'Taguj' blogi | "Polonia we Francji"

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 16 marca 2017 r.

Utworzono 17 marca 2017 przez Red. VP

Czytelnik pyta o działalność w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia „przedstawicielstwa paryskiej tak zwanej „Ambasady Wolnej Polski” w Maroku; oraz o jakiś statek będący własnością polskich władz na wychodźstwie w Londynie, stajonujący w jednym z tamtejszych portów… Niewiele na ten temat wiem! Jak sobie przypominam, „konsulem honorowym” Wolnej Polski w Maroku był Leon Śliwiński, w okresie wojny i okupacji Francji przez Niemców, jeden z pierwszych szefów (pod pseudonimem „Jean Bol”) sieci wywiadowczej F 2, zdemobilizowany w r. 1945, w randze chyba podpłukownika, kawaler szeregu wysokich francuskich i polskich odznaczeń, zapewne od początku lat pięćdziesiątych 20. wieku dyrektor de la Compagnie Minière d’Agadir (południowe Maroko). Śliwiński w tej „kompanii górniczej (złoża – o ile dobrze pamiętam – maganezu /?/) zatrudniał szereg wybitnych rodaków, np. admirała Józefa Unruga – we wrześniu 1939 bohaterskiego obrońcę Helu, a także pułkownika (od roku 1964 generała) Stanisława Ganę, ostatniego szefa naszej słynnej „dwójki”; dalej: jednego z b. czołowych członków kierownictwa Sieci V2, zasłużonego działacza Stronnictwa Narodowego – Stanisława Łuckiego, a wreszcie mego kuzyna Sewera Morawskiego z Luboni, męża Reyówny z Montresoru i ojca tak zasłużonej i tak sprawnej działaczki polonijnej we Francji, Anny Mesnet…

Ojciec mój, ambasador Wolnej Polski w Paryżu, jak pamiętam m.in. w sprawie tego wyżej wymienionego statku kilkakrotnie (???) Maroko odwiedzał, był zresztą w stałym kontakcie z Leonem Śliwińskim, którego niezwykle cenił, określał mianem człowieka mądrego i wpływowego…

Czołowy polski historyk, profesor Rafał Habielski – o ile wiem – zamierza w porozumiemiu z Polską Akademią Umiejętności (której prezesem w okresie 1918-1925 był mój stryjeczny dziad, profesor Kazimierz Morawski, filolog klasyczny) w najbliższym czasie ma wydać tajne raporty dyplomatyczne mego ojca, ambasadora Wolnej Polski w Paryżu (1945-1969), skierowywane do władz RP w Londynie, np. do ministra Jana Starzewskiego, kierownika Działu Spraw Zagranicznych Egzekutywy Zjednoczenia Narodowego… Kopie tych raportów są zdeponowane w słynnej, zwanej mickiewiczowską, Bibliotece Polskiej w Paryżu. Jak słusznie zapowiadał Jerzy Giedroyc, ich publikacja sporo wniesie w historię naszej polskiej emigracji politycznej; na pewne sprawy rzuci „nowe światło„…

A teraz inna, TEŻ WIELKIEJ WAGI SPRAWA. Jak się dowiaduję, za dni kilka (sobota 18 marca o godzinie 11-tej w paryskim kinie Le Balzac) nastąpi pokaz filmu dokumentalnego Rafała LEWADOWSKIEGO o PROFESORZE ZYGMUNCIE LUBICZ-ZALESKIM. Filmu pod tytułem „Z DALA OD ORKIESTRY„. Tak się składa, że zapewe nie będę mógł udać się na ten pokaz. TYM BARDZIEJ CHCĘ MOCNO PODKREŚLIĆ, IŻ W MYM ODCZUCIU ZYGMUNT LUBICZ-ZALESKI TO ZGOŁA CZOŁOWA, HISTORYCZNA POSTAĆ POLSKA WE FRANCJI. TO NAJWYŻSZEJ KLASY UCZONY-HUMANISTA, A TAKŻE – CO DLA MNIE TAK NIESAMOWIECIE WAŻNE – NA WSKROŚ „CZŁOWIEK PRZYJAŹNI POLSKO-FRANCUSKIEJ”, TAK ZASŁUŻONY TAKŻE W ZACIEŚNIANIU WSPÓŁPRACY NAUKOWEJ OBU NASZYCH NARODÓW! Podkreślę też, iż tego działacza ruchu oporu zachowanie w niemieckich obozach koncentracyjnych było niezwykle godne uwagi i – jak wiem – wielce szlachetne… Wiem też, że postawy obozowe i inne profesora Zygmunta Lubicz-Zaleskiego wysoko cenili wybitni gaulliści, a – o ile dobrze pamiętam (???) – przed laty General de Gaulle zamianował go Grand Officier de la Légion d’Honneur (nie udało mi sie tego sprawdzić…). Jedno pewne, uważam, iż państwo polskie winno go odznaczyć pośmiertnie Orderem Orła Bialego!!! Nawołuję do nadchodzącego Walnego Zebrania Polskiego Towarzystwa Historyczno-Literackiego o wystąpienie z takim apelem do obecnego PREZYDENTA RP!!! Ośmielam się prosić mych przyjaciół z kręgu Biblioteki i Towarzystwa Historyczno-Literackiego oraz jego Rady, o zainteresowanie się tą inicjatywą – w gruncie rzeczy nie moją, lecz wysuwaną przed laty przez śp. prezesa Leszka Talkę… Wtedy to się nie udało, teraz mym zdaniem jest „lepszy moment”. Ze względu na mój stan zdrowia – ja, wereran zimnej wojny – nie jestem w stanie się tym zajmować… Ale – jak stwierdziłem powyżej – pozwalam sobie myśl podsuwać mym przyjaciołom…

Profesor Zygmunt Lubicz-Zaleski posiadał doktoraty honorowe dwóch znanych francuskich uniwersytetow, był członkiem-korespondentem francuskiej Akademii Nauk Moralnych i Politycznych, no i rzecz jasna był najwyższej rangi profesorem… Dziejową zasługą tego uczonego było to, że to on, przy współpółpracy między innymi mego ojca i jego zespołu ambasady Wolnej Polski, uratował BIBLIOTEKĘ POLSKĄ w Paryżu, zapobiegł zawładnięciu nią i jej ZBIORAMI przez PRL, a szło jak wiadomo o zbiory ważne, np. – co należy podkreślić – o archiwa tych lub innych śp. emigrantów antykomunistów, a także o kolekcje publikacji i pism przez „czerwonych” uważanych za wrogie „ludowej” władzy, a więc nadające się w ich oczach tylko do spalenia… Wiem, że nawet pewni wysocy dygnitarze PRL-owskiego MSZ-tu (np. ambasador Stanisław Gajewski) obwiniali się, że na wypadek sukcesu PRL-owskich zabiegów o nią, „Biblioteka wpadłaby w dużej mierze w ręce ludzi z pionów SB i podobnych”…

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 15 marca 2017 r.

Utworzono 15 marca 2017 przez Red. VP

Dostałem ciekawy e-mail od Wojciecha Sikory, szefa czy też prezesa Instytutu Literackiego „Kultury”. Przytaczam go w całości: „Poza Tercem-Siniawskim, Helena Zamoyska przemycała również manuskrypty Arżaka, czyli J. Daniela. Też publikowane po raz pierwszy w KULTURZE. A dopiero później przedrukowywane w wydawnictwach zachodnich. Jak pamiętasz, była to wielka sensacja na Zachodzie i triumf Redaktora Giedroycia; obaj pisarze byli za to aresztowani i skazani.

Ty pewnie pamiętasz, że niegdyś w ogrodzie Domu „Kultury” stało kilka rzeźb Zamoyskiego, które on tutaj zdeponował. Mamy nawet jakieś ich zdjęcia. Nie wiem kiedy, ale w pewnym momencie zabrał je stąd. Jaka szkoda!

Jest u nas duża i b. ciekawa korespondencja Redaktora Giedroycia z Zamoyskm, mamy nawet projekt, żeby to wydać”. Koniec cytatu.

Od siebie dodam – jakby na marginesie tego, co powyżej -, że w kręgu niezależnych rosyjskich pisarzy walczących o prawdę i o wolność, prestiż „Kultury” (tego polskiego miesięcznika, będącego kreacją Jerzego Giedroycia i w sporej mierze jednak mającego ogromne kontakty, przez wielu bardzo wybitnych ludzi „Zachodu” tak cenionego Józefa Czapskiego) był ogromny!!! Moi rosyjscy koledzy z paryskiego biura Radia Free Europe and Radio Liberty nieraz mi o tym mówili, a byli to wybitni ludzie, tacy jak np. Natalia Gorbaniewska (nota bene laureatka za rok 1992 nagrody imienia Jerzego Giedroycia – wybór laureatki przez polski Pen Club – nagroda chyba przyznawana przez dziennik „Rzeczpospolita”); jak kierownik zespołu rosyjskiego w tym paryskim biurze RFE-Rl, niesamowicie inteligentny Szlomo Mirski, itd., itd. Dodam, że prestiż „Kultury” był też znaczny np. wśród Rumunów i Węgrów – mówili mi niegdyś o tym Monica Lovinesco i Janos Heller…

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 14 marca 2017 r.

Utworzono 14 marca 2017 przez Red. VP

Od jakże wybitnej i jakże aktywnej pani Eli SKOCZEK dowiaduję się, iż w Krakowie na wystawie POTĘGA AWANGARDY, którą od 10 marca 2017 oglądać można w Kamienicy Szołayskich, znajduje się m.in. rzeźba Augusta ZAMOYSKIEGO – popiersie Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego, które ów światowej rangi polski artysta wykonał w roku 1917 – o ile się nie mylę – w Berlinie…

August Zamoyski, urodzony w r. 1893 w Jabłoniu na Lubelszczyźnie, zmarły w roku 1970 w Saint-Clar-de-Rivière we Francji, był rzeźbiarzem najwyższej klasy. W Paryżu nazywano go czasem „le Rodin polonais”… W jego twórczości zauważyć można 3 różne okresy: okres formistyczny (1918-1924), następnie okres realistyczny (1924-1950), wreszcie w latach 1950-1970, okres nowego ekspresjonizmu. W owym trzecim okresie dominiwać zaczęła tematyka religijna, np. słynnym jest jego św. Jan Chrzciciel – brąz wielkości prawie naturalenej. Jednym z ostatnich dzieł Augusta Zamoyskiego był 2-metrowy posąg Kardynła Sapiehy…

Bliską znajomą Józefa Czapskiego była Helena Peltier, od r. 1958 żona Augusta Zamoyskiego, wybitna rusycystka, założycielka „departametu języka i literatury rosyjskiej” na Uniwersytecie w Tuluzie. Swego czasu poznała ona w Moskwie Andrieja Siniawskiego (pseudonim Abram Terc) i przemyciła do Francji kilka jego manuskrytów, które następnie ukazały się na Zachodzie pod pseudonimem… Dzięki, o ile pamiętam, Józefowi Czapskiemi – po polsku w Instytucie Literackim w Maisons-Laffitte, i w wielu innych językach… Władze ZSRR wykryły, że Terc to Sinawski, stąd swego czasu słynny „oburzający cały świat” proces. Sinawski został skazany na 7 lat więzienia za twórczość antysowiecką… W roku 1973 pozwolono mu jednak wyemigrować do Francji…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 13 marca 2017 r.

Utworzono 14 marca 2017 przez Red. VP

Czytelnik pyta o moje stosunki ze środowiskiem miesięcznika KULTURA, dodając, że – o ile wie – „kontakty Polskiej Rozgłośni RWE z « Maisons Lafftte” nieraz fatalnie się układały”… Na stronach mego dziennika znaleźć można wiele o mym stosunku do środowiska „Kultury”. Ale nie będę zachęcał owego czytelnika do wertowania 3. tomów tych moich zapisków. W wielkim skrócie przypomnę, że w kilka miesięcy po przyjeździe do Paryża z Polski, już w roku 1947, poznałem w Chaville (w pięknym domu z ogrodem, wówczas wynajmowanym tam od państwa Postel-Vinay przez mego ojca) Józefa Czapskiego, który następnie wywarł naprawdę wielki wpływ na moją „formację intelektualną”… Podsuwał mi odpowiednio dobrane lektury, zabierał na ciekawe intelektualnie debaty, zapoznał mnie z wielu wybitnymi ludźmi, zarówno z Polakami (Jerzy Giedroyć i jego zespół…), jak i z obcokrajowcami, takimi jak Curcio Malaparte, jak Julien Green czy np. Auberon Herbert, oraz kilkunastu innych… Nieco pózniej dzięki Józiowi poznałem sporo wybitnych przyjezdnych z Polski, takich jak np. Jerzego Zawieyskiego, Jerzego Andrzejewskiego, a nastąpnie – jakże zdanem Józia „unikalnego w swej znajomości czołowych postaw filozoficznych naszej epoki arystokratę myśli”, Wojciecha Karpińskiego…

Stale podkreślam: trzech ludzi wywarło zasadniczy wpływ na uformowanie się mego sposobu myślenia: mój ojciec – człowiek spokojnej rozwagi, kultu Francji, umiaru i tolerancji, Józef Czapski, który – jeśli to tak można ująć – wprowadził mnie w i otworzył mi świat najwyższej klasy kultury, oraz Jan Nowak Jeziorański, który wyszkolił mnie „na dziennikarza o otwartym spojrzeniu”, nauczył mnie zdobywać ukrywane przez wroga informacje, być może pewne fakty lepiej (???) dostrzegać niż inni, przewidywać ku czemu iśc może…!!!! No i wspomnę jeszcze Stanisława Gebhardta, który wciągnął mnie w wówczas tak ważny świat chadeckiej, międzynarodowej polityki…

Ale – jak widzę – poniesiony temperamentem, nieco oddaliłem się od konkretnego pytania czytelnika… Teraz więc wyjaśnię, że dzięki Czapskiemu już w roku 1947 poznałem Jerzego Giedroycia… Bywałem z nim, z Czapskim i z Curcio Malaparte na zebraniach „polityczno-dyskusyjych” w Librairie des Amitiés Françaises… Stosunki moje z Giedroyciem zawsze były – jak by to powiedzieć… – bardzo„poprawne”. Zamieściłem co prawda (zresztą z winy własnego lenistwa) zaledwie 3 większe teksty w „Kulturze”, w tym np. nowelę Jacek, którą pewien zdolny krytyk okreslił przed laty mianem najlepszej z nowel, jakie ukazały się w owym miesięczniku. Nie piszę, kto „konkretnie” to powiedział. Musiałbym go prosić o zgodę, a to nieco jednak skomplikowane…! Zresztą nie wiem, czy tę swą opinię pamięta!!!

Do sporów „Monachium” z „Kulturą” „bardzo świadomie i bardzo celowo” nigdy się nie mieszałem!!! Wręcz przeciwnie, dbałem o bardzo poprawne stosunki i stałą wymianę informacji z Giedroyciem… Regularnie (za cichą zgodą Nowaka) posyłałem Giedryciowi kopie niektórych mych „tajnych czy poufnych” raportów. Jakże sprawny, nieoceniony mgr Mariusz Kubik – świetny, naprawdę śwetny politolog, znalazł pewną ich ilość w archiwach „Kultury” i ma teraz ich kopie. No i przyjaźniłem się z Giedroyciowym zespołem… Bardzo mi życzliwymi byli Zygnunt i Zosia Hertz, naprawdę lubiłem (podobnie jak go lubił Józio) tak zwanego „młodego księcia” – Henryka Giedriycia brata, pana Jerzego. No i teraz przyjaźń mnie łączy z zespołem mającym ów Instytut Literacki, przez Polaków zwanym „Lafitem”, w swojej pieczy…

Kończąc wspomnę, że były osoby będące zdania, że moja nowela Jacek to temat do „filmu o losie polskiego emigranta”. A superinteligentny Wojciech Frykowski, ktory dwa czy trzy razy spotykał się ze mną tu w Paryżu, mawiał, że me obserwacje nieraz bardzo dziwnych losów rodaków i ma praca korespondenta informacyjnego RWE, to temat do scenariusza dość sensacyjnego filmu…

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 12 marca 2017 r.

Utworzono 12 marca 2017 przez Red. VP

W związku z mymi niedawnymi komentarzami dotyczącymi ponownego wyboru Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej, pewien mój bardzo wybitny czytelnik pisze: „Wybór Tuska przeciw rodakowi przedstawionemu przez Warszawę, to kompromitacja przede wszystkim Polski (tak, Polski; nie rządu, nie PiS-u, ale Polski, która i bez tego prestiżem się wielkim nie cieszy), oraz dodatkowy poślizg dla Unii zwanej Europą… Dziecinnym jest Pańskie marzenie o prezydencie Rady Europejskiej, który wzbudzi entuzjazm, przecież to posada, której zwykli zjadacze chleba nie rozumieją, a przede wszystkim nie znają… Dla nas Tusk jest widoczny, bo jest Polakiem, ale niech Pan przypomni sobie Hermana Van Rompuy…” .

(Hr. Herman Van Rompuy – premier belgijski od 30  12 2008 do 25 11 2009, pierwszy stały przewodniczący Rady Europejskiej od 1 12 2009 do listopada 2014).

Tak się wiele przypadków złożyło, że ja coś niecoś słyszałem o Hermanie Van Rompuy, tym zasłużonym katoliku, ponoć zwolenniku Europy federalnej; członku (?) bardzo dyskretnej, lecz tak ponoć pożytecznej i wpływowej grupy BILDENBERG… Grupy, którą już w końcu maja 1954 r. do życia powołał – w oparciu o Księcia Bernarda Holenderskiego – Józef Retinger (!). Retingerowi pomagał w tym mój kuzyn, Jan Pomian-Bławdziewicz, od roku 1943 w Anglii w Polish Air Force, a od 1948 do 1960 zaufany sekretarz osobisty właśnie Retingera…

Jak się dziś zdaje, niektórzy członkowie grupy Bildenberg wysoko cenią byłego polskiego ministra finansów, Janusza Rostowskiego – autora wielce godnych uwagi opracowań ekonomicznych… Wracając do Hermana Van Rompuy, dodam, że ten wybitny, lecz pozbawiony charyzmy biurokrata nie zdołał zdobyć silnego autorytetu na arenie międzynarodowej, lecz świetnie prowadził różne mediacje oraz dość sprawnie kierował pracami Rady Europejskiej…

A teraz pora, bym temu mojemu (wybitnemu) czytelnikowi dokładniej sprecyzował mój punt widzenia na obecną sytuację Unii Europejskiej, i jasno określił, co w mym pojęciu z tego punktu widzenia wynika! Otóż mnie, tak świadomemu faktu, iż zwarta Europejska Unia, Unia zdolna sprawnie działać, dokonać koniecznych unowocześniających inwestycji, no i – co najważniejsze – potrafiąca drogą właśnie takich inwestycji pchnąć Europę na drogę nowego rozwoju, wydaje się ona KONIECZNĄ!!! A to, aby zahamować spadek znaczenia EUROPY w świecie!!! No i – co też dramatycznie pilne – aby zahamować szybko potęgujący się eurosceptycyzm szerokich europejskich mas!!!

Podkreślę, że dziś – w niedzielę 12 marca 2017 – wpływowy paryski LE JOURNAL DU DIMANCHE ukazał się pod wielkim, pierwszostronicowym tytułem, LA MENACE LE PEN (Groźba Le Pen), a podtytuł precyzuje, że wyniki sondaży niepokoją przeciwników pani Le Pen… Od razu wyjaśnię, że chodzi o pierwszą turę, w drugiej turze pani Marine – jak wynika z sondaży – przegrywa… Ale kto do końca wie, co może nastąpić między dwoma turami? Jednak ja jestem raczej przekonany, że Pani Marine przegra, a to np. ze względu na niepokój, jaki budzi jej zapowiedziana polityka ekonomiczna (!!!), np. wyjście z euro, powrót do franka, co w oczach wielu zagraża ich oszczędnościom… Uderza mnie, że jedna z mych paryskich sąsiadek, „przerażona coraz to większą ilością imigrantów z Bliskiego Wschodu czy z Afryki” i rozpaczająca, że jej córka mieszkająca w podparyskim miasteczku nie śmie po dziewiątej wieczór wyjść na ulicę („wiadomi chuligani…”), jest mocno przekonana, że tylko pani Marine potrafiłaby z tą „inwazją” sobie poradzić! Stwierdza ona jednak, że niestety nie będzie na panią Marine głosować, BO NE MA ZAMIARU, BY POWAŻNIE STRACIŁY NA WARTOŚCI „OSZCZĘDNOŚCI BANKOWE” JEJ CAŁEGO ŻYCA, a to przez nieostrożną politykę gospodarczą, np. przez ten tak ryzykowny powrót do franka, wyjście ze strefy euro…

Z kolei dodam, że – jak podkreśla szereg francuskich obserwatorów – EUROSCEPTYCYZM potęguje się szybko w szeregu krajów Europy… Europejskie kierownictwo, potocznie tak zwana „Bruksela”, nie cieszy się ani popularnością, ani autorytetem. PILNIE TRZEBA TYM NASTROJOM SIĘ WRESZCIE SKUTECZNIE PRZECIWSTAWIĆ… Jak w wielkim uproszczeniu poufnie mawia pewien politolog, W „BRUKSELI” RZĄDZĄ NIECO JEDNAK NAIWNI RUTYNIARZE, KTÓRZY USNĘLI NA NIEZŁYCH POSADKACH, I TWORZĄ SWOISTE GRONO WŁASNEJ ADORACJI, A BARDZO PILNIE POTRZEBNY JEST „JAKIŚ EUROPEJSKI DE GAULLE”. Tak, trzeba jasno zdać sobie sprawę, że na miejsce owych niezłych, lecz dość anonimowych biurokratów winni przyjść nowi ludzie, ludzie z wielkim rozmachem i umiejący trafić Europejczykom do przekonania, umiejący śmiałymi inwestycjami przezwyciężyć kryzys, no i WZBUDZIĆ ZAUFANIE, STAĆ SIĘ WIARYGODNYMI, UMIEĆ SKOŃCZYĆ Z CORAZ TO WYRAŹNIEJSZYM NARASTANIEM E U R O S C E P T Y C Y Z M U i Z COFANIEM SIĘ ŚWIATOWEJ RANGI EUROPY!!! OBY NIE BYŁO JUŻ ZA PÓŹNO!!!

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 11 marca 2017 r.

Utworzono 11 marca 2017 przez Red. VP

Chcę podkreślić, że fakt, iż arcybiskup Henryk HOSER – dobrze znany naszej Polonii i tak tu ceniony, o ile pamiętam w latach 1996-2003 przełożony paryskiej Regii Pallotyńskiej Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego (Regii o pięknej nazwie REGIA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO), wówczas też członek Rady Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonnych we Francji, mianowany w r. 2005 przez Jana-Pawła II arcybiskupem tytularnym Tepelte, a od maja 2008 przez Benedykta XVI biskupem diecezjalnym warszawsko-praskim – został przez Papieża FRANCISZKA wyznaczony na wielkiej wagi stanowisko WYSŁANNIKA APOSTOLSKIEGO DO MEDJUGORJE. Misja ta „ma na celu dokładne rozpoznanie tamtejszej SYTUACJI DUSZPASTERSKIEJ, a zwłaszcza potrzeb wiernych, którzy tam pielgrzymują, oraz na tej podstawie zasugerowanie ewentualnych inicjatyw duszpasterskich na przyszłość.

Chodzi o misję o charakterze wyłącznie duszpasterskim, jak stwierdzają rzecznicy prasowi Watkanu. „Tak więc arcybiskup Hoser nie będzie się zajmował meritum objawień maryjnych, które są kwestami doktrynalnymi należącymi do kompetencji Kongregacji Nauki Wiary…”.

Niewątpliwie ta nowa misja arcybiskupa Hosera w pewnej mierze przypomina misje wizytatora apostolskiego, jakie Ks. Henryk Hoser pełnił już w krajach Afryki. Jedno pewne: POWIERZENIE TEGO – SIŁĄ RZECZY TAK JEDNAK DELIKATNEGO (np. ze względu na nastroje i postawy tysięcy pielgrzymów) ZADANIA –
ARCYDISKUPOWI HOSEROWI ŚWIADCZY O OGROMIE ZAUFANIA, JAKIM DARZY GO OJCIEC ŚWIĘTY…

Jasne chyba, że decyzję tę spowodowało wielkie wyrobienie i wielki, spokojny ROZSĄDEK tego tak wybitnego kapłana, na pewno umiejącego wczuć się w potrzeby bardzo różnych narodowości udających się tam pielgrzymów. Jak ponoć także zaznaczył rzecznik naszego episkopatu, Ks. Paweł Rydel, owa misja to wielki znak zaufania papieża Franciszka do polskiego arcybiskupa. JEDNO CHYBA PEWNE. SZLACHETNY KSIĄDZ HOSER, KTÓREGO – JAK SOBIE PRYPOMINAM – TAK CENIŁ JERZY GIEDROYĆ, TO DZIŚ WIELCE GODNA UWAGI I BARDZO CZOŁOWA POSTAĆ CAŁEGO KOŚCIOLA POWSZECHNEGO… To nas, polskich katolików, wielce cieszy!!!

Mocno przykuwa też uwagę to, że Henryk Hoser nim wstąpił do Pallotynów, był już lekarzem. Przez pewien czas pracował ma Akademii Medycznej w Warszawie w Zakładzie Anatomii Prawidłowej na stanowisku asystenta, następnie prowadził oddział internistyczny w szpitalu rejonowym w Ziębicach… Papież Franciszek jest zdaniem poważnych obserwatorów ewidentnie na wskroś i dogłębnie Jezuitą, a Jezuici to zakon intelektualistów, skupiający w swych szeregach wielu autentycznych uczonych i wysoko ceniący ludzi o rzetelnej wiedzy, w tym rzecz jasna ludzi o wiedzy medycznej…

Kończąc, podkreślę wagę wywiadu, jaki arcybiskup Hoser udzielił Michałowi Królikowskiemu, dr hab. nauk prawnych, profesorowi UW. Wywiadu pt. BÓG JEST WIĘKSZY (wydawnictwo APOSTOLICUM, R.2013). ARCYBISKUP HOSER UWYDATNIA M.IN. TO, ŻE „NASZA WIARA NIE JEST WIARĄ W COŚ, ALE WIARĄ W KOGOŚ. NAJPIERW WIERZYMY W BOGA I BOGU, A POTEM MU UFAMY, WIERZYMY W BOGA, BO GO ZNAMY I GO KOCHAMY, MIŁOŚĆ DO BOGA OGARNIA CAŁĄ NASZĄ OSOBĘ Z ZAANGAŻOWANIEM NAJGORĘTSZEGO MIEJSCA CZŁOWIEKA, JAKIM JEST JEGO SERCE. DOPIERO TAKA GOTOWOŚĆ ODKRYWANIA BOGA POZWALA NAM JEMU UWIERZYĆ I OKAZAĆ ULEGŁOŚĆ, WSZYSTKO INNE JEST PORZUCENIEM BOGA”. ARCYBISKUP PIĘKNIE ZAKAŃCZA, STWIERDZAJĄC: „WSZYSTKIE PSALMY O TYM MÓWIĄ, JESTEM SŁABY, OTOCZYŁY MNIE WILKI, ALE BÓG JEST MOJĄ UCIECZKĄ, TARCZĄ I PIEŚNIĄ…, JEST NAJWIĘKSZY” (koniec cytatu).

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 10 marca 2017 r.

Utworzono 10 marca 2017 przez Red. VP

Tak więc Donald Tusk został ponownie wybrany przewodniczącym Rady Europejskiej, i to mimo sprzeciwu Polski, mimo protestu pani premier Beaty Szydło. Zdaniem mych przyjaciół – bezstronnych obserwatorów – fakt wyboru na to stanowisko człowieka najwyraźniej będącego „źle widzianym” przez rząd swego własnego kraju jest jednak nieco zaskakujący i zapowiada „mało potrzebne komplikacje”… Tusk w kierowniczych sferach Unii Europy uchodzi za człowieka zdolnego i jest osobiście popularny, ale czy to wystarczający powód, aby jego wyborem stwarzać konflikt z polskim rządem? (Niektórzy – chyba jednak ci nie najmądrzejsi – mówią nawet o nauczce danej polskiemu rządowi??!!!).

Ponoć poważni europosłowie różnych narodowości, mimo iż w tej sprawie nie mają wiele do powiedzenia, stawiają pytanie, czy ta nominacja nie jest niebezpiecznym precedensem i nie prowadzi do pewnego ZAMĘTU?

A to tym bardziej, że – jak daje do zrozumienia w wielkim, rzucającym się w oczy tytułe poważny, paryski tygodnik „COURRIER INTENATONAL” (numer z 9!!! 3 2017 roku) – Unia jest zagrożona. A w innym tytule tygodnik ów stwierdza istnienie „D’UNE UNION ANTIEUROPÉENNE”… Pismo podkreśla, że 15 marca odbędą się wybory w Holandii – przywódca skrajnej, wrogiej Unii prawicy, Geert Wilders może odnieść znaczne zwycięstwo… A w kilku innych państwach „eurosceptycy” mają „wiatr z żaglach”, np Marine Le Pen we Francji, Frauke Petry w Niemczech, Matteo Salvini we Włoszech, Heinz-Christian Strache w Austrii…

Wyjaśnię z kolei 3 rzeczy. Po pierwsze, jestem zwolennikiem na 102 Unii Europejskiej, ale widzę, że Unia w obecnym stanie ma wielkie wady, wymaga głębokiej reformy, usprawnienia, stworzenia możliwości wielkich inwestycji, mających na celu modernizację infrastruktur, wyposażenia Europy np. w superszybkie kolejnictwo (nie możemy w tej dziedzinie dać się prześcignąć USA, Japonii, Chinom, itd.)… A te lub inne wielkie inwestycje oznaczać też mogą koniec kryzysu i bezrobocia. Tym samym koniec teraz szybko się potęgującego niezadowolenia europejskich szerokich mas… Po drugie, jasne dla mnie, że uratować Unię od rozpadu mogą ludzie nowi, nieujęci w karby dotychczasowej, tak fatalnej w skutkach EURORUTYNY… Po trzecie, dobrze wiem, że Tusk to człowiek „obyty, zręczny, niegłupi”… Ale stawiam pytanie, czy dziś, w epoce szybkiego narastania eurosceptyzmu, cały ten spowodowany jego nominacją konflikt – powiedzmy, upraszczając „BRUKSELI” z polskim rządem – jest na czasie, czy nie jest on posunięciem jednak dość mało rozważnym? (Ponoć ci lub inni poważni „brukselscy” doradcy i rzeczoznawcy byli zdania, iż szefem Rady Europejskiej winien zostać mianowany ktoś trzeci (ani Tusk, ani Saryusz-Wolski)!!! Ktoś trzeci, wnoszący nowe koncecje, zwolennik odnowy Unii, człowiek umiejący wzbudzić w szerokich masach wyborców, w szerokich masach obywateli nadzieje i nawet – jeśli to możliwe – entuzjazm!!! (Nie należy przeceniać wagi stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej, ale ma ono jednak „pewien wydźwięk i pewne znaczenie”…).

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 9 marca 2017 r.

Utworzono 09 marca 2017 przez Red. VP

Cieszą mnie natychmiastowe reakcje czytelników na me dzienniki. Nawet reakcje wysoce krytyczne! Tak więc uradowała mnie (!!!) pewna ostra reakcja na mój wczorajszy dziennik!

Napisałem: „wrogowie (!!!) Polaków zgoła bezczelnie oskarżają nas o brak poczucia solidarności z prześladowanymi z Bliskiego Wschodu, podczas gdy państwo polskie w mym odczuciu słusznie nie chce się zgodzić, by nasz kraj zalali rzekomi uchodźcy, a w rzeczywistości – jak widać na wielu przykładach –element wręcz na poły przestępczy…”.
Pewien czytelnik zarzuca mi: Wypisuje Pan jakieś wyssane z palca bzdury o naszych rzekomych wrogach, podczas gdy obecny polski rząd po prostu, mimo że Polska tak korzysta ze świadczeń Unii, podchodzi restrykcyjnie do przyjmowania uchodźców. Do tego obraża Pana uchodźców, nazywając ich elementem na poły przestępczym!

Moja odpowiedź prosta: przyznaję, że słowo „wrogowie” za mocne! Winienem był napisać „czynniki wrogo nastawione do naszego obecnego rządu”. A co do obrażania uchodźców, to ostatnio pewien rodak z Północy Francji mówił mi, że w niektórych tamtejszych miasteczkach coraz to więcej „imigrantów” z Bliskiego Wschodu i z Afryki… Bandy młodych, bezrobotnych muzułmanów „zachowują się bezczelnie, po godzinie 21. strach wyjść z domu”… Ów rozmówca mówi mi jeszcze: W takiej sytuacji, wielu z nas będzie głosować na Marine Le Pen!

Podobne echa docierają do mnie też od mieszkańców tych czy innych podparyskich miasteczek…

Jedno dla mnie jasne. W obliczu godzących w naszą obecną linię polityczną i w nasze postawy zarzutów, dotyczących solidarności z ofiarami zajść na Bliskim Wschodzie, zapewne ważne, by nasz Związek Polskich Kawalerów Maltańskich – instytucja w życiu naszego narodu tak wielkiej wagi – zamanifestowała swój udział w akcjach opieki nad cierpiącymi w Syrii, mym zdaniem w pierwszym rzędzie nad chrześcijanami tak przez „dżihadystów” prześladowanymi, np. nad melkitami… Nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych winno wspomóc takie działania!!! Ważne też, by mocno uwydatnić dokonania charytatywne ZPKM gdy chodzi o Ukrainę i Ukraińców…

JEDNO PEWNE. ZPKM ROBI ŚWIETNĄ ROBOTĘ… NIEWĄTPLIWIE ZPKM STAŁ SIĘ WIELKIM AUTORYTETEM MORALNYM. DLA NASZEGO SPOŁECZEŃSTWA (!!!), KTÓRE ZACZYNA DOBRZE POJMOWAĆ, ŻE STANOWIMY PEWNĄ BEZINTERESOWNĄ I WIERNĄ NAJLEPSZYM POLSKO-KATOLICKIM TRADYCJOM SWOISTĄ ELITĘ…
W OBECNYCH, TRUDNYCH CZASACH; W OBLICZU POSTĘPÓW ROZKŁADU MORALNEGO I CZAJĄCYCH SIĘ ZA ROGIEM ZAGROŻEŃ, TEGO RODZAJU ELITA JEST BARDZO KRAJOWI PRZYDATNA….

A na podstawie pogłosek docierających z Rzymu, teraz – po niedawnym kryzysie – Zakon zdaje się wchodzić na drogę odnowy i zwiększonej aktywności. Ale tych spraw bliżej nie znam. Jedno natomiast dobrze wiem. Rola i znaczenie ZPKM w naszym kraju stale wzrasta!!!

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 8 marca 2017 r.

Utworzono 08 marca 2017 przez Red. VP

Poświęcający wiele uwagi rodzinom królewskim i arystokratycznym słynny paryski tygodnik POINT DE VUE w swym numerze z datą 8 3 2017 rok, zamieszcza duży, zdobny kolorowymi zdjęciami reportaż z wizyty księcia Karola-Henryka Lobkowicza, jaką złożył on, wraz z księciem Sergiuszem Jugosłowiańskim i jego małżonką księżną Eleonorą, w Syrii i w Libanie… Celem tej podróży było niesienie konkretnej pomocy dla tak prześladowanych przez „dżihadystów” (w pierwszym rzędzie chrześcijan, lecz rzecz jasna także innych) mieszkańców niektórych bliskowschodnich regionów… Reportaż POINT DE VUE podkreśla fakt, że książę Charles-Henri Lobkowicz czyniąc to, jest wierny tradycjom swej rodziny. Jego ojciec, książę Edward Lobkowicz był ambasadorem Zakonu Maltańskiego w Libanie. A matka Charlesa-Henriego, księżna Franciszka Lobkowicz de domo Bourbon-Parme, była założycielką asocjacji Malta-Liban… W dużej mierze dzięki działaniom tych rodziców księcia Charlesa-Henriegon powstało m.in. na owych ziemiach aż 12 bardzo aktywnych „centrów pomocy medycznej i socjalnej”, które wykonują np. około 130 000. zabiegów medycznych rocznie!!!

Owa niedawna (styczeń tegoż roku) podróż tam księcia Charlesa-Henriego Lobkowicza wraz z księciem Sergiuszem Jugosłowiańskim – prezesem charytatywnej „Association Internationale Reine Hélène” zapewne pozwoli rozwinąć jeszcze akcje pomocy dla nieszczęsnej ludności Syrii, i dla tej olbrzymiej ilości osób, które – by ratować swe życie – musiały schronić się w Libanie… Sprawa bardzo istotna, mordowani tam i niekiedy – rzecz bardzo charakterystyczna – „krzyżowani” tam chrześcijanie ponoć niestety – jak słyszę – czują się jakby opuszczeni przez chrześcijan Europy!!! Swego czasu będąc wiernym przyjacielem chrześcijańskich obrządków owych regionów, zastanawiałem się, czy nie udać się do Syrii, by mą obecnością wesprzeć te lub inne diecezje czy parafie tamtejszych obrządków chrześcijańskich… Jednak po namyśle doszedłem do wniosku, że ja – osiemdziesięcioletni weteran Zimnej Wojny – zapewne byłbym np. dla biskupa melkickiego tylko dodatkowym kłopotem… Jednak ja, tak zawsze wierny tradycjom, jestem pzekonany, że nasz Rycerski i Szpitalniczy Zakon Maltański (a w jego ramach Związek Polskich Kawalerów Maltańskich) ma wypływający z naszej zakonnej przeszłości obowiązek, by bronić bliskowschodnich chrześcijan przed atakami fanatyków islamu, otaczać owe obrządki opieką, nieść im pomoc, zapobiec całkowitemu „wyrugowaniu” z owych terenów obecnych tam od czasów apostolskich naszych współwyznawców. Myślę, że – biorąc pod uwagę wspaniałe polskie tradycje rycerskości, Polacy są szczególnie powołani, by na tamtych ziemiach odegrać wielce pozytywną rolę!!! Do tego – jak słyszę – w Libanie istnieje dynamiczna, aktywna i wpływowa grupa Polek – żon Libańczyków. Dodam kończąc, że ja – polski kawaler maltański – od 40. lat czuję się duchowo bliski libańskiego Związku Kawalerów Maltańskich, tego związku, który – jeśli to tak można określić – żyje i działa na pograniczu frontu, jest w pewnej mierze jakby naocznym świadkiem tego, co zachodzi w Syrii i w Iraku, a w swym kraju, w Libanie, robi co może, by nieść pomoc ofiarom dżihadystów…

Tak, ośmielam się myśleć, że podróż np. do Bejrutu delegatów ZPKM, ich dialog z tamtejszą Polonią, a także – rzecz jasna – z miejscowymi konfratrami, oraz z obrządkami melkickim i maronickim, byłby ciekawy i pożyteczny, a to tym bardziej, że wrogowie (!!!) Polaków zgoła bezczelnie oskarżają nas o brak poczucia solidarności z prześladowanymi z Bliskiego Wschodu, podczas gdy państwo polskie w mym odczuciu słusznie nie chce się zgodzić, by kraj nasz zalali rzekomi uchodźcy, a w rzeczywistości – jak widać na wielu przykładach – element niekiedy wręcz na poły przestępczy…

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 7 marca 2017 r.

Utworzono 07 marca 2017 przez Red. VP

Czasem pytają mnie, jaki rodzaj informacji, które dostarczałem Janowi Nowakowi, szczególnie irytował kierownicze sfery PRL-u… Tego rzecz jasna dokładnie nie wiem. Jedno pewne. Władze PRL-u bardzo irytowały wszelkie echa, nieraz – jak wiadomo – niezwykle ostrych walk frakcyjnych na szczytach PZPR-u. Także echa nadużyć dokonywanych przez luminarzy reżymu, ich np. superluksusowe wille, ewentualnie lokowanie przez nich pieniędzy za granicą… Przypominam sobie np., że tak cenny mój informator i osobisty przyjaciel ambasador Henryk Birecki przed laty opowiadał mi, że był kiedyś z oficjalną wizytą bodajże w Kairze, z jednym – o ile pamięć mnie nie myli – z wicepremierów PRL-u. Ów dygnitarz kupował tam potajemnie jakąś biżuterię i wartościowe kamienie… Birecki zapytał, czemu to robi. Dygnitarz mu odpowiedzial, iż jego żona uważa, że „to wszystko nie potrwa”, że trzeba się zabezpieczyć na przyszlość… A inni dygnitarze PRL-u po prostu mieli konta bankowe w Szwajcarii… W ramach partyjnych rozgrywek, ich rywale czasami „puszczali farbę” na ten temat… Rzecz jasna, jak mawiał niegdyś Nowak, informacje o tym, to z jednej strony jednak „sprawa gardłowa”, a z drugiej de facto są one trudne do sprawdzenia…

A za Gierka jakimiś drogami docierały do nas dane o np. luksusowych willach, jakie budowali sobie ludzie bliscy owego pierwszego sekretarza… Informacje te ponoć pochodziły od Moczara – wówczas szefa NIK-u… Tak w ramach walk frakcyjnych jedni czołowi PZPR-owcy nadawali na drugich. Raz w Paryżu do mnie trafił jakiś dygnitarz PAX-u, który dał mi nieco zresztą średnio ciekawych informacji, prosząc mnie, bym ja – polski szlachcic i dżentelmen – pod słowem honoru zobowiazał się, że nigdy nie ujawnię, że mam te infomacje od niego… Jedno pewne, sporo ciekawych i ważnych danych do mnie docierało, bo wiedziano, że potrafię chronić źródła.

Po odejściu Jana Nowaka ze stanowiska dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE (za zgodą i nawet na polecene jego nastepcy, Zygmunta Michałowskiego), przekazywałem mu po pewnym czasie już do Waszyngtonu me tajne raporty. Jak mi mówił i pisał, przywiazywał on do nich znaczną wagę… Skądinąd o wartości mych infomacji wiedzieli pewni Amerykanie, np. James Mc Cargar… A Nowak półżartem mawiał, że mam najlepszego nosa w Polsce.

Komentarzy (0)



piątek, 28 lutego, 2020

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART