'Taguj' blogi | "frankofonia"

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 30 marca 2017 r.

Utworzono 30 marca 2017 przez Red. VP

Tak więc w związku z obecną francuską kampanią prezydencką, podjąłem bój o FRANKOFONIĘ. Ja – od 60. lat korespondent polski w Paryżu – jestem oburzony tym, że, o ile mi wiadomo, kandydaci na prezydenta Francji nie zapowiadają wzmożonej walki o obecność w świecie języka francuskiego – nośnika kultury głoszącej otwarcie na i szacunek wszystkich narodów; kult sztuki i wiedzy, ducha rozwagi i tolerancji… Jak słusznie podkreślał Jerzy Jankowski – założyciel WSPÓLNOTY FRANCUSKO-POLSKIEJ (obrona interesów socjalnych, moralnych i politycznych Polonii Francuskiej), redaktor czasopisma POLSKA W EUROPIE, Polacy we własnym interesie i w interesie wszystkich narodów winni się mobilizować w propagowaniu w świecie języka francuskiego, będącego nośnikiem tak otwartej na innych, dogłębnie szlachetnej francuskiej kultury!!!

Apeluję więc do władz WSPÓLNOTY FRACUSKO-POLSKIEJ, DO KRZYSZTOFA JUSSACA, DO PROFESORA JĘZYKA FRANCUSKEGO BARBARY MIECHÓWKA, PROFESORA MARKA WYRWY I INNYCH o zaintersowanie się tym tematem! Także pragnę „uczulić” na ten problem tutejsze polskie towarzystwo literackie, mające w swej pieczy słynną zwaną mickiewiczowską Bibliotekę Polską na Wyspie Św. Ludwika w Paryżu!!! Ową Bibliotekę którą przed laty Francja i francuski parlament uchroniły przed zakusami totalitarnego reżymu PRL…

A teraz pewna kluczowa w mym pojęciu uwaga. W związku w BREXITEM uważam, że teraz nadszedł właściwy moment, by ZWIĘKSZYĆ ROLĘ JĘZYKA FRANCUSKEGO W INSTYTUCJACH UNII EUROPEJSKIEJ!! A to tym bardziej, że – jak podkreślał mój ojciec KADEMOR, ten tak doświadczony i długoletni dyplomata i negocjator niegdyś jeszcze w Lidze Narodów – JĘZYK FRANCUSKI, TAK PRECYZYJNY, POZWALA REDAGOWAĆ TEKSTY BARDZO ŚCISŁE, NIEBUDZĄCE WĄTPLIWOŚCI W ICH PÓŻNIEJSZEJ INTERPRETACJI.

Pozwalam sobie więc także apelować do władz RP o pełne docenienie wielkiego, też politycznego, znaczenia FRANKOFONII, francuskiej kultury i języka. Tak, należy zwiększać ilość klas francuskiego w naszych liceach!!! (mam nadzieję, że WSÓLNOTA FRANCUSKO-POLSKA WYPOWIE SIĘ W TEJ SPRAWIE VIA AMBASADA RP I SKIERUJE PISMO DO RZĄDU PRZEŚWIETNEJ RP!!!!!).

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 24 grudnia 2016 r.

Utworzono 25 grudnia 2016 przez Red. VP

Dziś, w dniu 24-12-2016, szczególnie mocno czuję się członkiem naszej tutejszej „wspólnoty polonijnej” (ponoć jest nas wiele setek tysięcy), która tego wieczoru tak bardzo po polsku – jak przed laty mawiał pewien tutejszy polski kapłan – „tradycyjnie i religijnie” świętować będzie wilię!!! Myślami wracam do wielkich zadań, jakie przed tą naszą tutejszą społecznością stoją. Rzecz jasna mam na myśli bój o WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI. Tak, winniśmy zabiegać o rozbudowę współpracy partnerskiej polskich i francuskich miast oraz gmin, zachęcać polską młodzież do nauki języka francuskiego, języka będącego „nośnikiem” głęboko wolnościowej, opartej na rzeczywistym szacunku dla sztuki i dla wiedzy, nacechowanej otwarciem na wszystkie narody świata, nacechowanej też rzecz jasna chęcią zrozumienia innych KULTURY. Tak, w mym pojęciu wpojonym mi przez mego ojca, my Polacy, tak od zawsze z Francją zaprzyjaźnieni, we własnym interesie, też i politycznym, winniśmy w pełni włączać się do boju o FRANKOFONIĘ, o wszechobecność francuskich postaw i francuskiej myśli.

Ale chcę też w ten dzień wigilijny poruszyć inny stojący teraz tu przed nami, członkami Polonii problem! Nie dajmy się nadmiernie wciągać w polskie spory polityczne. Nie jest naszą rolą się do nich pochopnie mieszać! Jasne chyba, że Polacy w kraju są właśnie teraz dość mocno podzieleni! Może to z mej strony nieco naiwne i w praktyce trudno (???) wykonalne, ale uważam, że winniśmy uszanować krajowe opinie i jednych i drugich, i do polskich rozgrywek i głośnych sporów podchodzić cum grano salis, unikać wszelkiej przesady, no i apelować „do jednych i do drugich” o pewien umiar i o niewyolbrzymianie nadmierne polskich, nawet ostrych różnic zdań… Dodam, że taki stosunek do polskich podziałów też wpoił mi mój ojciec, zawsze skłonny do dialogu i umiaru, umiaru w interesie POLSKI! (Rzecz jasna, że jednak ostro potępiał on PRL, ale – jak mawiał – owa ówczesna sytuacja była czymś innym zgoła niż spory między Polakami, szło o system policyjny nam narzucony przez Stalina, a później „podtrzymywany militarną groźbą” /przykład losu Węgier jest tu kluczowy/ przez jego następców!!!).

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Spotkanie z Maciejem Morawskim w Paryżu i apel o pełną mobilizację w służbie FRANKOFONII

Utworzono 10 grudnia 2016 przez Red. VP

dsc09140_ 9 grudnia br. w siedzibie Międzynarodowej Organizacji Frankofonii (Organisation Internationale de la Francophonie – OIF) przy 19-21 avenue Bosquet w 7. dzielnicy Paryża odbyła się ceremonia na cześć Macieja Morawskiego, który decyzją Minister Kultury, Audrey Azoulay, został w tym roku odznaczony Komandorią Orderu Sztuki i Literatury (Commandeur de l’Ordre des Arts et des Lettres) – najwyższą francuską dystynkcją przyznawaną za osiągnięcia w dziedzinie kultury.

Spotkanie poprowadził Joël Broquet – przewodniczący Carrefour des Acteurs Sociaux. Wśród gości obecnych było wiele ważnych osobistości z polsko-francuskich stowarzyszeń oraz osób zajmujących się na co dzień promocją Francji w Polsce i vice versa, m.in. Stanislas Pierret – dyrektor Instytutu Francuskiego w Polsce, odpowiedzialny za współpracę i działania kulturalne w Ambasadzie Francji w Warszawie; profesor Kazimierz Piotr Zaleski z Biblioteki Polskiej w Paryżu, Wirydianna Rey, prezes Roman Czajka z Centre Culturel Franco-Polonais w Boulogne-Billancourt, Barbara Miechówka – sekretarz generalny Wspólnoty Francusko-Polskiej, Magdalena Pignard-Bykowska – prezes paryskiego stowarzyszenia A.P.A.J.T.E (Association Polonaise des Auteurs, Journalistes et Traducteurs en Europe), Jan Kukuryka – prezes Stowarzyszenia Polskich Kombatantów we Francji…

dsc09168

Maciej Morawski (ur. 20 września 1929 r. w Poznaniu), podobnie jak jego ojciec, Kajetan Morawski, od wielu już lat poświęca swój czas i energię na zacieśnianie polsko-francuskich kontaktów. Do Paryża przyjechał wraz z matką w listopadzie 1946 r. i zamieszkał tu na stałe, mając odtąd „dwie ojczyzny” i współpracując z „Ambasadą Wolnej Polski” swego ojca Kajetana. Przez blisko 30 lat był korespondentem informacyjnym Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Paryżu, stając się zaufanym współpracownikiem i przyjacielem Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Jest autorem zebranych w 3. tomach dzienników pt. „Dwa brzegi. Zapiski Weterana Zimnej Wojny”, wydanych nakładem Instytutu im. Gen. Stefana „Grota” Roweckiego w Lesznie. Dzienniki są przez niego nieustannie spisywane w formie bloga i regularnie publikowane na Internecie. Redaktor Morawski – wybitny reprezentant polskiej emigracji walczącej z komunizmem, obchodzący w tym roku swe 87. urodziny, jest stale bacznym obserwatorem i komentatorem wydarzeń w Paryżu, Polsce, Europie i na świecie.

Na piątkowym spotkaniu w siedzibie Międzynarodowej Organizacji Frankofonii w Paryżu, w owym „Domu Frankofonii”, Joël Broquet podkreślił ważną rolę Macieja Morawskiego, który poprzez swe zaangażowanie i przywiązanie do kultury francuskiej, jest prawdziwym, wieloletnim „ambasadorem Polski we Francji i Francji w Polsce”. To właśnie również dzięki temu, że stał się prawdziwym symbolem i ucieleśnieniem relacji Polska-Francja i polsko-francuskiej przyjaźni, przyznano mu najwyższe francuskie odznaczenie za osiągnięcia na polu kultury – Komandorię Orderu Sztuki i Literatury. Joël Broquet zaznaczył ponadto, że zawsze podobało mu się hasło walki o Europę „na francuskim sosie”, propagowane zarówno przez Kajetana Morawskiego, jak i jego syna Macieja. Podkreślił, że walcząc o wolność polskiej myśli i zabiegając o „więcej Francji w Polsce, a Polski we Francji”, redaktor Morawski „potrafił zawsze otworzyć każde drzwi”. Zaapelował równocześnie o to, by dzienniki Macieja Morawskiego – pisane i wydane po polsku – przetłumaczyć również i wydać w języku francuskim, co oczywiście wiąże się w pierwszej kolejności ze znalezieniem tłumacza owych tekstów…

dsc09166

Ze swej strony, Maciej Morawski wyraził ogromną wdzięczność i wzruszenie w związku z nadanym mu odznaczeniem, tak ważnym dla niego dlatego, że – jak sam podkreślił, to właśnie „sztuka i literatura są rzeczami, które w życiu darzy największym uwielbieniem”. Jednocześnie, jak wcześniej zapowiadał, zwrócił się z apelem o pełną mobilizację w służbie FRANKOFONII, szczególnie do miast i gmin Francji, aby – właśnie pod hasłem szerzenia frankofonii – tworzyć „jumelages”, partnerskie wymiany między miastami Polski oraz krajów Europy Wschodniej i miastami Francji. Wymiany te służyć będą szerzeniu obecności kultury francuskiej w Polsce i na świecie – kultury, która jest nośnikiem wyjątkowo cennych wartości: wolności, tolerancji, kultu sztuki i nauki, życzliwości i otwartości na inne narody. Podczas pobytu w Polsce, z ubolewaniem mógł zaobserwować, że w znanych mu liceach klasy z językiem francuskim znikają… Wobec tego, niezmiernie ważne jest zwiększenie obecności i nauczania w szkołach tego języka. Morawski podkreślił, że bardzo ważna i potrzebna jest również swego rodzaju „kampania informująca o wadze moralnej i politycznej języka francuskiego i jego obecności w świecie”. Dla Europy i dla świata – jak podkreślił redaktor Morawski – kultura francuska jest wyjątkową wartością, potrzebną całej ludzkości. Dlatego też wszyscy, pod auspicjami Międzynarodowej Organizacji Frankofonii, Carrefour des Acteurs Sociaux oraz przy poparciu Instytutów Francuskich w Polsce, powinniśmy się zmobilizować w walce o Frankofonię i obecność języka francuskiego w Polsce i na świecie i zabiegać o organizowanie i promowanie partnerstwa i wymian kulturalnych, językowych, edukacyjnych czy naukowych między Francją i Polską. Swe przemówienie Maciej Morawski zakończył słowami: „Vive la francophonie ! Vive l’Organisation Internationale de la Francophonie !”.

dsc09162

dsc09144

dsc09143

dsc09153

dsc09122

dsc09158

dsc09118_

dsc09169

dsc09178

dsc09183

dsc09185

Tekst i zdjęcia: AP

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 10 grudnia 2016 r. – Spotkanie w Paryżu w związku z odznaczeniem Komandorią francuskiego Orderu Sztuki i Literatury

Utworzono 10 grudnia 2016 przez Red. VP

dsc09179_Tak więc wczoraj w sali zebrań paryskiej siedziby Organisation Internationale de la Francophonie (19-21, avenue Bosquet, Paris 7e), ku memu wzruszeniu, bardzo niedaleko od 174, rue de l’Université, gdzie przez długie lata u mego ojca mieszkałem, gdzie mieściła się nasza „Ambasada Wolnej Polski”, odbyło się spotkanie zorganizowane przez Joëla Broquet, prezesa potężnej organizacji LE CARREFOUR DES ACTEURS SOCIAUX, organizacji będącej w stałym kontakcie informacyjno-internetowym z – o ile się nie mylę – 53. tysiącami osób!

Spotkanie wiązało się z faktem, że pani Audrey Azoulay, Minister Kultury, mianowała mnie Komandorem francuskiego Orderu Sztuki i Literatury…

Na spotkanie przybyło kilkadzięsiąt osób. Wiele osobistości francuskich i polskich z kręgu dawnych przyjaciól naszej „Ambasady Wolnej Polski” – niegdyś uczestników naszej trudnej walki o niepodległość Polski… Burzą oklasków powitano przybycie na salę profesora Kazimierza Piotra Lubicz-Zaleskiego. Kilka osób przybyło z Polski, np. jakże zasłużony dla „frankofonii” radca kulturalny Ambasady Francji w Warszawie, Stanislas Pierret oraz słynna Ela Skoczek z Krakowa, znakomita znawczyni dziejów mego przyjaciela i opiekuna Józefa Czapskiego. Towarzyszył jej Vicent Guillier, autor rewelacyjnej książki pt. „Jean Colin d’Amiens ou le jeune homme et la mort” (Jean Colin to młodo zmarły malarz, którego tak cenili J. Czapski i np. F. Mauriac…).

Może wspomnę tylko, że była tam jeszcze Wirydianna z Raczyńskich Reyowa, córka prezydenta RP Edwarda Raczyńskiego, wdowa po Xawerym Reyu – drugim z rzędu (po Władku Ponińskim) następcy mego ojca na stanowisku przedstawiciela na Francję legalnego rządu RP rezydującego w Londynie…

Zabierając głos, wystąpiłem z apelem do gmin i miast Francji, by idąc drogą, którą niegdyś wytyczył słynny kanonik Felix Kir – mer miasta Dijon, rozbudowywały umowy o partnerskiej współpracy z miastami innych krajów…, w tym rzecz jasna z miastami Polski. Te tak zwane „jumelages” winny służyć „frankofonii”, kontaktom szkół i młodzieży, propagowaniu francuskiej kultury i będacego jej nosicielem języka! W czasie mych częstych pobytów w Polsce, stwiedzam, że wiele polskich miast (w tym mój ukochany Kościan) chętnie by nawiązało taką – umieszczoną rzecz jasna pod hasłem służby frankofonii – wspópłpracę z jakimś francuskim miastem!!!

Wystąpiłem też z apelem do wszystkich mych przyjaciól z różnych krajów, np. Europy Środkowej, by się również włączyli do akcji propagowania frankofonii! Ojciec mój; Józef Czapski, Kot Jeleński, Henry Chapier, Robert de Saint-Jean wpoili mi mocne przekonanie, że język francuski jest nosicielem unikalnej, najwyższej klasy kultury, kultury niosącej kult wiedzy i sztuki, otwarcie na wszystkie narody, wielką tolerancję, szacunek swobód… Józef Czapski wskazał mi bezcenne wartości francuskiej literatury. Tak wysoko cenił spojrzenie na świat np. Marcela Prousta…

Naprawdę uważam, że w interesie całej ludzkości należy popierać FRAKNOFONIĘ!! Polska ma status obsewatora w Union Internationale de la Fracophonie. Jestem przekonany, że ojciec mój – który mawiał, że trzeba się starać mądrze służyć sprawie polskiej, i dodawał, że z tą mądością nieraz u nas nie najlepiej – byłby zdania, że też i ze względów politycznych winniśmy być pełnoprawnymi członkami owej Union Internationale!!!

Wspomnę jeszcze, że współorganizatorem spotkania była WSPÓLNOTA FRANCUSKO-POLSKA. Jej sekretarz generalny, Barbara Miechówka oraz jej prezes, Krzysztof Jussac de Junien byli oboje na sali obecni.

Kończąc, dodam, że w związku z tym spotkaniem cały szereg osobistości (np. Jacques Legendre, senaror z departmentu Nord, były minister) nadesłało swe wypowiedzi podkreślające między innymi wielką wagę boju o Franofonię.

Z ostatniej chwili! W tej chwili przypadkowo znalazłem w internecie duży tytuł: FRANCJA. ORDER SZTUKI I LITERTURY DLA MACIEJA MORAWSKIEGO. Tekst ten, zdobny mym zdjęciem, opiera się na depeszy naszej znakomitej agencji prasowej PAP, na depeszy jej tak sprawnego i świetnie tu wprowadzonego korespondenta, Ludwika Lewina, który mocno uwydatnił to, że głoszę WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJII.

Na zdjęciu: Maciej Morawski i Joël Broquet (fot. AP)

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 8 grudnia 2016 r.

Utworzono 08 grudnia 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (2)Czytelnik z Warszawy dziwi się, że ja, „dawny pracownik Radia Free Europe, nie zdaję sobie sprawy, że dziś dla młodych kluczowy jest język angielski. To on będzie im w życiu niezbędny! Powinni się go perfekcyjnie nauczyć. A co do turystyki i zwiedzania np. Francji, to także tam można się wszędzie po angielsku dogadać!”

Zgodnie z mą zasadą (nie zawsze stosowaną!!), z miejsca odpowiadam owemu czytelnikowi!!! Bynajmniej nie neguję kluczowej w wielu dziedzinach roli angielskiego! Jak już – o ile pamiętam – podkreślałem, uważam, że w naszych liceach winno sie nauczać dwóch jezyków obcych: angielskiego i francuskiego. Mnie w młodości uczono łaciny, francuskiego, angielskiego i niemieckiego!! Gdy chodzi o język francuski, to – jak stale podkreślam, i jak niewątpliwie uważali np. mój ojciec i Józef Czapski – jest on „nosicielem” opartej na głębokim kulcie sztuki i wiedzy, nacechowanej pełnym otwarciem na inne narody, tolerancją i poszanowaniem wolności i kultury.

Jakże specyficzna litteratura francuska wiele w nasze życie wnieść może. Józef Czapski wskazywał, że czytając Prousta, poprzez jego bohaterów poznajemy w sobie własne kłamstwa i własną małość… A co do Simone Weil, to Czapski stwierdzał: nie umiem znaleźć miary porównania z nią, dla mnie to wzór najwyższy w okrutnym wyzwoleniu z małości życia…

Tak, jasne dla mnie, że znajomość francuskiej kultury i literatury, francuskiego języka, to sprawa najwyższej wagi gdy chodzi o właściwe spojrzenie na świat, o właściwą formację postaw intelektualnych…

Leszek Talko swego czasu nieraz podkreślał, że w XVIII wieku wychodziło w Polsce szereg czasopism redagowanych po francusku. Tak, język francuski bardzo długo był czołowym obcym językiem naszych elit. A długowiekowa przyjaźń polityczna obu naszych narodów, w tym duża pomoc i poparcie, jakiego Francuzi udzielili dwóm naszym wielkim emigracjom, w mym pojęciu nakłada na nas Polaków obowiązek walki o FRANKOFONIĘ. Walka o znaczenie francuskiej wolnościowej kultury, której nosicielem jest francuski język na pewno także dogłębnie leży w naszym dobrze pojętym interesie…

A teraz z innej beczki!! Dowiaduję się, że 10 grudnia ma mieć miejsce w Warszawie, także i dla nas Polaków z Francji ważne wydarzenie. Otóż dnia tego mają ukazać się „KRONIKI PARYSKIE” (!!!) Piotra WITTA, autora swego czasu m.in. rewelacyjnej książki „Przedpiekle sławy”, książki, co do której zaraz po jej ukazaniu się wyraziłem przekonanie, że winna stać się rozrywanym – przez jakże licznych wielbicieli Chopina – światowym bestsellerem!

Kończąc, dodam tylko odpowiedź na pytanie innego czytelnika, tym razem z Lille, który właśnie zadzwonił do mnie, po pierwsze by podkreślić wagę tego, byśmy my Polacy „się zmobilizowali pod hasłem Frankofonii” (!!!), po drugie, by spytać, „czy w końcu dotarłem do przesłynnego Henry’ego CHAPIER, by włączyć go do naszych działań pod tym hasłem…” Otóż, jak na razie, do CHAPIERA nie dotarłem. Ale na pewno z czasem mi się to uda! Me starania w tej dziedzinie zechciał poprzeć Ludwik LEWIN, tutejszy czołowy polski korespondent, człowiek wysoko we francuskich i międzynarodowych sferach prasowych Paryża ceniony, także zdolny poeta i pisarz, autor m.in. dla mnie – amatora francuskiej kuchni – tak istotnej książki „Podróż po stołach Francji – opowieści o regionach Francji, ich kuchni i historii” („Książka i Wiedza”, 2001 i następnie 2003)!

No i jeszcze jedno. W związku z jutrzejszym spotkaniem, z Polski ze słowami poparcia zadzwoniło do mnie już kilka osób… Na przykład przed 5. minutami z gratulacjami dzwonił wierny frankofil, mój jakże bliski przyjaciel, Marcin Libicki…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 30 listopada 2016 r.

Utworzono 30 listopada 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (2)Czytelnik (naukowiec, historyk najnowszych czasów) wyraża radość, iż „wierny postawom mego ojca, w pełni stawiam na przyjaźń polsko-francuską i mobilizuję Polaków pod hasłem walki o Europę „na francuskim sosie” i o FRANKOFONIĘ… Podkreśla, że taka moja postawa odbija się w Polsce sporym echem! Jest on zdania, że „słuszna jest teza, że rola języka francuskiego w obecnym świecie jest podobna do tej, jaką język grecki odgrywał w starożytnyn Rzymie.”

Czytelnik ten wyraża także przekonanie, iż „1-milionowa (?) Polonia francuska winna też zmobilizować się pod hasłem szerzenia FRANIFONII.” Bardzo godną uwagi jest stała, wedle niego, rozbudowa wspópracy partnerskiej miasteczek oraz gmin obu krajów. Ta współpraca winna mieć też charakter gospodarczy, prowadzić do współpracy nawet niewielkicj liczby firm i do rozbudowy handlu: w Polsce produkty „made in France” mają dobrą markę…

Czytelnik jest zdania, że w polskich liceach winny byc 2 języki obce obowiązkowymi: francuski i angielski! Uważa, że wierne tradycjom niepodleglej przedwrześnowej Polski nasze stronnictwa winny tę sprawę rozważyć… Kończąc dodaje on, że w jego opiniii wszystko (!) dziś sprzyja zacieśnieniu dialogu Polska-Francja. Jego zdaniem postawy obu społeczeństw ewoluują dziś w zbliżonym kierunku, czego widocznym objawem był sukces Fillona w prawyborach prawicy… Dodaje, iż Fillon także – jak dobrze wiadomo – jest żywo zainteresowany problemami Frankofonii, i to zarówo w Afryce, jak i w Polace, w Rosji, w całej Europie i w całym świecie!!! FILLON NAPRAWDĘ PRZYWIĄZUJE DO FRANKOFINII WIELKĄ WAGĘ!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 26 listopada 2016 r.

Utworzono 27 listopada 2016 przez Red. VP

DSC02298Jak już informowałem, w dniu 9 grudnia 2016 roku w paryskim lokalu UNION INTERNATIONALE DE LA FRANCOPHONIE w czasie ceremonii odznaczenia mnie Krzyżem Komandorskim Orderu Sztuki i Literatury francuskiego Ministerstwa Kultury (już cały szereg wysokich osobiści, w tym szereg akredytowanych w Paryżu ambasadorów oraz dyplomatów różnych państw zapowiedziało swój udział w tym spotkaniu), WYSTĄPIĘ Z APELEM SKIEROWANYM DO POLSKICH MIAST (i do miast INNYCH KRAJÓW) o PEŁNĄ MOBILIZACJĘ POD HASŁEM POTĘGOWANIA OBECNOŚĆI JĘZYKA I KULTURY FRANCUSKIEJ, A TAKŻE WSPÓŁPRACY GOSPODARCZEJ Z FRANCJĄ!!! Wszak Francja, jej język i tradycje – jak mocno podkreślał mój ojciec, ambasador Polski, lubiany i „wysoko ceniony” przez Generała de Gaulle’a – stanowią ogromną, pozytywną wartość; wszak należy w naszym własnym interesie walczyć o Europę „na francuskim sosie”, to znaczy opartą na szlachetnych wartościach francuskiej tolerancyjnej i wolnościowej myśli!!!

Rzecz w tym, by rozwijać układy o partnerskiej współpracy, tak zwane „jumelages”, obejmujące zarządy miast, szkoły, licea, rozbudowę nauczania języka francuskiego, wymianę turystyczną, współpracę gospodarczą, produkcyjną i handlową…

W mym pojęciu ta nowa ofensywa FRANKOFONII w Polsce winna skromnie się zacząć od dynamicznej współpracy mego ukochanego KOŚCIANA z tym czy innym miastem Francji (obecnie wspólnie z Prezesem Romanem CZAJKĄ szukamy odpowiedniego podparyskiego miasta). Ośmielam się też prosić jakże sprawnego burmistrza Michała JURGĘ, a także tak cenioną Radę Miasta Kościana oraz miejscową prasę o poinformowanie o tej nowej akcji Związku Miast Wielkopolskich… Rzecz w tym, iż w mym odczuciu miasta wielkopolskie, z których kilka (Poznań, Środa, Krzywiń…) już z tymi czy innymi ośrodkami Francji OWOCNIE współpracuje, są szczególnie sprawne w tej dziedzinie, i od dawna żywią do Francuzów znaczną sympatię!!! Dorzucę też, że z Francją mocno związani byli np. synowie Ziemi Kościańskiej: generał Dezydery Chłapowski i ambasadorowie: Alfred Chłapowski i Kajetan Morawski…

Pozwalam sobie zwrócić się do słynnego pisarza-regionalisty wielkopolskiego Jerzego ZIELONKI, a także do redator Teresy MASŁOWSKIEJ z prośbą o przedstawienie tej mej koncepcji współpracy Kościan-Frankofonia, współpracy miasta wielkopolskie-Frankofonia już w dniu 9 grudnia. W tym przedstawieniu już mogą zaznaczyć, że rzecz jest już Kościanowi i związkowi miast wielkopolskich znana. (Przypominam, że jestem obywatelem honorowym zarówno całej Wielkopolski jak i Kościana…). No i że wysoko cenię prasę kościańską i także, rzecz jasna, świetne: GŁOS WIELKOPOLSKI i PANORAMĘ LESZCZYŃSKĄ!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 20 listopada 2016 r.

Utworzono 22 listopada 2016 przez Red. VP

DSC02296Czytelnik pyta od kiedy mieszkam w Paryżu i dlaczego wyraźnie kocham to miasto! Przybyłem do Paryża na początku listopada 1946, mając od 6. tygodni 17 lat. Przyjechałem koleją, wagonem sypialnym Cooka wraz z mą matką i na jej paszporcie. W przedziale obok nas jechała Gniewa z Rudnickich Wołosiewicz, znana parysko-polska dziennikarka (sekcja polska francuskiego radia) i działaczka.

Paszport matce załatwił w lipcu 1946 drogi mej rodziny przyjaciel, profesor Michał Kaczorowski, wówczas (znakomity) minister odbudowy. Ponieważ w lipcu 1946 miałem jeszcze 16 lat, znalazłem się na paszporcie matki… Ja jechałem na studia do Paryża. Matka cierpiąca na depresję na kurację. Mieliśmy po ukończeniu mych studiów wrócić do Polski. Profesor Kaczorowski i Eugeniusz Kwiatkowski polecali też nam namawiać ojca do powrotu do kraju, „który należało odbudowywać”. Mnie pracę z MSZ-cie obiecywał po studiach w Paryżu Tadeusz Chromecki, bardzo bliski nasz przyjaciel, wówczas naczelnik wydziału zachodniego w owym „warszawskim” ministerstwie spraw zagranicznych…

Zaraz po przybyciu do Paryża zamieszkaliśmy w pięknej willi w Chaville pod Paryżem. Ojciec willę wynajmował od państwa Postel-Vinay, znanej francuskiej rodziny. Z nami mieszkała tam ma siostra Basia, jej mąż Włodek Ledóchowski. Często tam bywali liczni Polacy, np. Józio Czapski…, a także goście z Londynu, itd.

Uprzednio już nieco znałem francuski – nauczyła mnie go w czasie wojny w Małej Wsi ciocia Andzia Kicińska… Ojciec posłał mnie jednak na wyższe kursy tego języka, a następnie na socjologię w l’Institut Catholique, gdzie uzyskałem „la licence” i poszedłem na studia na Akademiii Handlowej. Rzecz jasna, zgodnie z poleceniami Eugeniusza Kwiatkowskiego, ministra Michała Kaczorowskiego i Tadeusza Chromeckiego, namawialiśmy ojca do powrotu do kraju, „gdzie czekało nań jakieś wysokie stanowisko”! Ojciec odmówił. Stwierdzał, że czuje pismo nosem, że Stalin nie jest skłonny do prowadzenia jakiejś „rozsądnej gry politycznej”, że to psychopata, a nie polityk, że opowiadania, iż chce, by Polska była „oknem wystawowym bloku socjalistycznego” to naiwna bzdura…, że lada chwila rozkwitnie w Polsce niesamowity terror, że tylko Franklin Delano Roosevelt i jemu podobni mogli byli liczyć na „rozwagę i zmysł polityczny Stalina”. Ojciec bardzo poufnie mawiał mi, że tak bliski mu de Gaulle nie ma co do Stalina żadnych złudzeń, wie, że to „zamordysta a nie rozsądny gracz polityczny”, że jest zdania, że „cały ten system, oparty na niesamowitym zakłamaniu!!!, na podejrzliwości i dzikim terrorze, prędzej czy później runie…”

Jesienią 1949 zaczęły nadchodzić z Polski echa, z których wynikało, że zapanował tam niesamowity terror. Eugeniusz Kwiatkowski (który nieco wcześniej chciał ojca mego ściągnąć z Paryża na swego zastępcę) poszedł w całkowitą odstawkę, stracił stanowisko delegata rządu dla spraw Wybrzeża, dostał administracyjny zakaz pobytu na Wybrzeżu i w Warszawie! Tadeusz Chromecki z kolei wyleciał z MSZ-u (później został aresztowany…). Co do profesora Michała Kaczorowskiego, to dotrwał on na stanowisku ministra odbudowy do 1 kwietnia 1949, ale stracił wszelkie wpływy polityczne, i dawał okazjami mej matce znać, że nie należy wracać, że sprawy toczą się „absurdalnym torem”…

Takie wieści z Polski wprowadziły matkę we wzmożony stan depresji (konieczność kuracji snu )… Ja zaś, też w pewnej mierze inwalida (szok wydarzeń pierwszych dni sierpnia 1944: gwałty pijanych „sołdatów” brygady szturmowej SS Bronisława Kamińskiego), związałem się z paryska bohemą artystyczną, przeżyłem okres – jak to się tu mawia „bardzo Saint-Germain-des-Près…” Jednak pod wpływem mego ojca i jego najbliższego przyjaciela i powinowatego, a mego opiekuna Józia Czapskiego zgłosiłem się na studia w strasburskim Kolegium Wolnej Europy. Dzięki temu ukończyłem podyplomowe wyższe studia europejskie w Uniwersytecie Strasburskim. Tam napisałem chyba dobrze ocenioną pracę naukową o „stachanowizmie” w Polsce. Miałem dostać stypendium na pracę doktorancką w USA – jak często powtarzam, donos, że jestem homoseksualistą i że byłem krwawym komunistą w roku 1945 w Kościanie, spowodował, iż stypendium nie dostałem. Zaciążyło to na dziejach mego życia!!! (Teraz uważam, że zaciążyło dobrze, bo pozostałem w Paryżu).

W dwa lata (?) później szef paryskiego biura Komitetu Free Europe, angażując mnie do współpracy, powiedział mi, że ów donos był dziełem „tamtej strony”, że to znana metoda służb „czerwonego”, no i że skądinąd „polowanie na czarownice” senatora McCarthy już się załamało…
Jedno pewne: wtedy i później cały szereg wybitnych Francuzów – czołowy dyplomata Jean Laloy, bliski Roberta Schumana Robert Rochefort, słynny dziennikarz Robert de Saint Jean, inni francuscy pisarze i arystokraci, przyjaciel mego ojca Gaston Palewski, słynny Jezuita o. Charles Huvemme SJ, itd., itd. – okazywali mi swą aktywną przyjaźń. A w czasie gdy będąc tak aktywnym – i siłą rzeczy stanowiącym sól w oku czerwonego – korespondentem informacyjnym RWE („szpionem” wedle PRL-u), wspaniałe, szlachetne, jakże sprawne francuskie służby bezpieczeństwa niewątpliwie otaczały mnie (podobnie jak np. moich kolegów bułgarskich, rumuńskich itd.) czujną i skuteczną opieką. Moja wiara w skuteczność tej opieki była w mym trudnym jednak życiu wielce ważna. Tak, trzeba JASNO ZDAĆ SOBIE SPRAWĘ Z TEGO, ŻE TAK ZWANA ZIMNA WOJNA BYŁA SUI GENERIS PRAWDZIWĄ WOJNĄ!!! O tym nie wolno zapominać.

Stała francuska opieka, owa świadomość, że we Francji mam zawsze mnóstwo aktywnych, chętnych mi pomóc przyjaciół, podobnie jak me mocne poczucie, że jak niegdyś starożytna Grecja, Francja jest dziś krajem o najwyższej kulturze, że dla nas – pisarzy, publicystów, dla wszelkiego rodzaju twórców i artystów – stolicą świata jest Paryż. Wszystko to leży u podstaw mego kultu FRANKOFONII, w bardzo szerokim tego określenia znaczeniu…

W ślad za Józiem Czapskim kocham paryskie muzea, i np. nadsekwańskie perspektywy, widok: tej rzeki i całego tego miasta. Rzecz jasna często myślami wracam do poszukiwania straconego tu czasu… A dobrze wiem, że lektura książek Marcela Prousta uczy nas odpowiedzialności, wrażliwości i czujności… W ślad za Grahamem Greenem uważam Prousta za najświetniejszego pisarza 20. wieku… O ile sie nie mylę, Józio mawiał, że czytając Prousta poznajemy samych siebie, poprzez jego bohaterów dostrzegamy w sobie własne kłamstwa i własną słabość.

Ignacy Morawski i jego żona wiedzą jak bardzo – choć jestem inwalidą o lasce czy kuli – kocham po Paryżu spacerować, w najwidoczniejszy sposób kocham to miasto i jego bulwary, ulice i uliczki oraz rzecz jasna tutejsze tak między sobą różne knajpki… Dobrze pamiętam, że ojciec mój spotykał się z Mikołajczykiem w kawiarni Deux Magots, że na bulwarze St Germain w kafejkach naprzeciw Księgarni Polskiej bywało sporo naszych ludzi pióra, że Jerzy Giedroyć często z rodakami konferował w lokalach koło dworca Św Łazarza, że Józio Czapski lubił la rue des Écoles. Dodam, że od dziesiątków lat na wnętrze wagonów i na stacje paryskiego metra, ludzi tam się przewijających patrzę jakby przez pryzmat dociekliwego, nieraz boleśnie dociekliwego spojrzenia Czapskego. Tak, Czapski nauczył mnie jakby inaczej, „dogłębniej” postrzegać ludzi i czasem starannie ukryte aspekty ich losu, życia, może nawet postaw?

Dziś spotkała mnie wielka radość. O 13-tej świetny brunch z Wirydianną z Raczyńskich Reyową, osobą od lat mnie i mej rodzinie tak bliską (przed laty byłem świadkiem na jej ślubie z Xawerym Reyem w montresorskiej kolegiacie). Brunch, mimo swej nazwy, bardzo paryski… Jedyne w swym smaku paryskie croissanty, bardzo smaczna, także wielce paryska jajecznica, no i kilka innych eleganckich z wyglądu, no i świetnych dań. Atmosfera specyficznie paryska, ludzie różnych narodowości, jakaś wielce elegancka starofrancuska, być może arystokratyczna para…

Rozmowa m.in. o książkach Bernarda de Roquefeuil pt. UCIEKINIER (przygody francuskiego podchorążego, który uciekł z niemieckiego obozu i ukrywał się w Polsce, między innymi u Branickich w Wilanowie (wzruszające opisy i zdjęcia) oraz o książce (tak godnej uwagi, także i ze względów historyczno-gospodarczych i socjalnych) Krzysztofa Dzierżykraj Morawskiego „Z Krakowa i Wielkopolski”!!!

Także rozmowa o spotkaniu, które ma mieć miejsce 9. grudnia br.: o SPOTKANIU POD HASŁEM PROPAGOWANIA FRANKOFONII W POLSCE, W INNYCH KRAJACH SŁOWIAŃSKICH ITD., ITD.!!! SPOTKANIU, KTORE MA ZAPOCZĄTKOWAĆ NOWĄ, POTĘŻNĄ AKCJĘ W TYM DUCHU. BĘDĘ TEZ APELOWAŁ DO GMIN I MIAST FRANCJI O NOWE „JUMELAGES” (umowy o współpracy i wymianie z miastami Polski i innych krajów, marzę np. o współpracy (rzecz jasna także pod hasłem FRANKOFONII) mego rodzinnego KOŚCIANA z BOULOGNE-BILLANCOURT…

No i za zakończenie wspominaliśmy z Wirydianną okres gdy jej mąż Xawery Rey był delegatem we Francji legalnego Rządu RP rezydującego w Londynie (póki żył mój ojciec, mówiono „Ambasada Wolnej Polski”). Oboje z Wirydianną byliśmy owej delegatury współpracownikami. Ostatni delegat legalnego Rządu wydał nam nawet legitymacje służbowe, mam też me stare paszporty dyplomatyczne, wydawane przez nasze poselstwo w Madrycie…

Komentarzy (0)



środa, 8 kwietnia, 2020

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART