'Taguj' blogi | "Jerzy Giedroyc"

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 27 listopada 2017 r.

Utworzono 27 listopada 2017 przez Red. VP

Rozmówca stawia mi ex abrupto zaskakujące pytanie. Pyta: Jest Pan jednym z rzadkich, jeszcze żyjących, „bliskich świadków” (!) powstawania miesięcznika KULTURA. Kto Pana zdaniem był w powołaniu do życia takiego pisma ważniejszy: Józef Czapski czy Jerzy Giedroyc? Moja odpowiedź prosta i krótka: to wspólne dzieło! Powiedziałbym: koniecznymi do tego byli oni obaj. Jerzy Giedroyc widział ogrom zapotrzebowania na śmiało myślące, otwarte na szeroki świat i nową sytuację, mogące też interesować Ukraińców, Litwinów, Czechów, itd., itd., a także mogące czasem trafiać w tłumaczeniu wybranych tekstów do myślicieli świata zachodniego NOWOCZEŚNIE MYŚLĄCE POLSKIE PISMO. Do tego Giedroyc miał przedwojenne doświadczenie redakcyjne… Lecz miał z tamtego okresu, przed wrześniem 1939, oraz z okresu spędzonego po wrześniu 1939, w Rumunii sporo wrogów… CZAPSKI, który wagę koncepcji dotyczącej nowego pisma z miejsca pojął, był niezwykle ceniony jako malarz i myśliciel. Miał pozycję i kontakty, wielkie stosunki w kręgach nie tylko polskich. Umiał znaleźć na założenie pisma pieniądze z różnych źródeł… Cenili go generał Anders i Stefan Zamoyski, a także co lub inni polsko-żydowscy bogacze, amerykański politolog James Burnham, francuscy pisarze François Mauriac czy André Malraux… No i cały szereg innych bogatych i wpływowych osób… Jednym słowem, jak byłem tego świadkiem, KULTURA mogła się zrodzić tylko dzięki bardzo bratniej – powiedziałbym – współpracy Jerzego Giedroycia i Józefa Czapskiego… Tyle na dziś, ale rzecz jasna sprawę jeszcze przemyślę…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 9 kwietnia 2017 r.

Utworzono 09 kwietnia 2017 przez Red. VP

Pewien wybitny rodak pyta, od kiedy znałem i jaki był mój stosunek do Jerzego Giedroycia.

Pana Jerzego poznałem już będąc dzieckiem: mając może 8 lat (??) z ojcem znalazłem się (i z jedną z mych sióstr, chyba z Magdą, bardzo sporo ode mnie starszą, na dworcu w Poznaniu. Natknęliśmy się na ojca mego najbliższego przyjaciela z okresu studiów na Uniwersytecie w Monachium, jeszcze przed pierwszą wojną światową – Rogera RACZYŃSKIEGO… Rogerowi R. – tam na owym tak mi drogim dworcu poznańskim – towarzyszył piękny, młody mężczyzna. Ojciec powiedział nam: „to ów słynny Jerzy Giedroyc. Roger jest nim i jego inteligencją dosłownie zafascynowany, hojnie finansuje jego pisma”… Pamiętam moja reakcję! Powiedziałem: Ah, to ten facet, co źle strzela; na polowaniu (lekko) postrzelił stryja Tadzia Morawskiego z Małej Wsi… Tyle, jak przez mgłę, pamiętam.

Później, pod koniec roku 1946, przyjechawszy z matką do ojca do Paryża, w willi w Chaville, którą ojciec wynajmował od państwa Postel-Vinay (znany francuski ród, chyba przemysłowców), poznałem Józia Czapskiego – mych obojga rodziców od lat bliskiego przyjaciela. Czapski, którego uważaliśmy de facto jakby za krewnego, choć nim nie był (!!!) – mieliśmy tylko sporo wspólnych krewnych, np. Łubieńskich) z miejsca stał się mym mentorem, opiekunem, który wprowadził mnie w arkana paryskiego artystyczno-intelektualnego życia, wlał w serce (podobnie zresztą jak i mój ojciec) miłość do Francji, Paryża – stolicy kulturalnej świata; wziął w swe ręce moją – przybysza ze zniszczonej wojną Polski – EDUKACJĘ!!! Przez Czapskiego poznałem Pana Jerzego. Pamiętam, że we czwórkę: Curzio Malaparte, Jerzy Giedroyc, Józio Czapski i ja bywaliśmy na debatach w LIBRAIRIE DES AMITIÉS FRANҪAISES… Bywałem też już w pierwszym domu KULTURY w Maisons Laffitte, jak mówiono po polsku, w domu na KORNEJU (sic!). Ale zawsze jako gość Józia, jako ktoś z kręgu Józia. Z panem Jerzym gadałem, ale o wiele za mało. Ja, który pasjonuję się Polską 20-lecia, winienem był o ową Polskę pytać nie tylko mego ojca i Józia, lecz też Pana Jerzego. W tej dziedzinie nie zdałem egzaminu… Zajęty obserwacją bieżącej walki politycznej, pasjonując się „zimna wojną”, uważając się za asa wywiadu (sic!!), nie wziąłem się też na serio do pracy pisarskiej. A to choć – jak twierdził pewien superinteligentny polski politolog – ma nowela pt. JACEK to najlepsza z nowel, jakie ukazały się w KULTURZE (???).

Co do Pana Jerzego, to na pewno za mało mu stawiałem pytań. Podziwiałem jego wytrwałość w walce, niesamowitą pomysłowość, twórczą „inteligencję”. Wiem też dobrze, że kluczową rolę w jego życiu odegrała przyjaźń i czynne poparcie ze strony 2. ludzi. Przed wojną Giedroyciowi zawierzył i jego prasę hojnie dofinansowywał Roger Raczyński, który też ułatwił po klęsce wrześniowej Panu Jerzemu odegranie kluczowej roli w Rumunii, otoczył go opieką i „storpedował” może jednak dość groźne intrygi w Pana Jerzego godziły…

No a co do Józia, to już w 2-gim Korpusie wyciągnął on pana Jerzego na kluczowe stanowiska oświatowe, polityczne i propagandowe. A później de facto tylko dzięki Józia kontaktom i wpływom mogły się zrodzić i tak wspaniale rozwinąć KULTURA I INSTYTUT LITERACKI…

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 9 października 2016 r.

Utworzono 09 października 2016 przez Red. VP

Morawski foto 02.06.2016Mariusz Kubik przywiózł mi z Maisons-Laffitte wielkiej wagi dar prezesa Wojciecha Sikory. Album Lafitte, noszący podtytuł: Ludzie „Kultury” o sobie. Chodzi o znakomicie opracowany przez długoletniego rozmówcę Jerzego Giedroycia, Mirosława Chojeckiego wybór ze wspomnień i opowieści ludzi z giedroyciowego zespołu. W słowie od wydawcy Marek Mutor, Dyrektor Narodowego Centrum Kultury, mocno podkreśla: NIE SPOSÓB PRZECENIĆ WAGI DOKONAŃ JERZEGO GIEDROYCIA i wpływu wydawanej przez niego „Kultury” na umysły Polaków drugiej połowy XX wieku…

Ze swej strony autor, czy jak kto woli (dodam, wprost genialny) autor tego opracowania, Mirosław Chojecki słusznie podkreśla, że „najprawdziwsze są wypowiedzi osób związanych z Kulturą, znajdujące się w niezwykle obszernej korespondencji Redaktora, w wywiadach prasowych, radiowych, filmowych.

Jednym słowem, chodzi o „dokument” wielkiej wagi. Dodam: dokładny, wnikliwy i obiektywny! Ale przyznam, że na mnie – od końca lat czterdziestych obserwatorze, bliskim znajomym, zapewne przyjacielu środowiska Kultury, autorze publikowanych tam między innymi, co prawda tylko dwóch nowel (w tym jednej pt. „Jacek”, zdaniem kilku rzeczoznawców istotnej i bardzo typowej), niegdyś częstym gościu obu kolejnych domów „Kultury” – ogromne wrażenie zrobiły zebrane i dobrze dobrane przez Mirka Chojeckiego ilustracje! Nie mogę tu przytaczać ich zbyt wielkiej liczby. Wspomnę jednak, że niesamowicie poruszyło mnie zamieszczone na stronie 17. zdjęcie z roku 1943! Na plaży, ponoć gdzieś w Palestynie, siedzą: przez wielu i przeze mnie zapomniany harcmistrz Józef Zielicki – człowiek niegdyś w naszych środowiskach dzięki swej sprawności i prężnemu, „skautowskiemu” podejściu do ogromu trudnych problemów tamtych czasów bardzo ważny – dalej: wielce chudy, bogaty swym niesamowicie bacznym i wnikliwym spojrzeniem Józef Czapski, ten – jak mawiał mój ojciec – „o ogromnych talentach i niesamowitej sile oddziaływania wszechświatowy (co u nas tak rzadkie) Polak”; wreszcie patrzący zawsze w dal, pełen pomysłów i śmiałych, bardzo jego własnych koncepcji Jerzy Giedroyc. Zafrapowało mnie też zdjęcie czytającego, leżącego na swym tapczanie w domu w „Laficie” Henryka Giedroycia, niegdyś przez nas nazywanego „młody książe”, człowieka cichego, skromnego, lecz – jak to dobrze wiedział Józef Czapski – o dużej inteligencji i, dodam, o świetnych manierach. Na stronie 41. znalazłem zdjęcie Zygmunta i pani Zosi Hertzów. Zdjęcie w mym skromnym odczuciu ważne, bo jakby ujawniające: osobowość tych dwóch tak kluczowych w życiu „Kultury” postaci, pewną nonszalancję tak życzliwego ludziom i od dziecka obytego w bardzo elitarnych sferach Zygmunta i czujne spojrzenie jakże sprawnej pani Zosi. Historyczne znaczenie ma (str 61.) fotografia (Bagdad 1943) wyraźnie – powiedziałbym – serdecznej, bliskiej, zapewne poufnej rozmowy Józefa Czapskiego z generałem Władysławem Andersem.

Na stronie 123. zachwyciło mnie – powiedziałbym – bardzo „wyraziste” zdjęcie Witolda Gombrowicza (luty 1965, balkon jego mieszkania w Vence), wykonane przez Bohdana Paczowskiego. Na stronie 146. z kolei – powiedziałbym – „romantyczne” zdjęcie Czesława Miłosza (ogród „Lafitu”, rok 1956). Na stronach 158. i 159. zdjęcia Marka Hłasko (rok 1957). Na stronie 169. dość bliscy mi niegdyś Kot Jeleński i Wacio Zbyszewski, rzecz jasna właśnie w owym „Laficie”. Następnie na str. 171. mój niegdyś częsty rozmówca Stefan Kisielewski…

Tyle o zdjęciach. Gdy chodzi o opinie i uwagi na piśmie, to aby mego tekstu nie przedłużać, przytoczę tylko jedno zdanie mego Dyrektora, nauczyciela i opiekuna, Jana Nowaka. Stwierdził on jasno swego czasu, iż Maisons-Laffitte jest mekką nie tylko dla niezależnych pisarzy i publicystów, artystów, ale także dla zwykłych ludzi, jednym słowem dla wszystkich nas, Polaków. Tyle na dziś, ot tak, od ręki, spontanicznie…

Korekta: AP

Komentarzy (0)



wtorek, 18 czerwiec, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART