'Taguj' blogi | "korespondencja z Paryża"

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 18 lipca 2018 r.

Utworzono 01 września 2018 przez Red. VP

Dociera do mnie pytanie o poufne opinie mego ojca o tym, co zaszło jesienią 1939. O roli ambasadora Francji Leona Noela w przemianach, jakie wówczas nastąpiły we władzach RP. Tak, mój ojciec był wówczas wraz z Jerzym Giedroyciem doradcą naszego ambasadora w Bukareszcie Rogera Raczyńskiego. Ów ambasador odegrał w owych przemianach znaczną rolę. Skądinąd mój ojciec miał dobre stosunki z Leonem Noelem.

O owych przemianach, o objęciu urzędu premiera przez generała Sikorskiego i prezydentury przez Władysława Raczkiewicza (z dniem 30 9 1939) ojciec w swych książkach wiele pisał. Rzecz jasna, ojciec – człowiek pełen umiaru i wyrozumiałości – w swych pisemnych wypowiedziach unikał sformułowań zbyt drastycznych. Nie stawiał kropek nad „i”. Na przykład nie uwydatniał ogromu krytyk godzących w Rydza Śmigłego i jego – jak się okazało – niemądry sztab. „Prywatnie” jednak mi mawiał, że nawet byli członkowie rządu Sławoja Składkowskiego (już w RUMUNII), jak wszyscy Polacy mieli niesamowicie za złe ekipie Rydza jej uprzedni tak naiwny – jak się okazało – optymizm, owo przedwojenne hasło NIKT NAM NIE ZROBI NIC, wręcz idiotyczną – jak się okazało – walkę z tak zwanym defetyzmem, niedocenianie mocy hitlerowskich wojsk czołgowych, tezę, że zdołamy przez ładnych kilka miesięcy, do chwili nadejścia takiej lub innej pomocy z Zachodu stawić Niemcom czoła. W rozmowach ze mną ojciec nie ukrywał, że nie do końca rozumie, jak to możliwe, że Rydz był aż tak naiwny, i że, co gorsza, jego naiwnemu optymizmowi ufał minister Beck!

Jedno z pytań mego rozmówcy dotyczy ambasadora RP we Francji (od 20 lipca 1936 do 7 listopada 1939), Łukasiewicza. Otóż – jak pamiętam – z tego, co ojciec mój mawiał wynikało, że Juliusz Łukasiewicz był tylko na 100% zaufany Becka i Rydza, w ślad za nimi z uporem głosił naiwną tezę o mocarstwowości Polski, nie rozumiał Francuzów i nie umiał zręcznie z nimi gadać. Miał niewątpliwie w Paryżu pozycję o wiele gorszą od swego poprzednika Alfreda Chłapowskiego…, no i nie bardzo wiedział, że Francja nie była w stanie podjąć natychmiast ofensywy na Niemcy po to, „by ulżyć Polsce”…

Ojciec mój mawiał, że nie rozumie, dlaczego mądry Piłsudski „zostawił” kierownictwo polskiej polityki zagranicznej w rękach niezbyt mądrego Becka, a dowództwo naszej armii w rękach generałów, których sam określał jako „wiernych, ale miernych”… Rydz był człowiekiem wysoce „przyzwoitym”, lecz militarnie nadawał się nie na naczelnego wodza, lecz na dowódcę straży granicznej… Piłsudski ponoć mawiał: „Beze mnie nie dadzą sobie oni rady…”. I miał – jak się okazało – 100% rację!!!

TRZEBA TEŻ BARDZO JASNO I DO KOŃCA ZDAĆ SOBIĘ SPRAWĘ Z FAKTU, ŻE OGROM NASZEJ BŁYSKAWICZNEJ KLĘSKI NIESAMOWICIE NASZE SPOŁECZEŃSTWO ZASKOCZYŁ. WSZAK BRAŁO ONO NA SERIO ZAPEWNIENIA WODZA, ŻE NIKT NAM NIE ZROBI NIC!!!

Co do Leona NOELA, to niewątpliwie ów ambasador, w przeciwieństwie do Rydza i Becka, świetnie się orientował w fakcie, że dywizje pancerne Hitlera armię polską w ciągu kilku dni rozbiją. Uważał stwierdzenie SILNI, ZWARCI, GOTOWI ZA ABSURD. NOEL niewątpliwie przewidywał też cios sowiecki w polskie plecy. Pod koniec września 1939 wyraźnie popierał Sikorskiego. Chciał pełnej odmiany władz RP.

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 15 lipca 2018 r.

Utworzono 29 sierpnia 2018 przez Red. VP

Wczoraj, 14 lipca, francuskie święto narodowe. W telewizji oglądałem paryską defiladę! Wspaniała! Zrobiła na mnie ogromne wrażenie! Tak, kocham nie od dziś francuską armię! W Jurkowie przed laty, będąc dzieckiem, wychowywałem się pod wizerunkami mych przodków, żołnierzy Napoleona: generała Franciszka Morawskiego, wojskowego i poety, generała Dezyderego Chłapowskiego (czupurny Dezyderek, niegdyś oficer ordynansowy owego cesarza), generała Jana Henryka Dąbrowskiego, szefa Legionów Polskich wchodzących w skład francuskiej armii, generała Turno…

Tak, kocham francuską armię i kocham Francję! Ojciec mój i Józef Czapski wlali w me serce kult francuskiej kultury, także i politycznej, nacechowanej szacunkiem wszystkich narodów, duchem tolerancji, kultem autentycznej sprawiedliwości, rozwagi, rozsądku, oraz – i to też wielce istotne – sztuki i literatury!! Obaj: ojciec mój i Józio Czapski niewątpliwie stawiali na EUROPĘ NA FRANCUSKIM SOSIE, opartą na owych powyżej wymienionych wielkich wartościach francuskiej kultury. Wysoko też cenili tak precyzyjny język francuski, walczyli o FRANKOFONIĘ!

Wierny memu ojcu i Józefowi Czapskiemu, walczę o FRANKOFONIĘ, przygotowuję apel po francusku skierowany także do tak licznych Francuzów polskiego pochodzenia, do polonijnych organizacji tutaj, do między innymi WSPÓLNOTY FRANCUSKO-POLSKIEJ, do Krzysztofa Jussaca, Barbary Miechówki, Romana Czajki – o podjęcie boju o zwiększenie umów o współpracy (jumelages) między francuskimi i polskimi miastami, o zwiększenie liczby klas francuskiego w polskich liceach, no i rzecz jasna o rozbudowę przyjacielskiego dialogu politycznego Francja-Polska, dialogu opartego na przyjaźni i chęci wzajemnego zrozumienia się… Projekt takiego mego APELU już rozesłałem wielu osobistościom. Czekam na uwagi i reakcję!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 9 lipca 2018 r.

Utworzono 29 sierpnia 2018 przez Red. VP

Ojca mego czasem nazywano najbardziej profrancuskim z Polaków. I rzeczywiście, hasłem jego życia była walka o Europę na francuskim sosie, to znaczy opartą na pięknych wartościach francuskiej kultury politycznej, takich jak pełne poszanowanie prawa i sprawiedliwości, kult wiedzy i sztuki, poszanowanie wszystkich narodów i duch tolerancji. Cechowały go też: przyjaźń do i podziw Generała de Gaulle’a… Dość podobnie jak mój ojciec myśleli jego najbliżsi paryscy przyjaciele Józio Czapski i Kot Jeleński.

A mnie – choć byłem i jestem 100% Polakiem, wiernym synem Wielkopolski – ojciec i Józio Czapski do serca wlali kult i miłość Francji, jej – powiedziałbym – WOLNOŚCIOWEJ KULTURY, jej literatury i sztuki. Tak, będąc 100% Polakiem równocześnie nie od dziś wiodę bój po hasłem WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI.

Ostatnio podjąłem bój o więcej klas języka francuskiego w polskich liceach, oraz o zwiększenie ilości umów o braterskiej współpracy miast i miasteczek francuskich i polskich. Apeluję do mego kościańskiego liceum oraz do niegdyś królewskiego miasta KOŚCIAN o odegranie, w oparciu o radcę Stanislasa PIERRETA z AMBASADY FRANCJI W WARSZAWIE, pewnej roli w tej akcji!!! KOŚCIAN, bogaty tradycją oddanych Francji przyjaciół: Generała Dezyderego CHŁAPOWSKIEGO z Turwi i ambasadorów Alfreda CHŁAPOWSKIEGO z Bonikowa i Kajetana MORAWSKIGO z Jurkowa, jest do odegrania takiej roli wyraźnie powołany!!

Tak, jasne dla mnie, że my Polacy winniśmy walczyć o Frankofonię, o rolę w świecie języka francuskiego, tak – jak to podkreślał mój ojciec – ścisłego i, w przeciwieństwie do angielskiego, PRECYZYJNEGO!!!

Myślę, że wierni swej narodowej tradycji winniśmy my Polacy walczyć o rolę Francji w Europie i w świecie!!!! Poprze nas w tej dziedzinie czołowy działacz Frankofonii, niegdyś bliski przyjaciel Jerzego JANOWSKIEGO, Joël BROQUET. Stawiam w tej dziedzinie między innymi na WSPLÓNOTĘ FRANCUSKO-POLSKĄ, na Krzysztofa JUSSACA, na Barbarę MIECHÓWKĘ, licealnego profesora języka francuskiego, na Romana CZAJKĘ….
Mam nadzieję, że ze strony francuskiej do tej akcji włączą się np. miasta takie jak LENS, gdzie przez lata ukazywał się dziennik NARODOWIEC oraz AMIENS, skąd wywodził się młodo zmarły, tak ceniony przez Józia CZAPSKIEGO malarz Jean Colin d’Amiens (patrz biografia Jeana Colin d’Amiens pióra Vincenta Guillier – Editions Encrage. Jean CoIin d’Amiens był mężem Elżbiety Plater Zyberg, siostrzenicy Czapskiego. Ośmielam się przypuszczać, że dzieła tego jakże wybitnego zdaniem Czapskiego malarza winna znać tak sztuką piękną zainteresowana pani Brigitte Macron, żona obecnego prezydenta Francji, także wywodząca się, tak jak jej mąż i jak Jean Colin, z AMIENS!!! Kończąc, wyrażę nadzieję, że świetna paryska GALERIA LE ROI DORE zainteresuje się Jeanem Colin d’Amiens…

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 4 lipca 2018 r.

Utworzono 24 lipca 2018 przez Red. VP

We wczorajszym dzienniku pisałem o walce o „więcej Francji w Polsce i Polski we Francji!”. Rzuciłem hasło współpracy polskich i francuskich liceów. Apelowałem do mego dawnego liceum w Kościanie, do jego kierownictwa, do związku absolwentów (do Pani Albińskiej), rzecz jasna także do tak mi drogiego wicedyrektora Wojciecha Morawskiego o zatelefonowanie w tej sprawie do sekretariatu Radcy Stanislasa PIERRETA w Ambasadzie Francji w Warszawie (trzeba się pośpieszyć, bo niezadługo opuszcza on Warszawę), o znalezienie dla naszego liceum w Kościanie dobrego PARTNERA we Francji! Takie UMOWY MIĘDZY POLSKIMI I FRANCUSKIMI LICEAMI WINNY SIĘ MNOŻYĆ. W POLSKICH LICEACH WINNY POWSTAWAĆ KLASY NAUCZANIA FRANCUSKIEGO! STARE, KRÓLEWSKIE MIASTO KOŚCIAN, MIASTO Z, KTÓRYM TAK PRZEZ DŁUGIE LATA ZWIĄZANI BYLI WYBITNI UMACNIACZE PRZYJAŹNI POLSKA-FRANCJA, NP. AMBASADOROWIE ALFRED CHŁAPOWSKI I KAJETAN MORAWSKI, TAKŻE W PEWNYM OKRESIE ulubiony OFICER ORDYNANSOWY NAPOLEONA, DEZYDERY CHŁAPOWSKI („czupurny Dezyderek” – samo też winno pod hasłem współpracy, także i gospodarczej wejść w umowę z jakimś odpowiednim francuskim miastem! Apeluję w tej sprawie do licznych w naszym regionie przyjaciół Francji, do Pani Jęcz, do rodu Kuźmińskich, itd., itd.

RZECZ W TYM, BY WE FRNCJI ZNALEŹĆ DYNAMICZNE MIASTO SKŁONNE NA SERIO WZIĄĆ SIĘ ZA MODELOWĄ WSPÓŁPRACĘ Z KOŚCIANEM, ZA ROZDUDOWĘ WSPÓŁPRACY KULTROWEJ, LECZ TAKŻE I WYMIANY HANDLOWEJ I GOSPODARCZEJ Z TYM STARYM POLSKIM KRÓLEWSKIM, NIEGDYŚ GRODEM.

OBECNOŚC CORAZ TO WIĘKSZEJ LICZBY TAKICH SPRZĘŻONYCH Z FRANCUSKIMI MIASTAMI POLSKICH MIAST TO SPRAWA WIELKIEJ WAGI. I DLA POLSKI, I DLA FRANCJ, I NAWET DLA UNII… To byłby jednak chyba mały, lecz istotny krok NAPRZÓD W BUDOWIE ZWARTEJ I BEZPIECZNEJ EUROPY.

Takie posunięcia mają szczególną wagę dziś, gdy to pewne obce siły – jak mi się zdaje – nie chcą dopuścić do dalszego jednoczenia się Europy. Gdy BYĆ MOŻE WSPOMAGAJĄ ONE TAK CZY INACZEJ BREXIT, I KTO WIE, CZY NIE SEPARATYSTÓW KATALOŃSKICH. Być może sprytnie PODSYCAJĄ ONE OGIEŃ EUROPEJSKICH NAJRÓŻNIEJSZYCH SPORÓW – w każdym razie ja, stary ekspert, mocno odnoszę czasem takie wrażenie!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 3 lipca 2018 r.

Utworzono 24 lipca 2018 przez Red. VP

Dziś pragnę się zająć kluczową w mym pojęciu sprawą! Walką pod hasłem WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI!! Jako pierwszy krok w tej dziedzinie widz budowanie „ścisłej współpracy między pewną liczbą polskich i francuskich liceów”. Więcej niż dotychczas polskich liceów winno wyposażyć się w klasy języka francuskiego. Liczę w tej dziedzinie na panią Andrzejową JĘCZ, na Pana Kuźmińskiego, na Wojtka MORAWSKIEGO – wicedyrektora mego ukochanego liceum w Kościanie (chętnie uznaję pana Wojtka za mego krewnego – jak to dawniej mawiano – „przyjmuję go do herbu, za krewnego chcę uważać…”. Misja w Polsce mego przyjaciela Pierreta dobiega końca. Ważne więc, by jak najszybciej zadzwonić do jego sekretariatu we francuskiej ambasadzie w Warszawie, by z miejsca PUŚCIŁ W RUCH WSPÓŁPRACĘ liceum w Kościanie z jakimś DUŻYM PROWINCJONALNYM LICEUM WE FRANCJI.

Liczę, że sprawę poprą Wiadomości Kościańskie, a także RADIO MERKURY, oraz czasem docierający do Paryża znakomity GŁOS WIELKOPOLSKI!!!

Ziemia Kościańska, ojczyzna Generała Dezyderego CHŁAPOWSKIEGO (tak cenionego przez NAPOLEONA jego oficera ordynansowego – jak mawiał ów cesarz – „czupurnego Dezyderka”), ambasadorów Alfreda Chłapowskiego z Bonikowa, który przez lat kilkanaście (1924-1936) umacniał przyjaźń polsko-francuską, i Kajetana Morawskiego z Jurkowa – w październiku 1943 pierwszego ze wszystkich ambasadorów akredytowanych przy rezydującym wtedy w Algierze Rządzie Wolnej Francji, później przez ćwierć wieku ambasadora WOLNEJ POLSKI PRZY FRANCJI – ambasadora nieuznawanego, lecz TOLEROWANEGO, człowieka walczącego o Europę na francuskim sosie, to jest o Europę opartą na pięknych wartościach francuskiej kultury politycznej, takich jak kult wiedzy, tolerancyjność, umiejętność prowadzenia rozładowującego napięcie dialogu.

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 1 lipca 2018 r.

Utworzono 24 lipca 2018 przez Red. VP

Odnoszę wrażenie, że coraz to większą ilość ludzi „o niezłym wykształceniu” niepokoi MIECZ DAMOKLESA TERRORYZMU NUKLEARNEGO ZAWIESZONY NAD NASZYMI GŁOWAMI. Wedle uparcie krążących pogłosek, już swego czasu islamscy terroryści planowali w Belgii atak na jedną z elektrowni atomowych tego kraju. Nie jest do końca jasne, dlaczego w końcu do takiego zamachu nie doszło (???).

O ile wiem, rzeczoznawcy organizacji GREENPEACE są zdania, że nie można wykluczać możliwości jakiegoś ataku na tę czy inną siłownie jądrową krajów Zachodu, i także Rosji. Jasne, że taki atak mógłby być może mieć wysoce groźne skutki… Do ataków na elektrownie atomowe mogą służyć np. drony…

Upadek państwa islamskich skrajnych fanatyków w Syrii i w Iraku niestety skłania wielu zachodnich mężów stanu do BAGATELIZOWANIA TERRORYZMU!! Ponoć jedynie w Rosji w „sferach elitarnych” panuje do dziś mocne przekonanie, że islamscy fanatycy „coś po cichu przygotowują, mogą – poparci przez te czy inne państwa jeszcze próbować poważnie dobrać się także i Rosjanom za skórę. „Wódz” Tatarów Krymskich, Mustafa Dżemiliew jest ponoć zdania, że Putin chce owych Tatarów zastraszyć, zmusić do milczenia, przegonić z Krymu. Ów leader głosi ponoć, że dziś na Krymie gorzej niż za Stalina. (Dodam tu, że polscy Tatarzy prowadzą dość szeroką akcję charytatywnej pomocy krymskim współbraciom).

Zdaniem specjalistów, jednak główne zagrożenie terrorystyczne dla Rosji stanowią nie Tatarzy, lecz inne ludy fanatycznie muzułmańskie federacji rosyjskiej… Owe ludy niewątpliwie są w kontakcie z TAJNYNYMI GRUPAMI BLISKOWSCHODNICH FANATYKÓW ISLAMU… Być może mają ukrytych sojuszników także i w Turcji…

Do tego wiadomo, że mimo upadku ich państwa, konspiracje wywodzące się z owego tak zwanego DAESH-u nadal prowadzą propagandę internetową, „propagandę odwetu i terroru” – jak czasem się to określa, i nadal mają, jak się zdaje, spore środki (…).

Co do zagrożenia terroryzmem atomowym, chyba byłoby lekkomyślnie na 100% wykluczać, że służby tych czy innych państw ziejących nienawiścią do Zachodu (i także do Rosji /?/), mogą tak czy inaczej dopomóc skrajnym islamskim konspiracjom (???). Dodam, że zapewne rzeczą niepokojącą jest, że czasem na lep propagandy skrajnych islamistów idą też np. islamscy studenci nauk ścisłych!! No i eksperci Greenpeace mają zapewne rację, gdy głoszą jak niebezpiecznymi mogą się okazać tak trudne gdy chodzi o ochronę np. przed dronami (???) nasze siłownie jądrowe. W tej dziedzinie nie wolno nam zapominać o wypadku, jaki miał miejsce 25 kwietnia 1986 w CZARNOBYLU. Wtedy szło – jak podkreśliłem – o wypadek. Ale przecież takie wydarzenie zapewne można też sprowokować może np. przy pomocy (???) drona…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 15 czerwca 2018 r.

Utworzono 15 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik podkreśla, że „oczywiście PRL-owscy MSZ-owcy traktowali per noga dyplomację emigracyjną, i nie dopuścili do tego, aby minister Krzysztof Skubiszewski nadał po upadku tak zwanej Polski Ludowej owym przedstawicielom rządu RP na wychodźstwie w Londynie status dyplomatów honorowych RP”. Rzecz w tym, że w ich oczach szło o przeżytek bez znaczenia przedwojennego reakcyjnego MSZ-u. Już od lat, owych PRL-owców wściekał fakt, iż Watykan przez długie lata, bodaj od roku 1972 (?), tak czy inaczej uznawał ambasadę Kazimierza Papee, a np. Hiszpania do roku 1968 – do zgonu jakże wybitnego Józefa Potockiego – poselstwo (ambasadę – wedle współczesnych określeń) w Madrycie… Ambasadę PRL w Paryżu irytował fakt, iż wielu wybitnych Francuzów przyjmowało ordery od przedstawiciela rządu RP w Londynie, ambasadora Kajetana Morawskiego (ordery „od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa”– pisał komunistyczny dziennik L’HUMANITÉ. Także np. to, że de Gaulle w roku 1963 (??) zaprosił ambasadora Kajetana Morawskiego z żoną na obiad do Pałacu Elizejskiego, i że wiadomość tę podała oficjalna agencja prasowa AFP… Wedle bodajże Palewskiego, de Gaulle’owi chodziło o to, by cała francuska administracja wiedziała, że ceni on Morawskiego…

Czytelnik dodaje, iż pewne polskie sfery lewicowe uważaja owych przedwojennych polskich dyplomatów za DYPLOMATOŁKÓW i reakcjonistów na 102… Rzecz jasna – ciągnie ów czytelnik – rzuca się w oczy, że Beck fałszywie oceniał sytuację. Wydarzenia jesieni 1939 go zaskoczyły, a to ponieważ Ciano mu powiedział w tajemnicy, że Hitler obiecał Mussoliniemu, że wojny przed kilku laty nie wywoła… Do tego jasne, że Beck – choć sam też był wojskowym – nie dostrzegł ogromu przewagi militarnej Niemiec, zaufał zapewnieniom Rydza, że armia polska potrafi przez pewien czas stawić czoła atakowi niemieckiemu, doczekać na taką czy inną pomoc Zachodu… Do tego Beck, być może błędnie informowany przez ludzi; być może na usługach Sowietów (???), nie przewidział radzieckiego ciosu w nasze plecy. (Ponoć są jakieś podejrzenia w tej dziedzinie /???/).

Czytelnik zastanawia się: Czemu tak mądry Piłsudski nasz MSZ powierzył Beckowi? Wszak byli mądrzejsi kandydaci na to stanowisko, np. Janusz Radziwił czy też Edward Raczyński… To zagadka. Wiadomo też, że Piłsudski mawiał, iż bez niego Polska nie da sobie rady (nikt nie wie, co to godne uwagi powiedzenie Marszałka znaczyło. Nikt nie wie, jak by on – gdyby żył – rozegrał sytuację (???). Czytelnik poleca w tej dziedzinie lekturę „opinii” Wacława Zbyszewskiego…

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 14 czerwca 2018 r.

Utworzono 14 czerwca 2018 przez Red. VP

Tak więc niezadługo w Ambasdzie RP w Paryżu złożony zostanie hołd pamięci naszej AMBASADY WOLNEJ POLSKI. Będą wyświetlone filmy: o mym ojcu, zwanym swgo czasu przez cenionych publicystów „Legendarnym Ambasadorem”, a także „Ambasadorem Atlantydy” czy też „Ambasadorem, który jest instytucją”, oraz o mnie, którego już w tytule swej książki mnie dotyczącej Teresa Masłowska określa mianem „Łącznika z Paryża – Weterana Zimnej Wojny”…

Następnie jeden z najlepszych znawców owej epoki, słynny profesor historii UW, Rafał HABIELSKI mówić będzie o rewelacyjnych TAJNYCH RAPORTACH KAJETANA MORAWSKIEGO, które jeszcze w czasie tego roku ma wydać w IPN-ie (o ile się nie mylę, chodzi o raporty za okres od 1943 aż po koniec lat sześćdziesiątych).

Jak wiadomo, Rząd RP w Londynie pierwszy z wszystkich (!!!) uznał już jesienią 1943 wówczas rezydujący w Algierze Rząd Wolnej Francji. Tak więc ojciec mój był aż do 31.12.1944 – do chwili przybycia już do Paryża Nuncjusza – dziekanem korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy rządzie Francji… Gaulliści mawiali: Morawski był pierwszym z ambasadorów przy naszym rządzie, a pierwszego zawsze się dobrze pamięta…

W lipcu 1944 Francja cofnęła uznanie Rządowi RP w Londynie… Uznała Polski Rząd Jedności Narodowej!!! Ci lub inni Gaulliści – przyjaciele mego ojca – namawiali, by oddał się do dyspozycji owego TYMCZASOWEGO RZĄDU JEDNOŚCI NARODOWEJ. Ojciec mój dał im sławną wtedy odpowiedź: WOLĘ BRAĆ PRZYKŁAD Z ZACHOWANIA SIĘ WOLNYCH FRANCUZÓW NIŻ SŁUCHAĆ ICH RAD.

Ojcu Francja zachowała ad personam status dyplomatyczny. Stał się oficjalnie nie uznawanym, lecz tolerowanym „Ambadadorem WolneJ Polski”… Załatwiał rodakom dziesiątki spraw. Bronił wraz z np. profesorem Lubicz-Zaleskim niezależności zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu, którą PRL chciał zawładnąć… Założył dla zasłużonych starych rodaków Dom Spokojnej Starości w Lailly-en-Val. Godził skłócone polskie organizacje, walczył o stypendia dla polskich studentów i naukowców. Nadawał zasłużonym rodakom i pomagającym nam Francuzom ordery… Francuska prasa komunistyczna na swych pierwszych stronach wymyślała mu od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa…

Chory, przeniósł się do Lailly-en-Val pod koniec lat sześćdziesiątych. Zastąpili go kolejno trzej już nie ambasadorowie, lecz delegaci Rządu: Władyslaw hr. Poniński, Xawery hr. Rey. i Jerzy Ursyn-Niemcewicz…

Swego czasu Minister Skubiszewski obiecywał mi, że MSZ już wolnej Polski otoczy opieką pamięć o dyplomacji emigracyjnej, nada byłym dyplomatom emigracyjnym status dyplomatów honorowych. Sprawa upadła, a to – jak to swego czasu mówił mi mój św. pamięci kuzyn ambasador Ludwik Dembiński – pod naciskiem eks-PRL-owskich dyplomatów, głoszących, że „emigracyjna dyplomacja to dyplomacja Atlantydy, bez śladu znaczenia”… Przed laty o potrzebie uznania zasług dyplomacji emigracyjnej wspominałem pani prezydentowej Marii z Mackiewiczów-KACZYŃSKIEJ i Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej – a to w czasie ich wizyty w Lailly-en-Val w listopadzie 2006… W kilka lat później pani Izabela powiedziała mi, że „sprawa na dobrej drodze”… Ale – jak dobrze wiemy – szlachetne damy, pani Maria Kaczyńska i Pani Tomaszewska, śmierć poniosły 10 kwietnia 2010!!!

Kilka miesięcy temu wspominałem o tej sprawie jednemu z najwybitniejszych polskich senatorów, profesorowi ŻARYNOWI. Mowa też była o problemie uczczenia tych Francuzów, którzy wspierali polską emigrację polityczną… W czasie spotkania w Ambasadzie RP mam zamiar wystąpić w imieniu tradycji naszej Ambasady Wolnej Polski o uczczenie pamięci Generała de Gaulle’a, Gastona Palewskiego, André Malraux, Roberta Schumana, Jeana Laloy z francuskiego MSZ-u, Roberta Rochefort, który pomógł nam zdobyć u Wysokiego Komisarza dla Uchodźców w ONZ-ecie fundusze na zakup domu polskiego w Lailly, Marcela Rudloffa, swego czasu prezydenta regionu Alzacja, który z inicjatywy swego współpracownika, jakże w tej sprawie zasłużonego Jean-Luca Schaffhausera, organizował w Strasburgu naprawdę imponujące, kolosalne spotkania walczących o demokrację działaczy z krajów tak zwanej Innej Europy, dalej: federalistów André Voisin i Joëla Broquet, i innych im podobnych.

APELUJĘ DO SENATORA ŻARYNA, i także do pisma VECTOR POLONII, o poinformowanie o całej tej problematyce dyplomacji emigracyjnej i Francuzów, co pomagali nam – polskim emigrantom politycznym – odpowiednich komisji naszego tak ojczyźnie zasłużonego SENATU!!!

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 11 czerwca 2018 r.

Utworzono 13 czerwca 2018 przez Red. VP

Chyba niewątpliwie w szeregu krajów Europy powoli, ale dość regularnie, potęguje się poczucie, iż sfery rządzące szeregu państw naszego kontynentu oraz brukselskie kierownictwo Unii Europejskiej nie są w stanie dać sobie rady z takimi zjawiskami jak wdzieranie się do krajów Unii sporej ilości imigrantów z Afryki czy z Bliskiego Wschodu, oraz jak potencjalne ogromne zagrożenie terroryzmem islamskim, terroryzmem mogącym rzecz chyba jasna użyć z czasem szczególnie groźnych broni, być może (??) nawet jądrowych czy też np. chemicznych?

W jakim stopniu ów „niepokój społeczny” znajdzie już wyraz w nachodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego, trudno przewidzieć!!! Jedno pewne: poczucie zagrożenia, pewna tęsknota za rządami silnej ręki w szeregu krajów narasta. Coraz to więcej ludzi marzy o – i to BARDZO GODNE PODKREŚLENIA – bardziej sprawnej niż dotychczas Unii Europejskiej, zdolnej na serio bronić przed inwazją elementów islamskich granic naszego kontynentu, o tym, by „zrobić porządek na Bliskim Wschodzie, puścić w ruch jakby nowy plan Marshalla dla Afryki”…

Jest rzeczą oczywistą, że samorzutnie coraz to wyraźniej rodzi się coś jakby ogólnoeuropejski sojusz ruchów politycznych, stawiających na silną władzę, na obronę przed zalewem islamskim granic naszego kontynentu, ruchów marzących też o nowej, bardziej sprawnej niż dotychczas polityce ekonomicznej i monetarnej. Błędem jest widzieć w obecnej ewolucji nastrojów tylko nawrót do nacjonalizmu. W gruncie rzeczy chodzi o zjawisko dużo szersze i niełatwe do zdefiniowania, lecz niewątpliwie mające w sobie elementy NACJONALIZMU EUROPEJSKIEGO oraz o poczucie, ŻE TRZEBA BRONIĆ PRZED ZALEWEM OBCYCH NASZEJ CYWILIZACJI EUROPEJSKIEJ…

Jak się dowiaduję od mieszkających od lat w pewnym zalanym przez tak zwanych „uchodźców islamskich” północno-francuskim miasteczku polskich inteligentów, mają oni od kilku lat wrażenie, że okres obecny przypomina czasy końca Cesarstwa Rzymskiego, „do którego masowo wdzierali się barbarzyńcy”!!!

Powoli, tu i ówdzie zaczyna się MARZYĆ o jakby jakiejś międzynarodówce stronnictw stawiających na rządy SILNEJ RĘKI i także na OBRONĘ GRANIC EUROPY, ITD., ITD… WSZYSTKO TO NA RAZIE MAŁO JASNE. JEDNO PEWNE: TAKA TENDENCJA STAJE SIĘ CORAZ WYRAŹNIEJSZA I SZYBKO WZRASTA.

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 8 czerwca 2018 r.

Utworzono 13 czerwca 2018 przez Red. VP

Wyjątek ze znakomitego tekstu Waldemara Maszendy – o ile wiem, b. pułkownika UOP-u -, który zamieściłem 6 6 2018 r., zainteresował dwóch mych czytelników! Ów wyjątek brzmiał: „Rodziny pracowników RWE były szykanowane i zastraszane przez bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami”. (Z miejsca tu wyjaśnię, że – rzecz jasna – SB szczególną wojnę prowadziła tylko z niektórymi pracownikami RWE i z ich rodzinami. W pierwszym rzędzie, z jakże ważnym Janem Nowakiem, lecz np. także ze mną, zwykłym korespondentem informacyjnym uważanym za szkodliwego „szpiona”…

Raz jeszcze sprecyzuję, iż ów ważny tekst Waldemara MASZENDY pt. MÓWILI W WOLNEJ ukazał się w GAZECIE OBYWATELSKIEJ Kornela MORAWIECKIEGO we Wrocławiu (nr 159.2-15 lutego 2018 roku).

Z kolei odpowiem na inne pytanie. Tym razem pytanie czytelnika z Warszawy: Jak skończyła się sprawa KOŚCIAŃSKIEJ, AK-OWSKIEJ WYSPY NA MORZU CZERWONYM? Ja już wówczas byłem w Paryżu. Sprawę znam ze świetnej książki Teresy MASŁOWSKIEJ, pt. Łącznik z Paryża. Rzecz o Weteranie Zimnej Wojny. Redaktor Masłowska pisze o roku 1948: w Kościanie „atmosfera zagęszczała się wokół pierwszych władz samorządowych… Starosta Fischbach (przypomnę, ponoć narodowiec, wcześniej wyniósł się do Poznania; pierwszy sekretarz Komitetu Powiatowego PPR-u, Bech, wyrzucony z pracy, znalazł wsparcie u ks. proboszcza Tomasza Sworowskiego, u którego dorabiał długo przy malowaniu i odnawianiu dzieł sztuki w kościele farnym). AK-owcy Ignacy Minta z PPR oraz Edward Boryczko z PPS przenieśli się na Ziemie Odzyskane, gdzie nikt ich nie znał. Szacuje się, że ówczesne represje objęły 150 osób z tego rejonu. Tak przestała istnieć AK-owska wyspa na Morzu Czerwonym…”. Koniec cytatu.

Może dodam tylko jedno. Myślę, że trzeba jasno zdać sobie sprawę z tego, że w Polsce okres Tymczasowego Rządu Jedności Narodu (1945-1946) stanowił epokę zgoła inną od tego, co następnie zaszło. Później, w roku 1947 i do połowy roku 1948, jeszcze sporo osób łudziło się, że jakoś to będzie. Dorota Kłuszyńska uważała, że Stalin chce, aby Polska była oknem wystawowym bloku socjalistycznego, oknem na Zachód… Dopiero w połowie roku 1948 Stalin wprowadził w Polsce spotęgowany terror. Do Paryża wówczas dawano nam znać z kraju: Za Boga nie wracajcie, zaczęły się straszne czasy.

Wyrzucono z miejsca z pracy przedwojennych fachowców, np. Eugeniusza Kwiatkowskiego, który tak znakomicie odbudowywał Wybrzeże. (Kwiatkowski znalazł się bez odpowiedniego zajęcia i w trudnej materialnie sytuacji w Krakowie. Hilary Minc, który potrzebował do pracy nad gospodarką kraju przedwojennych fachowców, musiał na rozkaz Stalina ich przepędzić, wylać z posad; niektórym spośród nich zrobiono procesy, itd., itd.).

Zaczęła się bowiem cała fala procesów, cała fala krwawego terroru. Posłuszny Stalinowi na 102 Bierut całkowicie oparł się na UB-ecji. Tolerował jej zbrodnie, tortury i niezliczone wyroki śmierci!!!

A my w Paryżu (my, to jest matka i ja, przekonaliśmy się, że Ojciec mój miał rację, głosząc: Stalin to nie polityk, ale maniakalny zwolennik terroru… Tyle na dziś.

Komentarzy (0)



czwartek, 18 październik, 2018

  • Pogoda w Paryżu


    12°C
    Bezchmurne niebo

    Dzisiaj:
    22°C / 9°C
     
    piąsobnieponwtośro
    21°19°21°18°16°16°
    10°
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART