Roland Garros: polskie zawiedzione nadzieje w cieniu francuskich skandali

Utworzono 08 czerwca 2016 przez Red. VP

DSC08833_Zbliżający się szybkimi krokami do końca wielkoszlemowy turniej French Open przyniósł jak co roku wiele emocji i niespodzianek, choć tym razem wyjątkowo dużo negatywnych.

Jako pierwsza z Polek z rozgrywkami pożegnała się Magda Linette, która przegrała po emocjonującym – pełnym wzlotów i upadków z obu stron – spotkaniu ze Szwedką Johanną Larsson 3-6 6-4 5-7. Choć wyższy o 20 miejsc ranking przeciwniczki wskazywał na nią jako na faworytkę, Linette chwilami radziła sobie bardzo dobrze. Niestety, duża ilość popełnionych przez Polkę niewymuszonych błędów i niewykorzystane szanse w trzecim secie ostatecznie się zemściły i poznanianka pożegnała się z turniejem już w pierwszej rundzie.

Niewiele lepiej zawodniczce powiodło się w deblu, gdzie w parze z Francuzką Alizé Cornet odpadła już w drugiej rundzie, przegrywając z Madison Brengle i Tatjaną Marią 4-6 6-2 1-6.

Również w drugiej rundzie swoją przygodę z French Open zakończyła Paula Kania, która w duecie z Marią Irigoyen uległy Kiki Bertens i Johannie Larsson 4-6 6-3 2-6.

Już w pierwszej rundzie debla odpadły natomiast Alicja Rosolska (w parze z Nicole Melichar) oraz Klaudia Jans-Ignacik (z Xenią Knoll), a także duet Mariusz Fyrstenberg i Santiago Gonzalez, którzy przegrali z braćmi Bryanami. Słynnym bliźniakom ulegli również w trzeciej rundzie Marcin Matkowski i Leander Paes, a w ćwierćfinale Łukasz Kubot w parze z Alexandrem Peyą.

Marcin Matkowski startował również w rywalizacji mikstowej, w której w zeszłym roku wraz Lucie Hradecką dotarli aż do finału. Tym razem współpraca polsko-czeska okazała się znacznie mniej udana i para odpadła już w pierwszej rundzie.

Jednak największe emocje polskich – i nie tylko – kibiców wzbudzały oczywiście występy Agnieszki Radwańskiej. Mimo rozstawienia z nr 2, nasza najlepsza tenisistka nie była typowana na faworytkę turnieju, przede wszystkim ze względu na fakt, że nawierzchnia ceglana zdecydowanie nie jest jej ulubioną, co potwierdza m.in. jej zeszłoroczna porażka na kortach Rolanda Garrosa w pierwszej rundzie. Także w tym roku osiągnięcia Agnieszki na cegle przed French Open nie imponowały – po niezłym starcie w Stuttgarcie, gdzie doszła do półfinału i uległa dopiero sensacji turnieju Laurze Siegemund, zawodniczka odpadła już w pierwszej rundzie Mutua Madrid Open, po czym zrezygnowała z udziału w rzymskim Internazionali BNL d’Italia. Choć na przepięknych kortach Foro Italico Radwańska nigdy nie osiągała dobrych rezultatów, jej decyzja o wycofaniu się z rywalizacji została przyjęta krytycznie przez część ekspertów tenisowych, zwracających uwagę, że żaden trening nie zastąpi ogrania meczowego. Jednak początek turnieju pokazał, że wybrany przez tenisistkę i jej zespół sposób przygotowań był strzałem w dziesiątkę. Dobrze dla Radwańskiej ułożyło się także losowanie tabelki, gdyż w pierwszej rundzie spotkała się z Bojaną Jovanovski. Mimo iż Serbka swego czasu była trzydziestą drugą zawodniczką rankingu, w tym roku boryka się z kontuzjami i od stycznia nie zdołała jeszcze wygrać nawet jednego seta. Nie było więc zaskoczeniem, że Polka rozprawiła się z nią w nieco ponad godzinę, oddając jej tylko dwa gemy w całym meczu i zwyciężając 6-0 6-2. Druga runda miała być już jednak znacznie większym wyzwaniem dla Radwańskiej, gdyż czekała tam na nią reprezentantka gospodarzy Caroline Garcia. Na korzyść słynącej z mocnego uderzenia – zwłaszcza forhendu – Garcii przemawiał zarówno fakt, że grała „na swoim podwórku”, a więc miała za sobą niemal całą publiczność mogącego pomieścić ponad 10 000 osób kortu Suzanne Lenglen, ale także to, że zaledwie kilka dni wcześniej wygrała turniej w Strasbourgu, również rozgrywany na mączce. Po raz kolejny jednak potwierdziła się opinia, że Garcię w trudnych sytuacjach zjadają nerwy, a atomowe uderzenie na nic się nie zda, jeśli zawodniczka nie potrafi umieścić piłki w korcie. Francuzka stawiła opór tylko na początku pierwszego seta i pod koniec drugiego, poza tym jednak okazała się całkowicie bezradna wobec spokojnie realizującej swój plan taktyczny Radwańskiej. W efekcie publiczność mogła podziwiać typowe dla Polki spektakularne skróty, loby, slajsy, zagrania przy siatce i grę kątową, które sprawiły, że zagraniczni fani i komentatorzy nazywają ją Magician (Czarodziejka), Ninja czy La Profesora (Pani profesor) i dzięki którym regularnie wygrywa w zestawieniach na najlepsze uderzenia miesiąca i roku.

Również w starciu z Barborą Strycovą Polka zaprezentowała się świetnie. W statystyce ich spotkań Radwańska prowadziła przed meczem 4:0, ale Czeszki nie można było zlekceważyć, gdyż gra w tym sezonie bardzo dobrze – jest wprawdzie obecnie dopiero nr 33 WTA, ale już w rankingu Road to Singapore, bazującym wyłącznie na wynikach z bieżącego roku Strycova jest 14 i wyprzedza swoje bardziej utytułowane rodaczki, w tym Petrę Kvitovą. Nie jest więc zaskakujące, że po raz pierwszy w historii ich spotkań, Czeszka zdołała „urwać” Radwańskiej seta, jednak ostatecznie mecz zakończył na korzyść naszej zawodniczki 6-2, 6-7 (6-8) 6-2.

Kolejna runda miała być dla Radwańskiej spacerkiem, gdyż jej przeciwniczką okazała się – nieco niespodziewana – pogromczyni Sloane Stephens, Cwetana Pironkova. Przed rozpoczęciem meczu Polka miała z nią doskonały blians spotkań: 9-2 na korzyść Radwańskiej, która dwa ostatnie spotkania z Bułgarką przegrała w 2012 i 2007 r. Mecz rozpoczął się więc zgodnie z przewidywaniami, jednak po gładko wygranym przez Radwańską pierwszym secie (6-2) i przy jej dużym prowadzeniu w drugim (3-0), spotkanie zostało przerwane z powodu deszczu. Jego dokończenie zaplanowano na poniedziałek, jednak nieustająca ulewa oraz brak odpowiedniej infrastruktury nie pozwoliły tego dnia na rozegranie ani jednego spotkania. Przypadek taki zdarzył się po raz pierwszy od 16 lat i według podawanych przez komentatorów sportowych szacowanych danych mógł kosztować organizatorów nawet 2 mln euro (m.in. z powodu zwrotów za bilety). Nie jest więc zaskakujące, że we wtorek desperacko dążyli oni do rozegrania chociaż części spotkań, mimo protestów samych tenisistów, zwracających uwagę, że na kortach nie ma warunków do grania. Istotnie, nieustannie padający od dwóch dni deszcz zmienił mączkę ceglaną w śliską glinę, a piłki – nasiąknięte wodą i oblepione cegłą – zdecydowanie zmieniły swoją wagę i tym samym zachowanie. W efekcie, zawodnicy, których atutem jest szybkie poruszanie się po korcie i finezyjne rozgrywanie punktów stracili swoje atuty, a w zdecydowanie lepszej pozycji znaleźli się tenisiści preferujący grę siłową. Ofiarami owej polityki stały się przede wszystkim Simona Halep i Agnieszka Radwańska – obie bez problemu prowadzące w swoich meczach, kiedy rozgrywane były w normalnych warunkach i przegrywające spotkania z kretesem w sytuacji, gdy do gry w ogóle nie powinno się dopuścić, chociażby ze wględu na bezpieczeństwo zawodników. Na pomeczowej konferecji prasowej obydwie zresztą nie zostawiły na organizatorach suchej – nomen omen – nitki, zwracając m.in. uwagę na możliwość doznania kontuzji w trakcie gry na bardzo śliskiej, mokrej cegle oraz cięższymi niż normalnie piłkami (Radwańska w czasie meczu prosiła zresztą o interwencję medyczną w sprawie nadgarstka, Halep mówiła o kontuzji pleców). Niemniej jednak organizatorzy dopięli swego: mecze Polki i Rumunki rozegrano, a mecz Djokovica – któremu również wbrew jego opinii nakazano grać i który w deszczu przegrał pierwszego seta – trwał dokładnie 2 godziny i 1 minutę. Według regulaminu turnieju French Open, jeśli mecz przekroczy granicę dwóch godzin, organizatorzy nie muszę zwracać kibicom pieniędzy za bilety, nawet jeśli inne spotkania się nie odbędą… Mimo zapewnień dyrektora turnieju Guy Forgeta, że taki właśnie czas był dziełem przypadku, fani tenisa byli oburzeni, zarówno owym szczęśliwym dla organizatorów „zbiegiem okoliczności”, jak i sposobem traktowania kibiców i samych zawodników. „Najgorszy turniej wielkoszlemowy” to jedno z delikatniejszych określeń, które pojawiły się na oficjalnym profilu French Open oraz na wielu stronach i forach tenisowych. Dodatkowo atmosferę podgrzewał fakt, że organizatorzy zapowiedzieli, że Roland Garros – ostatni z wielkoszlemowej czwórki nie mający jeszcze ani jednego zadaszonego kortu – zostanie zmodernizowany najwcześniej w 2020 r. Również instalacja na kortach oświetlenia – podobnie jak w przypadku dachu, paryski turniej jest jedynym wielkoszlemowym, nie dysponującym sztucznym oświetleniem, co uniemożliwia rozgrywanie wieczornych sesji, które nawet na zawodach niższej rangi są już normą – została odłożona w czasie na bliżej niesprecyzowaną przyszłość. Kolejny skandal wybuchł w czwartek, kiedy organizatorzy zapowiedzieli niespodziewaną zmianę programu, przenosząc jeden z męskich półfinałów na mniejszy kort Suzanne Lenglen i decydując, że oba mecze (Djokovic vs. Thiem i Murray vs. Wawrinka) zostaną rozegrane w tym samym czasie, choć wcześniej zaplanowano ich rozegranie – jednego po drugim – na głównym korcie. Kibice, którzy zakupili bilety z zamiarem obejrzenia zmagań mężczyzn, poczuli się więc oszukani, tym bardziej, że najtańsze miejsca na półfinałowe spotkania kosztowały 120 euro. Turniej kończy się więc nie – jak zazwyczaj – w atmosferze tenisowej euforii, ale raczej niesmaku.

Niemniej jednak weekendowe finały choć częściowo zatarły negatywne wrażenie, jakie wzbudził w tym roku paryski turniej. W sobotę Serena Williams zmierzyła się z Garbine Muguruzą, kibice mieli więc okazję podziwiać starcie legendy tenisa, zbliżającej się powoli do końca kariery z nadzieją kobiecych rozgrywek. Zaledwie 22-letnia Hiszpanka potwierdziła, że nie na próżno tenisowy świat pokłada w niej nadzieje, wierząc, że stanie się kolejną wielką gwiazdą WTA: zawodniczka pokonała nr 1 światowego tenisa 7:5, 6:4.

W niedzielnym finale mężczyzn spotkali się z kolei dwaj najlepsi obecnie zawodnicy ATP: polujący na jedyny brakujący mu tytuł wielkoszlemowy Novak Djoković i nowicjusz na tym etapie French Open, ale mający na swoim koncie już 36 tytułów (w tym Wimbledon i US Open) Andy Murray. Mimo iż Szkot radził sobie w tym roku na mączce świetnie, fantastyczna forma i ogromna determinacja Djokovića okazały się dla niego przeszkodą nie do przejścia. Po brawurowym pierwszym secie, kiedy Serba wyraźnie zjadały nerwy i popełnił sporo nietypowych dla niego niewymuszonych błędów, Murray nie zdołał utrzymać prowadzenia i Djoković gładko wygrał kolejne trzy partie – i w efekcie cały mecz 3:6, 6:1, 6:2, 6:4 wreszcie zdobywając wymarzony tytuł. Tym samym Nole został pierwszym tenisistą od czasów Roda Lavera, który wygrał wszystkie cztery turnieje wielkoszlemowe pod rząd (zeszłoroczny Wimbledon i US Open oraz tegoroczny Australian Open i French Open). Jest też jednym z trzech czynnych zawodników (obok Federera i Nadala) mających na koncie karierowego wielkiego szlema. Co więcej, „Djoker” ma w tym roku także szanse na kalendarzowego złotego szlema (wszystkie cztery turnieje WS + olimpijskie złoto), czego nie dokonał jeszcze żaden tenisista w historii i tylko jedna tenisistka: Steffi Graf.

Choć koniec końców turniej zakończył się pozytywnym akcentem – przeszczęśliwego Serba przemawiającego po francusku do rozentuzjazmowanej publiczności i rysującego na korcie ogromne serce pod okiem roześmianego pioniera tej akcji, Gustavo Kuertena – nie zmienia to jednak faktu, że tegorocznym French Open był sporym rozczarowaniem. Marna pogoda nie jest oczywiście niczyją winą, jednak boleśnie zwróciła uwagę świata na fakt, że kwestie dachu i oświetlenia na kortach na Porte d’Auteuil stają się coraz bardziej palące i jeśli organizatorzy nie zdołają ich szybko rozwiązać – na co się niestety nie zanosi – French Open będzie stopniowo tracił na prestiżu.

Natomiast polscy kibice mieli w Paryżu – poza dobrym początkiem turnieju w wykonaniu Radwańskiej – jeszcze jeden powód do radości. W rozgrywkach juniorskich wzięła udział młodziutka Iga Świątek, która w trakcie turnieju świętowała 15 urodziny. Zawodniczka Legii Warszawa przebiła się przez dwustopniowe kwalifikacje, po czym dotarła aż do ćwierćfinału – tak w singlu, jak i w deblu – po drodze pokonując starsze i bardziej doświadczone zawodniczki. Sukcesy Świątek pozwalają mieć nadzieję, że za kilka lat Agnieszka Radwańska nie będzie jedyną polską tenisistką, z której sukcesów możemy się cieszyć.

Magdalena Sawczuk

Komentuj...

*



sobota, 24 sierpnia, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART