'Taguj' blogi | "Montresor"

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 17 lipca 2018 r.

Utworzono 29 sierpnia 2018 przez Red. VP

Przed chwilą dostałem od jakże mi drogiej Wirydianny z hr. Raczyńskich hr. Xawerowej Reyowej, córki b. Prezydenta RP na wychodźstwie, Edwarda hr. Raczyńskiego (który był – obok Józefa hr. Czapskiego Jana Nowaka, Józefa hr Potockiego, Kota Jeleńskiego, Jerzego ks. Giedroycia i kilku innych – czołową i naprawdę wysoce inteligentną postacią naszej drugiej wielkiej emigracji politycznej).
CENNY PODAREK: nowa książka o (od połowy XIX wieku polskim) zamku w Turenii w Motresorze. Idzie o książkę po francusku pt. MONTRESOR, UNE VIE DE CHATEAU pióra Laurence’a Bulle – wydawca La Geste – wiosna 2018 rok. Pani Bulle, znana i superdokładna pisarka nakreśliła bogato i znakomicie ilustrowany obraz dziejów Montresoru, tego zamku oraz tej miejscowości, oficjalnie uznanej za jedną z najpiękniejszych we Francji.

Szczególnie mnie zachwycają piękne, kolorowe zdjęcia obecnego „wnętrza” tegoż zamku, i np. zdobiących go obrazów. Między innymi ową książkę zdobią też „genealogiczne” zdjęcia rodu Reyów Branickich i Reyów – tych dziedziczących po Branickich, a pochodzących od słynnego Mikołaja Reya z Nagłowic („Polacy nie gęsi, też swój język mają”). Ileż pięknych zdjęć portretowych osób tak mi drogich: Marynci z hr. Potockich i Stasia hr. Reya, Wirydianny i Xawerego i Wirydianny, „Kitusia” Reyówny i jej męża, mego ciotecznego stryjecznego kuzyna, Sewera Morawskiego, itd., itd…

Tak, chodzi o książkę wielce godną uwagi. Świetnie też i nieraz kolorowymi zdjęciami ilustrowaną.

Kończąc, wspomnę, że w sferach wiernych tradycjom wielu krajów Europy PRESTIŻ MONTRSORU, tego jednego z rzadkich, zachowanych po dziś dzień „żywych nadal ośrodków pięknego bardzo stylu zachowywania się” JEST NAPRAWDĘ WIELKI. No i – jak ktoś mądry mawiał – „MONTRESOR TO ŻYWE MUZEUM EUROPEJSKIEJ ARYSTOKRACJI”.

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 16 września 2016 r.

Utworzono 16 września 2016 przez Red. VP

DSC02290Jest prawdą, że – jak by to najprościej powiedzieć – że powoli zaczynam zamykać mego życia rachunki! Składam hołd pamięci wspaniałych Polek, które dobrze mnie i moją walkę o kult emigracyjnej przeszłości, np. także mą miłośc do Domu w Lailly-en-Val, do tamtejszego cmentarza – rozumiały. Składam hołd pamięci Marii z Mackiewiczów Kaczyńskiej i Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej!

Cieszę sie z faktu, iż wybitny polski uczony, profesor dr Rafał Habielski interesuje się złożonym w zwanej Mickiewiczowską Bibliotece Polskiej na Wyspie Św. Ludwika w Paryżu – moim zdaniem z historycznego punktu widzenia rewelacyjnym (!) – archiwum mego ukochanego ojca i naszej AMBASADY WOLNEJ POLSKI. Raduje mnie, iż błyskotliwie inteligentna Ela Skoczek zbiera materiały, pisze o Józiu Czapskim, któremu ja tyle (!) zawdzięczam, który przed laty otworzył przede mną nowe horyzonty. Otaczał mnie i me lektury swą czujną opieką intelektualną. Dzięki niemu poznałem tylu ciekawych ludzi, np. Curzio Malapartego, Juliena Greena, Roberta de Saint-Jean, Jerzego Zawieyskiego, Jerzego Andrzejewskiego, Henryka Hollanda, Jamesa Burnhama (który jasno dostrzegał nadchodzący koniec komumizmu), a także np. Misię Sert (już wóczas niemłodą), Jeanne Hersch, Auberona Herberta, Józefa Zielickiego…

Ale pora, bym z kolei zaznaczył, iż obok mego ojca i Józia Czapskiego czołową rolę odegrał Jan Nowak, mój Dyrektor, nauczyciel i opiekun. To jemu i jego zaufanemu zastępcy, mojemu kuzynowi Zygmuntowi Michałowskiemu zawdzięczam kluczową mego życia wielką przygodę! Mą długoletnią pracę korespodenta RWE („szpiona” wedle komuny). Tak, Nowak miał długo codzienny telefoniczny kontakt ze mną; poźniej, gdy wyjechał już do USA, stale posyłałem mu tajne informacje z kraju. Wlał on w me serce zasady bezstronności i obiektywności, nauczył mnie, jak gadać z ludźmi niekiedy całkowicie lub częściowo z tamtej strony. Dobrze wiedział, że pewne rewelacyjne informacje podsyłały w ramach walki o władzę pewne frakcje partyjne (być może, iż pewne dane o siuchtach ludzi Gierka nawet podrzucał nam Moczar, wówczas już tylko prezes Najwyższej Izby Kontroli…).

Chcę także w tym „rozliczeniu” hołd złożyć Stanisławowi Gebhardtowi, który wciągnął mnie do ruchu młodzieżowego chadecji. Jesienią 1955 zostałem prezesem (po Janku Kułakowskim) Zjednoczenia Polskiej Młodzieży Chrześciańsko-Społecznej, czyli sekcji polskiej Międzynarodówki Młodych Chrześcijańskich Demokratów. (W pewnym okresie Gebhardt był sekretarzem generalnym tej tak wówczas ważnej Międzynarodówki, zajmował więc kluczowe międzynarodowe stanowisko!). Wówczas – w oparciu o mego opiekuna duchowego, jezuitę Ojca Charlesa Huvenne i o wtedy przezeń de facto kierowaną Conférence Olivaint (elitarne stowarzyszenie studentów francuskich) – organizowaliśmy udział wycieczek młodzieżowych z warszawskiego KIK-u w słynnych uniwersytetach letnich na wyspie Port-Cros (koło Tulonu). A wynajęte na moje nazwisko paryskie mieszkanie stanowiło z kolei nieformalny klub dla młodzieży z kraju. Z Gebhardtem – z ciekawych ludzi – był zaprzyjaźniony i po cichu współpracował Zbigniew Herbert. Dzięki Gebhardtowi poznałem wielu wybitnych chadeków z różnych krajów świata, np. Niemców: Helmutha Kohla i Ernsta Majonica, licznych Włochów, takich jak np. senator Angelo Bernassola… Gebhardt i Janek Kułakowski należeli do tej maleńkiej grupy polskich polityków emigracyjnych, którzy na co dzień byli w kontakcie z przywódcami jednej z wielkich partii Zachodu. Duże stosunki mieli Edward Raczyński, także przyjaciel prezydenta Kennedy’ego, Józej Potocki, a także bliski francuskiego Quai d’Orsay oraz de Gaulle’a i gaullistów mój ojciec, ale to było już coś zgoła innego. Rzecz jasna ogromne wpływy mieli Józio Czapski i Kocik Jeleński, ale ich stosunki były głównie otwarciem na „najwyższy” świat intelektualny Zachodu…

Kończąc to „rozliczenie”, chcę jeszcze podreślić mój kult autentycznie szlachetnych staropolskich i rycerskich polskich tradycji, jakich ośrodkiem jest od 150 lat MONTRESOR – ów zamek-muzeum i skupione wokół potomków Branickich i rodu Reyów- tych po Mikołaju z Nagłowic, i ich krewnych czy przyjaciół – środowisko.

Komentarzy (0)

Tags: , , , , , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 1 września 2016 r.

Utworzono 03 września 2016 przez Red. VP

Montresor 1 Ostatnio wielka radość: telefon z Montresoru od osoby od dziesiątków lat szczególnie mi bliskiej i drogiej! Od Wirydianny z Raczyńskich Reyowej, bratanicy i córki mego ojca tak bliskich przyjaciół: Rogera i Edwarda Raczyńskich. O Rogerze Jerzy Giedroyc mawiał: Miał on żywe zainteresowania artystyczne, studiował malarstwo, prowadził życie światowe, i trudno było zorientować się, że w tym błyskotliwym dyletancie kryje się człowiiek formatu wybitnego męża stanu… A dla mego ojca Roger był najbliższym przyjacielem z dziedziństwa i studiów w Monachium. Ojciec nieraz też wspominał, że to Roger wyciągnął dwudziestoczteroletniego, niezamożnego studenta, Jerzego Giedroycia na szerokie wody, robiąc go swym osobistym sekretarzem, i następnie hojną ręką finansując jego pierwsze pisma…

Gdy chodzi o Edwarda Raczyńskiego, w czasie wojny w Londynie w rządzie Sikorskiego szefa mego ojca (Edward Raczyński pełnił wowczas funkcję ministra spraw zagranicznych RP, a Kademor był przy jego boku sekretarzem generalnym owego MSZ-u), to kiedyś, przed 50-ma chyba laty, poprosiłem mego ojca by od ręki, ex abrupto wymienił kilka najinteligentniejszych jego zdaniem postaci tej naszej zwanej drugą (pierwsza ta po roku 1831), wielkiej emigracji… Ojciec roześmiał sie bardzo po swojemu i wymienił 4 nazwiska: Józef Czapski, Edward Raczyński, Jan Nowak i Kot Jeleński. Dodał, że „Kultura”, choć jej inspitatorem był Giedroyc „ujrzala światło dzienne tylko dzięki inteligencji i światowej pozycji Czapskiego”. Co do Edwarda Raczyńskego, to ojciec mój stwierdził, że człowiek ten chyba najlepszy polski dyplomata wszeczasów – podobnie jakde Gaulle, był zawsze głęboko przekonany, że komunizm prędzej czy później upadnie, będąc w gruncie rzeczy opartym tylko na policji, głęboko nieudolnym systemem… Co do Jana Nowaka, to ojciec podkreślał jego niesamowitą sprawność; to, że stworzył naprawdę świetne radio o kapitalnym znaczeniu politycznym, i że zawsze trzymał się tej samej, rzetelenej linii postępowania i INFORMOWANIA, był człowiekiem „prawdy i czynu”; w niezmiennej i niezłomnej walce o wolność dla Polski odegrał rolę wręcz kolosalną i unikalną. Co do Kota Jeleńskiego, to ojciec widział w nim – jak, nieco w mym pojęciu dziwacznie mawiał – „kwintensencję najmądrzejszego spojrzenia na świat i na ludzi”…

Jest rzeczą oczywistą, że poza tymi wymienionymi ot tak, od ręki czterema – w jego instynktownym odczuciu wręcz czołowymi – osobami, ojciec cenił wielu innych luminarzy emigracji, na przykład: (mego) wuja Józia Lipskiego, generała Andersa, którego taka czy inna wroga propaganda – jak ojciec mocno podkreślał – zgoła fałszywie przedstawiała jako jakiegoś „watażkę”, i którego na swój sposób bardzo wysoko cenił też Józio Czapski; dalej: tak lubianego, zarówno przez prezydenta Kennediego, jak i przez generała Franco Józefa Potockiego z Madrytu; również naszego kuzyna Zygmunta Michałowskiego, a także światowej rangi działacza chadecji Stanisława Gebhardta, czy wreszcie Jana Lechonia, Kazimierza Wierzyńskego i – co mocno zaznaczę – Czesława Miłosza.

Ale pora, bym powrócił do owej rozmowy telefonicznej z tak mi bliską Wirydianną Rey. Otóż ku mej radośći dowiedziałem się od niej, że ostatnio Montresor odwiedził szlachetny dr med. Henryk Zbigniew Jankowski, mój opiekun i wielki przyjaciel, znakomity paryski kardiolog. Spotkał on się tam również z inną z bliskch mi od lat osób, podobnie jak Wirydianna, bardzo ofiarną i patriotyczną Maryńcią z Potockich Reyową. Tak, Wirydianna i Maryncia to wielkie damy, w najlepszym tego słowa znaczeniu. To damy o świetnych, powiedziałbym przedwojennych, dobrych manierach, świetnie wiedzące, co wypada mówić, a czego się nie robi i nie mówi!Cecha dziś tak rzadka… Ale cała atmosfera „Montresoru” jest w najlepszym staropolskim stylu. Wielkim szczęściem naszego narodu jest to, że cudownym wyrokiem losu istnieje taki – jeśli to tak można określić – „rezerwat” najbardziej wartościowych naszych narodowych tradycji, tak godny uwagi i liczący w swym gronie ludzi wybitnych ośrodek i środowisko. (Ludzie związani z Montresorem to np. znakomita pamiętnikarka Anna z Reyów Potocka, to Xawery Rey – syn Wirydianny, jak wyraźnie widzę, spadkobierca olbrzymiej inteligencji i innych cech swego dziadka, prezydenta Edwarda Raczyńskiego, czy adwokat Piotr Gromnicki.)

Montresor 2

MontresorO

Wracając do Wirydianny, to teraz jeszcze dodam, że jej śp. mąż Xawery Rey był jednym z kolejnych następców mego ojca na stanowisku delegata we Francji legalnego („londyńskiego”) rządu RP (za życia mego ojca mówiono nie delegat rządu, lecz ambasador Wolnej Polski). Wirydianna była tej ambasady czy – jak kto woli – delegatury, podobnie jak ja, współpracownikiem. Podobnie jak ja, ma ona legitymację służbową wydaną przed laty przez ostatnego z tych delegatów, Jerzego Ursyn-Niemcewicza. A moje dawne paszporty dyplomatyczne, wydawane przez nasze poselstwo w Madrycie, zdeponowałem w zwanej mickiewiczowską Bibliotece Polskiej w Paryżu. Przez lata wiele krajów dawało mi swe wizy na taki paszport (na ogól tak zwane wizy kurtuazyjne). Swego czasu minister Krzysztof SKUBISZEWSKI, tak szanujący narodowe tradycje patriota (był to rok być może 1990) zapewniał mnie, iż MSZ poleci swoim placówkom utrzymywanie stałego kontaktu, „TRAKTOWANIE JAK SWOICH” B. WSPÓŁPRACOWNIKÓW „LONDYŃSKIEJ” DYPLOMACJI”. Mowa nawet w pewnym momencie była o „honorowych paszportach dyplomatycznych”. Ale – jak się później dowiedziałem – różni „lewicowcy” bardzo energicznie starali się torpedować takie podejście. Coś gadali o „superreakcyjnych dyplomatołkach i snobiszonach” na obcym żołdzie?! (w ustach b. PRL-owów to może nieco bezczelne stwierdzenie)…

Korekta i zdjęcia zamku Montrésor: AP

Komentarzy (0)



poniedziałek, 17 grudzień, 2018

  • Pogoda w Paryżu


    5°C
    Bezchmurne niebo

    Dzisiaj:
    9°C / 4°C
     
    wtośroczwpiąsobnie
    10°12°12°13°
    10°
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART