'Taguj' blogi | "korespondencja z Paryża"

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 7 czerwca 2018 r.

Utworzono 13 czerwca 2018 przez Red. VP

Dziś odnotuję tylko, że dr hab. profesor Aleksander Woźny, wybitny spec w dziedzinie historii wywiadów i wojskowości, we wtorek mi napisał: „Znalazłem w raporcie płka Witolda Morawskiego z 1929 roku tekst świadczący, że miał on dobre rozpoznanie w dziedzinie niemieckich poglądów operacyjnych na wypadek przyszłej wojny, Pułkownik Morawski dowodził: Działania wojenne rozpocznie lotnictwo gotowe od pierwszej godziny, które zniszczy lotnictwo przeciwnika… Po zniszczeniu lotnictwa przystąpi do niszczenia centr wytwórczości kraju nieprzyjacielskiego, węzłów komunikacji, ośrodków mobilizacyjnych”.

Ja pamiętam, że wuj Witold Morawski w r. 1939 odwiedzał mego ojca u nas w Warszawie na Zimorowicza 4, wracając z posiedzeń w sztabie RYDZA (na które przyjeżdżał ze Lwowa); stwierdzał, że nie wie, czy się śmiać, czy płakać. Rydz i jego oficerowie zupełnie nie doceniali zagrożenia, jakie stanowiły niemieckie dywizje czołgowe. Natomiast podkreślali operatywność naszej kawalerii!!! Nie chcieli uznać, że niemieckie czołgi mogą w ciągu tygodnia zagrozić Warszawie!

Z ostatniej chwili: czytelnik pyta mnie o artykuł b. pułkownika UOP-u, Waldemara MASZENDY, pt. MÓWILI W WOLNEJ, z którego wyjątki przytoczyłem wczoraj. Potwierdzam, że ten świetny tekst ukazał się w GAZECIE OBYWATELSKIEJ Kornela MORAWIECKIEGO nr 159 (2-15 lutego 2018). Tyle na dziś.

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 6 czerwca 2018 r.

Utworzono 07 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta: Dlaczego powstał film o mnie pt. WETRERAN ZIMNEJ WOJNY, i czy IPN przyznał mi zaświadczenie osoby pokrzywdzonej…? Zacznę od drugiego pytania. Otóż już 14 04 2004 IPN wydał mi ZAŚWIADCZENIE NR 719 04, że jestem osobą pokrzywdzoną!!! SB prowadziło szczególnie ostrą walkę ze mną, bo byłem korespondentem infomacyjnym RWE… To jest od przyjezdnych z kraju do Francji, i z innych źródeł zdobywałem informacje o tym, co się naprawdę w PRL-u dzieje. Prasa reżymowa zwała mnie mianen SZPIONA. Zarówno Jan Nowak jak i Kazimierz Zamorski, szef polskiego wydziału w departamencie analiz i ocen informacji RWE, jak wynika z ich pism, wysoko cenili mą pracę korespondenta informacyjnego – zdobywałem ważne i prawdziwe informacje.

W numerze z 15 lutego 2018 Gazety Obywatelskiej Kornela Morawieckiego pt. Waldemar Maszenda, b. pułkownik UOP-u w świetnym artykule o RWE pisze między innymi: „Rodziny (dodam od siebie, NIEKTÓRYCH) pracownilków RWE były szykanowane przez bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami…”.

Z kolei zajmę się ostatnim pytaniem tego czytelnika. Chce on wiedzieć, dlaczego moje nazwisko pojawia się na słynnej liście Wildsteina. Sprawę tę wyjaśniłem jakiś czas temu w Warszawie w czasie zebrania w IPN-ie, w czasie konferencji prasowej z udziałem mego przyjaciela Bronisława WILDSTEINA, kawalera Orderu Orła Białego. Chodzi o me postawy polityczne wieku 15. i 16. lat (1945 i 1946). Sprawę tę rzeczowo opisuje znakomita książka Teresy MASŁOWSKIEJ o mnie pt. „ŁĄCZNIK Z PARYŻA. Rzecz o Weteranie Zimnej Wojny” – wydawca Instytut im. Generała Stefana „Grota” Roweckiego w Lesznie… Rzecz w tym, że w roku 1945 i 1946 Kościan – jak to określa historyk regionalista, słynny Jerzy ZIELONKA – stanowił AK-owską Wyspę na Morzu Czerwonym. Partiami i miastem rządzili „zakamuflowaniI” byli AK-owcy – Stefan Bech do jesieni roku 1947 kierował PPR-em, Edward Boryczko w roku 1945 kierował PPS-em, starostą powiatowym był mecenas Karol Fiszbach (z przekonań narodowiec), itd., itd.

Do tekstu Teresy Masowskiej mogę dodać tylko jedno. Kierownik PPS-u w Kościanie, b. AK-owiec Edward Boryczko latem 1945 przedstawił mi jakiegoś pracownika powiatowego UB – mówiąc: To, nasz człowiek, godny zaufania, pomaga nam w sporach z grupą tych, którzy atakują nas także za tolerowwanie ciebie, potomka obszarników, syna emigranta politycznego, itd., itd.”. Kilka miesięcy później, już w Poznaniu, zgłosił się do mnie jakiś młody UB-ek, by mi powiedzieć, że ów (polecony mi przez Boryczkę) pracownik powiatowego SB w Kościanie to zdrajca, i że MSW go szuka…. Jednym słowem, tajemnicza sprawa!! Mam nadzieję, że z czasem – dzięki badaniom mych przyjaciół w archiwach UB – coś się więcej o niej dowiem (??). Jedno pewne: owemu młodemu SB-kowi w Poznaniu odmówiłem wszelkich dalszych kontaktów z nim, i dość niezadlugo potem, na paszporcie matki (do chwili wydania paszportu byłem jeszcze nieletni), wyjechałem do Paryża…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 4 czerwca 2018 r.

Utworzono 04 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta, skąd RWE miało tyle zakulisowych informacji o tym, co się w PRL i w PZPR działo. Moja odpowiedź prosta. Znam tę sprawę „od podszewki”. Wszak byłem korespodentem informacyjnym („szpionem” – jak głosili PRL-owcy) RWE… Przed laty w Monachium w czasie kursu dla korespondentów informacyjnych RWE, stary brytyjski dziennikarz, swego czasu przedstawiciel jakiegoś angielskiego pisma w hitlerowskim Berlinie, powiedział nam: „Najciekawsze informacje otrzymywałem nie od opozycji, lecz od skłóconych frakcji NSDAP. Stwierdzenie to było wysoce godne uwagi! I nam najciekawsze informacje przekazywały skłócone frakcje PZPR-u. Jedni partyjni nadawali na drugich… Tą drogą wiele z PRL wyciekało. Miałem tajnych informatorów bliżej mi nieznanych, którzy podrzucali mi nieraz rewelacyjne informacje. W Monachium specjalne biuro analiz i studiów (szef polskiego działu: Kazimierz Zamorski) analizowało wartość, wiarygodność takich informacji…

Rzecz jasna, miałem też szereg dobrze mi znanych informatorów rodaków, którzy Paryż odwiedzali. Specjalna procedura miała na celu ochronę (jeśli były one nam znane) źródeł infromacji… Owa ochrona źródeł była sprawą wielkiej wagi i działała sprawnie… O ile wiem, mimo np. sprawy Czechowicza, nie było w tej dziedzinie wpadek…

Cenionym infomatorem Jana Nowaka był przedstawiciel na Zachodzie katolickiej grupy lubelskiej SPOTKAŃ, Piotr JEGLIŃSKI. Dostarczał on Nowakowi i RWE (w pewnym okresie za moim pośrednictwem) wiele czasem wręcz rewelacyjnych materariałów z PRL. Czekał on na mnie o z góry ustalonej godzinie w konfesjonale klasztoru, w którym mieszkał w Paryżu (raz na takie spotkanie zabrałem będącego właśnie w Paryżu Dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE, Zygmunta Michałowskiego, który wysoko cenił dostarczane prze Jeglińskiego informacje…).

Jednym słowem, pracę mą musiała otaczać ścisła tajemnica. Gdy powierzano mi wymagające wielkiej „poufności” stanowisko korespondenta informacyjnego w Paryżu, zapytałem: Jak to możliwe, że mi powierzacie taką poufną funkcję, wszak swego czasu nie dostałem stypendium doktoranckiego na studia politologiczne w USA, bo do biur „Wolnej Europy” dotarł donos, że w roku 1945 (mając piętnaście, a następnie szesnaście lat) byłem w KOŚCIANIE „krwawym reżymowcem”, oraz że jestem homoseksualistą… Nowak i jakiś Amerykanin powiedzieli mi, że to był donos zapewne „Z TAMTEJ STRONY”, i że „nie mam się tą sprawą zajmować”. Mam o niej zapomnieć i na ten temat milczeć… Trzymałem się długo tej wskazówki! Dopiero kilka lat temu sprawę ujawniłem, o owym donosie w mym dzienniku wspomniałem…

Jedno na zakończenie chcę mocno pokreślić! Zakulisowe informacje z PRL i z PZPR niewątpliwie leżały u podstaw ogromnej popularności RWE w Polsce!

Tyle na dziś… Może tylko dodam, że owe stałe przecieki o walkach frakcyjnych w PZPRze, rewelacje na temat tych czy innych afer i nadużyć, itd., itd. – wszystko to siłą rzeczy nasze społeczeństwo niezwykle interesowało. Rzecz jasna my – korespondenci informacyjni – byliśmy przedmiotem szczególnie ostrych ataków ze strony SB, któremu Biuro Polityczne wyrzucało, że tyle tajemnic wycieka z PRL-u!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 1 czerwca 2018 r.

Utworzono 04 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta o me postawy polityczne w latach 1945 i 1946, i czy to prawda, że moja matka i ja chcieliśmy mego ojca skłonić do powrotu z Francji do kraju…

Tak, rzeczywiście marzyliśmy o powrocie ojca do Polski. Przedwojenny szef ojca, Eugeniusz Kwiatkowski, był wówczas ministrem (?) odbudowy Wybrzeża. Inny z ojca przyjaciół, profesor Michał Kaczorowski, ministrem odbudowy kraju… Oni obaj byli zdania, że ojciec – dobry fachowiec-administrator – przydałby się w pracy dla ojczyzny! Jednak gdyśmy w listopadzie 1946 przybyli do ojca, do Paryża, z miejsca oświadczył on nam, że nie chce wracać; że jego zadaniem jest na emigracji walczyć o Wolną Polskę. Dodał, że „Stalin to nie polityk, lecz zwolennik policyjnego terroru”; i że „nie wierzy, by Kwiatkowski i mu podobni mogli długo urzymać się na swych stanowiskach”! I miał rację: już w połowie 1948 roku nastąpiły ostre czystki. Na przykład Kwiatkowski poszedł w całkowitą odstawkę, zabroniono mu nawet mieszkać na Wybrzeżu – bez posady wylądował w Krakowie…

A do nas – do matki i do mnie – zaczęły z kraju dochodzić ostrzeżenia: „Za Boga nie wracajcie! Przyszły straszne czasy!”.

W mym ukochanym Kościanie – dotąd (jak to określa słynny historyk regionalista, Jerzy ZIELONKA) „AK-OWSKIEJ WYSPIE NA MORZU CZERWONYM – „też nastąpiła ostra czystka”. Pierwszy sekretarz Komitetu Powiatowego PPR, były AK-owiec Stefan BECH, z trzaskiem wyleciał z tego stnowiska, znalazł się bez pracy. Ówczesne represje objęły 150 osób z tego regionu (???).

Kościańscy AK-owcy, ci z PPS i z PPR-u w owym okresie (rok 1947 i połowa 1948 roku) stawiali na tak zwaną narodową orientację w partii, to znaczy na Gomułkę… No i już od roku 1945 szukali dialogu z tradycyjnie mocnymi w Wielkopolsce endekami, uważając ich za skłonnych do rozsądnego dialogu z Rosją. U podstaw postaw owych kościańskich AK-owcow leżała świadomość dramatu POWSTANIA WARSZAWSKIEGO, hasło „nigdy więcej powstań, dosyć strat!”. Mowa była o „pracy pozytywnej”!!! Nie dostrzegali oni jednak, że wielkimi krokami nadchodzi KRWAWY STALINIZM!!

Ojciec mój natomiast z miejsca wyczuwał, ku czemu iść musi. Dobrze orientował się w mentalności Stalina… Miał nosa. Podziwiałem jego zdolność przewidywania. Ojciec żywił prawdziwy kult de Gaulle’a. Uważał go za najmądrzejszego z przywódców Zachodu. Podobnie jak de Gaulle, uważał, że system sowiecki upadnie, bo nie można na dłuższą metę rządzić w oparciu tylko o policję. Ale podobnie jak i de Gaulle wyczuwał, że ów upadek zajmie sporo czasu…

W paryskich dyskusjach z ojcem zastanawiałem się nad wagą – jeśli to tak można określić – „orientacji narodowej” w Związku Walki Młodych i w PZPR. Ojciec był zdania, że stalinowska policja szybko sobie da radę z tymi „nacjonalistycznymi ciągotami”… Uważał, że tylko muszący prędzej czy później nadejść kryzys gospodarczy rozwali owe czysto policyjne, z natury rzeczy ekonomicznie nieudolne, ustroje. I ojciec mój, który w tej dziedzinie w pełni podzielał opinie de Gaulle’a, miał rację… Ów nieunikniony rozpad ustrojów komunistycznych zajął pół wieku!!!

Co do mych postaw w latach 1945 – listopad 1946 (wyjazd do Paryża jeszcze na paszporcie matki – w momencie wydawania paszportu byłem jeszcze nieletni) i co do specyficznej sytuacji kościańskiej, polecam świetną książkę – mym zdaniem naprawdę bacznej i mądrej dziennikarki, Teresy MASŁOWSKIEJ – pt. ŁĄCZNIK Z PARYŻA. RZECZ O WETERANIE ZIMNEJ WOJNY… (Wydawca Instytut Im. Generała Stefana „GROTA” ROWECKIEGO, LESZNO).

Kończąc, dodam, że ów okres kościański – byłem uczniem Liceum Kościańskiego (matura: styczeń 1946) – spowodował, że do dziś czuję się na 102 Kościaniakiem. Naprawdę kocham to miasto, w mych oczach nacechowane specyficznym rozsądkiem i wielką inteligencją oraz godnym uwagi poziomem intelektualnym (patrz np. kościańska prasa – np. znakomite, żywo redagwane WIADOMOŚCI KOŚCIAŃSKIE)!

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 31 maja 2018 r.

Utworzono 01 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik z Brukseli nawiązuje do mego dziennika z 28 5 2018, w którym wyrażam przekonanie, że współczesny świat zachodni nie bierze dostatecznie pod uwagę faktu, iż terroryzm, w tym także terroryzm nuklearny to „miecz Damoklesa” wiszący nad naszą przyszłością… Ów czytelnik jest zdania, „że w podświadomości szerokich mas krajów takich jak np. Belgia i Francja czy Włochy oraz Niemcy obawy stale się potęgują, co może znaleźć prędzej czy później wyraz w wynikach wyborów parlamentarnych”. Obawy te mogą jednym słowem być może w polityce przynieść sporo nowego.

Czytelnik pyta mnie, jak ja oceniam „wymiar zagrożenia terrorystycznego”. Moja odpowiedź prosta: 1). Po pierwsze, wszystkie przewidywania w tej dziedzinie mogą z natury rzeczy okazać się zawodne. Wszak trudno przewidzieć, co mogą np. „wykombinować” skrajnie islamscy terroryści. Wszak zamach w USA z 11 9 2001 roku był całkowitym zaskoczeniem! 2). Po drugie, wśród skrajnych islamistów może się znaleźć „samotny wilk” o dużej wiedzy technicznej, zdolny „skonstruować taką czy inną” groźną np. bombę… Wszak wśród skrajnych islamistów zapewne bywają nie tylko „prymitywni nożownicy”, lecz także np. studenci nauk ścisłych… 3). Po trzecie, nie można do końca wykluczać, iż skrajnie islamscy spiskowcy, posiadający co najmniej kilka tajnych, nienawidzących Zachodu organizacji, kierowanych czasem przez ludzi zdolnych posługiwać się „terroryzmem najwyższej klasy, zaplanować godzące Zachód naprawdę groźne ciosy”. A to tym bardziej, że nie można całkowicie wykluczać, że te czy inne wrogie Zachodowi państwa mogą tajemnie i po cichu tak czy inaczej skrajnych islamskich terrorystów wspierać i w te lub inne groźne bronie wyposażać. Z wszystkim tym łączy się potęgowanie się napięć między Izraelem a Iranem. Jak ci lub inni uwydatniają, problem ten jest jednak wysoce niebezpieczny. Pilne, by znaleźć z niego jakieś wyjście. Ale trudno w tej dziedzinie cokolwiek przewidzieć… Jedno pewne: Polska, tak z przyczyn historycznych z narodem żydowskim – powiedziałbym – organicznie związana (a to mimo sporów i nieporozumień, w tym tych niedawnych, nie bardzo wiadomo przez kogo i w jakim celu rozdmuchanych), WINNA MOBILIZOWAĆ CAŁĄ UNIĘ EUROPEJSKĄ POD HASŁEM OPIEKI NAD IZRAELEM. DODAM, ŻE W MYM POJĘCIU IZRAEL WINIEN STAĆ SIĘ JEJ CZŁONKIEM!!!

Kończąc, powrócę do pytania owego czytelnika z Brukseli, i raz jeszcze mocno PODKREŚLĘ, ŻE MOGĄCE SIĘ POTĘGOWAĆ ZAGROŻENIE TERRORYSTYCZNE TO BARDZO REALNA GROŹBA O NIEOBLICZALNYCH SKUTKACH… (SKUTKACH TAKŻE I POLITYCZNO-WYBORCZYCH…).

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 28 maja 2018 r.

Utworzono 29 maja 2018 przez Red. VP

Odnoszę wrażenie, że współczesny świat zachodni nie bierze dostatecznie pod uwagę faktu, że terroryzm, w tym także terroryzm nuklearny, to szczególnie groźna nowoczesna forma wojny! A przecież nie można całkowicie wykluczać użycia przez np. fanatyków islamskich tych lub innych współczesnych szczególnie groźnych środków rażenia. Jasne chyba (?), że należy brać pod uwagę np. atak wyposażonych w drony terrorystów na tę lub inną siłownię jądrową??Spotkałem się też z teorią, której prawdopodobieństwa ja nie jestem w stanie ocenić, iż dobrze w odpowiednich dziedzinach wykształcony „samotny wilk terroryzmu” może być w stanie sfabrykować taką lub inną „broń atomową” (???).

W mym pojęciu jasne chyba, że mocarstwa Zachodu winny jednak się z takim zagrożeniem liczyć, umieszczać swe „organy kierownicze” w budynkach mających cechy schronów. Jak słyszę, „ na terenie Rosji już od kilka lat powstało kilkadziesiąt nowych podziemnych bunkrów, które w razie potrzeby mają pełnić rolę centrów dowodzenia” (?). W USA też – jak się zdaje – nadal stale wzrasta liczba „schronów-bunkrów”, i to zarówno militarnych czy państwowych, jak i prywatnych – nieraz na zamówienie milionerów pięknie urządzonych, wyposażonych w np. hydroponiczne ogrody domów… Warto też wiedzieć, że ogromne podziemne bunkry przeciwatomowe istnieją od czasów „zimnej wojny” w Pekinie… Od wczesnych lat osiemdziesiątych XX wieku, owe bunkry są podzielone na małe mieszkania. Mieszka tam teraz około miliona osób – tak więc owe schrony nie stoją puste, są wykorzystywane…

Tyle o tym tak groźnym temacie na dziś. Kończąc, dodam tylko, że obawy przed nowymi, bardzo groźnymi wyczynami terrorystów niewątpliwie są obecne w świadomości wielu jednak poważnych zachodnich „politologów i rzeczoznawców”. Dostrzegają oni, że terroryzm to nowa forma zagrożenia i wojny. Stawia to niewątpliwie chyba przed armiami nowe zadania… Być może epoka wojen czołgowych dobiega końca!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 24 maja 2018 r.

Utworzono 29 maja 2018 przez Red. VP

Od Michała Dobosza, jakże sprawnego attaché prasowego Ambasady RP w Paryżu, dowiedziałem się, że w dniu 25 czerwca ma się w owej tak zasłużonej polskiej placówce dyplomatycznej odbyć duże polsko-francuskie spotkanie… Maja być wyświetlane 2 filmy Morawskiego – laureata wielu nagród, obecnie – o ile wiem – reżysera firmy filmowej Mirka Chojeckiego. Pierwszy z tych dwóch filmów dotyczy mego ojca, b. kierownika MSZ-u w obalonym przez zamach majowy rządzie Witosa, a o wiele później pierwszego z ambasadorów akredytowanych przy rządzie Wolnej Francji rezydującym wówczas w Algierze (październik 1943 – rząd RP na wychodźstwie w Londynie jako pierwszy oficjalnie uznał władze Wolnej Francji – wówczas jeszcze władzami tymi kierowali dwaj generałowie: de GAULLE i Giraud. Mój ojciec, wówczas w Algierze siłą rzeczy był dziekanem korpusu dyplomatycznego. De Gaulle ojca wysoko cenił i lubił, przez długie lata dawał tego liczne dowody.

Gdy Francja przestała uznawać nasz Rząd w Londynie, ojciec pozostał w Paryżu jako – jak to określano – nieoficjalny przedstawiciel WOLNEJ POLSKI. De Gaulle polecił zachować mu status dyplomatyczny ad personam… Owa jakby „Ambasada Bis” uznawana była za właściwe przedstawicielstwo prawdziwej Polski przez sporo francuskich i tutejszych polskich organizacji, np. przez wówczas potężne wpływami i liczbą członków SPK… Ta nasza ambasada nadawała też np. ważnym i dla sprawy wolnej Polski zasłużonym Francuzom ordery. Wściekało to dyplomatów PRL-u i francuskich komunistów, którzy na łamach swych gazet pisali o nas „Polscy zdrajcy i bandyci spod znaku Andersa…”. Tak, warszawski MSZ nasza dyplomacja emigracyjna wściekała. Po odzyskaniu niepodległości, minister Skubiszewski chciał w pełni uznać zasługi EMIGRACYJNEJ DYPLOMACJI, mówił o statusie honorowych współpracowników naszych placówek dyplomatycznych jej przedstawicieli. Ale w latach dziewięćdziesiątych PRL-owscy dyplomaci sprawę STORPEDOWALI. (Ponoć to zagranie ma być lada dzień rozszyfrowane???).

W czasie owego wieczoru ma też być pokazany film o mnie – uważanym za szpiona przez PRL korespondencie informacyjnym RWE w Paryżu, centrum napływu informacji z PRL-u -, informacji nieraz mi podrzucanych, by zniszczyć konkurenta przez skłócone frakcje PZPR-u…

Ważnym elementem tego rewelacyjnego spotkania ma być krótka, lecz dosadna wypowiedź słynnego profesora HABIELSKIEGO o przezeń opracowanych tajnych raportach dyplomatycznych mego ojca. Zapewne z lat 1943 -1968.

Zgodnie z pomysłem profesora ŻARYNA, CZOŁOWEGO SENATORA RP, chcę w czasie tego tak ważnego spotkania złożyć dosłownie w kilku słowach hołd pamięci kilku Francuzów, zaczynając od de Gaulle’a, Gastona Palewskiego, Jeana Laloy, Roberta Richefort, którzy tak nas – WOLNYCH POLAKÓW, „les POLONAIS LIBRES” – w naszej walce wspomagali.

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 23 maja 2018 r.

Utworzono 29 maja 2018 przez Red. VP

Na wstępie chcę podkreślić, że ja – inwalida wojny i zimnej wojny – jestem teraz bardzo szczęśliwy w paryskim Domu św. Kazimierza. Ten Dom został założony w 1846 roku przez polskich emigrantów „z inicjatywy księżnej Anny z Sapiehów Adamowej Czartoryskiej”. Placówka ta mogła znaleźć się pod obecnym jej paryskim adresem „dzięki wsparciu hr. Ksawery Grocholskiej. Nad wejściem do jej budynku znajduje się herb Grocholskich Syrokomla”… W Domu tym mieszkał i tu zmarł w roku 1883 Cyprian Kamil Norwid. Od początku Domem i jego pensjonariuszami zajmują się siostry zakonne z Polski, zwane Szarytkami. Jestem pod kolosalnym wrażeniem życzliwości i sprawności owych zakonnic!

Od dłuższego już czasu znakomitym prezesem tego dzieła im. św. Kazimierza jest jakże sprawny Andrzej hr. ORŁOWSKI. Dzięki jego staraniom i mądrym, dobrze przemyślanym posunięciom oraz dzięki pomocy hojnych donatorów Hubertostwa hr. d’ORNANO, DOM jest już teraz bardzo właściwie odnowiony, pięknie wyremontowany!

Co do mnie, to dobrze czuję się wśród swoich, pod opieką szlachetnych sióstr… Regularnie odwiedza mnie moja ukochana córka Natalia. Jemy razem w pobliskiej restauracyjce kolację. Odwiedza mnie sporo innym osób, np. Wirydianna z hr. Raczyńskich hr. Reyowa. Dalej, pani redaktor Renata Głowacka, Maja Chrzanowska, prezes Roman Czajka. Także francuski wybitny dziennikarz i działacz Joël Broquet…, i inni!

Był też u mnie Ksiądz Marian Faleńczyk SAC, Pallotyn, zwany opiekunem młodzieży świata, kapłam, który w Arcueil pod Paryżem założył wielki (chyba z 200 pokoi) Międzynarodowy Dom Studencki Imienia Jana Pawlą II-ego! Ks. Marian Faleńczyk to nie tylko świetny, pełen inicjatywy organizator, lecz również wysokiej klasy naukowiec, autor bardzo dużej wagi książki pt. KONCECPCJA WOLNOŚCI WEDŁUG JANA PAWŁA JAKO ODPOWIEDŹ NA WSPÓŁCZESNY KRYZYS WOLNOŚCI (Wydawca: Opolska Biblioteka Teologiczna). Jak – kończąc tę swą pracę – podkreśla Ks. Faleńczyk: „Gra toczy się o wielką stawkę, a chodzi w niej o człowieka i jego wolność”.

Kończąc, pozwolę sobie przypomnieć, że nie od dziś jestem bliski polskich księży Pallotynów. Przed laty do ich paryskiego CENTRE DU DIALOGUE wprowadzili mnie ludzie naprawdę mi drodzy: śp. Ksiądz Florian Kniotek oraz pani redaktor Danuta Szumska. Wysoko tez ceniłem np. śp. superiora Zenona Modzelewskiego… No a za chyba najwybitniejszego i najrozsądniejszego Biskupa świata nie od dziś uważam Księdza Henryka Hosera, w mym odczuciu jedną z naprawdę czołowych postaci współczesnego katolicyzmu!

Tyle na dziś!

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 13 maja 2018 r.

Utworzono 25 maja 2018 przez Red. VP

W tę niedzielę rano – gdy piszę te słowa – tutejsze rozgłośnie radiowe poświęcają wiele uwagi faktowi, iż w sobotę wieczorem urodzony w Czeczenii w roku 1997 bojownik Państwa Islamskiego, nim zginął zastrzelony przez policję, nożem zaatakował i zranił w centrum Paryża 5 osób (jedną śmiertelnie).

Wedle słów jakże wybitnego prezydenta Macrona, „Francja ponownie zapłaciła drogą cenę”, ale „nigdy nie podda się wrogom wolności”…
Jednym słowem, islamscy fanatycy nadal „są w akcji”. Mimo klęski Państwa Islamskiego, „wojna trwa”…

Poważni specjaliści nie wykluczają, że z czasem wśród islamskich fanatyków mogą się znaleźć np. studenci nauk ścisłych czy też inni ludzie zdolni sfabrykować naprawdę bardzo groźne bronie (???). Nie można też do końca wykluczać możliwości, że tajemniczy KTOŚ im groźne bronie podrzuci. (Jestem ciekaw wiedzieć, co o tym całym ewentualnym niebezpieczeństwie myślą nasi świetni spece, naukowcy tacy jak np. dr hab. Aleksander Woźny /??/). Wydaje mi się, iż Polacy w takich dziedzinach mają dobrego nosa, przeżyli wiele różnych trudnych okresów…, mają więc dobre wyczucie zagrożeń…

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 12 maja 2018 r.

Utworzono 25 maja 2018 przez Red. VP

Ze sfery chrześcijan Bliskiego Wschodu dochodzą mnie echa podkreślające wielkie zasługi pokładane w owym regionie przez nasz suwerenny i rycerski zakon szpitalników, zwany Zakonem Maltańskim. Wielkie zasługi pokładają tam tak charytatywnie i opiekuńczo aktywne nasze zakonne asocjacje: libańska, francuska i inne. Nasi „Maltańczycy” umieją znaleźć tam właściwy styl postępowania, dogadywać się z godnymi szacunku muzułmanami, znajdować z nimi właściwy język. W tym dialogu dużą rolę grać może właśnie w tej dziedzinie szczególnie sprawny obrządek melchicki, mający 7 diecezji w Libanie, 4 w Syrii, po jednej w Meksyku, Australii, Brazylii i w USA, oraz pojedyncze parafie w kilku krajach, np. bardzo aktywną parafię w Paryżu (starodawny, przepiękny Kościół św. Juliana Biednego, w którym chrzczone były me wnuczki – mój zięć jest melchitą i kawalerem rycerskiego zakonu Patriarchy tego obrządku). Ów Patriarcha rozwija bardzo sprawnie działalność ekumeniczną. Podkreśla on też arabski charakter katolickich obrządków owego regionu, i na tej bazie prowadzi dialog z pewnymi kręgami islamu.

We Francji jest np. dobrze znany i ceniony jeden z czołowych syryjskich biskupów melchickich, Jego Ekscelencja Nicolas ANTIBA…, który – jeśli dobrze go zrozumiałem – uważa, że państwa Zachodu nieraz fałszywie oceniają sytuację w Syrii, mówiąc o rzekomym istnieniu „UMIARKOWANYCH REBELIANTÓW”.

Arcybiskup Antiba jest niewątpliwie przyjacielem rodziny mej córki, i ogólnie Polaków. O ile pamięć mnie nie myli, przed laty kierując w Paryżu melchicką parafią św. Juliana Biednego bywał na zebraniach w słynnej, zwanej mickiewiczowską, BIBLIOTECE POLSKIEJ w Paryżu… Myślę, że warto, by ktoś go do Polski zaprosił, tak aby mógł ON umocnić mający starodawne tradycje kontakt między naszym krajem a Syrią, Libanem itd.
Kończąc, zaznaczę raz jeszcze, iż prestiż naszego Zakonu na Bliskim Wschodzie jest OLBRZYMI. To sprawa i dla ZPKM wielkiej wagi… Wiem, że ten nasz Związek wiele dokonał na Ukrainie… Ważne jednak – w oparciu o nasze tradycje, np. o fakt, że Liban stosunkowo długo uznawał nasz Rząd na Wychodźstwie w Londynie – , że wysoce popularnym tam (w LIBANIE) był jeden z naszych czołowych emigracyjnych dyplomatów, Zygmunt Zawadowski (b. poseł w Syrii i w Libanie, a w latach 1976-1978 minister spraw zagranicznych Rządu RP w Londynie). Istotne też, że – jak doniosła jakiś czas temu agencja PAP – wedle szeika Mohammada Awad Murheba „Polska dziś bardziej niż inne kraje pomaga uchodźcom w Libanie”!! Dodam od siebie: STARA PRZYJAŹŃ NIE RDZEWIEJE!!

Komentarzy (0)



sobota, 18 stycznia, 2020

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART