'Taguj' blogi | "korespondent RWE"

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 21 marca 2017 r.

Utworzono 21 marca 2017 przez Red. VP

Kilku czytelników zareagowało na mój wczorajszy dziennik uwydatniający potęgowanie się zagrożenia terrorystycznego oraz to, że terroryzm zapewne jest w trakcie stawania się współczesną formą wojny… Czytelnik z Krakowa pyta, jak długo będzie się gotować w europejskim tyglu i czy nie wytworzy się sytuacja wręcz rewolucyjna, a czytelnik z Warszawy jest zdania, że sfery kierownicze świata zachodniego przez swą nieco naiwną wiarę w „arabską wiosnę” przyczyniły się do pogrążenia szeregu krajów w otchłaniach zamętu, do zrodzenia się antyzachodnich ruchów „dżihadystowskich”, posługujących się terrorem…
Odpowiem stwierdzając, że rzeczywiście w krajach Europy można wyczuć nie tyle prądy rewolucyjne, ile wyraźne potęgowanie się znaczenia ruchów domagających się „całkowitej odmiany”, stawiających na „rządy silnej ręki”, wrogich dotychczasowemu kierownictwu Unii Europejskiej czy też nawet samej Unii ruchów często nacjonalistycznych, stawiających na wyjście ze strefy euro (we Francji tego przykładem jest znaczny wzrost wpływów Frontu Narodowego: zapewne jednak (?) Marine Le Pen nie zostanie prezydentem – jej program ekonomiczny, właśnie owa koncepcja wyjścia ze strefy euro niepokoi tak licznych tu „posiadaczy oszczędności”, tak zwanych ciułaczy…

Trudno odpowiedzieć na pytanie, do jakiego stopnia rządy biorą na serio zagrożenie, jakie stanowić mógłby np. terroryzm nuklearny. Jasne, iż z jednej strony należy być gotowym na najgorsze, z drugiej trzeba uniknąć siania paniki… Jedno pewne, cały szereg państw dysponuje znacznych wymiarów „instalacjami podziemnymi”… Już przed laty na polecenie Mao zbudowano ogromne podziemne „miasto-schron” pod Pekinem, które obecnie można zwiedzać. A słynna meksykańska firma architektoniczna „Bunker Arquitectura” opracowała plan 65-piętrowego mieszkalnego budynku podziemnego, oświetlanego przez potężny szklany i ochronny dach… W USA ci lub inni eksperci są zdania, że waszyngtoński „Biały Dom” winien stać się liczącą dziesiątki podziemnych pięter twierdzą… Obecny podziemny bunkier pod Wschodnim Skrzydłem „Białego Domu” to o wiele za mało…

Tak więc oczywiste, że zagrożenie, jakie stanowi terroryzm coraz to wyraźniej wpływa, i wpływać będzie, na te czy inne aspekty naszego życia… Czy i w jakim stopniu terroryzm – wedle poważnych futurologów przyszła forma wojny – wpędzi z czasem nasze miasta „pod ziemie”, na razie trudno przewidzieć!!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 18 marca 2017 r.

Utworzono 18 marca 2017 przez Red. VP

Należy – zdaniem rzeczowawców – w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę na znaczne koszty spowodowane dzisiejszym zajściem na lotnisku w Orly, w czasie którego patrol sił zbrojnych działający w ramach mającej na celu ochronę przed terrorystami tak zwanej „operacji sentinelle (warta)” zastrzelił osobnika, który jednego z członków patrolu żołnierza-kobietę wywrócił i zabrał jej karabin Famas… Nie będę tu opisywał przebiegu tego całego wydarzenia… Co najważniejsze, że w jego wyniku na kilka godzin zamknięto lotnIsko czy jego część, odwołano dziesiątki przylotów i odlotów…. zrodził się spory zamęt, pasażerowie byli zdezorientowani, opóźnieni w swych podróżach, dość „spanikowani, nie do końca wiedząc co zaszło”. Wszystko to spowodowało znaczne koszta! Jedno pewne: już sama groźba terroryzmu „niesie w sobie duże obciążenia finansowe”…

A skądinąd rzetelnych rzeczoznawców („zdarzają się czasem i tacy” – jak mawiał mój Dyrektor i przyjaciel, opiekun i nauczyciel w dziedzienie techniki zdobywania prawdziwych informacji, Jan NOWAK-JEZIORAŃSKI) ponoć jednak dość poważnie niepokoi potęgowanie się napięć między USA a Północną Koreą… A Ja myślę, iż nie można jednak chyba do końca wykluczać, że Korea Północna, że jej ambitny i młody dyktator, tak nienawidzący i „zapewne osobiście obawiający się teraz Stanów Zjednoczonych” po cichu dostarczy jakimś isiamskim terroystom tej lub innej „broni atomowej… ? Jedyna nadzieja w tym, że Chiny – jak zwykle ostrożne – do tego nie dopuszczą (???). Ale rozwaga nakazuje być zawsze przygotowanym na najgorsze!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 17 marca 2017 r.

Utworzono 18 marca 2017 przez Red. VP

Grająca pozytywną rolę w prezentowaniu w Paryżu (stolicy kulturalno-artystycznej Europy i nadal w pewnej mierze świata) sztuki polskiej GALERIA ROI DORÉ w dniu 16 marca otwarła mającą trwać do 15 kwietna br. wystawę prac malarki Justyny TUHY urodzonej w roku 1956 w Katowicach, absolwentki tamtejszego wydziału grafiki, od lat wielu pracującej w Niemczech. Można zapewne przypuszczać, że śląskie pochodzenie wywarło wpływ na twórczość tej wielkiej artystki – na wskroś nowoczesnej, lecz równocześnoe w swej stylistyce niefiguratywnej umiejącej zachować autentyczny kontakt z bardzo współczesną rzeczywistością!!! Na przykład – jak zdaje się wynikać z ważkiej wypowiedzi Piotra Błońskiego – w pewnym momencie Justynę Tuhę olśnił i zaistniał ciekawie w jej twórczości paryski bilecik do metra…

Kilka dni temu w mych dziennikach wspominałem o Auguście Zamoyskim, rzeźbiarzu zwanym polskim Rodinen, artyście związanym z Brazylią oraz w piewszym rzędzie z Francją, zmarłym we Francji 19 maja 1970 w Saint-Clar-de-Rivière, gdzie przez 10 lat (1960-1970) mieszkał i miał swą pracownię rzeźbiarską. Przypominam, że – jak mnie ostatnio poinformował Wojciech Sikora, prezes Instytutu „Kultury” w Maisons-Laffitte – za jakiś czas ukaże się bardzo godna uwagi korespondecja Jerzego Giedroycia z Augustem Zamoyskim…

Nieznany mi czytelnik zwrócił sie do mnie telefonicznie z pytaniem, na które nie byłem w stanie dać odpowiedzi! Czy w Polsce, np. w Zamościu jest muzeum Augusta Zamoyskiego, tego polskiego Rodina…? Dodał coś w tym duchu: „Wszak Paryż posiada przepiękne muzeum Auguste’a Rodina w samym centrum miasta, w jego 7. dzielnicy w pałacu Biron na rue de Varenne… Poza tym, w Meudon pod Paryżem la Villa des Brillants – dom, który Rodin dla siebie zakupił w roku 1895 – jest także muzeum. Można tam zwiedzać między innymi jego pracownię oraz zapoznać się z jakże specificzną atmosferą domu tego genialnego artysty…” Na tym się ta krótka rozmowa przerwała!!!

Zdjęcia z wernisażu Justyny Tuhy, 16.03.2017, AP

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 16 marca 2017 r.

Utworzono 17 marca 2017 przez Red. VP

Czytelnik pyta o działalność w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia „przedstawicielstwa paryskiej tak zwanej „Ambasady Wolnej Polski” w Maroku; oraz o jakiś statek będący własnością polskich władz na wychodźstwie w Londynie, stajonujący w jednym z tamtejszych portów… Niewiele na ten temat wiem! Jak sobie przypominam, „konsulem honorowym” Wolnej Polski w Maroku był Leon Śliwiński, w okresie wojny i okupacji Francji przez Niemców, jeden z pierwszych szefów (pod pseudonimem „Jean Bol”) sieci wywiadowczej F 2, zdemobilizowany w r. 1945, w randze chyba podpłukownika, kawaler szeregu wysokich francuskich i polskich odznaczeń, zapewne od początku lat pięćdziesiątych 20. wieku dyrektor de la Compagnie Minière d’Agadir (południowe Maroko). Śliwiński w tej „kompanii górniczej (złoża – o ile dobrze pamiętam – maganezu /?/) zatrudniał szereg wybitnych rodaków, np. admirała Józefa Unruga – we wrześniu 1939 bohaterskiego obrońcę Helu, a także pułkownika (od roku 1964 generała) Stanisława Ganę, ostatniego szefa naszej słynnej „dwójki”; dalej: jednego z b. czołowych członków kierownictwa Sieci V2, zasłużonego działacza Stronnictwa Narodowego – Stanisława Łuckiego, a wreszcie mego kuzyna Sewera Morawskiego z Luboni, męża Reyówny z Montresoru i ojca tak zasłużonej i tak sprawnej działaczki polonijnej we Francji, Anny Mesnet…

Ojciec mój, ambasador Wolnej Polski w Paryżu, jak pamiętam m.in. w sprawie tego wyżej wymienionego statku kilkakrotnie (???) Maroko odwiedzał, był zresztą w stałym kontakcie z Leonem Śliwińskim, którego niezwykle cenił, określał mianem człowieka mądrego i wpływowego…

Czołowy polski historyk, profesor Rafał Habielski – o ile wiem – zamierza w porozumiemiu z Polską Akademią Umiejętności (której prezesem w okresie 1918-1925 był mój stryjeczny dziad, profesor Kazimierz Morawski, filolog klasyczny) w najbliższym czasie ma wydać tajne raporty dyplomatyczne mego ojca, ambasadora Wolnej Polski w Paryżu (1945-1969), skierowywane do władz RP w Londynie, np. do ministra Jana Starzewskiego, kierownika Działu Spraw Zagranicznych Egzekutywy Zjednoczenia Narodowego… Kopie tych raportów są zdeponowane w słynnej, zwanej mickiewiczowską, Bibliotece Polskiej w Paryżu. Jak słusznie zapowiadał Jerzy Giedroyc, ich publikacja sporo wniesie w historię naszej polskiej emigracji politycznej; na pewne sprawy rzuci „nowe światło„…

A teraz inna, TEŻ WIELKIEJ WAGI SPRAWA. Jak się dowiaduję, za dni kilka (sobota 18 marca o godzinie 11-tej w paryskim kinie Le Balzac) nastąpi pokaz filmu dokumentalnego Rafała LEWADOWSKIEGO o PROFESORZE ZYGMUNCIE LUBICZ-ZALESKIM. Filmu pod tytułem „Z DALA OD ORKIESTRY„. Tak się składa, że zapewe nie będę mógł udać się na ten pokaz. TYM BARDZIEJ CHCĘ MOCNO PODKREŚLIĆ, IŻ W MYM ODCZUCIU ZYGMUNT LUBICZ-ZALESKI TO ZGOŁA CZOŁOWA, HISTORYCZNA POSTAĆ POLSKA WE FRANCJI. TO NAJWYŻSZEJ KLASY UCZONY-HUMANISTA, A TAKŻE – CO DLA MNIE TAK NIESAMOWIECIE WAŻNE – NA WSKROŚ „CZŁOWIEK PRZYJAŹNI POLSKO-FRANCUSKIEJ”, TAK ZASŁUŻONY TAKŻE W ZACIEŚNIANIU WSPÓŁPRACY NAUKOWEJ OBU NASZYCH NARODÓW! Podkreślę też, iż tego działacza ruchu oporu zachowanie w niemieckich obozach koncentracyjnych było niezwykle godne uwagi i – jak wiem – wielce szlachetne… Wiem też, że postawy obozowe i inne profesora Zygmunta Lubicz-Zaleskiego wysoko cenili wybitni gaulliści, a – o ile dobrze pamiętam (???) – przed laty General de Gaulle zamianował go Grand Officier de la Légion d’Honneur (nie udało mi sie tego sprawdzić…). Jedno pewne, uważam, iż państwo polskie winno go odznaczyć pośmiertnie Orderem Orła Bialego!!! Nawołuję do nadchodzącego Walnego Zebrania Polskiego Towarzystwa Historyczno-Literackiego o wystąpienie z takim apelem do obecnego PREZYDENTA RP!!! Ośmielam się prosić mych przyjaciół z kręgu Biblioteki i Towarzystwa Historyczno-Literackiego oraz jego Rady, o zainteresowanie się tą inicjatywą – w gruncie rzeczy nie moją, lecz wysuwaną przed laty przez śp. prezesa Leszka Talkę… Wtedy to się nie udało, teraz mym zdaniem jest „lepszy moment”. Ze względu na mój stan zdrowia – ja, wereran zimnej wojny – nie jestem w stanie się tym zajmować… Ale – jak stwierdziłem powyżej – pozwalam sobie myśl podsuwać mym przyjaciołom…

Profesor Zygmunt Lubicz-Zaleski posiadał doktoraty honorowe dwóch znanych francuskich uniwersytetow, był członkiem-korespondentem francuskiej Akademii Nauk Moralnych i Politycznych, no i rzecz jasna był najwyższej rangi profesorem… Dziejową zasługą tego uczonego było to, że to on, przy współpółpracy między innymi mego ojca i jego zespołu ambasady Wolnej Polski, uratował BIBLIOTEKĘ POLSKĄ w Paryżu, zapobiegł zawładnięciu nią i jej ZBIORAMI przez PRL, a szło jak wiadomo o zbiory ważne, np. – co należy podkreślić – o archiwa tych lub innych śp. emigrantów antykomunistów, a także o kolekcje publikacji i pism przez „czerwonych” uważanych za wrogie „ludowej” władzy, a więc nadające się w ich oczach tylko do spalenia… Wiem, że nawet pewni wysocy dygnitarze PRL-owskiego MSZ-tu (np. ambasador Stanisław Gajewski) obwiniali się, że na wypadek sukcesu PRL-owskich zabiegów o nią, „Biblioteka wpadłaby w dużej mierze w ręce ludzi z pionów SB i podobnych”…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 13 marca 2017 r.

Utworzono 14 marca 2017 przez Red. VP

Czytelnik pyta o moje stosunki ze środowiskiem miesięcznika KULTURA, dodając, że – o ile wie – „kontakty Polskiej Rozgłośni RWE z « Maisons Lafftte” nieraz fatalnie się układały”… Na stronach mego dziennika znaleźć można wiele o mym stosunku do środowiska „Kultury”. Ale nie będę zachęcał owego czytelnika do wertowania 3. tomów tych moich zapisków. W wielkim skrócie przypomnę, że w kilka miesięcy po przyjeździe do Paryża z Polski, już w roku 1947, poznałem w Chaville (w pięknym domu z ogrodem, wówczas wynajmowanym tam od państwa Postel-Vinay przez mego ojca) Józefa Czapskiego, który następnie wywarł naprawdę wielki wpływ na moją „formację intelektualną”… Podsuwał mi odpowiednio dobrane lektury, zabierał na ciekawe intelektualnie debaty, zapoznał mnie z wielu wybitnymi ludźmi, zarówno z Polakami (Jerzy Giedroyć i jego zespół…), jak i z obcokrajowcami, takimi jak Curcio Malaparte, jak Julien Green czy np. Auberon Herbert, oraz kilkunastu innych… Nieco pózniej dzięki Józiowi poznałem sporo wybitnych przyjezdnych z Polski, takich jak np. Jerzego Zawieyskiego, Jerzego Andrzejewskiego, a nastąpnie – jakże zdanem Józia „unikalnego w swej znajomości czołowych postaw filozoficznych naszej epoki arystokratę myśli”, Wojciecha Karpińskiego…

Stale podkreślam: trzech ludzi wywarło zasadniczy wpływ na uformowanie się mego sposobu myślenia: mój ojciec – człowiek spokojnej rozwagi, kultu Francji, umiaru i tolerancji, Józef Czapski, który – jeśli to tak można ująć – wprowadził mnie w i otworzył mi świat najwyższej klasy kultury, oraz Jan Nowak Jeziorański, który wyszkolił mnie „na dziennikarza o otwartym spojrzeniu”, nauczył mnie zdobywać ukrywane przez wroga informacje, być może pewne fakty lepiej (???) dostrzegać niż inni, przewidywać ku czemu iśc może…!!!! No i wspomnę jeszcze Stanisława Gebhardta, który wciągnął mnie w wówczas tak ważny świat chadeckiej, międzynarodowej polityki…

Ale – jak widzę – poniesiony temperamentem, nieco oddaliłem się od konkretnego pytania czytelnika… Teraz więc wyjaśnię, że dzięki Czapskiemu już w roku 1947 poznałem Jerzego Giedroycia… Bywałem z nim, z Czapskim i z Curcio Malaparte na zebraniach „polityczno-dyskusyjych” w Librairie des Amitiés Françaises… Stosunki moje z Giedroyciem zawsze były – jak by to powiedzieć… – bardzo„poprawne”. Zamieściłem co prawda (zresztą z winy własnego lenistwa) zaledwie 3 większe teksty w „Kulturze”, w tym np. nowelę Jacek, którą pewien zdolny krytyk okreslił przed laty mianem najlepszej z nowel, jakie ukazały się w owym miesięczniku. Nie piszę, kto „konkretnie” to powiedział. Musiałbym go prosić o zgodę, a to nieco jednak skomplikowane…! Zresztą nie wiem, czy tę swą opinię pamięta!!!

Do sporów „Monachium” z „Kulturą” „bardzo świadomie i bardzo celowo” nigdy się nie mieszałem!!! Wręcz przeciwnie, dbałem o bardzo poprawne stosunki i stałą wymianę informacji z Giedroyciem… Regularnie (za cichą zgodą Nowaka) posyłałem Giedryciowi kopie niektórych mych „tajnych czy poufnych” raportów. Jakże sprawny, nieoceniony mgr Mariusz Kubik – świetny, naprawdę śwetny politolog, znalazł pewną ich ilość w archiwach „Kultury” i ma teraz ich kopie. No i przyjaźniłem się z Giedroyciowym zespołem… Bardzo mi życzliwymi byli Zygnunt i Zosia Hertz, naprawdę lubiłem (podobnie jak go lubił Józio) tak zwanego „młodego księcia” – Henryka Giedriycia brata, pana Jerzego. No i teraz przyjaźń mnie łączy z zespołem mającym ów Instytut Literacki, przez Polaków zwanym „Lafitem”, w swojej pieczy…

Kończąc wspomnę, że były osoby będące zdania, że moja nowela Jacek to temat do „filmu o losie polskiego emigranta”. A superinteligentny Wojciech Frykowski, ktory dwa czy trzy razy spotykał się ze mną tu w Paryżu, mawiał, że me obserwacje nieraz bardzo dziwnych losów rodaków i ma praca korespondenta informacyjnego RWE, to temat do scenariusza dość sensacyjnego filmu…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 22 października 2016 r.

Utworzono 22 października 2016 przez Red. VP

DSC02298Czytelnik stawia mi telefonicznie 2 pytania. Pierwsze dotyczy mej córki Natalii, jej stosunku do Polski i znajomości języka polskiego. Otóż Natalia, zdolny paryski prawnik, Polskę kocha i często ją odwiedza. Zasiada we władzach Polskiego Funduszu Humanitarnego we Francji, na Sorbonie uczy się języka polskiego, który już coraz to lepiej zna. Niegdyś będąc uczennicą, później licealistką i początkującą studentką prawa, nie mogła do Polski jeździć. Wszak pracowałem w RWE na szczególnie eksponowanym stanowisku korespondenta informacyjnego (zbieracza informacji o tym, co sie naprawdę w PRL-u działo…). Dlatego też jej znajomość polskiego nie była najlepsza… Dodam, że teraz dwie z mych wnuczek już nieźle znają język polski.

Drugie pytanie dotyczy mego obecnego stanu zdrowia i mego samopoczucia. Odpowiem, że utrzymuje mnie w formie fakt, że codziennie piszę w postaci tego mego dziennika dość szeroko się rozchodzące me korespondencje z Paryża. Jakby nadal, jak niegdyś robiłem to via RWE, staram się rodaków rzetelnie o pewnych sprawach, nieraz „zakulisowych”, informować. Pewne problemy zapewne szczególnie dobrze dostrzegam z mego paryskiego obsewatorium… Co do mego zdrowia, to w wyniku przejść wojennych (sierpień ’44 Warszawa – brygada SS Kaminskiego) oraz nagonek na mnie – „szpiona”w oczach PRL-u i jego sojuszników – obelg, pogróżek i prób zastraszania (które np. zaciążyły też na zdrowiu mej żony), jestem jednak autentycznym i ewidentnym weteranem wójny i zimnej wojny… (Jeden z mych byłych kolegów z RWE, pracownik redakcji monachijskiej, kiedyś zarzucił mi, że uważam się za inwalidę; stwierdził, że spędził z 10 lat w Monachium i wcale nie odczuwał nagonek służb PRL-u… Moja odpowiedż prosta: praca dla information serwice miała, jak dobrze wiedzieli np. Jan Nowak, Zygmunt Michałowski i szef „ewaluacji” Kazimierz Zamorski, specyficzny charakter, musiała być naturalnym biegiem rzeczy przedmiotem „szczególnej uwagi” ze strony PRL-u (temat ten dobrze zna też dostarczyciel wręcz bezcennych dla RWE informacji, słynny Piotr Jegliński).

Co do starzenia się, to – jak ponoć stwierdzil w publikacji z dziedziny biologii doświadczalnej CELL David Sinclair z Medical School of University of Harvard – na razie, przy pomocy zwiększania obecności molekuły NAD, udało sie ponoć już odmłodzić mysz… Jak słyszę, polscy uczeni też dokonali postępów w walce ze starzeniem się! W zasadzie jestem (stwierdzam tylko półżartem) do ich dyspozycji. Wszak – jak mawiał mój Dyrektor, nauczyciel i przyjaciel Jan Nowak – moja zdolność dostrzegania tego, co się dzieje i co może nastąpić, ma (dla Polski) pewne znaczenie… A Dzierżykraj-Morawscy nie od dziś Polsce zawsze starają się służyć!!!

Korekta: AP

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 8 października 2016 r.

Utworzono 08 października 2016 przez Red. VP

DSC02290Wczoraj poczta mi przyniosła, budzącą we mnie najwyższe wzruszenie, książkę! Nie ma nazwiska nadawcy, przypuszczam jednak, iż jest nim mój wierny przyjaciel, znakomity polski historyk, profesor dr hab. Aleksander Woźny.

Owa książka to: „W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne” (Wydawnictwo Naukowe PWN Autorzy: Maja i Jan Łozińscy. Projekt graficzny: Zbigniew Karaszewski).
Z miejsca rzuciło mi się w oczy kolorowe zdjęcie afisza: POWSZECHNA WYSTAWA KRAJOWA – POZNAŃ, 6 maja – 30 września 1929. Często myślami wracam do tej PWK – wszak 20 września 1929 roku, tam, w mym ukochanym Poznaniu, urodziłem się! Od razu zauważyłem też zdjęcie: Poznań, Hotel Bazar około 1930 roku… Trafiło mi do serca wiele innych zdjęć, np. te ze zjazdu poetów w Pławowicach u wuja Ludwika Hieronima Morstina, w roku 1928 (Antoni Słonimski, Józef Wittlin, Emil Zegadłowicz, Leopold Staff, Jarosław Iwaszkiewicz, Jan Lechoń, Zofia Starowieyska-Morstinowa, Paul Cazin, Julian Tuwim, Maria Morstin-Górska, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska…). Dalej: wzruszające zdjęcie wyrobu łapci z łyka na Polesiu, i inne widoki wsiowej biedy! Nastepnie np. zdjęcia: Adama Branickiego z żoną, Beatą z Potockich – fotografia z wizyty Hrabiego Paryża u Eryka Kurnatowskiego w Lachowie (1930); z kolei kilka zdjęć z Marszałkiem Józefem Piłsudskim (który tak dobrze wiedział, że „bez niego oni sobie nie poradzą”), charakterystyczne piękne zdjęcia naszych, polskich Żydów… Także: Tomasz Mann w winiarni Fukiera (Warszawa, 1927); Nina Andrycz na balu w hotelu Europejskim (1937). Wiele widoków budującej się w owych latach Gdyni, naszych statków pasażerskich, naszych samolotów.

Kończąc dodam, że Maja i Jan Łozińscy opatrzyli ten znakomity reportaż z tak drogiej mi przeszłości komentarzem dużej klasy i kultury, komentarzem – co należy mocno uwydatnić – wysoce obiektywnym i wyważonym, dającym wzruszający obraz naszego międzywojenego społeczeństwa…

Komentarzy (0)

Tags: , , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 4 października 2016 r.

Utworzono 05 października 2016 przez Red. VP

DSC02298Żywo interesujący się Paryżem, jego życiem artystycznym i tak mocnymi – i tak ewidentnymi – jego związkami z polskim światem sztuki Mariusz Kubik dostarczył mi wielce godny uwagi artykuł lubelskiej intelektalistki Agnieszki Chwiałkowskiej. Artykuł pod tytułem „Sophie Postolska: zapomnniana Polka Rodina”. Postolska (1868-1942), uczennica Augusta Rodina, była też w latach 1898-1905 jego towarzyszką życia. Tak, jest rzeczą oczywistą, że jak dotąd za mało wiedzieliśmy o tej rodaczce – jak wynika z zachowanych korespondencji – osoby owemu światowej rangi, genialnemu rzeźbarzowi (jakim był August Rodin) naprawdę i to przez długie lata, nawet po zakończeniu się ich romansu bardzo bliskiej, do tego niewąpliwie też cenionej przezeń za swe prace artystyczne. Rzecz interesująca: pisarz Marc Toledano (1917-1986) poświęcił Postolskiej książkę „La Polonaise de Rodin” (wyd. France-Empire 1986, 294 str.). A przechowywane w Muzeum Rodina w Meudon pod Paryżem rzeźby autorstwa Postolskiej zasługują ponoć na uwagę…

Jedno jest w mym pojęciu uderzające: od dawna Paryż był i nadal jest dlla naszych artystów kulturową stolicą świata. Artykuł Agnieszki Chwiałkowskiej jest istotny! Na pewno wnosi on ważne dane do polsko-paryskiej kroniki kontaktów w dziedzinie sztuk pięknych.

Na marginesie tych mych uwag uwydatnię mą radość, że teraz – jak przed laty dokonał na łamach „Le Quotidien de Paris” publicysta, krytyk i intelektualista, as „intymnych” wywiadów we francuskiej telewizji, Henry Chapier – coraz to więcej paryskich znawców sztuki dostrzega światową wagę i znaczenie tego genialnego polskiego malarza, jakim był polski „paryżanin z Maisons-Laffitte”, Józef Czapski. Patrz: „CZAPSKI: LE DESTIN EXEMPLAIRE DU PLUS GRAND PEINTRE POLONAIS” – Henry CHAPIER; „Le Quotidien de Paris” (już nieistniejący, wysoce intelektualny dziennik), numer z 12 czewca 1975 roku.

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 25 września 2016 r.

Utworzono 26 września 2016 przez Red. VP

DSC02282W numerze pisma NEWSWEEK HISTORIA (wrzesień 2016) znalazłem bardzo godny uwagi, poruszający temat (także i z przyczyn – powiedziałbym – rodzinnych, żywo mnie interesujący) – artykuł tego wybitnie zdolnego człowieka, jakim jest Zdzisław Najder, pt. „Pułkownik Józef Beck”. Z miejsca tu wyjaśnię, że 31 Grudnia 1934 r. Beck mego ojca (wówczas podsekretarza stanu) wyrzucił z MSZ-tu – 42-letniego człowieka „przeniósł na emeryturę, z obniżeniem na pożegnanie stopnia służbowego”.

Najder niewątpliwie wysoko ceni Becka! Pisze m. in.: „Najczęściej przypomina się jego dumną wypowiedź o honorze cenniejszym od życia. Wbrew pozorom, decyzja ubrana w te słowa wynikała ze świadomości tragedii, która musi się rozegrać i przed którą nie ma odwrotu. Można dyskutować o jego skuteczności dyplomatycznej, drwić z mocarstwowej retoryki. Jednak 5 maja 1939 wskazał wartości, które okazały się prawdziwe, bo doprowadziły nas do wolności i demokracji w Europie”…

Gdy chodzi o mnie, to sprawę widzę nieco inaczej. Wydaje mi się, iż w roku 1939 można było jednak „próbować zyskać na czasie”, pójść na pewne ustępstwa. Oddać Gdańsk i jakiś „korytarz przez korytarz”… Mój radiowy kolega Wacio Zbyszewski głosił, że „o niebo mądrzejszy od Becka, a w pewnym momencie przewidywany na ministra spraw zagranicznych książę Janusz Radziwiłł umiałby mądrze grać na zwłokę. Zapobiec temu, by Polska jako pierwsza padła ofiarą hitlerowskiego ataku”.

A mój wuj Józio Lipski, gdy po wojnie odwiedzałem go w Londynie, przyznawał, że Beck był zdania, że polska armia potrafi stawić czoła Wehrmachtowi przez co najmnej 6 miesięcy. W każdym razie do czasu, gdy „Zachód podejmie (przewidziane?) ofensywne działania.”

Wiosną 1939 w naszym mieszkaniu w Warszawie przy ulicy Zimorowicza 4 odwiedzał nas przybywający dość często, bodajże z lwowskiego dowództwa korpusu, wuj Witold Dzierżykraj-Morawski (pułkownik WP, attaché militaire w Berlinie w latach 1928-1932). Wracając z posiedzeń sztabu, mawiał: „Nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać – jacyś idioci ze sztabu Rydza lekceważą sobie czołgi Hitlera, mówią wystarczy zakopać brony, a czołgi nie przejadą; wszelkie głosy rozsądku uważają za defetyzm, naprawdę wierzą, że jesteśmy silni, zwarci, gotowi!, rozumują kategoriami sprzed kilkunastu lat, jeszcze do nich nie doszło, że wobec obecności czołgów szarże kawaleryjskie są już bezsensowne, że kawaleria już stała się de facto na wojnie mało skuteczną…”.

Ze swej strony mój ojciec zdumiewał się tym, iż jeszcze chyba w połowie roku 1939 w polskim MSZ-cie i w pewnym stopniu również w Generalnym Inspektoracie Sił Zbrojnych panowało przekonanie, że wojna nie wybuchnie przed rokiem 1941! Jak się zdaje, rzecz w tym, że hr. Ciano w dobrej wierze i oczywiście w tajemnicy poinformował Becka o powziętym przez Hitlera wobec Mussoliniego zobowiązaniu, że nie rozpęta wojny światowej przed 1941 rokiem! Dodam, iż wedle mego ojca tylko dwóch wysoce inteligentnych „dygnitarzy” naszego ówczesnego MSZ-tu: Józef Potocki i Mirosław Arciszewski czuli pismo nosem i widzieli, że wojna czai się tuż, tuż za rogiem…

Ojca mego mocno irytowała skądinąd też euforia w sferach wojskowych. We „Wspólnej Drodze z Rogerem Raczyńskim” (Wyd. Poznańskie, 1998) pisze: „Sąsiadujący ze mną na jakimś oficjalnym obiedzie gen. Roman Abraham tłumaczył mi, że w razie wybuchu wojny wkroczy 10. dnia na czele swych ułanów do Berlina”. Ojciec mój podkreślał też, że tylko generał Franciszek Wład i płk Witold Morawski nie ukrywali w rozmowach w 4 oczy niesamowitej niewspółmierności sił polskich i niemieckich. Jak mogę stwierdzić na postawie mych paryskich rozmów z pułkownikiem Gano i kapitanem Wragą, Beck mocno przeceniał moc polskiej armii, no i ufał zapewnieniom Rydza i całej naszej absurdalnej propagandzie sukcesu: NIKT NAM NIE ZROBI NIC… Wedle trudnych do sprawdzenia pogłosek, to rzekomo dopiero w Bukareszcie Beck „wygadywał na Rydza, mawiał, że gdyby wiedział, że nasza armia w tydzień się de facto rozleci, grałby nieco inaczej… Co do sowieckiego ciosu w plecy, to ponoć od dawna przewidział go wydział wschodni naszej świetnej „dwójki” i szef owego wydziału, kapitan Ryszard Wraga. Jednak ponoć Beckowi mąciła w głowie przekonana o neutralności ZSRR nasza nabijana przez sowieciarzy w butelkę ambasada w Moskwie.

Wracając do Piłsudskiego, to odnotuję tylko, że ponoć pani marszałkowa Piłsudska zanotowała w swym dzienniku: „Wojna z Niemcami była koszmarem, który dręczył mego męża nieustannie”. Skądinąd kilku mych wujów zaliczało się do przyjaciół pułkownika Walerego Sławka… On to rzekomo przekazywał Marszałka opinię : „Nadchodzą ciężkie lata”. Trzeba będzie improwizować i grać na zwłokę, równocześnie i śmiało, i chytrze, a beze mnie oni tego nie potrafią. Piłsudski ponoć też ostrzegał przed naszymi generałami. Mawiał: „Są oni wierni, ale mierni. Mało co rozumieją…”.

Kończąc, dodam, że samobójstwo Walerego Sławka było wynikiem jego przekonania, że „nawalił”, nie zdołał wykonać poleceń marszałka, dał się wykołować przez Rydza (którego nie cenił jako wojskowego), Becka i Mościckiego…

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 24 września 2016 r.

Utworzono 25 września 2016 przez Red. VP

DSC02293Zawsze czujny paryski tygodnik GŁOS KATOLICKI w swym numerze z 18 09 2016 już w sporym tytule uwydatniał to, że EUROPOL OSTRZEGA PRZED ZAMACHAMI. Pismo precyzuje, że dyrektor EUROPOLU, Brytyjczyk Rob Wainwright uważa, iż rośnie ryzyko zamachów terrorystycznych w Europie ze strony bojowników tzw. Państwa Islamskiego! Podkreśla on, że według posiadanych przez jego agencję informacji wywiadowczych, przywódcy Państwa Islamskiego podjęli „strategiczną decyzję o wysłaniu do Europy fanatyków w celu odwrócenia uwagi od strat kolejnych terytoriów na terenie Syrii” (zdolność przeprowadzenia spektakularnych ataków w Europie jest alternatywną metodą zademonstrowania, że Państwo Islamskie jest nadal silne!).

Długo na temat zagrożenia terrorystycznego rozmawiałem z fizykiem wyspecjalizowanym w problemach „nowoczesnej wojskowości”. Najwyraźniej jest on zdania, że terroryzm atomowy, że użycie bomby atomowej przez terrorystów nie byłoby łatwe (problem rakiet oraz wyrzutni jest stosunkowo trudny do rozwiązania…). Natomiast nie można wykluczać, iż europejskie siłownie jądrowe stanowią pewne dość jednak znaczne ryzyko (jakiś nowy Czarnobyl ?…; ataki dronów, pomoc okazywana terrorystom przez byłych (czy nawet obecnych) pracowników siłowni jądrowej…). Ów rozmówca jest zdania, że niesamowicie poważne zagrożenie stanowić może CYBERATAK – na taką ewentualność należy bardzo na serio się przygotować! A ZA MAŁO SIĘ W TEJ DZIEDZINIE ROBI. Wszak wśród zwolenników dżihadu, np. we Francji zdarzali się zaawansowani studenci informatyki…

Z kolei patrząc na cały ten problem obecnej wojny z terroryzmem z politologicznego i socjologicznego punktu widzenia, uderza mnie coraz to wyraźniejsza ewolucja postaw i nastrojów społecznych szerokich mas, np. Francji, Niemiec, Austrii itd., itd. Jest rzeczą niewątpliwą, że coraz to większa liczba obywateli tych państw coraz to bardziej obawia się terroryzmu, spotęgowanego terroryzmu… Być może skądinąd nawet narasta – gdy chodzi o to zagrożenie i o nieufność do wdzierającej się do Europy fali wyznawców Islamu – pewna jakby panika! Coraz to więcej obywateli owych krajów jest zdania, że obecnie i już od wielu lat sfery polityczne nimi rządzące nie będą w stanie z tymi problemami sobie poradzić! Ludzie świetnie pamiętają naiwne nadzieje, jakie niedawno temu wywołała tak zwana arabska wiosna! Widzą absolutnie nieprzewidziane w porę skutki upadku reżymów np. Iraku czy Libii oraz wojny domowej w Syrii… (Tu odnotuję, że ku memu zdumieniu, ankietowani – dość prości Francuzi – za super durnia uważają prezydenta Busha juniora, samorzutnie mówią o jego powiązaniach (?) z koncernami naftowymi, samorzutnie wytykają również b. prezydentowi Sarkozy’emu jego jednak chyba nierozważne posunięcia w Libii. Ale do tego tematu – do tematu obecnego narastania w masach Europy poczucia, że rządzą nami ludzie słabi i wielce naiwni, „chowający głowę w piasek”(!), jeszcze za jakiś czas powrócę…

Korekta: AP

Komentarzy (0)



niedziela, 20 styczeń, 2019

  • Pogoda w Paryżu


    1°C
    Pochmurno

    Dzisiaj:
    3°C / -4°C
     
    ponwtośroczwpiąsob
    -3°-1°-2°-1°
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART