'Taguj' blogi | "Polonia we Francji"

Tags: , , ,

Spotkanie z Anną Laurą Rucińską – autorką książki pt. „Zagubieni w Paryżu”, 18 listopada 2017 o godz. 17.00, GRD

Utworzono 16 listopada 2017 przez Red. VP

Galeria Roi Doré ma przyjemność zaprosić na spotkanie z Anną Laurą Rucińską – autorką książki pt. Zagubieni w Paryżu(Wydawnictwo MARGINESY, Warszawa 2017), które odbędzie się w sobotę 18 listopada 2017 o godz. 17.00. Spotkanie poprowadzi Agnieszka Zaleska.

Anna Laura Rucińska urodziła się w 1958 r. w Warszawie. Wychowywała się w domu, o którym mówiono, że jest „nawiedzony”. Z wykształcenia charakteryzator perukarz i specjalista od efektów specjalnych. W 1981 roku w Paryżu zatrzymał ją stan wojenny. Pracowała w teatrach, przy filmach, pokazach mody. Pisała od zawsze: najpierw opowiadania, później spisywane latami pamiętniki, które w chwili rozpaczy zniszczyła… „Zagubieni w Paryżu” to jej debiut. Ma dwie córki, starsza jest psychologiem i aktorką, a młodsza grafikiem po warszawskiej ASP, w podróży od ponad trzech lat.

Zagubieni w Paryżu
Valérie urodziła się i wychowała w Australii. Na studiach w Londynie poznała swojego przyszłego męża i przeniosła się do Włoch. Małżeństwo okazało się jednak porażką, więc z dwójką dzieci i trzecim w drodze ucieka i postanawia ułożyć sobie życie we Francji.

Jest rok 1980. W siedzibie UNESCO Valérie poznaje Andrzeja, pisarza i tłumacza. Choć wie, że Andrzej ma żonę, zakochuje się bez pamięci. Poznaje też środowisko polskich intelektualistów i artystów. Postanawia nauczyć się polskiego, uczy ją Zosia, młoda emigrantka. Po jakimś czasie Valérie uzmysławia sobie, że Andrzej działa w opozycji i jego wizyty w Paryżu mają charakter konspiracyjny.

13 grudnia 1981 świat wstrzymuje oddech. Valérie nie wie, czy Andrzej w Warszawie żyje. Wbrew wszystkiemu decyduje się na szalony krok: postanawia zorganizować pomoc humanitarną i wyruszyć do objętej stanem wojennym Polski. Nie wie, że czeka ja tam kilka niespodzianek…

Zapraszamy!

Galerie Roi Doré
6, rue Sainte Anastase • 75003 Paris
Tél: + 33 1 42 78 54 42 • galerie@roidore.com • www.roidore.com • www.art-maniac.pro

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 25 marca 2017 r.

Utworzono 25 marca 2017 przez Red. VP

Przyjezdny z Warszawy nawiązuje do mego dziennika z 22 marca br. Stwierdza, że rzeczywiście „polski Londyn” bardziej „tętni życiem” od „polskiego Paryża”… Narzeka na brak w Paryżu czegoś w stylu londyńskiego POSKU – jakiegoś polskiego ośrodka społeczno-kulturalnego, wyposażonego w restaurację o przystępnych cenach. Brak też w Paryżu polskiego punktu informacji turystycznej, biorącej pod uwagę także to, co we Francji może być dla Polaka szczególnie (ze względu na te czy inne polskie powiązania) intersujące… Trudno np. dowiedzieć się, jak się jedzie do i co można zwiedzić w polskim zamku w Montrésor … Trudno (?) też znaleźć na paryskim cmentarzu Père Lachaise grób Szopena…, oraz na cmentarzu Montmarte polskie kaplice grobowe… Brak też jakiejś mapy wskazującej, jak dojechać na podparyski cmentarz w Mesnil-le-Roi, gdzie znajdują się groby Józefa Czapskiego i Jerzego Giedroycia…

Ów przyjezdny z Warszawy pyta również o sklepy oferujące w Paryżu polskie specjały i produkty… Ponieważ rozmowa toczy się w 16-tej dzielnicy Paryża, polecam mu SYRENKĘ na 108, rue Michel Ange…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 24 marca 2017 r.

Utworzono 25 marca 2017 przez Red. VP

Ceniony polski reżyser filmowy, laureat szeregu poważnych nagrań dokumentalnych, np. „TAJNYCH TAŚM SB” (GRAND PRIX – Międzynarodowe Dni filmu dokumentalnego, Lublin 2013) czy też „AMERYKANINA W PRL-u” (nagroda główna „Złoty Nurt”, Kielce 2009), za przenikliwy opis wizyty Roberta Kennedy’ego w PRL-u, odkrywczo pokazujący zderzenie dwóch światów, jest w trakcie wykańczania – dla ponoć najlepszej polskiej firmy filmowej – filmu o mnie, jak mnie określali PRL-owcy: „SZPIONIE RWE”. Tak, ma praca w RWE najprzód jako freelancer Zygmunta Michałowskiego, a później jako etatowy korespondent informacyjny RWE (1965-1992) polegała na zdobywaniu informacji o tym, co się naprawdę w Polsce dzieje. Na przykład 25 II 1979, Jan NOWAK-JEZIORAŃSKI pisał do mnie z Waszyngtonu: „Chcę, by Pan wiedział, że kilka Pana raportów dotyczących wzmocnienia ruchu frakcyjnego wewnątrz partii miało dla mnie ostatnio wielkie znaczenie w rozmowach z Karlem Schmidtem, XY z departamentu stanu oraz ze Zbigniewem Brzezińskim, w związku z projektem zaproszenia tu na jesień Gierka…”. A na przykład poprzednio, 15 8 1976, Jan Nowak pisał do mnie, że otrzymał od Zygmunta Michałowskiego stos ostatnich raportów. JN precyzuje: „Olbrzymią większość stanowią raporty od Pana, a materiały od „młodego człowieka” (Piotra JEGLIŃSKIEGO) są największymi rodzynkami programu. List Andrzejewskiego poszedł kilka dni temu, a o Kuroniu słuchałem wczoraj”. Koniec cytatu…

Jak wynika z powyższego, Jegliński i ja graliśmy kluczową rolę w dostarczaniu RWE tajnych informacji z PRL-u… Nic więc dziwnego, że SB i inne „czerwone służby specjalne” planowały ZABICIE JEGLIŃSKIEGO, no i bezustannie starały się mnie i niestety także mą żonę zastraszać, terroryzować metodą pogróżek, kolportowania z uporem godzących we mnie oszczerstw, nasyłania prowokatorów… Ja miałem dobrego nosa: wyczuwałem, kto może być nasłanym, ale np. mój szlachetny kolega Totuś Parczewski, też korespondent informacyjny RWE, zawierzył jakiemuś przybyłemu z Polski człowiekowi i powierzył mu pewne zadania (zdaje się dystrybucję książek wydawanych po polsku na Zachodzie przy jednym z PRL). Niestety ów facet po roku „prysnął” do PRL-u, a nas obsmarował w reżymowej prasie… Totusia za nieostrożność usunięto z RWE… Został dyrektorem Polskiego Domu Spokojnej Starości w Lailly-en-Val…

Jak już pisałem, 19 grudnia 2011 (patrz DWA BRZEGI. Zapiski weterana zimnej wojny, strona 90) jacyś dziwni ludzie ostentacyjnie chodzili za moją ukochaną żoną i córeczką. Najwyraźniej szło o zastraszenie… Zawsze świetnie zorientowany Piotr Jegliński mnożył ostrzeżenia… W biurze RWE-RS atmosfera bywała napięta. W pewnym momencie „nieznani sprawcy” pobili przed jej paryskim domem mą rumuńska koleżankę-literata Monikę Lovinesco… A w Londynie we wrześniu 1978 r. zamordowano „bułgarskim parasolem” naszego freelancera dramaturga, powieściopisarza i „dysydenta” Georgii Markowa. A w Paryżu ofiarą próby (na szczęście nieudanej) zlikwidowania go „bułgarskim parasolem” padł nasz bułgarski korespondent, Wladimir Kostov… W lutym 1981 r. na siedzibę naszego Radia w Monachium z polecenia rumuńskiego Securitate słynny terrorysta Carlos czy też raczej jego ludzie, dokonali zamachu, powodując eksplozję ładunku materiałów wybuchowych pod jednym ze skrzydeł radiowego budynku — kilkunastu pracowników RWE odniosło rany… Uparta pogłoska głosiła też, że owa Securitate ma metodę, by wywoływać u wrogów komunizmu jakąś błyskawiczną chorobę nowotworową (???). Jednym słowem, nie brakło alarmów i napięć, nieraz przesadzonych… Dodam, że Piotra JEGLIŃSKIEGO podobno rzeczywiście zamierzano OTRUĆ!!! Jego niedawna b. ciężka choroba niewątpliwie była tak czy inaczej „skutkiem” tej przeszłości, była z tą przeszłością ściśle związana i nią spowodowana… Wyciekanie z Polski tajnych informacji, np. o sporach w kierownictwie partii, wściekało „kierownictwo PZPR-u”, które w takiej sytuacji zarzucało SB nieudolność…). Stąd ta np. tak zacięta wojna z Jeglińskim i ze mną…

A moją ciężka choroba serca też zdaniem wybitnych – kardiologa i kardiochirurga – ma swą przyczynę również w napięciach z przeszłości.

Ale, co najbardziej dla mnie bolesne i tragiczne, to to, że ciężko zachorzała moja żona. Do dziś jej stan zdrowia jest fatalny. To wręcz DRAMATYCZNIE zaciążyło nad mym i mej córki życiem… TYLE NA DZIŚ O TYM DRAMACIE!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 23 marca 2017 r.

Utworzono 25 marca 2017 przez Red. VP

W ten czwartek Le Figaro w wielkim, pierwszostronicowym tytule stwierdza: LE TERRORISME ISLAMISTE FRAPPE AU COEUR DE LONDRES. Podtytuł podkreśla, że atak na moście Westminster przyniósł śmierć 4. osób, a około czterdziestu osób (w tym 3. francuskich licealistów) odniosło rany. Napastnik poniósł śmierć. A na wewnętrznych stronach, już w tytule jednego z artykułów Le Figaro, ta – jak niegdyś pół żartem, a pół na serio mawiano – francuska „PRAWDA” głosi, że Londyn z kolei padł ofiarą tak zwanego terroryzmu „low cost”. Pismo jasno przypomina, że już 22 9 2014 ówczesny główny propagandysta DAECHu (państwa islamskiego) wyraźnie wezwał „rozsianych po świecie” zwolenników fanatyzmu islamskiego do stosowania terroru wszelkimi możliwymi środkami, do zabijania obywateli państw walczącej z DAECHem koalicji…

Jak na razie, owe „indywidualne” akty terroru nie wywołały żadnego ogromnego kataklizmu. Ale trzeba pamiętać, że wśród zwerbowanych np. drogą internetową fanatyków skrajnego i krwawego islamu mogą się znaleźć też np. studenci czy uczniowie technicznych szkół średnich, ludzie zdolni np. sfabrykować (?) „dynamit” czy inne groźne środki wybuchowe, czy np. bronie chemiczne, gazy bojowe, itd. (???).

Można też podejrzewać, że DAECH i jego służby specjalne, czy jacyś inni „dżihadyści” skądinąd przygotowują jakąś „wzmożoną powtórkę” akcji przeprowadzonej w USA 11 9 2001!!! Skrajni islamiści zapewne (???) mieć mogą takich lub innych „antyzachodnich” ukrytych sojuszników, dzięki którym – kto wie – być może zdołają się wyposażyć w szczególnie groźne bronie, nawet, czego jednak NIE NALEŻY CAŁKOWICIE WYKLUCZAĆ, W BROŃ NUKLEARNĄ… Jakiś czas temu wykryto, że „dzihadyści” w Belgii – jak się zdaje – starannie śledzili i obserwowali szefa programu nuklearnego owego państwa (???). Zrodziło się podejrzenie, że planowali „zamach” na jedną z elektrowni nuklearnych tego kraju (?). Rzeczoznawcy podkreślają skądinąd, że nawet tylko tak zwana „brudna bomba” (o wiele łatwiejsza do „uzyskania” niż bomba atomowa) może zapewne (???) spowodować skażenie dzielnicy dużego miasta…. „Brudna bomba” rozsiewa materiały radioaktywne. Spowodowane przez nią „szkody” zależeć będą od rodzaju materiałów radioaktywnych, jakie będzie ona zawierać (?).

Poprzedni prezydent USA, Barack Obama, był bardzo świadom zagrożenia, jakie mogłaby stanowić broń atomowa czy też nawet tylko „brudne bomby” w rękach „dżihadystów”… A prezydenta Donalda Trumpa chyba na pewno niepokoi fakt, że wroga Zachodowi Korea Północna stale kontynuuje swe zbrojenia nuklearne…

Nie można chyba do końca!!! wykluczać, że może mieć czy z czasem mieć różne kontakty np. z terrorystami (???).

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 22 marca 2017 r.

Utworzono 22 marca 2017 przez Red. VP

Przyjezdny z Warszawy uważa, że „polski Paryż” podupadł. Przed pobytem we Francji odwiedził Londyn. Tam jego zdaniem Polonia nadal – jak mówi – „kwitnie”! Szereg godnych uwagi polskich lokali, no i rzecz jasna dynamiczne, często przepełnione, wysokiej klasy ośrodki POSK, no i Ognisko – które poświęcają tyle uwagi wielkim tradycjom polskiej emigracji niepodległościowej oraz jej życiu intelektualnemu i artystycznemu, a także jego przedstawicielom, takim jak np. Marek Żuławski (1908 -1985) i inni… Jak podkreśla ów przyjezdny z Warszawy, poczuł się w Ognisku wielce wzruszony gdy usłyszał, że mniej więcej zapewne 20-letni student z Krakowa pytał tam o stolik Generała Andersa… Ów czytelnik wychwala też POSK – londyńsko-polski ośrodek społeczno-kulturalny, gdzie „tyle się dzieje”…

Natomiast stwierdza, że w Paryżu „ciekawe spotkania” mają miejsce tylko w Bibliotece Polskiej. Przed laty można było tanio i w bardzo polskiej atmosferze zjeść smaczny polski obiad w domu SPK na 20, rue Legendre. Działał też tam bar, w którym można było pogadać z rodakami… Dziś działa tam tylko czysto francuska restauracja… Zaraz po roku 1989 wiele ciekawych wieczorów organizował też polski dom kultury na rue Jean Goujon – teraz ów ośrodek już od lat zniknął…

Nie po raz pierwszy słyszę takie narzekania na to, iż „polski Paryż przestał tętnić życiem”… Nie mam też informacji, jaki może być dalszy los Domu SPK, ”Domu” (jak mało już kto pamięta) „imienia Generała Władysława Andersa”(???).

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 21 marca 2017 r.

Utworzono 21 marca 2017 przez Red. VP

Kilku czytelników zareagowało na mój wczorajszy dziennik uwydatniający potęgowanie się zagrożenia terrorystycznego oraz to, że terroryzm zapewne jest w trakcie stawania się współczesną formą wojny… Czytelnik z Krakowa pyta, jak długo będzie się gotować w europejskim tyglu i czy nie wytworzy się sytuacja wręcz rewolucyjna, a czytelnik z Warszawy jest zdania, że sfery kierownicze świata zachodniego przez swą nieco naiwną wiarę w „arabską wiosnę” przyczyniły się do pogrążenia szeregu krajów w otchłaniach zamętu, do zrodzenia się antyzachodnich ruchów „dżihadystowskich”, posługujących się terrorem…
Odpowiem stwierdzając, że rzeczywiście w krajach Europy można wyczuć nie tyle prądy rewolucyjne, ile wyraźne potęgowanie się znaczenia ruchów domagających się „całkowitej odmiany”, stawiających na „rządy silnej ręki”, wrogich dotychczasowemu kierownictwu Unii Europejskiej czy też nawet samej Unii ruchów często nacjonalistycznych, stawiających na wyjście ze strefy euro (we Francji tego przykładem jest znaczny wzrost wpływów Frontu Narodowego: zapewne jednak (?) Marine Le Pen nie zostanie prezydentem – jej program ekonomiczny, właśnie owa koncepcja wyjścia ze strefy euro niepokoi tak licznych tu „posiadaczy oszczędności”, tak zwanych ciułaczy…

Trudno odpowiedzieć na pytanie, do jakiego stopnia rządy biorą na serio zagrożenie, jakie stanowić mógłby np. terroryzm nuklearny. Jasne, iż z jednej strony należy być gotowym na najgorsze, z drugiej trzeba uniknąć siania paniki… Jedno pewne, cały szereg państw dysponuje znacznych wymiarów „instalacjami podziemnymi”… Już przed laty na polecenie Mao zbudowano ogromne podziemne „miasto-schron” pod Pekinem, które obecnie można zwiedzać. A słynna meksykańska firma architektoniczna „Bunker Arquitectura” opracowała plan 65-piętrowego mieszkalnego budynku podziemnego, oświetlanego przez potężny szklany i ochronny dach… W USA ci lub inni eksperci są zdania, że waszyngtoński „Biały Dom” winien stać się liczącą dziesiątki podziemnych pięter twierdzą… Obecny podziemny bunkier pod Wschodnim Skrzydłem „Białego Domu” to o wiele za mało…

Tak więc oczywiste, że zagrożenie, jakie stanowi terroryzm coraz to wyraźniej wpływa, i wpływać będzie, na te czy inne aspekty naszego życia… Czy i w jakim stopniu terroryzm – wedle poważnych futurologów przyszła forma wojny – wpędzi z czasem nasze miasta „pod ziemie”, na razie trudno przewidzieć!!

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 20 marca 2017 r.

Utworzono 21 marca 2017 przez Red. VP

Czytelnik pyta, dlaczego najwyraźniej obawiam się jakichś akcji terrorystycznych „dużego wymiaru”? Otóż po pierwsze liczę się z możliwością powtórki w zwiększonym wymiarze tego, co zaszło w USA 11 września 2001… Nie można wykluczać, że ci lub inni dżihadyści mają dostateczne środki finansowe, by starannie przygotować go i dokonać jakiegoś „ataku” np. na Waszyngton czy Moskwę, itd..; że mogą wyposażyć się np. w bronie chemiczne, czy też nawet „sfabrykować” albo tak lub inaczej zdobyć czy nawet (???) dostać od wrogów Zachodu bronie typu nuklearnego… A Daesz zapewne posiada „służby specjalne” zdolne dokonać tego typu akcji, także np. zamachów na Donalda Trumpa czy Wladimira Putina?

Do tego wśród skrajnie fanatycznych islamistów np. tu we Francji jest zapewne trochę ludzi młodych, nieraz kilkunastoletnich, czasem studentów (mowa była w prasie o jakimś (?) sfanatyzowanym „islamskim” studencie informatyki…), zapewne nieźle wykształconych, zdolnych zdobyć np. wiele informacji drogą internetową czy też nabywając te lub inne podręczniki bądź opracowania naukowe, po prostu takie lub inne książki… Tacy ludzie niewątpliwie są w stanie przygotować jakieś bardzo spektakularne zamachy…

Ogólnie biorąc, odnoszę wrażenie, że terroryzm to nowa forma wojny. To zjawisko o groźnych i nieobliczalnych skutkach, którego ogromne znaczenie nie jest jeszcze do końca zrozumiane. Bardzo powoli narasta świadomość, że terroryzm to problem wręcz kluczowy, narzucający konieczność przemyślenia na nowo zagadnień obrony i bezpieczeństwa krajów. Jest rzeczą oczywistą, że na dalszą metę nie można wykluczać zjawisk takich jak np. terroryzm nuklearny (?). Być może (???) ci lub inni fanatycy zdołają z czasem tak czy inaczej wyposażyć się, a może nawet sfabrykować broń typu nuklearnego…
Ponoć zdaniem niektórych specjalistów groźną bronią w rękach terrorystów mogą stać się również cyberataki…

Jednym słowem, rodzą się teraz zupełnie nowe zagrożenia. Trzeba ten problem póki czas uważnie przeanalizować. Przygotować dostosowany do tego, co czai się już tuż za rogiem plan obrony…

Celowo często poruszam tego typu tematy. Niepokoi mnie zbyt częsty – jeśli to tak można określić – „rutyniarski” sposób myślenia wielu czołowych mężów stanu świata zachodniego!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 19 marca 2017 r.

Utworzono 21 marca 2017 przez Red. VP

Centrowo-prawicowemu kandydatowi we francuskich wyborach prezydenckich, Franciszkowi Fillonowi – już formalnie oskarżonemu o fikcyjne zatrudnianie i opłacanie z państwowych pieniędzy członków swej rodziny – z kolei teraz zarzuca się też, iż jakiś „hojny przyjaciel” finansował mu u luksusowego krawca garnitury w cenie tysięcy euro…

Z miejsca skonstatuję, że w mym odczuciu, i w odczuciu pewnej liczby mych francuskich przyjaciół, chodzi tu o zarzuty w wypadku byłego premiera (Fillon był premierem w latach 2007-2012) jednak może trochę mało poważne… Jak stwierdza jeden z mych (mądrych) znajomych, „trochę dziwne, że premier czy nawet później były premier szedł na takie de facto jednak w jego przypadku „niesamowicie drobne” kombinacje… Zapewne były to nie tyle nadużycia, lecz raczej pewien brak czujności. Fillon zapomniał, że i na zimne trzeba dmuchać… Nie spostrzegł się, nie spodziewał się, że ktoś te w gruncie rzeczy mimo wszystko drugorzędne sprawy może wyciągnąć, i z igły zrobić widły… Pewien bankowiec mówi mi z kolei: Wszak premierów w różnych krajach czasem się podejrzewa o idące w grube miliony konszachty czy kombinacje z wielkimi firmami… Ale te rzekome nadużycia Fillona to drobniutka jednak sprawa…
Skądinąd zdaje się, iż jakieś zarzuty dotyczące tego, że rzekomo – powtarzam, rzekomo – zaniżył on wartość swego majątku w oficjalnej deklaracji, lansuje się teraz przeciw Emmanuelowi Macron, niezależnemu („lewe centrum”) kandydatowi mającemu teraz wedle sondaży największe szanse na zostanie prezydentem… Zarzuty dotyczące też zaniżenia wartości jej majątku, oraz opłacania nielegalnie z funduszy Parlamentu Europejskiego dwóch swych pracowników wysuwane są przeciw Marine Le Pen…

Otóż odnoszę wrażenie, że wszystko to, te nagonki i coraz to nowe oskarżenia zaczynają jednak wielu ludziom – powiedziałbym – „dawać na nerwy”… Jak stwierdza pewna wybitnie inteligentna francuska naukowiec-politolog, z którą ostatnio miałem okazję rozmawiać: Za dużo gadania o tym wszystkim, a za mało o programie. Wszak sytuacja jest trudna. Sytuacja gospodarcza nadal zła… Do tego, za rogiem być może (???) czai się naprawdę groźny terroryzm. Dżihadyści pokonani w Syrii i w Iraku zagrażają także wielu krajom „Czarnej Afryki” oraz nawet Algierii… Ogólnie biorąc, idzie niebezpieczne nowe… O tym trzeba dyskutować, a nie o tym kto zakupił Panu Fillonowi drogie ubranie, czy też czy Pan Macron jest bardziej czy mniej bogaty, lub z jakich funduszy Pani Le Pen opłaca swą sekretarkę czy ochroniarza… Rozmówczyni ta kończy swą wypowiedź moim zdaniem przesadnym atakiem na francuskie środki masowego przekazu, którym zarzuca poświęcanie zbyt wiele uwagi drugorzędnym bzdurom, niedostrzeganie ogromu współczesnych zagrożeń, a także np. tego, że znaczenie Europy w świecie stale maleje, że technicznie cofa się, nie unowocześnia się, nie wykazuje się wynalazczością…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 18 marca 2017 r.

Utworzono 18 marca 2017 przez Red. VP

Należy – zdaniem rzeczowawców – w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę na znaczne koszty spowodowane dzisiejszym zajściem na lotnisku w Orly, w czasie którego patrol sił zbrojnych działający w ramach mającej na celu ochronę przed terrorystami tak zwanej „operacji sentinelle (warta)” zastrzelił osobnika, który jednego z członków patrolu żołnierza-kobietę wywrócił i zabrał jej karabin Famas… Nie będę tu opisywał przebiegu tego całego wydarzenia… Co najważniejsze, że w jego wyniku na kilka godzin zamknięto lotnIsko czy jego część, odwołano dziesiątki przylotów i odlotów…. zrodził się spory zamęt, pasażerowie byli zdezorientowani, opóźnieni w swych podróżach, dość „spanikowani, nie do końca wiedząc co zaszło”. Wszystko to spowodowało znaczne koszta! Jedno pewne: już sama groźba terroryzmu „niesie w sobie duże obciążenia finansowe”…

A skądinąd rzetelnych rzeczoznawców („zdarzają się czasem i tacy” – jak mawiał mój Dyrektor i przyjaciel, opiekun i nauczyciel w dziedzienie techniki zdobywania prawdziwych informacji, Jan NOWAK-JEZIORAŃSKI) ponoć jednak dość poważnie niepokoi potęgowanie się napięć między USA a Północną Koreą… A Ja myślę, iż nie można jednak chyba do końca wykluczać, że Korea Północna, że jej ambitny i młody dyktator, tak nienawidzący i „zapewne osobiście obawiający się teraz Stanów Zjednoczonych” po cichu dostarczy jakimś isiamskim terroystom tej lub innej „broni atomowej… ? Jedyna nadzieja w tym, że Chiny – jak zwykle ostrożne – do tego nie dopuszczą (???). Ale rozwaga nakazuje być zawsze przygotowanym na najgorsze!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 17 marca 2017 r.

Utworzono 18 marca 2017 przez Red. VP

Grająca pozytywną rolę w prezentowaniu w Paryżu (stolicy kulturalno-artystycznej Europy i nadal w pewnej mierze świata) sztuki polskiej GALERIA ROI DORÉ w dniu 16 marca otwarła mającą trwać do 15 kwietna br. wystawę prac malarki Justyny TUHY urodzonej w roku 1956 w Katowicach, absolwentki tamtejszego wydziału grafiki, od lat wielu pracującej w Niemczech. Można zapewne przypuszczać, że śląskie pochodzenie wywarło wpływ na twórczość tej wielkiej artystki – na wskroś nowoczesnej, lecz równocześnoe w swej stylistyce niefiguratywnej umiejącej zachować autentyczny kontakt z bardzo współczesną rzeczywistością!!! Na przykład – jak zdaje się wynikać z ważkiej wypowiedzi Piotra Błońskiego – w pewnym momencie Justynę Tuhę olśnił i zaistniał ciekawie w jej twórczości paryski bilecik do metra…

Kilka dni temu w mych dziennikach wspominałem o Auguście Zamoyskim, rzeźbiarzu zwanym polskim Rodinen, artyście związanym z Brazylią oraz w piewszym rzędzie z Francją, zmarłym we Francji 19 maja 1970 w Saint-Clar-de-Rivière, gdzie przez 10 lat (1960-1970) mieszkał i miał swą pracownię rzeźbiarską. Przypominam, że – jak mnie ostatnio poinformował Wojciech Sikora, prezes Instytutu „Kultury” w Maisons-Laffitte – za jakiś czas ukaże się bardzo godna uwagi korespondecja Jerzego Giedroycia z Augustem Zamoyskim…

Nieznany mi czytelnik zwrócił sie do mnie telefonicznie z pytaniem, na które nie byłem w stanie dać odpowiedzi! Czy w Polsce, np. w Zamościu jest muzeum Augusta Zamoyskiego, tego polskiego Rodina…? Dodał coś w tym duchu: „Wszak Paryż posiada przepiękne muzeum Auguste’a Rodina w samym centrum miasta, w jego 7. dzielnicy w pałacu Biron na rue de Varenne… Poza tym, w Meudon pod Paryżem la Villa des Brillants – dom, który Rodin dla siebie zakupił w roku 1895 – jest także muzeum. Można tam zwiedzać między innymi jego pracownię oraz zapoznać się z jakże specificzną atmosferą domu tego genialnego artysty…” Na tym się ta krótka rozmowa przerwała!!!

Zdjęcia z wernisażu Justyny Tuhy, 16.03.2017, AP

Komentarzy (0)



czwartek, 14 listopada, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART