'Taguj' blogi | "Polonia w Paryżu"

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 4 lipca 2018 r.

Utworzono 24 lipca 2018 przez Red. VP

We wczorajszym dzienniku pisałem o walce o „więcej Francji w Polsce i Polski we Francji!”. Rzuciłem hasło współpracy polskich i francuskich liceów. Apelowałem do mego dawnego liceum w Kościanie, do jego kierownictwa, do związku absolwentów (do Pani Albińskiej), rzecz jasna także do tak mi drogiego wicedyrektora Wojciecha Morawskiego o zatelefonowanie w tej sprawie do sekretariatu Radcy Stanislasa PIERRETA w Ambasadzie Francji w Warszawie (trzeba się pośpieszyć, bo niezadługo opuszcza on Warszawę), o znalezienie dla naszego liceum w Kościanie dobrego PARTNERA we Francji! Takie UMOWY MIĘDZY POLSKIMI I FRANCUSKIMI LICEAMI WINNY SIĘ MNOŻYĆ. W POLSKICH LICEACH WINNY POWSTAWAĆ KLASY NAUCZANIA FRANCUSKIEGO! STARE, KRÓLEWSKIE MIASTO KOŚCIAN, MIASTO Z, KTÓRYM TAK PRZEZ DŁUGIE LATA ZWIĄZANI BYLI WYBITNI UMACNIACZE PRZYJAŹNI POLSKA-FRANCJA, NP. AMBASADOROWIE ALFRED CHŁAPOWSKI I KAJETAN MORAWSKI, TAKŻE W PEWNYM OKRESIE ulubiony OFICER ORDYNANSOWY NAPOLEONA, DEZYDERY CHŁAPOWSKI („czupurny Dezyderek” – samo też winno pod hasłem współpracy, także i gospodarczej wejść w umowę z jakimś odpowiednim francuskim miastem! Apeluję w tej sprawie do licznych w naszym regionie przyjaciół Francji, do Pani Jęcz, do rodu Kuźmińskich, itd., itd.

RZECZ W TYM, BY WE FRNCJI ZNALEŹĆ DYNAMICZNE MIASTO SKŁONNE NA SERIO WZIĄĆ SIĘ ZA MODELOWĄ WSPÓŁPRACĘ Z KOŚCIANEM, ZA ROZDUDOWĘ WSPÓŁPRACY KULTROWEJ, LECZ TAKŻE I WYMIANY HANDLOWEJ I GOSPODARCZEJ Z TYM STARYM POLSKIM KRÓLEWSKIM, NIEGDYŚ GRODEM.

OBECNOŚC CORAZ TO WIĘKSZEJ LICZBY TAKICH SPRZĘŻONYCH Z FRANCUSKIMI MIASTAMI POLSKICH MIAST TO SPRAWA WIELKIEJ WAGI. I DLA POLSKI, I DLA FRANCJ, I NAWET DLA UNII… To byłby jednak chyba mały, lecz istotny krok NAPRZÓD W BUDOWIE ZWARTEJ I BEZPIECZNEJ EUROPY.

Takie posunięcia mają szczególną wagę dziś, gdy to pewne obce siły – jak mi się zdaje – nie chcą dopuścić do dalszego jednoczenia się Europy. Gdy BYĆ MOŻE WSPOMAGAJĄ ONE TAK CZY INACZEJ BREXIT, I KTO WIE, CZY NIE SEPARATYSTÓW KATALOŃSKICH. Być może sprytnie PODSYCAJĄ ONE OGIEŃ EUROPEJSKICH NAJRÓŻNIEJSZYCH SPORÓW – w każdym razie ja, stary ekspert, mocno odnoszę czasem takie wrażenie!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 3 lipca 2018 r.

Utworzono 24 lipca 2018 przez Red. VP

Dziś pragnę się zająć kluczową w mym pojęciu sprawą! Walką pod hasłem WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI!! Jako pierwszy krok w tej dziedzinie widz budowanie „ścisłej współpracy między pewną liczbą polskich i francuskich liceów”. Więcej niż dotychczas polskich liceów winno wyposażyć się w klasy języka francuskiego. Liczę w tej dziedzinie na panią Andrzejową JĘCZ, na Pana Kuźmińskiego, na Wojtka MORAWSKIEGO – wicedyrektora mego ukochanego liceum w Kościanie (chętnie uznaję pana Wojtka za mego krewnego – jak to dawniej mawiano – „przyjmuję go do herbu, za krewnego chcę uważać…”. Misja w Polsce mego przyjaciela Pierreta dobiega końca. Ważne więc, by jak najszybciej zadzwonić do jego sekretariatu we francuskiej ambasadzie w Warszawie, by z miejsca PUŚCIŁ W RUCH WSPÓŁPRACĘ liceum w Kościanie z jakimś DUŻYM PROWINCJONALNYM LICEUM WE FRANCJI.

Liczę, że sprawę poprą Wiadomości Kościańskie, a także RADIO MERKURY, oraz czasem docierający do Paryża znakomity GŁOS WIELKOPOLSKI!!!

Ziemia Kościańska, ojczyzna Generała Dezyderego CHŁAPOWSKIEGO (tak cenionego przez NAPOLEONA jego oficera ordynansowego – jak mawiał ów cesarz – „czupurnego Dezyderka”), ambasadorów Alfreda Chłapowskiego z Bonikowa, który przez lat kilkanaście (1924-1936) umacniał przyjaźń polsko-francuską, i Kajetana Morawskiego z Jurkowa – w październiku 1943 pierwszego ze wszystkich ambasadorów akredytowanych przy rezydującym wtedy w Algierze Rządzie Wolnej Francji, później przez ćwierć wieku ambasadora WOLNEJ POLSKI PRZY FRANCJI – ambasadora nieuznawanego, lecz TOLEROWANEGO, człowieka walczącego o Europę na francuskim sosie, to jest o Europę opartą na pięknych wartościach francuskiej kultury politycznej, takich jak kult wiedzy, tolerancyjność, umiejętność prowadzenia rozładowującego napięcie dialogu.

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 1 lipca 2018 r.

Utworzono 24 lipca 2018 przez Red. VP

Odnoszę wrażenie, że coraz to większą ilość ludzi „o niezłym wykształceniu” niepokoi MIECZ DAMOKLESA TERRORYZMU NUKLEARNEGO ZAWIESZONY NAD NASZYMI GŁOWAMI. Wedle uparcie krążących pogłosek, już swego czasu islamscy terroryści planowali w Belgii atak na jedną z elektrowni atomowych tego kraju. Nie jest do końca jasne, dlaczego w końcu do takiego zamachu nie doszło (???).

O ile wiem, rzeczoznawcy organizacji GREENPEACE są zdania, że nie można wykluczać możliwości jakiegoś ataku na tę czy inną siłownie jądrową krajów Zachodu, i także Rosji. Jasne, że taki atak mógłby być może mieć wysoce groźne skutki… Do ataków na elektrownie atomowe mogą służyć np. drony…

Upadek państwa islamskich skrajnych fanatyków w Syrii i w Iraku niestety skłania wielu zachodnich mężów stanu do BAGATELIZOWANIA TERRORYZMU!! Ponoć jedynie w Rosji w „sferach elitarnych” panuje do dziś mocne przekonanie, że islamscy fanatycy „coś po cichu przygotowują, mogą – poparci przez te czy inne państwa jeszcze próbować poważnie dobrać się także i Rosjanom za skórę. „Wódz” Tatarów Krymskich, Mustafa Dżemiliew jest ponoć zdania, że Putin chce owych Tatarów zastraszyć, zmusić do milczenia, przegonić z Krymu. Ów leader głosi ponoć, że dziś na Krymie gorzej niż za Stalina. (Dodam tu, że polscy Tatarzy prowadzą dość szeroką akcję charytatywnej pomocy krymskim współbraciom).

Zdaniem specjalistów, jednak główne zagrożenie terrorystyczne dla Rosji stanowią nie Tatarzy, lecz inne ludy fanatycznie muzułmańskie federacji rosyjskiej… Owe ludy niewątpliwie są w kontakcie z TAJNYNYMI GRUPAMI BLISKOWSCHODNICH FANATYKÓW ISLAMU… Być może mają ukrytych sojuszników także i w Turcji…

Do tego wiadomo, że mimo upadku ich państwa, konspiracje wywodzące się z owego tak zwanego DAESH-u nadal prowadzą propagandę internetową, „propagandę odwetu i terroru” – jak czasem się to określa, i nadal mają, jak się zdaje, spore środki (…).

Co do zagrożenia terroryzmem atomowym, chyba byłoby lekkomyślnie na 100% wykluczać, że służby tych czy innych państw ziejących nienawiścią do Zachodu (i także do Rosji /?/), mogą tak czy inaczej dopomóc skrajnym islamskim konspiracjom (???). Dodam, że zapewne rzeczą niepokojącą jest, że czasem na lep propagandy skrajnych islamistów idą też np. islamscy studenci nauk ścisłych!! No i eksperci Greenpeace mają zapewne rację, gdy głoszą jak niebezpiecznymi mogą się okazać tak trudne gdy chodzi o ochronę np. przed dronami (???) nasze siłownie jądrowe. W tej dziedzinie nie wolno nam zapominać o wypadku, jaki miał miejsce 25 kwietnia 1986 w CZARNOBYLU. Wtedy szło – jak podkreśliłem – o wypadek. Ale przecież takie wydarzenie zapewne można też sprowokować może np. przy pomocy (???) drona…

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 30 czerwca 2018 r.

Utworzono 23 lipca 2018 przez Red. VP

W bardzo różnych środowiskach Paryża pewne zainteresowanie jednak budzi mój projekt „puszczenia w ruch” szerokiej akcji umacniania przyjaźni polsko-francuskiej drogą zacieśnionej współpracy liceów obu tych bratnich krajów. Tak, idąc śladami mego ojca, walczę o rozwój związków Francja-Polska; boleję nad tym, że teraz ci lub inni, z tych czy innych powodów robią we Francji Polsce złą prasę, miotają przesadnymi zarzutami godzącymi np. w obecne polskie sfery rządowe. Jak mawiał mój ojciec, w interesie Polski leży Europa na francuskim sosie, to znaczy oparta na takich cechach jak kult wiedzy i kultury, wyrozumiałość i tolerancja… Nie trzeba też zapominać, że Francja otoczyła swego czasu przyjaźnią i opieką naszą pierwszą i drugą emigrację… Naszą drugą o wolność walczącą emigrację wydatnie wsparły USA, tworząc np. KOMITET i RADIO WOLNA EUROPA. Ale rola Francji w udzielanym nam wówczas poparciu też była olbrzymia. Tu – mimo nacisków i kalumnii „czerwonego” – działała tak wielkiej wagi KULTURA i Giedroycia Instytut Wydawniczy. Tu profesor Zygmunt Lubicz-Zaleski ocalił zwaną mickiewiczowską Bibliotekę Polską w Paryżu, którą PRL chciała zagarnąć, by ją przemienić w swój ośrodek propagandowy, podczas gdy od XIX wieku była ona ważnym w Paryżu centrum Wolnej Polskiej Myśli. Tu ożywioną działalność rozwijała mego ojca AMBASADA WOLNEJ POLSKI. A de GAULLE swego czasu ojca mego zapewniał, że ustroje komunistyczne muszą runąć, bo ustroje policyjne nie są na dłuższą metę przystosowane do życia…

Jedno też pewne. Przyjaźń POLSKO-FRANCUSKA jest ważnym elementem równowagi europejskiej, jest dziejową koniecznością… Tak więc musimy teraz dokładać wysiłków, by ROZŁADOWYWAĆ WSZELKIE NIEPOROZUMIENIA FRANCUSKO-POLSKIE. Nieprozumienia sztucznie i przesadnie podsycane przez ukrytych wrogów obu naszych narodów!!! Tak, my Polacy musimy odbudowywać przyjacielski dialog z Francją, rozładowywać wszystkie tak wyraźnie celowo przesadzone RÓŻNICE ZDAŃ. Gdzie dwóch się spiera, tam trzeci korzysta!!! Jedno pewne: należy z Francją znowu wrócić na drogę przyjacielskiego dialogu. Musimy też w pełni popierać FRANKOFONIĘ, rozwijać u nas naukę francuskiego, NO I BUDOWAĆ, ROZBUDOWYWAĆ DALEKO POSUNIĘTĄ WSPÓŁPRACĘ NP. FRANCUSKICH I POLSKICH LICEÓW!!!

PIŁSUDSKI MOCNO PODKREŚLAŁ PODCZAS KRYZYSU: STRZEŻCIE SIĘ AGENTUR!!! A dziś coraz to wyraźniej wyczuwam, że „ktoś” „mąci europejską wodę”, pcha np. do nieporozumień Francja-Polska, i tym samym osłabia jedność Europy. Spotkałem się z pytaniem, kto wspierał finansowo angielski BREXIT, kto wspiera separatystów katalońskich, kto w Europie mąci wodę i wspomaga niebezpieczne dla UNII w spory (???). Być może mamy do czynienia z jakąś antyeuropejską GRĄ. Zapewne tym czy innym zwarta i zgodna EUROPA JEST NIE NA RĘKĘ!!!

Jedno chyba pewne! Winniśmy przezwyciężać nieuniknione rzecz jasna spory, nie zezwolić, by narastały wewnątrzeuropejskie ostre niechęci… W naszym wspólnym ogólnoeuropejskim interesie stawiajmy na ogólnounijny dialog… Nie dajmy się skłócić. Nasze kłótnie, nasza nieumiejętność budowania przyjacielskiego dialogu z innymi krajami UNII służy tylko tejże UNII WROGOM I KONKURENTOM!!!

Kończąc, dodam, że warto, by cały ten jednak groźny na dłuższą metę dla UNII problem przemyśleli francuscy działacze europejscy. Na przykład dawni przyjaciele Jerzego Jankowskiego, działaczy i ruchów Wspólnota Francusko-Polska, oraz la FEDERATION… Liczę, że ludzie tacy jak Joël BROQUET, Christophe JUSSAC, Barbara MIECHOWKA, Roman CZAJKA oraz ich wpływowi przyjaciele, zorganizują jakiś poświęcony tej sprawie UNIVERSYTET LETNI…

Komentarzy (0)

Tags: , , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 29 czerwca 2018 r.

Utworzono 23 lipca 2018 przez Red. VP

Kilka ech poniedziałkowego spotkania w Ambasadzie RP w Paryżu z profesorem Rafałem HABIELSKIM – spotkania dotyczącego mających (WRESZCIE) chyba już za kilka miesięcy ukazać się wspólnym nakładem MSZ-u i IPN-u tajnych raportów mego ojca Kajetana Dzierżykraj- Morawskiego (Kademora), ambasadora legalnego Rządu RP w Londynie przy Francji od października 1943 do końca lat sześćdziesiątych (po cofnięciu przez Francję uznania w lipcu 1945 legalnemu rządowi RP w Londynie, ambasadora „TOLEROWANEGO, lecz nieuznawanego oficjalnie). Te raporty rzucają nowe, niekiedy wręcz rewelacyjne światło na dzieje drugiej polskiej wielkiej emigracji politycznej we Francji… Jak dotąd, pewne uważające się za postępowe czynniki, czynniki teraz wrogie obecnemu kierownictwu Polski, skutecznie hamowały publikacje tych tak autentycznych dokumentów uwydatniających wiele kluczowych aspektów walki o wolność Polski prowadzonej przez czasem celowo i niesłusznie lekceważoną przez ludzi PRL-owskiego chowu DYPLOMACJĘ EMIGRACYJNĄ… Dodam, że wagę tych raportów w pełni doceniał Jerzy GIEDROYC.

W czasie owego spotkania w Ambasadzie RP wyświetlono także 2 filmy laureata wielu nagród, Piotra Morawskiego… Film o mym ojcu i film o mnie, INWALIDZIE ZIMNEJ WOJNY.

Jeden w uczestników owego spotkania w Ambasadzie RP w Paryżu, krajowy intelektualista jest zdania, że jest ogromnej wagi, by obecnie nawiązywać do tradycji KADEMORA – tego przeciwnika Becka, i zwolennika mocnych związków Polska-Francja, oraz – jak mawiał – Europy na francuskim sosie, by polepszać obecnie nie najlepsze stosunki polsko-francuskie… Ów rozmówca jest zdania, że trzeba pilnie się przeciwstawić obecnie rozwijanemu we Francji „przez wiadome koła kampanii oczerniania obecnych postaw Polaków i wybranego przez nich rządu”… Dobrze wiadomo, kto prowadzi „tę nieco dziwaczną nagonkę”… Są to sfery wpływowe i rzekomo „postępowe”…

Inny rozmówca jest zdania, że niestety cofa się w Polsce znajomość języka francuskiego, a przecież – jak mawiał Kajetan Morawski – Polacy winni być ściśle z Francją związani, walczyć o „ową Europę na francuskim sosie”, opartą o wielkie wartości francuskiej, tolerancyjnej i wolnościowej kultury politycznej…

W pełni popieram ten punkt widzenia! Ostatnio Stowarzyszenie Absolwentów Liceum w Kościanie nadało mi zaszczytny tytuł swego członka honorowego. Pozwalam sobie zaapelować do tego LICEUM o zawarcie przez nie umowy o współpracy z jakimś francuskim dużym LICEUM. Radzę, by zwróciło się np. do radcy Stanislasa PIERRET w Ambasadzie Francuskiej w Warszawie o znalezienie francuskiego liceum skłonnego do podjęcia takiej AMBITNEJ, „MODELOWEJ” współpracy!!!

Skądinąd wzywam też Joëla Broquet, do poinformowania organizmów FRANKOFONII o mym planie podjęcia takiej obejmującej wiele polskich i francuskich LICEÓW AKCJI pod hasłem WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI. Liczę w tej dziedzinie na LA COMMUNAUTE FRANCO-POLONAISE, na Prezesa JUSSACA, na panią profesor Barbarę MIECHÓWKĘ, na prezesa Romana CZAJKĘ… Tak, musimy w tej dziedzinie dokonać PRADZIWEGO PRZEŁOMU!!! TO SPRAWA OLBRZYMIEJ WAGI DLA POLSKI I DLA CAŁEJ EUROPY.

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 26 czerwca 2018 r.

Utworzono 23 lipca 2018 przez Red. VP

Wczoraj w przepięknych salonach Ambasady RP w Paryżu odbyło się spotkanie dotyczące mego ojca, przez ćwierć wieku ambasadora polskich władz na wychodźstwie w Londynie przy Francji!!! Najprzód w październiku 1943 pierwszego ze wszystkich ambasadorów akredytowanych przy rządzie Wolnej Francji, wówczas jeszcze przebywającym w Algierze. Później, po cofnięciu przez Francję uznania władzom RP rezydującym w Londynie, nieuznawanego lecz tolerowanego ambasadora Wolnej Polski w Paryżu. Spotkanie dotyczyło też mnie – inwalidy wojny i zimnej wojny, b. korespondenta INFORMACYJNEGO („szpiona”, jak mawiali PRL-owcy) RWE!!! Zaprezentowano opatrzone francuskimi podtytułami filmy o mym ojcu i o mnie (dzieła świetnego reżysera Piotra Morawskiego, laureata wielu nagród…).

Spotkaniu przewodniczył minister pełnomocny RP w Paryżu, Tomasz Majchrowski. A całe to spotkanie świetnie zorganizował attaché prasowy ambasady, Michał Dobosz.

O przygotowywanych przez niego do druku (w IPN) tajnych raportach Kajetana Morawskiego, zdających sprawę z życia i działań polskiej emigracji politycznej, raportach dla władz RP w Londynie – ciekawie mówił słynny dr hab. Rafał HABIELSKI, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, uchodzący za jednego z najlepszych w Polsce znawców polskiej historii najnowszej, autor prac naprawdę dużej wagi. Wskazał on na znaczenie tych wielce obiektywnych, niekiedy rewelacyjnych tajnych raportów Ambasadora Morawskiego… W czasie tego spotkania Anna z Dzierżykraj-Morawskich admirałowa Mesnetowa odczytała piękny list kondolencyjny, jaki po śmierci mego ojca do mnie napisała Generałowa de Gaulle (Generał de Gaulle wówczas już nie żył).

Na zakończenie ja zabrałem głos. Po pierwsze, by podziękować ambasadzie RP w Paryżu za zorganizowanie tego spotkania, dotyczącego tak znienawidzonej niegdyś przez PRL, a obecnie mało cenionej przez wrogie pewnym polskim „przedwrześniowym tradycjom” kręgi polityczne AMBASADY WOLNEJ POLSKI. Złożyłem hołd pamięci mego ojca i owej ambasady Wolnej Polski współpracowników, np. radcy Tadeuszowi Parczewskiemu oraz mego ojca kolejnym następcom, to jest Władysławowi hr. Ponińskiemu, Xaweremu hr. Reyowi i Jerzemu Ursyn-Niemcewiczowi, już nie ambasadorom Wolnej Polski, lecz Delegatom Legalnego Rządu RP. Podkreśliłem, że spośród współpracowników tej dyplomacji Wolnej Polski w Paryżu żyją jeszcze tylko 2 osoby: Wirydianna z hr. Raczyńskich hr. Reyowa, no i ja.

Następnie złożyłem me podziękowania Zarządowi Dzieła św. Kazimierza w Paryżu oraz tego zarządu Prezesom, hr. ORŁOWSKIEMU, oraz rzecz jasna KIERUJĄCYM tym Zakładem ZAKONNICOM (za przyjęcie mnie – INWALIDY WOJNY I ZIMNEJ WOJNY – do tego Domu Opieki… Tak, złożyłem hołd szlachetnym i tak sprawnym w swej opiece nad starcami owym Polskim Siostrom SZARTKOM. Prawdziwym Polkom w najlepszym tego słowa znaczeniu. Dodam, że na owo spotkanie mnie, nieco chorego, przywiozły dwie siostry szarytki: Regina i Katarzyna!!!
Czując się jakby spadkobiercą tradycji owej ambasady Wolnej Polski, złożyłem hołd Francji i Francuzom, którzy w naszym boju o Wolną Polskę nam pomagali: Generałowi de Gaulle’owi, Jeanowi Laloy z Quai d’Orsay, Gastonowi Palewskiemu, André Voisin, Robertowi Schumanowi, Robertowi Rochefort, Jean-Lucowi Schaffhauserowi, jakże zasłużonemu Joëlowi BROQUET, i innym…

Kończąc, złożyłem jeszcze najwyższy hołd pamięci pani prezydentowej Marii z Mackiewiczów KACZYŃSKIEJ oraz jej współpracownicy, dyrektor Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej. Obie te wysoce patriotyczne damy – w przeciwieństwie do wielu innych (!!!) – wysoko ceniły i otaczały opieką nas, bojowników walczącej z komuną POLSKIEJ EMIGRACJI POLITYCZNEJ.

Tyle na dziś!!! Czekam na uwagi o tym spotkaniu. I na jego echa…

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 20 czerwca 2018 r.

Utworzono 06 lipca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta: Jak wynika z książki Teresy Masłowskiej pt. ŁĄCZNIK Z PARYŻA. RZECZ O WETERANIE ZIMNEJ WOJNY (Leszno 2009), zaczynał Pan swą pracę w RWE od pisania raportów o sytuacji w kraju najprzód jako współpracownik Zygmunta Michałowskiego, później już samodzielnie jako etatowy korespondent . Pańskie raporty wysoko cenili zarówno Jan Nowak, jak i szef działu polskiego tak zwanej ewaluacji w RWE, Kazimierz Zamorski. No i choć później miał Pan inne zadania w RWE (rozmowy telefoniczne z krajem, słynne wywiady telefoniczne z Wałęsą i innymi), jak wynika z tekstów Zamorskiego, długo Pan kontynuował pisanie owych tajnych raportów. Jak wiadomo, praca korespondentów informacyjnych RWE szczególnie władze PRL irytowała. Skąd Pan miał takie nieraz ponoć rewelacyjne informacje o sporach w partii, o walce frakcji?

Moja odpowiedź prosta. Ci lub inni wpływowi działacze (dziś wymienię tylko dwóch: Konstantego Łubieńskiego i Jerzego Zawieyskiego) chcący w ten sposób pozytywnie oddziaływać na sytuację w PRL i będąc PEWNYMI mej dyskrecji, dostarczali mi sporo cennych informacji. Z reguły z zastrzeżeniem zachowania najwyższej tajemnicy co do źródła owych rewelacji. Ci lub inni partyjni, nawet członkowie KC czy biura politycznego, w ramach tak zwanej walki frakcyjnej podrzucali Nowakowi i także mnie wielkiej wagi dane. Jednemu z nich musiałem przysiąc, że nigdy – nawet po jego zgonie – nie ujawnię, że mnie informował. Po roku 1968 wiele bezcennych informacji dostarczyły nam ofiary czystek moczarowskich. Na przykład wielkiej wagi były oceny i informacje, jakie przekazał nam wysoce inteligentny ambasador Birecki. Z Monachium na długą rozmowę z nim przyjechali Jan Nowak i Tadeusz Żenczykowski. Rozmowa miała miejsce w wielkim paryskim hotelu. Ja ją protokołowałem – później już w naszym biurze do północy na maszynie ją spisywałem, by ów tekst o 8. rano móc dać Nowakowi i Żenczykowskiemu, którzy przedpołudniowym samolotem wracali do Monachium. Birecki w tej rozmowie między innymi np. ostrzegał nas, że SB ma w Rozgłośni Polskiej agenta (jak się później okazało, szło o Andrzeja Czechowicza). Niestety RWE nie wykorzystało tej informacji. W porę nie wykryto Czechowicza, który widocznie mądrze umiał się „kamuflować”…

Z oczywistych powodów KORESPONDENCI INFORMACYJNI RWE byli wrogiem numer jeden SB, która ponoć dostawała nagany z Biura Politycznego za to, iż partyjne tajemnice, echa walk różnych np. frakcji, dane o porażkach gospodarczych PR i o różnych wewnątrzpartyjnych aferach przeciekają do RWE, i – via RWE – do społeczeństwa… (W pewnym okresie Nowak podejrzewał, że nienawidzący Gierka Moczar, będąc szefem Najwyższej Izby Kontroli, pewne rewelacje o nadużyciach gierkowców nam podrzucał… (SB starało się różnymi metodami „niszczyć” co najlepszych spośród naszych korespondentów informacyjnych). W pewnym okresie najlepszym spośród nas był nasz ówczesny korespondent informacyjny w Zachodnim Berlinie, późniejszy dyrektor Rozgłośni Polskiej RWE. SB zmontowało z pomocą NRD jakąś bliżej mnie nieznaną „aferę obyczajową”… Miejscowe władze amerykańskie zażądały usunięcia Michałowskiego… Nowak – wysoko Zygmunta M. ceniąc – wybronił go, ale musiał przenieść go do Paryża. Ja, widocznie uważany przez SB też za „niebezpiecznego wroga”, straciłem możliwość uzyskania stypendium doktoranckiego Komitetu Wolnej Europy na studia politologiczne w USA, jak już nieraz pisałem, w kilka lat później (gdy RWE powierzyło mi wymagające pełnego zaufania stanowisko KORESPONDENTA INORMACYJNEGO w Paryżu), zapytałem pewnego „personalnego” Amerykanina z RWE, jak to możliwe – przecież kilka lat wcześniej nie dano mi stypendium w wyniku donosu, że jestem homoseksualistą i że w roku 1945 byłem w Kościanie (mając 15 lat !) groźnym komunistą… Ów Amerykanin powiedział mi wówczas, żebym się tą sprawą nie zajmował. To był zapewne donos Z TAMTEJ STRONY… Później w Paryżu przez lata odbierałem telefony z pogróżkami, anonimy itd. Równocześnie – jak pisze np. płk. Waldemar Maszenda – „Rodziny (niektórych) pracowników RWE były szykanowane i zastraszane przez bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami”.

Tyle na dziś!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 18 czerwca 2018 r.

Utworzono 02 lipca 2018 przez Red. VP

Czytelnik mego dziennika, człowiek od lat świetnie wprowadzony w paryskie sfery prasowe i międzynarodowe, na wstępie prosząc o nieujawnianie jego nazwiska (jako były korespondent informacyjny, na wskroś znam ten problem) stwierdza, iż chociaż nie chce wdawać się w dotyczące oceny naszych dyplomatów polemiki, to jednak wydaje mu się być rzeczą dość ewidentną, że polska dyplomacja emigracyjna liczyła w swych szeregach o wiele więcej jednostek pierwszoplanowych i na wysokim poziomie niż dyplomacja PRL-u. Niewątpliwie światowej klasy postacią był Edward Bernard hr. Raczyński, który np. kierując w Londynie polskim MSZ-em w rządzie Generała Sikorskiego w dniu 10 12 1942 poinformował w specjalnym raporcie – opartym na obszernej dokumentacji przywiezionej z Polski przez Jana Karskiego – alianckie rządy i światową opinię publiczną o OGROMIE niesamowitej w swym rozmiarze hitlerowskiej zbrodni holocaustu. Wielu historyków żydowskich i innych narodowości podkreśla wagę RAPORTU RACZYŃSKIEGO – dokładnie odsłaniającego całą prawdę o tej zbrodni i jej kolosalnym wymiarze. Edward Raczyński odgrywał później też znaczną rolę w Międzynarodówce Liberalnej; w pewnym okresie był (w latach powojennych w Londynie) jej prezesem. W latach 1979-1986 był prezydentem RP na wychodźstwie. Założył on też Rogalińską Fundację Raczyńskich – jedną z największych polskich fundacji rodzinnych, bogatą przepięknym zamkiem w Rogalinie i ogromną kolekcją dzieł sztuki, związaną z Muzeum Narodowym w Poznaniu… Jednym słowem, był postacią wielkiej, polskiej i także międzynarodowej, miary… Był autorem szeregu książek…

Trudno wyliczać wszystkich czołowych dyplomatów drugiej wielkiej emigracji. Wypada jednak wspomnieć np. o mającym ogromne stosunki Józefie hr. Potockim – ambasadorze Wolnej RP w Madrycie, człowieku cenionym przez generała Franco, oraz związanym więzami autentycznej przyjaźni z Prezydentem USA Kennedym. Nie można też pominąć ambasadora Kazimierza Papee, który przez długie lata reprezentował Wolną Polskę w Watykanie… Postacią dużej klasy – stwierdza ów czytelnik – był też Kajetan Dzierżykraj-Morawski, w MSZ-cie zwany Kademorem, kierownik MSZ-u w obalonym zamachem majowym rządzie Witosa, a w październiku 1943 pierwszy ze wszystkich ambasadorów przy rządzie Wolnej Francji rezydującym jeszcze w Algierze… (Rząd RP na wychodźstwie w Londynie pierwszy ze wszystkich uznał ów francuski rząd, wtedy jeszcze kierowany przez generałów de Gaulle’a i Giraud). Kajetan Morawski był do końca 1944 dziekanem korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy francuskim rządzie, z tego wynikały pewne „trudności” z ambasadą ZSRR.

Po cofnięciu przez Francję w lipcu 1945 uznania rządowi RP w Londynie, Kademor – któremu Francuzi zachowali status dyplomatyczny ad personam – był do końca lat sześćdziesiątych (do swego przeniesienia się do Domu Spokojnej Starości w Lailly-en-Val) nieuznawanym, lecz tolerowanym ambasadorem Wolnej Polski we Francji… Sporo pisał, np. swe rewelacyjne tajne raporty dla władz emigracyjnych w Londynie, jest także autorem kilku książek. Zasiadał w Pen Clubie… Jak w liście kondolencyjnym po zgonie Kademora w Lailly pisała Generałowa de Gaulle, ten generał miał „pour l’Ambassadeur Morawski une grande estime et une affection sincère’’. Czołowym emigracyjnym dyplomatą był też minister Tadeusz Romer, były osobisty sekretarz Romana Dmowskiego (rok 1919), były ambasador w Tokio i później w Moskwie, minister spraw zagranicznych w rządzie Mikołajczyka (lipiec 1943 – 24 11 1944), po wojnie wybitny współpracownik Mc Gill University oraz prezes Polskiego Instytutu Naukowego w Kanadzie (1963-1978).

Ów mój czytelnik podkreśla, że mógłby wymienić jeszcze kilku zgoła wybitnych dyplomatów emigracyjnych!!!! Co do MSZ-u PRL, to choć można było zgadzać się lub nie z jego koncepcjami (po części dyktowanymi przez ZSRR), pewną klasę niewątpliwie miał Adam Rapacki. W Paryżu niektórzy Francuzi, i ponoć nawet wysoko postawieni gaulliści cenili Stanisława Gajewskiego, „reżymowego” ambasadora w Paryżu w latach 1954 -1961. A co do warszawskiej centrali MSZ-u PRL, to niektórzy ambasadorowie Francji uważali, że pewną klasę i obycie ma wiceminister Józef Winiewicz, ale był to – jak to się wówczas podkreślało – człowiek formacji przedwojennej…

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 17 czerwca 2018 r.

Utworzono 17 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta: Co Pański ojciec sądził o katastrofie gibraltarskiej z początku lipca 1943, o tragicznym zgonie Generała Władysława Sikorskiego? Ojciec mój – wówczas sekretarz generalny (przy ministrze Edwardzie Raczyńskim) w Londynie MSZ-u Rządu RP – podkreślał (już później np. w Paryżu), że jedno pewne: zgon Sikorskiego był bardzo Stalinowi na rękę. Rzecz w tym, że międzynarodowy autorytet Sikorskiego był wielki, do tego był on jakby symbolem międzynarodowej walki z Hitlerem, wydźwięk jego nazwiska był w całym świecie ogromny… Na pewno nie byłby on w stanie zapobiec zagarnięciu Polski przez Stalina. Ale gdyby żył, aliantom byłoby jednak bardziej niezręcznie „puścić go, i tym samym Polskę w trąbę…”. Do tego trzeba pamiętać, że ponoć wówczas w Gibraltarze szefem brytyjskich służb bezpieczeństwa był sowiecki agent Kim Philby, który o wiele później, w styczniu 1963, uciekł do Moskwy, gdzie umarł dopiero w roku 1988… W swej wydanej w roku 1968 roku książce „My Silent War” nie wyjaśnia on sprawy zabójstwa Sikorskiego. Jednak – dodam od siebie – nie można wykluczać, że z czasem rosyjscy historycy dobiorą się do jego „papierów”, i ogólnie do tajnych danych o Philby’ym (?). Swego czasu Rosjanie jednak ujawnili prawdę o egzekucjach katyńskich; może z czasem – jak wiadomo, rzetelni i wścibscy historycy rosyjscy – odkryją prawdę o śmierci Sikorskiego??? Jak na razie KGB dopuściło historyków ponoć tylko do części „dokumentacji Philby’ego”…

Innym aspektem sprawy jest ponoć to, że Generał Sikorski będąc w czerwcu 1943 na Bliskim Wschodzie tam PONOĆ otrzymał (od kogo ?) dokumenty mówiące prawdę o zbrodni katyńskiej, i rzekomo wiózł te dokumenty do Londynu!!! Jak wiadomo, prawda o sprawie katyńskiej była Stalinowi bardzo nie na rękę…, miała godzący w ZSRR wydźwięk polityczny…

Jednym słowem, dla ZSRR „dobrze się złożyło”, że cieszący się tak wielkim autorytetem międzynarodowym Sikorski śmierć poniósł 4 7 1943 w Gibraltarze.

Kończąc, dodam, że zdaniem mych znających obecną Rosję francuskich przyjaciół PĘD KU PRAWDZIE MŁODYCH ROSYJSKICH HISTORYKÓW JEST TERAZ DUŻY. Młodzi rosyjscy badacze dziejów swego kraju chętnie też teraz współpracują z cudzoziemskimi uczonymi… Nie wykluczam więc, iż być może dotrą oni do jakichś radzieckich tajnych naświetleń związanych z Philby’ym i śmiercią generała Sikorskiego. Jedno chyba jasne: nie można jednak całkowicie wykluczać, że w owych archiwach z czasem znajdzie się coś ciekawego na ten temat. Naturalnie, w danej chwili nie dysponujemy danymi zezwalającymi na rzeczywistą ocenę sytuacji. Na razie możemy tylko formułować hipotezy. No i jeszcze jedno. Niewątpliwie w interesie braterstwa Słowian i zbliżenia Polska-Rosja leży, by we wszystkich dramatycznych „sprawach spornych” ujawniać CAŁĄ PRAWDĘ! Wszak ujawnienie prawdy o mordzie katyńskim odegrało w w stosunkach obu naszych narodów rolę wysoce pozytywną. Ja, i zapewne inni Polacy, jesteśmy wdzięczni Rosjanom za ujawienie tej zbrodni Stalina!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 15 czerwca 2018 r.

Utworzono 15 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik podkreśla, że „oczywiście PRL-owscy MSZ-owcy traktowali per noga dyplomację emigracyjną, i nie dopuścili do tego, aby minister Krzysztof Skubiszewski nadał po upadku tak zwanej Polski Ludowej owym przedstawicielom rządu RP na wychodźstwie w Londynie status dyplomatów honorowych RP”. Rzecz w tym, że w ich oczach szło o przeżytek bez znaczenia przedwojennego reakcyjnego MSZ-u. Już od lat, owych PRL-owców wściekał fakt, iż Watykan przez długie lata, bodaj od roku 1972 (?), tak czy inaczej uznawał ambasadę Kazimierza Papee, a np. Hiszpania do roku 1968 – do zgonu jakże wybitnego Józefa Potockiego – poselstwo (ambasadę – wedle współczesnych określeń) w Madrycie… Ambasadę PRL w Paryżu irytował fakt, iż wielu wybitnych Francuzów przyjmowało ordery od przedstawiciela rządu RP w Londynie, ambasadora Kajetana Morawskiego (ordery „od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa”– pisał komunistyczny dziennik L’HUMANITÉ. Także np. to, że de Gaulle w roku 1963 (??) zaprosił ambasadora Kajetana Morawskiego z żoną na obiad do Pałacu Elizejskiego, i że wiadomość tę podała oficjalna agencja prasowa AFP… Wedle bodajże Palewskiego, de Gaulle’owi chodziło o to, by cała francuska administracja wiedziała, że ceni on Morawskiego…

Czytelnik dodaje, iż pewne polskie sfery lewicowe uważaja owych przedwojennych polskich dyplomatów za DYPLOMATOŁKÓW i reakcjonistów na 102… Rzecz jasna – ciągnie ów czytelnik – rzuca się w oczy, że Beck fałszywie oceniał sytuację. Wydarzenia jesieni 1939 go zaskoczyły, a to ponieważ Ciano mu powiedział w tajemnicy, że Hitler obiecał Mussoliniemu, że wojny przed kilku laty nie wywoła… Do tego jasne, że Beck – choć sam też był wojskowym – nie dostrzegł ogromu przewagi militarnej Niemiec, zaufał zapewnieniom Rydza, że armia polska potrafi przez pewien czas stawić czoła atakowi niemieckiemu, doczekać na taką czy inną pomoc Zachodu… Do tego Beck, być może błędnie informowany przez ludzi; być może na usługach Sowietów (???), nie przewidział radzieckiego ciosu w nasze plecy. (Ponoć są jakieś podejrzenia w tej dziedzinie /???/).

Czytelnik zastanawia się: Czemu tak mądry Piłsudski nasz MSZ powierzył Beckowi? Wszak byli mądrzejsi kandydaci na to stanowisko, np. Janusz Radziwił czy też Edward Raczyński… To zagadka. Wiadomo też, że Piłsudski mawiał, iż bez niego Polska nie da sobie rady (nikt nie wie, co to godne uwagi powiedzenie Marszałka znaczyło. Nikt nie wie, jak by on – gdyby żył – rozegrał sytuację (???). Czytelnik poleca w tej dziedzinie lekturę „opinii” Wacława Zbyszewskiego…

Komentarzy (0)



piątek, 17 sierpień, 2018

  • Pogoda w Paryżu


    18°C
    Pochmurno

    Dzisiaj:
    25°C / 13°C
     
    sobnieponwtośroczw
    27°28°27°28°29°28°
    14°17°16°16°16°15°
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART