszych latach czterdziestych paryską rozmowę mej matki z generałem Borem Komorowskim, będącym tu w Paryżu z wizytą, wówczas premierem rządu „londyńskiego” RP. Matka pytała: Jak mogliście do powstania dopuścić? Generał Bór na to: Ależ Marysiu, młodzież pchała się do walki! Matka moja na to: Co z Was za dowódcy, by ulegać pchającej się do walki młodzieży?!!! – Tyle tylko, jak przez mgłę (!!!), z tej rozmowy sobie przypominam!

W roku 1945 wiele osób ucieszył powrót Mikołajczyka i powstanie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej… Trzeba wiedzieć, że sporo osób wtedy „uznawało” ten rząd za naprawdę polski!

Ja wraz z matką, mym kuzynem Jasiem Kicińskim, który chciał prowadzić walkę zbrojną z komuną (było i sporo takich). wylądowaliśmy” w powiecie kościańskim. Ja dokładnie w liceum w Kościanie… Jak to określa słynny regionalista redaktor Jerzy Zielonka, KOŚCIAN BYŁ WÓWCZAS (do połowy roku 1948) AK-OWSKĄ WYSPĄ NA MORZU CZERWONYM!!! Starostą powiatowym został Karol Fischbach (orientacji narodowej); pierwszym sekretarzem KP PPR, Stefan Bech, b. AK-owiec; sekretarzem powiatowym PPS, Edward Boryczko, także b. AK-owiec. (Patrz rewelacyjna książka jakże wybitnej Teresy Masłowskiej o mnie, pt. Łącznik z Paryża. Rzecz o weteranie „zimnej wojny”).

Rzecz jasna wówczas zabiegaliśmy o powrót do kraju mego ojca. Jak przez mgłę pamiętam długie rozmowy na ten temat mej matki z Henrykową Strasburgerową, będącą przejazdem w Poznaniu żoną „warszawskiego” ambasadora Polski w Londynie. Ojcu w kraju wysokie stanowisko w urzędzie odbudowy wybrzeża proponował np. jego przedwojenny szef Eugeniusz Kwiatkowski… Ale ojciec uważał, że Stalin lada chwila zaciśnie pasa, spotęguje terror… I – jak się okazało w połowie roku 1948 – ojciec miał całkowitą rację, rozumiał krwawą mentalność i metodę stałego zwiększania „zamordyzmu” stosowaną przez Stalina. Gdy 4-ego chyba listopada 1946 zjawiłem się z Matką mą w Paryżu, powiedziałem ojcu: Skończę we Francji studia, i wracam do Polski. Ojciec odpowiadał: Zrobisz, co zechcesz, ale boję się, że do tego czasu w Polsce wzmocni się stalinowski terror. I cóż, stało się to, co ojciec mądrze przewidział!!! Mawiał: STALIN TO NIE POLITYK, ON WIERZY TYLKO W TERROR!
W połowie 1948 zaczęły do mej matki i do mnie napływać przesłania z Polski – od rodziny, ale także od ludzi bliskich władzy, np. od ministra Michała Kaczorowskiego czy od Doroty Kłuszyńskiej: Nie wracać… Matka moja dostała depresji. Mówiła, że nie może żyć poza Polską. Ja przyznałem, iż to mój ojciec miał rację. Opieka intelektualna Józefa Czapskiego pozwoliła mi zwalczyć tęsknotę za – niestety ujętą w więzy terroru stalinowskiego – Polską. Czapski pomógł poznać i pokochać tak Polsce przyjazną Francję!!

Nieco wcześniej w Paryżu nas jeszcze zdążyła odwiedzić ma ukochana ciotka Julia z Lubomirskich Tadeuszowa Morawska. Przyjechała zabiegać o jakieś majątki, jakie miała w Egipcie. Ale w czasie jej pobytu tutaj, w Egipcie wybuchła rewolucja, i nic z majątków…

Pewien rozmówca pyta, jakie prawo pobytu miałem wtedy we Francji. Otóż przez sympatię dla ojca, „najbardziej profrancuskiego z ambasadorów”, francuski MSZ aż do pełnoletności (okres 4. lat) wydał mi kartę dyplomatyczną!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 29 listopada 2017 r.

Utworzono 29 listopada 2017 przez Red. VP

Śpieszę powiadomić moich czytelników, że w najbliszych dniach mogą pojawić się przerwy w moich dziennikach (podróże). Dbam o to, by pisać co dzień, narzucam sobie w tej dziedzinie „żelazną dyscyplinę”… Już od ładnych kilku lat dzień w dzień prowadzę ten dzienniki! Żałuję, iż nie zrobiłem tego o wiele, wiele wcześniej. Co prawda gdy byłem – jak to „czerwoni” określali – „szpionem” Radia Wolna Europa, musiałem BARDZO uważać, co zapisuję. Wszak rzecz jasna podstawową zasadą mej pracy było chronić mych informatorów – tych, którzy dostaczali mi informacji o tym, co się w PRL-u naprawdę dzieje, np. o walkach frakcyjnych i kłótniach w PZPR (mój szef Jan Nowak wysoko cenił te właśnie infornacje, i to także wtedy, gdy rezydował już w USA).

Tak więc gdybym już wtedy pisał ten dziennik, musiałbym wiele pomijać… Takie były czasy. Wiedzieliśmy, że czerwoni starają się nas szpiegować. Tylko dzięki pomocy całej grupy przyjaciół mogłem, bardzo dyskretnie, spotykać przyjezdnych z Polski. Na przykład czasem spotykałem w Centre du Dialogue paryskich księży Pallotynów ludzi bardzo godnych uwagi,, ważnych Polaków z kraju.. Wiedzieliśmy znakomicie, że „czerwony” robi, co może, by nas i nasze kontakty rozszyfrowywać. A ja nieraz właśnie dyskretnie u Pallotynów, w ich sporym paryskim DOMU widywałem tych lub innych ludzi z kraju – czy to w prywatnym mieszkanku księdza Floriana Kniotka, czy w biurze redaktor wydawnictw pallotyńskich, uczynnej Danuty Szumskiej. Raz, gdy prowadziłem Jana NOWAKA na poufne spotkanie do Domu Pallotynów, jakiś facet o polskim wyglądzie sfotografował nas. Ale nie mógł za nami wejść do domu, a dom liczył kilkadziesiąt pokoi.
Cały ten okres CIĘŻKICH NAPIĘĆ odbił się na mym zdrowiu – choroba serca – i jeszcze bardziej na zdrowiu psychicznym mej żony. IPN uznał mnie za osobę pokrzywdzoną!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 28 listopada 2017 r.

Utworzono 28 listopada 2017 przez Red. VP

Dziś, w ślad za postawami mego ojca Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego, przed laty w naszym MSZ-ecie nazywanego KADEMOREM, chcę raz jeszcze zaapelować do polskich, zajmujących się tą sprawą czynników – o powiększenie nauczaniania języka francuskiego w polskich szkołach średnich… Mam nadzieję, iż apel ten poprą działacze naszej tak licznej i tak dynamicznej Polonii francuskiej… Nie będę ich tu wymieniał! I tak zarzuca mi się, że mam skłoność do cytowania za wielu nazwisk!

Tak, uważam, że zarówno tutejsza Polonia, podobnie jak wielu Polaków w naszym kraju, winna się włączyć do boju o FRANKOFONIĘ!! Śp. Leszek Talko twierdził, że w XVIII wieku ukazywało się w Polsce kilka czasopism w języku francuskim (!), który był wówczas tak modny w naszych ówczesnych elitach. A Kademor z uporem podkreślał, że francuski, język wysoce precyzjny, winien grać czołową rolę w aktach i w urzędach Unii Europejskiej, która – dodawał – winna być oparta na przepięknych, wolnościowych, głoszących SZACUNEK DRUGICH wartościach francuskiej kultury politycznej!!

Za lat kilka przypadać będzie data przybycia do Francji z Westfalii wielkiej rzeszy polskich robotników, którzy odegrali znaczną rolę w obudowie tego kraju (oczywiście Francji, poważnie podniszczonej po pierwszej wojnie światowej). W roku 1922 Franciszek Kwiatkowski, w ślad za swymi czytelnikami z Westfalii, przeniósł do Lens swój dziennik NARODOWIEC – przez kilkadziesiąt lat organ (po roku 1939 zwanej „starą”) polskiej emigracji! (Czasem tam pisywałem, wysoko ceniłem obu redaktorów KWIATKOWSKICH – ojca i syna!!).

Jednym słowem, chyba niewątpliwie zapowiada się wiele polsko-francuskich obchodów!!!

Ale za jakiś czas do tego tematu, do problemu tak mocnych i bliskich więzów polsko-francuskich, a także do problemu tradycyjnie specyficznej roli języka francuskiego w Polsce, do naszego stosunku do frankofonii – w tym dzienniku znowu nawiążę… Józej Czapski wlał w me serce kult Macela Prousta i pewnej liczby innych francuskich pisarzy… Mój ojciec zaś wskazywał mi na wagę myśli i postaw de Gaulle’a… A znam też wybitnych (!) Francuzów, naprawdę wysoko ceniących wkład Polonii w życie Francji…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 9 października 2017 r.

Utworzono 09 października 2017 przez Red. VP

Czytelnik z miejsca nawiązuje do mego wczorajszego dziennika… Do tak złożonego problemu „naszych” osiadłych za granicą… Dowodzi, że chodzi o zjawisko bardzo złożone, różnorakie… W skrócie można stwierdzić, że np. gdy chodzi o Francję, iż tych różnorakich polonijnych „nawarstwień” jest naprawdę sporo. Na przykład tak zwana polska pierwsza Wielka Emigracja, ta po naszym powstaniu listopadowym (cechował ją wysoki poziom intelektualny i twórczy, np. dzieła Adama Mickiewicza i innych… ). Także jej dziełem jest np. świetnie nadal działająca BIBLIOTEKA POLSKA na paryskiej wyspie Św. Ludwika. Podobnie jak np. zamek w Montresorze, wtedy w 1949 roku zakupiony przez Xawerego Branickiego i „spolszczony” wówczas w duchu najlepszych polskich tradycji narodowo-arystokratycznych… Ale tych fal polskich emigracji było wiele; wymienię teraz z kolei polską emigrację robotniczo-górniczą, która przybywszy tu, wraz ze swym dziennkiem o nazwie NARODOWIEC, na początku lat dwudziestych minionego XX-go stulecia znacznie przyczyniła się do odbudowania zniszczonych 4-letnią ówczesną wojną stron Francji… No i śpeszę jeszcze wymienić jakże aktywną w domaganiu się wolności dla naszego zagarniętego przez Stalina kraju emigrację w dużej mierze skupioną wokół „AMBSADY WOLNEJ POLSKI” mego ojca Kajetana Dzierżykraj- Morawskiego…

W uproszczeniu wyrażę mocne przekonanie, że nasza tak różnoraka Polonia wyraźnie zwiększa międzynarodwe znaczenie naszego kraju, umacnia nasze wpływy w świecie.
DOBRZE SIĘ DZIEJE, ŻE MARSZAŁEK STANSŁAW KARCZEWSKI; ŻE CIESZĄCY SIĘ AUTORYTEM W KRAJU I ZA GRANICĄ SENAT RP TERAZ ENERGICZNIE BIORĄ SIĘ ZA NASZĄ PROBLEMATYKĘ POLONIJNĄ, STARAJĄ SIĘ ZACIEŚNIAĆ WSPÓŁPRACĘ I DIALOG POLONII Z KRAJEM… To sprawa z narodowego punktu widzenia dużej jednak wagi…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 10 lipca 2017 r.

Utworzono 10 lipca 2017 przez Red. VP

Profesor dr hab. Aleksander Woźny, ceniony historyk w skierowanym do mnie e-mailu stwierdza, iż jest rzeczą oczywistą, że historia polskiej emigracji we Francji nie jest jeszcze dostatecznie opracowana. Pisze: „Potrzebne są granty dla sfinansowania badań archiwalnych i studiów, a także wyjazdów naukowych. Bez nakładów na naukę będziemy tylko ‚opowiadać’…”.

Inny czytelnik, „nie życzący sobie, bym podawał jego nazwisko”, jest zdania, że „w ogóle nie opracowano najtrudniejszych lat naszej emigracji politycznej we Francji; roli jednak swego czasu sporej tygodnika ‚SYRENA’, kluczowej wówczas pozycji ambasady Wolnej Polski Kajetana Morawskiego i jego radcy, Totusia Parczewskiego. Zapomina się o czołowych działaczach tamtej epoki, takich jak Stanisław Paczyński, redaktor ‚Syreny’, współtwórca i de facto główny inicjator powstania z dotacji Generała Andersa DOMU SPK W PARYŻU (20, rue Legendre) – domu mającego piękne sale zebrań i działającą przez długie lata tak pożyteczną jako punkt spotkań dobrą, polską restaurację… Zapomina się też o PPS-owcu Zygmuncie Zarembie, no i o ludziach orientacji narodowej, takich jak: Stanislaw Łucki, Aleksander Demidowicz-Demidecki, Kazimierz Żółtowski, Witold Nowosad, Janusz Deryng, no rzecz jasna grający specyficzną rolę minister Jerzy Zdziechowski…”.

Ów czytelnik wyraża też przekonanie, że po roku 1989 historycy polscy, za wyjątkiem kilku, np. profesora Żazyna, najbardziej się interesowali historią „kręgów emigracji nastawionych na dialog z partyjnymi rewizjonistami…”. „Panowała moda na lekceważenie tak zwanych emigracyjnych reakcjonistów, przywiązanych do Polski przedwrześniowej, myślących kategoriami z tamtej epoki…”.

Komentarzy (0)



czwartek, 19 września, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART