'Taguj' blogi | "korespondencja z Paryża"

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 4 lipca 2018 r.

Utworzono 24 lipca 2018 przez Red. VP

We wczorajszym dzienniku pisałem o walce o „więcej Francji w Polsce i Polski we Francji!”. Rzuciłem hasło współpracy polskich i francuskich liceów. Apelowałem do mego dawnego liceum w Kościanie, do jego kierownictwa, do związku absolwentów (do Pani Albińskiej), rzecz jasna także do tak mi drogiego wicedyrektora Wojciecha Morawskiego o zatelefonowanie w tej sprawie do sekretariatu Radcy Stanislasa PIERRETA w Ambasadzie Francji w Warszawie (trzeba się pośpieszyć, bo niezadługo opuszcza on Warszawę), o znalezienie dla naszego liceum w Kościanie dobrego PARTNERA we Francji! Takie UMOWY MIĘDZY POLSKIMI I FRANCUSKIMI LICEAMI WINNY SIĘ MNOŻYĆ. W POLSKICH LICEACH WINNY POWSTAWAĆ KLASY NAUCZANIA FRANCUSKIEGO! STARE, KRÓLEWSKIE MIASTO KOŚCIAN, MIASTO Z, KTÓRYM TAK PRZEZ DŁUGIE LATA ZWIĄZANI BYLI WYBITNI UMACNIACZE PRZYJAŹNI POLSKA-FRANCJA, NP. AMBASADOROWIE ALFRED CHŁAPOWSKI I KAJETAN MORAWSKI, TAKŻE W PEWNYM OKRESIE ulubiony OFICER ORDYNANSOWY NAPOLEONA, DEZYDERY CHŁAPOWSKI („czupurny Dezyderek” – samo też winno pod hasłem współpracy, także i gospodarczej wejść w umowę z jakimś odpowiednim francuskim miastem! Apeluję w tej sprawie do licznych w naszym regionie przyjaciół Francji, do Pani Jęcz, do rodu Kuźmińskich, itd., itd.

RZECZ W TYM, BY WE FRNCJI ZNALEŹĆ DYNAMICZNE MIASTO SKŁONNE NA SERIO WZIĄĆ SIĘ ZA MODELOWĄ WSPÓŁPRACĘ Z KOŚCIANEM, ZA ROZDUDOWĘ WSPÓŁPRACY KULTROWEJ, LECZ TAKŻE I WYMIANY HANDLOWEJ I GOSPODARCZEJ Z TYM STARYM POLSKIM KRÓLEWSKIM, NIEGDYŚ GRODEM.

OBECNOŚC CORAZ TO WIĘKSZEJ LICZBY TAKICH SPRZĘŻONYCH Z FRANCUSKIMI MIASTAMI POLSKICH MIAST TO SPRAWA WIELKIEJ WAGI. I DLA POLSKI, I DLA FRANCJ, I NAWET DLA UNII… To byłby jednak chyba mały, lecz istotny krok NAPRZÓD W BUDOWIE ZWARTEJ I BEZPIECZNEJ EUROPY.

Takie posunięcia mają szczególną wagę dziś, gdy to pewne obce siły – jak mi się zdaje – nie chcą dopuścić do dalszego jednoczenia się Europy. Gdy BYĆ MOŻE WSPOMAGAJĄ ONE TAK CZY INACZEJ BREXIT, I KTO WIE, CZY NIE SEPARATYSTÓW KATALOŃSKICH. Być może sprytnie PODSYCAJĄ ONE OGIEŃ EUROPEJSKICH NAJRÓŻNIEJSZYCH SPORÓW – w każdym razie ja, stary ekspert, mocno odnoszę czasem takie wrażenie!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 3 lipca 2018 r.

Utworzono 24 lipca 2018 przez Red. VP

Dziś pragnę się zająć kluczową w mym pojęciu sprawą! Walką pod hasłem WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI!! Jako pierwszy krok w tej dziedzinie widz budowanie „ścisłej współpracy między pewną liczbą polskich i francuskich liceów”. Więcej niż dotychczas polskich liceów winno wyposażyć się w klasy języka francuskiego. Liczę w tej dziedzinie na panią Andrzejową JĘCZ, na Pana Kuźmińskiego, na Wojtka MORAWSKIEGO – wicedyrektora mego ukochanego liceum w Kościanie (chętnie uznaję pana Wojtka za mego krewnego – jak to dawniej mawiano – „przyjmuję go do herbu, za krewnego chcę uważać…”. Misja w Polsce mego przyjaciela Pierreta dobiega końca. Ważne więc, by jak najszybciej zadzwonić do jego sekretariatu we francuskiej ambasadzie w Warszawie, by z miejsca PUŚCIŁ W RUCH WSPÓŁPRACĘ liceum w Kościanie z jakimś DUŻYM PROWINCJONALNYM LICEUM WE FRANCJI.

Liczę, że sprawę poprą Wiadomości Kościańskie, a także RADIO MERKURY, oraz czasem docierający do Paryża znakomity GŁOS WIELKOPOLSKI!!!

Ziemia Kościańska, ojczyzna Generała Dezyderego CHŁAPOWSKIEGO (tak cenionego przez NAPOLEONA jego oficera ordynansowego – jak mawiał ów cesarz – „czupurnego Dezyderka”), ambasadorów Alfreda Chłapowskiego z Bonikowa, który przez lat kilkanaście (1924-1936) umacniał przyjaźń polsko-francuską, i Kajetana Morawskiego z Jurkowa – w październiku 1943 pierwszego ze wszystkich ambasadorów akredytowanych przy rezydującym wtedy w Algierze Rządzie Wolnej Francji, później przez ćwierć wieku ambasadora WOLNEJ POLSKI PRZY FRANCJI – ambasadora nieuznawanego, lecz TOLEROWANEGO, człowieka walczącego o Europę na francuskim sosie, to jest o Europę opartą na pięknych wartościach francuskiej kultury politycznej, takich jak kult wiedzy, tolerancyjność, umiejętność prowadzenia rozładowującego napięcie dialogu.

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 1 lipca 2018 r.

Utworzono 24 lipca 2018 przez Red. VP

Odnoszę wrażenie, że coraz to większą ilość ludzi „o niezłym wykształceniu” niepokoi MIECZ DAMOKLESA TERRORYZMU NUKLEARNEGO ZAWIESZONY NAD NASZYMI GŁOWAMI. Wedle uparcie krążących pogłosek, już swego czasu islamscy terroryści planowali w Belgii atak na jedną z elektrowni atomowych tego kraju. Nie jest do końca jasne, dlaczego w końcu do takiego zamachu nie doszło (???).

O ile wiem, rzeczoznawcy organizacji GREENPEACE są zdania, że nie można wykluczać możliwości jakiegoś ataku na tę czy inną siłownie jądrową krajów Zachodu, i także Rosji. Jasne, że taki atak mógłby być może mieć wysoce groźne skutki… Do ataków na elektrownie atomowe mogą służyć np. drony…

Upadek państwa islamskich skrajnych fanatyków w Syrii i w Iraku niestety skłania wielu zachodnich mężów stanu do BAGATELIZOWANIA TERRORYZMU!! Ponoć jedynie w Rosji w „sferach elitarnych” panuje do dziś mocne przekonanie, że islamscy fanatycy „coś po cichu przygotowują, mogą – poparci przez te czy inne państwa jeszcze próbować poważnie dobrać się także i Rosjanom za skórę. „Wódz” Tatarów Krymskich, Mustafa Dżemiliew jest ponoć zdania, że Putin chce owych Tatarów zastraszyć, zmusić do milczenia, przegonić z Krymu. Ów leader głosi ponoć, że dziś na Krymie gorzej niż za Stalina. (Dodam tu, że polscy Tatarzy prowadzą dość szeroką akcję charytatywnej pomocy krymskim współbraciom).

Zdaniem specjalistów, jednak główne zagrożenie terrorystyczne dla Rosji stanowią nie Tatarzy, lecz inne ludy fanatycznie muzułmańskie federacji rosyjskiej… Owe ludy niewątpliwie są w kontakcie z TAJNYNYMI GRUPAMI BLISKOWSCHODNICH FANATYKÓW ISLAMU… Być może mają ukrytych sojuszników także i w Turcji…

Do tego wiadomo, że mimo upadku ich państwa, konspiracje wywodzące się z owego tak zwanego DAESH-u nadal prowadzą propagandę internetową, „propagandę odwetu i terroru” – jak czasem się to określa, i nadal mają, jak się zdaje, spore środki (…).

Co do zagrożenia terroryzmem atomowym, chyba byłoby lekkomyślnie na 100% wykluczać, że służby tych czy innych państw ziejących nienawiścią do Zachodu (i także do Rosji /?/), mogą tak czy inaczej dopomóc skrajnym islamskim konspiracjom (???). Dodam, że zapewne rzeczą niepokojącą jest, że czasem na lep propagandy skrajnych islamistów idą też np. islamscy studenci nauk ścisłych!! No i eksperci Greenpeace mają zapewne rację, gdy głoszą jak niebezpiecznymi mogą się okazać tak trudne gdy chodzi o ochronę np. przed dronami (???) nasze siłownie jądrowe. W tej dziedzinie nie wolno nam zapominać o wypadku, jaki miał miejsce 25 kwietnia 1986 w CZARNOBYLU. Wtedy szło – jak podkreśliłem – o wypadek. Ale przecież takie wydarzenie zapewne można też sprowokować może np. przy pomocy (???) drona…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 15 czerwca 2018 r.

Utworzono 15 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik podkreśla, że „oczywiście PRL-owscy MSZ-owcy traktowali per noga dyplomację emigracyjną, i nie dopuścili do tego, aby minister Krzysztof Skubiszewski nadał po upadku tak zwanej Polski Ludowej owym przedstawicielom rządu RP na wychodźstwie w Londynie status dyplomatów honorowych RP”. Rzecz w tym, że w ich oczach szło o przeżytek bez znaczenia przedwojennego reakcyjnego MSZ-u. Już od lat, owych PRL-owców wściekał fakt, iż Watykan przez długie lata, bodaj od roku 1972 (?), tak czy inaczej uznawał ambasadę Kazimierza Papee, a np. Hiszpania do roku 1968 – do zgonu jakże wybitnego Józefa Potockiego – poselstwo (ambasadę – wedle współczesnych określeń) w Madrycie… Ambasadę PRL w Paryżu irytował fakt, iż wielu wybitnych Francuzów przyjmowało ordery od przedstawiciela rządu RP w Londynie, ambasadora Kajetana Morawskiego (ordery „od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa”– pisał komunistyczny dziennik L’HUMANITÉ. Także np. to, że de Gaulle w roku 1963 (??) zaprosił ambasadora Kajetana Morawskiego z żoną na obiad do Pałacu Elizejskiego, i że wiadomość tę podała oficjalna agencja prasowa AFP… Wedle bodajże Palewskiego, de Gaulle’owi chodziło o to, by cała francuska administracja wiedziała, że ceni on Morawskiego…

Czytelnik dodaje, iż pewne polskie sfery lewicowe uważaja owych przedwojennych polskich dyplomatów za DYPLOMATOŁKÓW i reakcjonistów na 102… Rzecz jasna – ciągnie ów czytelnik – rzuca się w oczy, że Beck fałszywie oceniał sytuację. Wydarzenia jesieni 1939 go zaskoczyły, a to ponieważ Ciano mu powiedział w tajemnicy, że Hitler obiecał Mussoliniemu, że wojny przed kilku laty nie wywoła… Do tego jasne, że Beck – choć sam też był wojskowym – nie dostrzegł ogromu przewagi militarnej Niemiec, zaufał zapewnieniom Rydza, że armia polska potrafi przez pewien czas stawić czoła atakowi niemieckiemu, doczekać na taką czy inną pomoc Zachodu… Do tego Beck, być może błędnie informowany przez ludzi; być może na usługach Sowietów (???), nie przewidział radzieckiego ciosu w nasze plecy. (Ponoć są jakieś podejrzenia w tej dziedzinie /???/).

Czytelnik zastanawia się: Czemu tak mądry Piłsudski nasz MSZ powierzył Beckowi? Wszak byli mądrzejsi kandydaci na to stanowisko, np. Janusz Radziwił czy też Edward Raczyński… To zagadka. Wiadomo też, że Piłsudski mawiał, iż bez niego Polska nie da sobie rady (nikt nie wie, co to godne uwagi powiedzenie Marszałka znaczyło. Nikt nie wie, jak by on – gdyby żył – rozegrał sytuację (???). Czytelnik poleca w tej dziedzinie lekturę „opinii” Wacława Zbyszewskiego…

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 14 czerwca 2018 r.

Utworzono 14 czerwca 2018 przez Red. VP

Tak więc niezadługo w Ambasdzie RP w Paryżu złożony zostanie hołd pamięci naszej AMBASADY WOLNEJ POLSKI. Będą wyświetlone filmy: o mym ojcu, zwanym swgo czasu przez cenionych publicystów „Legendarnym Ambasadorem”, a także „Ambasadorem Atlantydy” czy też „Ambasadorem, który jest instytucją”, oraz o mnie, którego już w tytule swej książki mnie dotyczącej Teresa Masłowska określa mianem „Łącznika z Paryża – Weterana Zimnej Wojny”…

Następnie jeden z najlepszych znawców owej epoki, słynny profesor historii UW, Rafał HABIELSKI mówić będzie o rewelacyjnych TAJNYCH RAPORTACH KAJETANA MORAWSKIEGO, które jeszcze w czasie tego roku ma wydać w IPN-ie (o ile się nie mylę, chodzi o raporty za okres od 1943 aż po koniec lat sześćdziesiątych).

Jak wiadomo, Rząd RP w Londynie pierwszy z wszystkich (!!!) uznał już jesienią 1943 wówczas rezydujący w Algierze Rząd Wolnej Francji. Tak więc ojciec mój był aż do 31.12.1944 – do chwili przybycia już do Paryża Nuncjusza – dziekanem korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy rządzie Francji… Gaulliści mawiali: Morawski był pierwszym z ambasadorów przy naszym rządzie, a pierwszego zawsze się dobrze pamięta…

W lipcu 1944 Francja cofnęła uznanie Rządowi RP w Londynie… Uznała Polski Rząd Jedności Narodowej!!! Ci lub inni Gaulliści – przyjaciele mego ojca – namawiali, by oddał się do dyspozycji owego TYMCZASOWEGO RZĄDU JEDNOŚCI NARODOWEJ. Ojciec mój dał im sławną wtedy odpowiedź: WOLĘ BRAĆ PRZYKŁAD Z ZACHOWANIA SIĘ WOLNYCH FRANCUZÓW NIŻ SŁUCHAĆ ICH RAD.

Ojcu Francja zachowała ad personam status dyplomatyczny. Stał się oficjalnie nie uznawanym, lecz tolerowanym „Ambadadorem WolneJ Polski”… Załatwiał rodakom dziesiątki spraw. Bronił wraz z np. profesorem Lubicz-Zaleskim niezależności zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu, którą PRL chciał zawładnąć… Założył dla zasłużonych starych rodaków Dom Spokojnej Starości w Lailly-en-Val. Godził skłócone polskie organizacje, walczył o stypendia dla polskich studentów i naukowców. Nadawał zasłużonym rodakom i pomagającym nam Francuzom ordery… Francuska prasa komunistyczna na swych pierwszych stronach wymyślała mu od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa…

Chory, przeniósł się do Lailly-en-Val pod koniec lat sześćdziesiątych. Zastąpili go kolejno trzej już nie ambasadorowie, lecz delegaci Rządu: Władyslaw hr. Poniński, Xawery hr. Rey. i Jerzy Ursyn-Niemcewicz…

Swego czasu Minister Skubiszewski obiecywał mi, że MSZ już wolnej Polski otoczy opieką pamięć o dyplomacji emigracyjnej, nada byłym dyplomatom emigracyjnym status dyplomatów honorowych. Sprawa upadła, a to – jak to swego czasu mówił mi mój św. pamięci kuzyn ambasador Ludwik Dembiński – pod naciskiem eks-PRL-owskich dyplomatów, głoszących, że „emigracyjna dyplomacja to dyplomacja Atlantydy, bez śladu znaczenia”… Przed laty o potrzebie uznania zasług dyplomacji emigracyjnej wspominałem pani prezydentowej Marii z Mackiewiczów-KACZYŃSKIEJ i Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej – a to w czasie ich wizyty w Lailly-en-Val w listopadzie 2006… W kilka lat później pani Izabela powiedziała mi, że „sprawa na dobrej drodze”… Ale – jak dobrze wiemy – szlachetne damy, pani Maria Kaczyńska i Pani Tomaszewska, śmierć poniosły 10 kwietnia 2010!!!

Kilka miesięcy temu wspominałem o tej sprawie jednemu z najwybitniejszych polskich senatorów, profesorowi ŻARYNOWI. Mowa też była o problemie uczczenia tych Francuzów, którzy wspierali polską emigrację polityczną… W czasie spotkania w Ambasadzie RP mam zamiar wystąpić w imieniu tradycji naszej Ambasady Wolnej Polski o uczczenie pamięci Generała de Gaulle’a, Gastona Palewskiego, André Malraux, Roberta Schumana, Jeana Laloy z francuskiego MSZ-u, Roberta Rochefort, który pomógł nam zdobyć u Wysokiego Komisarza dla Uchodźców w ONZ-ecie fundusze na zakup domu polskiego w Lailly, Marcela Rudloffa, swego czasu prezydenta regionu Alzacja, który z inicjatywy swego współpracownika, jakże w tej sprawie zasłużonego Jean-Luca Schaffhausera, organizował w Strasburgu naprawdę imponujące, kolosalne spotkania walczących o demokrację działaczy z krajów tak zwanej Innej Europy, dalej: federalistów André Voisin i Joëla Broquet, i innych im podobnych.

APELUJĘ DO SENATORA ŻARYNA, i także do pisma VECTOR POLONII, o poinformowanie o całej tej problematyce dyplomacji emigracyjnej i Francuzów, co pomagali nam – polskim emigrantom politycznym – odpowiednich komisji naszego tak ojczyźnie zasłużonego SENATU!!!

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 11 czerwca 2018 r.

Utworzono 13 czerwca 2018 przez Red. VP

Chyba niewątpliwie w szeregu krajów Europy powoli, ale dość regularnie, potęguje się poczucie, iż sfery rządzące szeregu państw naszego kontynentu oraz brukselskie kierownictwo Unii Europejskiej nie są w stanie dać sobie rady z takimi zjawiskami jak wdzieranie się do krajów Unii sporej ilości imigrantów z Afryki czy z Bliskiego Wschodu, oraz jak potencjalne ogromne zagrożenie terroryzmem islamskim, terroryzmem mogącym rzecz chyba jasna użyć z czasem szczególnie groźnych broni, być może (??) nawet jądrowych czy też np. chemicznych?

W jakim stopniu ów „niepokój społeczny” znajdzie już wyraz w nachodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego, trudno przewidzieć!!! Jedno pewne: poczucie zagrożenia, pewna tęsknota za rządami silnej ręki w szeregu krajów narasta. Coraz to więcej ludzi marzy o – i to BARDZO GODNE PODKREŚLENIA – bardziej sprawnej niż dotychczas Unii Europejskiej, zdolnej na serio bronić przed inwazją elementów islamskich granic naszego kontynentu, o tym, by „zrobić porządek na Bliskim Wschodzie, puścić w ruch jakby nowy plan Marshalla dla Afryki”…

Jest rzeczą oczywistą, że samorzutnie coraz to wyraźniej rodzi się coś jakby ogólnoeuropejski sojusz ruchów politycznych, stawiających na silną władzę, na obronę przed zalewem islamskim granic naszego kontynentu, ruchów marzących też o nowej, bardziej sprawnej niż dotychczas polityce ekonomicznej i monetarnej. Błędem jest widzieć w obecnej ewolucji nastrojów tylko nawrót do nacjonalizmu. W gruncie rzeczy chodzi o zjawisko dużo szersze i niełatwe do zdefiniowania, lecz niewątpliwie mające w sobie elementy NACJONALIZMU EUROPEJSKIEGO oraz o poczucie, ŻE TRZEBA BRONIĆ PRZED ZALEWEM OBCYCH NASZEJ CYWILIZACJI EUROPEJSKIEJ…

Jak się dowiaduję od mieszkających od lat w pewnym zalanym przez tak zwanych „uchodźców islamskich” północno-francuskim miasteczku polskich inteligentów, mają oni od kilku lat wrażenie, że okres obecny przypomina czasy końca Cesarstwa Rzymskiego, „do którego masowo wdzierali się barbarzyńcy”!!!

Powoli, tu i ówdzie zaczyna się MARZYĆ o jakby jakiejś międzynarodówce stronnictw stawiających na rządy SILNEJ RĘKI i także na OBRONĘ GRANIC EUROPY, ITD., ITD… WSZYSTKO TO NA RAZIE MAŁO JASNE. JEDNO PEWNE: TAKA TENDENCJA STAJE SIĘ CORAZ WYRAŹNIEJSZA I SZYBKO WZRASTA.

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 8 czerwca 2018 r.

Utworzono 13 czerwca 2018 przez Red. VP

Wyjątek ze znakomitego tekstu Waldemara Maszendy – o ile wiem, b. pułkownika UOP-u -, który zamieściłem 6 6 2018 r., zainteresował dwóch mych czytelników! Ów wyjątek brzmiał: „Rodziny pracowników RWE były szykanowane i zastraszane przez bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami”. (Z miejsca tu wyjaśnię, że – rzecz jasna – SB szczególną wojnę prowadziła tylko z niektórymi pracownikami RWE i z ich rodzinami. W pierwszym rzędzie, z jakże ważnym Janem Nowakiem, lecz np. także ze mną, zwykłym korespondentem informacyjnym uważanym za szkodliwego „szpiona”…

Raz jeszcze sprecyzuję, iż ów ważny tekst Waldemara MASZENDY pt. MÓWILI W WOLNEJ ukazał się w GAZECIE OBYWATELSKIEJ Kornela MORAWIECKIEGO we Wrocławiu (nr 159.2-15 lutego 2018 roku).

Z kolei odpowiem na inne pytanie. Tym razem pytanie czytelnika z Warszawy: Jak skończyła się sprawa KOŚCIAŃSKIEJ, AK-OWSKIEJ WYSPY NA MORZU CZERWONYM? Ja już wówczas byłem w Paryżu. Sprawę znam ze świetnej książki Teresy MASŁOWSKIEJ, pt. Łącznik z Paryża. Rzecz o Weteranie Zimnej Wojny. Redaktor Masłowska pisze o roku 1948: w Kościanie „atmosfera zagęszczała się wokół pierwszych władz samorządowych… Starosta Fischbach (przypomnę, ponoć narodowiec, wcześniej wyniósł się do Poznania; pierwszy sekretarz Komitetu Powiatowego PPR-u, Bech, wyrzucony z pracy, znalazł wsparcie u ks. proboszcza Tomasza Sworowskiego, u którego dorabiał długo przy malowaniu i odnawianiu dzieł sztuki w kościele farnym). AK-owcy Ignacy Minta z PPR oraz Edward Boryczko z PPS przenieśli się na Ziemie Odzyskane, gdzie nikt ich nie znał. Szacuje się, że ówczesne represje objęły 150 osób z tego rejonu. Tak przestała istnieć AK-owska wyspa na Morzu Czerwonym…”. Koniec cytatu.

Może dodam tylko jedno. Myślę, że trzeba jasno zdać sobie sprawę z tego, że w Polsce okres Tymczasowego Rządu Jedności Narodu (1945-1946) stanowił epokę zgoła inną od tego, co następnie zaszło. Później, w roku 1947 i do połowy roku 1948, jeszcze sporo osób łudziło się, że jakoś to będzie. Dorota Kłuszyńska uważała, że Stalin chce, aby Polska była oknem wystawowym bloku socjalistycznego, oknem na Zachód… Dopiero w połowie roku 1948 Stalin wprowadził w Polsce spotęgowany terror. Do Paryża wówczas dawano nam znać z kraju: Za Boga nie wracajcie, zaczęły się straszne czasy.

Wyrzucono z miejsca z pracy przedwojennych fachowców, np. Eugeniusza Kwiatkowskiego, który tak znakomicie odbudowywał Wybrzeże. (Kwiatkowski znalazł się bez odpowiedniego zajęcia i w trudnej materialnie sytuacji w Krakowie. Hilary Minc, który potrzebował do pracy nad gospodarką kraju przedwojennych fachowców, musiał na rozkaz Stalina ich przepędzić, wylać z posad; niektórym spośród nich zrobiono procesy, itd., itd.).

Zaczęła się bowiem cała fala procesów, cała fala krwawego terroru. Posłuszny Stalinowi na 102 Bierut całkowicie oparł się na UB-ecji. Tolerował jej zbrodnie, tortury i niezliczone wyroki śmierci!!!

A my w Paryżu (my, to jest matka i ja, przekonaliśmy się, że Ojciec mój miał rację, głosząc: Stalin to nie polityk, ale maniakalny zwolennik terroru… Tyle na dziś.

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 7 czerwca 2018 r.

Utworzono 13 czerwca 2018 przez Red. VP

Dziś odnotuję tylko, że dr hab. profesor Aleksander Woźny, wybitny spec w dziedzinie historii wywiadów i wojskowości, we wtorek mi napisał: „Znalazłem w raporcie płka Witolda Morawskiego z 1929 roku tekst świadczący, że miał on dobre rozpoznanie w dziedzinie niemieckich poglądów operacyjnych na wypadek przyszłej wojny, Pułkownik Morawski dowodził: Działania wojenne rozpocznie lotnictwo gotowe od pierwszej godziny, które zniszczy lotnictwo przeciwnika… Po zniszczeniu lotnictwa przystąpi do niszczenia centr wytwórczości kraju nieprzyjacielskiego, węzłów komunikacji, ośrodków mobilizacyjnych”.

Ja pamiętam, że wuj Witold Morawski w r. 1939 odwiedzał mego ojca u nas w Warszawie na Zimorowicza 4, wracając z posiedzeń w sztabie RYDZA (na które przyjeżdżał ze Lwowa); stwierdzał, że nie wie, czy się śmiać, czy płakać. Rydz i jego oficerowie zupełnie nie doceniali zagrożenia, jakie stanowiły niemieckie dywizje czołgowe. Natomiast podkreślali operatywność naszej kawalerii!!! Nie chcieli uznać, że niemieckie czołgi mogą w ciągu tygodnia zagrozić Warszawie!

Z ostatniej chwili: czytelnik pyta mnie o artykuł b. pułkownika UOP-u, Waldemara MASZENDY, pt. MÓWILI W WOLNEJ, z którego wyjątki przytoczyłem wczoraj. Potwierdzam, że ten świetny tekst ukazał się w GAZECIE OBYWATELSKIEJ Kornela MORAWIECKIEGO nr 159 (2-15 lutego 2018). Tyle na dziś.

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 6 czerwca 2018 r.

Utworzono 07 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta: Dlaczego powstał film o mnie pt. WETRERAN ZIMNEJ WOJNY, i czy IPN przyznał mi zaświadczenie osoby pokrzywdzonej…? Zacznę od drugiego pytania. Otóż już 14 04 2004 IPN wydał mi ZAŚWIADCZENIE NR 719 04, że jestem osobą pokrzywdzoną!!! SB prowadziło szczególnie ostrą walkę ze mną, bo byłem korespondentem infomacyjnym RWE… To jest od przyjezdnych z kraju do Francji, i z innych źródeł zdobywałem informacje o tym, co się naprawdę w PRL-u dzieje. Prasa reżymowa zwała mnie mianen SZPIONA. Zarówno Jan Nowak jak i Kazimierz Zamorski, szef polskiego wydziału w departamencie analiz i ocen informacji RWE, jak wynika z ich pism, wysoko cenili mą pracę korespondenta informacyjnego – zdobywałem ważne i prawdziwe informacje.

W numerze z 15 lutego 2018 Gazety Obywatelskiej Kornela Morawieckiego pt. Waldemar Maszenda, b. pułkownik UOP-u w świetnym artykule o RWE pisze między innymi: „Rodziny (dodam od siebie, NIEKTÓRYCH) pracownilków RWE były szykanowane przez bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami…”.

Z kolei zajmę się ostatnim pytaniem tego czytelnika. Chce on wiedzieć, dlaczego moje nazwisko pojawia się na słynnej liście Wildsteina. Sprawę tę wyjaśniłem jakiś czas temu w Warszawie w czasie zebrania w IPN-ie, w czasie konferencji prasowej z udziałem mego przyjaciela Bronisława WILDSTEINA, kawalera Orderu Orła Białego. Chodzi o me postawy polityczne wieku 15. i 16. lat (1945 i 1946). Sprawę tę rzeczowo opisuje znakomita książka Teresy MASŁOWSKIEJ o mnie pt. „ŁĄCZNIK Z PARYŻA. Rzecz o Weteranie Zimnej Wojny” – wydawca Instytut im. Generała Stefana „Grota” Roweckiego w Lesznie… Rzecz w tym, że w roku 1945 i 1946 Kościan – jak to określa historyk regionalista, słynny Jerzy ZIELONKA – stanowił AK-owską Wyspę na Morzu Czerwonym. Partiami i miastem rządzili „zakamuflowaniI” byli AK-owcy – Stefan Bech do jesieni roku 1947 kierował PPR-em, Edward Boryczko w roku 1945 kierował PPS-em, starostą powiatowym był mecenas Karol Fiszbach (z przekonań narodowiec), itd., itd.

Do tekstu Teresy Masowskiej mogę dodać tylko jedno. Kierownik PPS-u w Kościanie, b. AK-owiec Edward Boryczko latem 1945 przedstawił mi jakiegoś pracownika powiatowego UB – mówiąc: To, nasz człowiek, godny zaufania, pomaga nam w sporach z grupą tych, którzy atakują nas także za tolerowwanie ciebie, potomka obszarników, syna emigranta politycznego, itd., itd.”. Kilka miesięcy później, już w Poznaniu, zgłosił się do mnie jakiś młody UB-ek, by mi powiedzieć, że ów (polecony mi przez Boryczkę) pracownik powiatowego SB w Kościanie to zdrajca, i że MSW go szuka…. Jednym słowem, tajemnicza sprawa!! Mam nadzieję, że z czasem – dzięki badaniom mych przyjaciół w archiwach UB – coś się więcej o niej dowiem (??). Jedno pewne: owemu młodemu SB-kowi w Poznaniu odmówiłem wszelkich dalszych kontaktów z nim, i dość niezadlugo potem, na paszporcie matki (do chwili wydania paszportu byłem jeszcze nieletni), wyjechałem do Paryża…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 4 czerwca 2018 r.

Utworzono 04 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta, skąd RWE miało tyle zakulisowych informacji o tym, co się w PRL i w PZPR działo. Moja odpowiedź prosta. Znam tę sprawę „od podszewki”. Wszak byłem korespodentem informacyjnym („szpionem” – jak głosili PRL-owcy) RWE… Przed laty w Monachium w czasie kursu dla korespondentów informacyjnych RWE, stary brytyjski dziennikarz, swego czasu przedstawiciel jakiegoś angielskiego pisma w hitlerowskim Berlinie, powiedział nam: „Najciekawsze informacje otrzymywałem nie od opozycji, lecz od skłóconych frakcji NSDAP. Stwierdzenie to było wysoce godne uwagi! I nam najciekawsze informacje przekazywały skłócone frakcje PZPR-u. Jedni partyjni nadawali na drugich… Tą drogą wiele z PRL wyciekało. Miałem tajnych informatorów bliżej mi nieznanych, którzy podrzucali mi nieraz rewelacyjne informacje. W Monachium specjalne biuro analiz i studiów (szef polskiego działu: Kazimierz Zamorski) analizowało wartość, wiarygodność takich informacji…

Rzecz jasna, miałem też szereg dobrze mi znanych informatorów rodaków, którzy Paryż odwiedzali. Specjalna procedura miała na celu ochronę (jeśli były one nam znane) źródeł infromacji… Owa ochrona źródeł była sprawą wielkiej wagi i działała sprawnie… O ile wiem, mimo np. sprawy Czechowicza, nie było w tej dziedzinie wpadek…

Cenionym infomatorem Jana Nowaka był przedstawiciel na Zachodzie katolickiej grupy lubelskiej SPOTKAŃ, Piotr JEGLIŃSKI. Dostarczał on Nowakowi i RWE (w pewnym okresie za moim pośrednictwem) wiele czasem wręcz rewelacyjnych materariałów z PRL. Czekał on na mnie o z góry ustalonej godzinie w konfesjonale klasztoru, w którym mieszkał w Paryżu (raz na takie spotkanie zabrałem będącego właśnie w Paryżu Dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE, Zygmunta Michałowskiego, który wysoko cenił dostarczane prze Jeglińskiego informacje…).

Jednym słowem, pracę mą musiała otaczać ścisła tajemnica. Gdy powierzano mi wymagające wielkiej „poufności” stanowisko korespondenta informacyjnego w Paryżu, zapytałem: Jak to możliwe, że mi powierzacie taką poufną funkcję, wszak swego czasu nie dostałem stypendium doktoranckiego na studia politologiczne w USA, bo do biur „Wolnej Europy” dotarł donos, że w roku 1945 (mając piętnaście, a następnie szesnaście lat) byłem w KOŚCIANIE „krwawym reżymowcem”, oraz że jestem homoseksualistą… Nowak i jakiś Amerykanin powiedzieli mi, że to był donos zapewne „Z TAMTEJ STRONY”, i że „nie mam się tą sprawą zajmować”. Mam o niej zapomnieć i na ten temat milczeć… Trzymałem się długo tej wskazówki! Dopiero kilka lat temu sprawę ujawniłem, o owym donosie w mym dzienniku wspomniałem…

Jedno na zakończenie chcę mocno pokreślić! Zakulisowe informacje z PRL i z PZPR niewątpliwie leżały u podstaw ogromnej popularności RWE w Polsce!

Tyle na dziś… Może tylko dodam, że owe stałe przecieki o walkach frakcyjnych w PZPRze, rewelacje na temat tych czy innych afer i nadużyć, itd., itd. – wszystko to siłą rzeczy nasze społeczeństwo niezwykle interesowało. Rzecz jasna my – korespondenci informacyjni – byliśmy przedmiotem szczególnie ostrych ataków ze strony SB, któremu Biuro Polityczne wyrzucało, że tyle tajemnic wycieka z PRL-u!!!

Komentarzy (0)



piątek, 17 sierpień, 2018

  • Pogoda w Paryżu


    18°C
    Pochmurno

    Dzisiaj:
    25°C / 13°C
     
    sobnieponwtośroczw
    27°28°27°28°29°28°
    14°17°16°16°16°15°
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART