Blog | SPOŁECZEŃSTWO

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 8 stycznia 2017 r.

Utworzono 08 stycznia 2017 przez Red. VP

Wczoraj byłem na wieczornej (godzina 18-ta) Mszy Świętej w – powiedziałbym – pełnym uroku polskim Kościele pod wezwaniem Świętej Genowefy na 18, rue Claude Lorrain w szesnastej dzielnicy Paryża. Miejscowi polscy księża, miejscowy proboszcz, ksiądz prałat Józef Musiał i inny polski kapłan – jak tam bywa z reguły – stylem swego zachowania powodowali, że atmosferę, jaka tam panowała cechowało naprawdę wyczuwalne bardzo „polsko-katolickie” braterstwo! Msza Święta była celebrowana w związku z rocznicą śmierci i w intencji zmarłego już klika lat temu Józefa Chrzanowskiego – inwalidy wojennego, b. bohaterskiego żołnierza AK, a tu we Francji zasłużonego działacza związku polskich inżynierów oraz SPK, mego długoletniego przyjaciela…

Przed Kościołem stał patrol: kilku uzbrojonych w pistolety maszynowe francuskich żołnierzy… Wiadomo, Kościoły są strzeżone. Wisi nad nimi groźba jakiejś akcji „dżihadystów”.

Po Mszy, rodaków przed kościołem rozmowy… Opowiadałem, że dzięki „Vectorowi Polonii” kilka dni temu odkryłem w tamtejszej dzielnicy na 108, rue Michel Ange świetnie zaopatrzony polski sklep spożywczy, oferujący setki różnorakich polskich produktów, takich jak pierogi, krokiety, gołąbki, ciasta, wyroby garmażeryjne zrobione wedle polskich reguł… Jedna z pań zachwalała polską „stołówkę” – co niedziela w godzinach obiadowych serwującą w suterynie owego Kościoła polskie znakomite: zupy, dania i ciastka…

Tu odnotuję, że kilka dni temu pewien rodak z Warszawy narzekał, że w przeciwieństwie do Londynu, gdzie działają np. OGNISKO czy KLUB ORŁA BIAŁEGO, w Paryżu, gdzie istnieją tak aktywne (!!!) polskie ośrodki życia kulturalnego, jak (zwana mickiewiczowską) Biblioteka Polska na Wyspie Św. Ludwika, jak Księgarnia Polska na bd Saint Germain, jak Centre du Dialogue księży Pallotynów, jak Galeria Sztuki Roi Doré, nie ma utrzymanej w stylu nieco klubowym dobrej polskiej restauracji o przystępnych cenach, ośrodka, gdzie można by spotkać rodaków z Paryża, z całej Francji, z kraju i z różnych stron świata, czytać polskie pisma, oglądać reklamy firm oraz sklepów polskich, no i nawiązywać miłe kontakty, itd., itd. Wreszcie móc zaprosić przyjaciół Francuzów na prawdziwie polskie jadło… Owemu rodakowi z Warszawy odpowiedziałem, że z przyczyn mi nieznanych, nic takiego nie mogło w Paryżu się utrzymać… Być może pewną szansę miałby ośrodek prowadzący równocześnie polską propagandę turystyczną? Kto wie! Jedno pewne, polskiego klubu tu jak dotąd nie ma – może rzeczywiście go tu brak???

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 5 stycznia 2017 r.

Utworzono 05 stycznia 2017 przez Red. VP

Teraz, w okresie świątecznym, mnie – polskiego korespodenta w Paryżu, i w związku z tym muszącego tu mieszkać (mam poczucie obowiązku, póki mogę rodakom przekazywać obserwacje i me poglądy, robić to stąd będę) – ogarnęła tęsknota za polskim jadłem. Przyjaciel przywiózł mi świetne barszcze w proszku oraz znakomity polski chleb! Z kolei z ogłoszeń w „Vektorze Polonii” dowiedziałem się, że działają tu polskie sklepy spożywcze. Trafiłem w mej dzienicy Paryża, to znaczy w tak zwanej dalekiej szesnastce koło Porte de Saint-Cloud, pod adresem 108, rue Michel Ange na taki bardzo dobrze zaopatrzony polski sklep!!! Sklep o nazwie Syrenka Auteuil (jak się dowiaduję, działają 2 inne takie polskie sklepy spożywcze: Syrenka Saint-Maur i Syrenka Nation).

Znajoma pyta, co w tej Syrence Auteuil nabyłem. W pierwszym rzędzie, dwie pięknie opakowane paczki mych ulubionyh polskich pierogów z kapustą i z grzybami (wytwórca: Polskie Potrawy U JĘDRUSIA)… Zakupiłem też paczkę polskiej „kaszy gryczanej prażonej”- od dzieciństwa cenionego przeze mnie, jeśli to tak wolno określić, „smakołyka”!! Ale – jak zauważyłem – w owej Syrence można też nabyć moc innych polskich przysmaków, takich jak np. krokiety, serniki, jabłecznik, no i całą gamę najróżniejszych pierogów…

Jedno pewne: nieraz w Paryżu tęsknię za dobrą polska kuchnią. Jeszcze kilka lat temu wiele czasu spędzałem w Polsce. Bywałem częstym gościem świetnej warszawskiej Radio Café, tego klubu naszego stowarzyszenia b. pracownikow, współpracowników i przyjaciół RWE im. Jana NOWAKA, klubu znakomicie prowadzonego przez mgra Mariusza Kubika, oraz tamtejszej piewszej klasy, jakże smakowitej, restauracji, kierowanej przez mego bodajże kuzyna, Stasia Pruszyńskiego… Dobrze pamiętam też bardzo dobre i bardzo polskie jedzenie w Karczmie pod Pałacem w Głuchowie koło Kościana, dalej: kilka znakomitych restauracji w samym Kościanie, no i może jeszcze dodam, wspaniałe posiłki w pięknej jadalni pałacu w Racocie… Dawniej mogłem często do Polski jeździć, teraz, ze wzlędu na wiek, podróżuję o wiele rzadziej… Nadal będąc stałym wysłannikiem w Paryżu, stałym tu korespondentem, jednak ojczyznę niestety już o wiele rzadziej odwiedzam. Tak, po 87. roku życia niełatwo mi podróżować…

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 20 grudnia 2016 r.

Utworzono 20 grudnia 2016 przez Red. VP

Półżartem odnotuję, że mord ambasadora Rosji w Ankarze zdaje się świadczyć, że miał rację śp. mój Dyrektor, przyjaciel i opiekun Jan Nowak, gdy – gwoli dokładności dodam, tylko półserio, – do mnie mawiał: Okazuje się, że tylko ty „czujesz pismo nosem”! No i że rację miał jeden z mych czytelników, który ostatnio powiedział mi: Aby wiedzieć, co czai się za rogiem, „trzeba twe dzienniki czytać”!!!

Tak, rzeczywiście ostatnio podkreślałem, iż na celowniku „dżihadystów” znalazły się teraz chyba w pierwszym rzędzie Rosja i USA! Tezę tę podtrzymuję. Mam nadzieje, że wrogowie numer jeden fanatyków Islamu, terrorystów Daeszu – Putin i Trump są dobrze strzeżeni, że np. Biały Dom jest „mądrze chroniony”, podobnie jak Kreml i różne inne siedziby obu tych postaci stanowiących OSOBIŚCIE kolosalne zagrożenie dla Daeszu. O ile pamętam, pisałem też (np, 16 grudnia br.), o nie do końca klarownej postawie Turcji (jasne, że mocne sa tam marzenia o odbudowie imperiun osmańskiego, o nawrocie do stanu rzeczy z czasów Sulejmana Wspaniałego (1494-1566 ) oraz nienawiść do „wrogów islamu”)…

Teraz dodam, że oczywiście terroryzm zagraża także różnym państwom europejskim (co do ostatniego zamachu berlińskiego, jeszcze się nie wypowiadam – chyba za wcześnie na konkluzję, no i chodzi zapewne o czyn jakiegoś pojedynczego fanatyka, a nie o militarny wyczyn służb specjalnych Daeszu…

Daesz ponosi klęski w Syrii i w Iraku – w takiej sytuacji zapewne na serio myśli o użyciu, i tym razem na poważną skalę, terroryzmu, i to nie jakichś „ukłuć szpilką”, lecz dużej akcji, przygotowywanej przez ekspertów (a takich Daesz mieć może)… Akcji będącej na mocno spotęgowaną modłę powtórką zamachu, jaki miał miejsce w USA 11września 2011!!!

A teraż zupełnie inny problem! Minęło już lat 10 od wizyty tak szlachetnej Marii z Mackiewiczow KACZYŃSKIEJ w „Sanktuarium” Drugiej Wielkiej Emigracji, w polskim Domu Spokojnej Starośći w Lailly-en-Val. Wówczas Pani Maria, tak świadoma roli polskiej emigracji niepodległościowej, której wielu bojowych działaczy spędziło ostatnie lata życia w Lailly, wraz z także zasłużoną patriotką, Izabelą z Głowackich Tomaszewską, zaszczyciła swą obecnością piędziesięciolecie powołania do życia przez organizacje skupione wokół Ambasady Wolnej Polski we Francji (kierowanej przez mego ojca, zwanego „Kademorem”) owego Domu w Lailly, który między innymi tak cenił i lubił Józef Czapski. Teraz, w związku z sześćdziesiątą rocznicą Domu (i dziesiątą rocznicą owej wizyty Pani Marii), chcemy znaleźć sposób, by uroczyście uwydatnić owe sześcdziesięciolecie oraz dziesięciolecie historycznej w mym pojęciu wizyty pani Marii KACZYŃSKIEJ w tym „sanktuarium” Polski walczącej… (Iluż spośród wytrwałych i zasłużonych w walce o niepodległoś rodaków spoczywa na tamtejszym cmentarzu…!)

Tak więc bierzemy pod uwagę np. wizytę w Lailly popularnej pani Agaty Kornhauser Dudy (???). Jedno pewne, zarówno obecny prezes mającego Dom w Lailly w swej pieczy Polskiego Funduszu Humanitarnego, dr nauk humanistycznych UKSW, tak zasłużony Marek SZYPULSKI, jak i ja, Funduszu prezes honorowy, chcielibyśmy, aby doszło do uroczystości, która winna być zarówno wyrazem pamięci o pensjonariuszach Domu, jak i hołdem złożonym pamięci tej tak szlachetnej osoby, jaką była nasza tak patriotycznie nastawiona Maria Kaczyńska – nie zapominając także naszej bezpośredniej opiekunki, dyrektor Izabeli Tomaszewskiej…

Wizycie w Lailly mogłaby towarzyszyć wizyta w odległym o 80 km, bogatym polskimi pamiątkani, zamku w Montresorze, i spotkanie z tamtejszymi strażnikami pięknych, staropolskich tradycji, z rodem Reyów i z ich krewnymi… (Dodam tylko, że obecnie „burmistrzem” miejscowości Montrésor jest Unrug, wnuk bohaterskiego admirała – dowódcy obrony Helu!!!).

Komentarzy (0)

Tags:

„Paryż dla Polaków” – polskie sklepy w Paryżu…

Utworzono 17 grudnia 2016 przez Red. VP

W związku z refleksją redaktora Macieja Morawskiego o braku swego rodzaju kroniki informującej o „Paryżu dla Polaków”, i w odpowiedzi na popularne w okresie świątecznym pytanie typu: Gdzie można kupić barszcz i polską kiełbasę?, podajemy adresy kilku polskich sklepów w Paryżu, gdzie można zakupić np. uszka, pierogi, krokiety, kapustę kiszoną, biały ser, śledzie, słodycze oraz wiele innych polskich specjałów:

SYRENKA (Paryż XVI) – TRAITEUR FRANCO-POLONAIS
108, rue Michel Ange
75016 Paris
tel.: 01 81 69 55 90

SYRENKA (Paryż XI) – TRAITEUR FRANCO-POLONAIS
9, rue Chevreul
75011 Paris
tel.: 01 81 69 55 90

MANOREK (Paryż XI) – ÉPICERIE POLONAISE
156, rue Oberkampf
75011 Paris
tel.: 01 43 55 86 44

A jeśli chodzi o miejsce, gdzie „można np. w ramach rewanżu zaprosić swych francuskich przyjaciół i wykazać im, że i polska kuchnia bywa wielce smaczna”, to polecamy uroczą restauracyjkę AUX REGALS w XII-tej dzielnicy Paryża (TRAITEUR POLONAIS – 17, rue Docteur Goujon – 75012 Paris – tel.: 01.43.47.06.17 – http://www.auxregals.com/fr/ )

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 8 grudnia 2016 r.

Utworzono 08 grudnia 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (2)Czytelnik z Warszawy dziwi się, że ja, „dawny pracownik Radia Free Europe, nie zdaję sobie sprawy, że dziś dla młodych kluczowy jest język angielski. To on będzie im w życiu niezbędny! Powinni się go perfekcyjnie nauczyć. A co do turystyki i zwiedzania np. Francji, to także tam można się wszędzie po angielsku dogadać!”

Zgodnie z mą zasadą (nie zawsze stosowaną!!), z miejsca odpowiadam owemu czytelnikowi!!! Bynajmniej nie neguję kluczowej w wielu dziedzinach roli angielskiego! Jak już – o ile pamiętam – podkreślałem, uważam, że w naszych liceach winno sie nauczać dwóch jezyków obcych: angielskiego i francuskiego. Mnie w młodości uczono łaciny, francuskiego, angielskiego i niemieckiego!! Gdy chodzi o język francuski, to – jak stale podkreślam, i jak niewątpliwie uważali np. mój ojciec i Józef Czapski – jest on „nosicielem” opartej na głębokim kulcie sztuki i wiedzy, nacechowanej pełnym otwarciem na inne narody, tolerancją i poszanowaniem wolności i kultury.

Jakże specyficzna litteratura francuska wiele w nasze życie wnieść może. Józef Czapski wskazywał, że czytając Prousta, poprzez jego bohaterów poznajemy w sobie własne kłamstwa i własną małość… A co do Simone Weil, to Czapski stwierdzał: nie umiem znaleźć miary porównania z nią, dla mnie to wzór najwyższy w okrutnym wyzwoleniu z małości życia…

Tak, jasne dla mnie, że znajomość francuskiej kultury i literatury, francuskiego języka, to sprawa najwyższej wagi gdy chodzi o właściwe spojrzenie na świat, o właściwą formację postaw intelektualnych…

Leszek Talko swego czasu nieraz podkreślał, że w XVIII wieku wychodziło w Polsce szereg czasopism redagowanych po francusku. Tak, język francuski bardzo długo był czołowym obcym językiem naszych elit. A długowiekowa przyjaźń polityczna obu naszych narodów, w tym duża pomoc i poparcie, jakiego Francuzi udzielili dwóm naszym wielkim emigracjom, w mym pojęciu nakłada na nas Polaków obowiązek walki o FRANKOFONIĘ. Walka o znaczenie francuskiej wolnościowej kultury, której nosicielem jest francuski język na pewno także dogłębnie leży w naszym dobrze pojętym interesie…

A teraz z innej beczki!! Dowiaduję się, że 10 grudnia ma mieć miejsce w Warszawie, także i dla nas Polaków z Francji ważne wydarzenie. Otóż dnia tego mają ukazać się „KRONIKI PARYSKIE” (!!!) Piotra WITTA, autora swego czasu m.in. rewelacyjnej książki „Przedpiekle sławy”, książki, co do której zaraz po jej ukazaniu się wyraziłem przekonanie, że winna stać się rozrywanym – przez jakże licznych wielbicieli Chopina – światowym bestsellerem!

Kończąc, dodam tylko odpowiedź na pytanie innego czytelnika, tym razem z Lille, który właśnie zadzwonił do mnie, po pierwsze by podkreślić wagę tego, byśmy my Polacy „się zmobilizowali pod hasłem Frankofonii” (!!!), po drugie, by spytać, „czy w końcu dotarłem do przesłynnego Henry’ego CHAPIER, by włączyć go do naszych działań pod tym hasłem…” Otóż, jak na razie, do CHAPIERA nie dotarłem. Ale na pewno z czasem mi się to uda! Me starania w tej dziedzinie zechciał poprzeć Ludwik LEWIN, tutejszy czołowy polski korespondent, człowiek wysoko we francuskich i międzynarodowych sferach prasowych Paryża ceniony, także zdolny poeta i pisarz, autor m.in. dla mnie – amatora francuskiej kuchni – tak istotnej książki „Podróż po stołach Francji – opowieści o regionach Francji, ich kuchni i historii” („Książka i Wiedza”, 2001 i następnie 2003)!

No i jeszcze jedno. W związku z jutrzejszym spotkaniem, z Polski ze słowami poparcia zadzwoniło do mnie już kilka osób… Na przykład przed 5. minutami z gratulacjami dzwonił wierny frankofil, mój jakże bliski przyjaciel, Marcin Libicki…

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 7 grudnia 2016 r.

Utworzono 07 grudnia 2016 przez Red. VP

Morawski foto 02.06.2016Jak już dobrze wiedzą moi czytelnicy, pragnę teraz w pełni włączyć się do działań zmierzających do zwiększenia nauczania języka francuskiego w Polsce, w innych krajach słowiańskich, środkowoeuropejskich, po prostu w świecie. Już przed laty ojciec mój, także ojca i moi przyjaciele – w pierwszym rzędzie Józef Czapski – wpoili mi mocne przekonanie, że język francuski jest nosicielem kultury opartej na najwyższym szacunku do wiedzy oraz sztuki, poszanowaniu wszystkich narodów, duchu tolerancji… Kultury i myśli o ogromnej wartości… Skąinąd uważam też, że ja – były polski emigrant polityczny – mam wobec Francji ogromny dług wdziędzności… Wszak tyle życzliwości zawdzięczam Francuzom! Wszak mogłem, podobnie jak cały szereg innych, prowadzić tu – w okresie „zimnej wojny” – niebezpieczną jednak walkę o wolność Polski (mogła tu działać mego ojca Ambasada Wolnej Polski; ogromnej, kluczowej w dziejach Polski wagi „Kultura” Jerzego Giedrycia, dalej Francuzi głosowamiem swego parlamentu spowodowali, że PRL nie zagarnął zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu).

Tak więc 9 grudnia br. wystąpię tu z apelem o pełną mobilizację w służbie FRANKOFONII. Wiem, jak wiele już w tej dziedzinie robi wspaniała Organisation Internationale de la Francophonie oraz szereg innych organizacji. Ja mój apel kieruję do miast i gmin Francji. Wiem, ile w dziedzinie kontaktów kulturalnych, pobudzania zainteresowania Francją, jej językiem, kulturą i sztuką mogą dokonać układy i współpraca partnerska miast, gmin i szkół. Mój apel umieszczam pod wysokim protektoratem CARREFOUR DES ACTEURS SOCIAUX oraz WSPÓLNOTY FRANCUSKO-POLSKIEJ oraz także bliskich mi miast Polski…

W mej pierwotnej koncepcji chciałem też zwrócić się o poparcie dla mego apelu do słynnego HENRY’EGO CHAPIER, w mym pojęciu jednego z najwybitniejszych, naprawdę wysoko inteligentnych dziennkarzy telewizyjnych Francji, człowieka, którego np. słynne „wywiady telewizyjne na dywanie”, wywiady z trzema setkami czołowych osobistości życia artystycznego, ogólnie kulturalnego, czasem politycznego Francji i także różnych stron świata, odbijały się tak mocnym echem.

Jednak do HENRY’EGO CHAPIER – mego przyjaciela jeszcze z roku 1953 z Uniwersytwetu w Strasburgu – nie zdołałem teraz dotrzeć! Przekazano mi jakieś, mym zdaniem fałszywe, pogłoski o jego zgonie (???). Nie bardzo wiem, jak HENRY’EGO CHAPIER szukać, jak temu wybitnemu człowiekowi i drogiemu mi przyjacelowi przekazać me zaproszenie na 9 grudnia i mą prośbę o „protektorat”… Pozwalam więc sobie prosić czołowego polskiego dziennikarza Paryża, Ludwika Lewina, o pomoc w tej sprawie!

Kończąc, dodam, że swego czasu HENRY CHAPIER jako jeden z pierwszych w Paryżu docenił, jak wielkim, międzynarodowej klasy malarzem jest Józef CZAPSKI!! Duży artykuł CHAPIERA pt. CZAPSKI : LE DESTIN EXEMPLAIRE DU PLUS GRAND PEINTRE POLONAIS (jeudi,12 juin 1975, Le Quotidien de Paris) miał – jak mi wtedy powiedział Kot Jeleński – przełomowe znaczenie…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 2 grudnia 2016 r.: , „Jak znoszę moją starość?”…

Utworzono 02 grudnia 2016 przez Red. VP

dsc07707_Czytelnik stawia mi pytanie dość jednak niedyskretne: jak znoszę moją starość! Przypomina, że ponoć już jakiś czas temu, po zgonie Wandy z Raczyńskich Dembińskiej miałem powiedzieć, „już odchodzimy”… Tak, rzecz oczywista, boleśnie odczuwam zgon osób mi bliskich. Tego roku między innymi zabolała mnie też śmierć Witolda Sulimirskiego z Nowego Jorku, mego przyjaciela z dawnych lat…

Rzecz jasna, stale mi brak dawno temu zmarłach mych rodziców, oraz mych przyjaciół i opiekunów sprzed lat: Józefa Czapskiego i dyrektora Jana Nowaka! Często myślami jakby pytam ich o radę i zdanie…

Nieraz się chwytam na tym, jak bardzo mi brak Doroty Mycielskiej, Jana Sawy, ciotki Zuli z Lasek, Adzia Morawskiego – mego przyjaciela z dzieciństwa…

A co do pytania dotyczącego tego, jak znoszę me 87 lat, to odpowiedź łatwa nie jest. Intelektualnie czuję się w formie. Mam mocne poczucie, że nadal „widzę to, co czai się za rogiem”… Fizycznie coraz to gorzej chodzę, zdarza mi się upaść (raz w nocy przeleżałem na podłodze 3 godziny – w końcu zdołałem się podnieść…). Mam kłopoty z sercem i ciśnieniem!!! Męczą mnie niekiedy jakieś ponure sny – dziwna mieszanina wspomnień z Waszawy (początek sierpnia 1944: gwałty i inne wyczyny brygady SS (?) Kamińskiego…, z pogróżkami PRL-owców…) Owe pogróżki, owa wojna „czerwonego” ze mną, „szpionem”, fachowo ponoć przez „czerwonych” opracowana (???) zrobiła mi jedną ogromną szkodę. Poważnie zaciążyła na zdrowiu mojej ukochanej żony, spododowała jej separację ze mną, separację trwającą po dziś dzień… Nie będę się o tej sprawie rozpisywał (znam inne bardzo podobne)…

Tak więc żyję dziś w Paryżu samotnie. Nie wracam do kraju: wszak ma ukochana córka, me wnuczki mieszkają w Paryżu… No i nadal czuję sie korespondentem z Paryża, obsewatorem szybko ewoluującej sytuacji w świecie, w owym świecie, którego – w mym odczuciu – stolicą jest Paryż…

Czytelnik pyta mnie także, jak sobie daję radę z „codziennym życiem i z podróżowaniem…”. Otóż do chodzenia muszę używać szczudła. Co do samolotu, to dowozi mnie doń fotelem na kółkach jakiś pracownik lotniska. Co do życia na co dzień, to: co rano wstać, umyć się i ubrać pomaga mi dochodzący pielęgniarz… Na zakupy chodzę sam. Mój wielki przyjaciel i opiekun (niegdyś niezwykle ofiarny, stały opiekun mego śp. przyjaciela Henryka Giedroycia, wysoko tu ceniony najwyższej klasy lekarz dr med. Jankowski nalega, bym 2 razy dziennie przez co najmniej kilkanaście minut spacerował!!!

Gdy piszę te słowa, dzwoni telefon! Ów czytelnik z Warszawy, reżyser filmowy mocno nalega, bym coś napisał o mych depresjach, o śladach w mej psychice wydarzeń początku sierpnia 1944 oraz później – o słynnej zimnej wojnie, kampanii zastraszania godzącej we mnie w tak przez „czerwonych” zwanego szpiona… W odpowiedzi, na wstępie odnotuję, że – w wyniku wojny, więzienia jej przez gestapo, zajść w sierpniu 44 z żołdakami tak zwanej brygady Kamińskiego, śmierci w powstaniu jej córki Magdy, później niemożności powrotu do ukochanego kraju – poważne leczenia i, o ile wiem, kurację snu przechodzić musiała ma matka. Co do mnie, to rzecz jasna niekiedy w koszmarnych snach nachodzą mnie obrazy roszalałych, pijanych żołdakow Kaminskiego!!! A co do zimnej wojny, to – jak wiadomo – padałem ofiarą zręcznie montowanych kampanii oszczerczych, obelg i pogróżek. To również czasem w mych snach wraca, i – zdaniem specjalistów naprawdę wysokiej klasy – zaciążyło na moim zdrowiu. Ale myślę, że wielce boleśnie odczułem fakt, że zimna wojna niepokoiła niewątpliwie też moją ukochaną żonę… Niewątpliwie leży u podstaw naszej separacji, która była dla mnie – i także zapewne dla mej córki – tak bolesna.

Jedno pewne: trudno ciekawie i obrazowo opisać swe koszmary i depresje…Tym, którzy na podobne zjawiska cierpią – obok pomocy specjalistów – zalecam też wolę walki, służenia innym, „świadome i energczne trzymanie się w ryzach”. Należy też umieć stanowczo odrzucać wszelką nienawiść, wszelkie pretensje do drugich, w pełni stawiać na „kartę dialogu i wyrozumiałości”!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 23 listopada 2016 r.

Utworzono 23 listopada 2016 przez Red. VP

DSC02293Czytelnik stawia mi dwa pytania, na które – zgodnie z mymi zasadami, z szacunkiem jakim otaczam tych, co ten mój pisany już od lat dziennik czytują i nawet nieraz komentują, ze mna polemizują… – z miejsca odpowiadam.

Pierwsze pytanie dotyczy tego, dlaczego nie wypowiadam się na temat wyborów prezydenckich (które mają mieć miejsce we Francji 23 4 2017 – pierwsza tura; 7 5 2017 – druga tura)… Otóż uważam, że do owych wyborów sporo jeszcze może nastąpić. Można np. się obawiać, iż „dżihadyści”, którzy obecnie wyraźnie przegrywają w Syrii i w Iraku, zechcą w odwecie pokazać zęby np. właśnie we Francji, dokonać tu jakiegoś być może spektakularnego (??) zamachu czy serii zamachów terrorystycznych… Być może dość jednak liczni „żołnierze dżihadu”, wywodzący się np. właśnie z Francji, wmieszani w tłum „uchodźców”, zaopatrzeni w fałszywe dokumenty tu z Syrii czy z Iraku „przenikną” i przejdą do terrorystycznych akcji… Jest chyba rzeczą oczywistą, że terrorystyczne wyczyny, szczególnie jeśli będzie szło o jakieś „wyczyny” na o wiele większą niż dotychczas skalę, mogą tak czy inaczej (?) zaważyć na wynikach francuskich wyborów prezydenckich roku 2017-ego… Na wynikach owych wyborów może zapewne też zaciążyć trudny do przewidzenia w tej chwili przebieg wydarzeń w świecie, np., lecz nie tylko, ewolucja międzynarodowej sytuacji ekonomicznej związana m.in. z niewątpliwie chyba wysoce odmienną od dotychczas stosowanej przez USA linią postepowania „nową grą gospodarczą” Donalda Trumpa… Zresztą odnoszę wrażenie, że jeśli wolno mi to tak określić szybko teraz wchodzimy w zupełnie nowe czasy, niewątpliwie już wyraźnie zaczynające się cechować dość jednak szybką ewolucją postaw społecznych i nastrojów mas.

Drugie pytanie dotyczy szans Marine Le Pen zostania prezydentem Francji. Jak wynika z dotychczasowych sondaży, Marine Le Pen przegra w drugiej turze wyborów prezydenckich. Uderza mnie, że cały szereg osób, w zasadzie raczej przychylnych Frontowi Narodowemu w jego obecnej postaci, nie chce głosować na Panią Marine w wyborach prezydenckich, a to z obawy o swe oszczędności. A Francja to jak wiadomo naród licznych „ciułaczy”… Rzecz w tym, że Front Narodowy jak się zdaje (??) chce powrócić do franka, wyjść ze strefy euro… Ludzie uważają, że takie posunięcie spowoduje spadek wartości ich oszczędności. Wszyscy tu dobrze wiedzą, że Brexit „mocno uderzył po kieszeni” licznie tu rezydujących (173 000 osób) angielskich rencistów i emerytów, a to dlatego że obniżył kurs funta.

Jest godnym uwagi, że jak na razie Marine Le Pen, zapewnie świetnie zdając sobie sprawę z tego problemu, na ten temat milczy… Może z czasem jakoś sprawę wyjaśni, spróbuje tak czy inaczej uspokoić tutejszych rencistów i „ciułaczy” (??). Tak, jeszcze wczoraj jedna z mych sąsiadek tłumaczyła mi, że w trosce o swój złożony w banku „kapitalik” nie będzie na „sympatyczną Panią Marine” głosować…

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 16 października 2016 r.

Utworzono 17 października 2016 przez Red. VP

DSC09121_Ponoć ceniony w swym zawodzie i mający nastawienie zdecydowanie katolickie lekarz z kraju przekazuje mi podziękowanie za to, że ostatnio w jednym z mych dzienników odnotowałem „rozumny, kulturalny i wyważony wywiad”, jakiego Marta Kaczyńska udzieliła paryskiemu Journal du Dimanche…(W wywiadzie tym pani Marta potępiła celowo stwarzane na Zachodzie mity nieprzychylne obecnym polskim władzom, oraz jasno wyraziła przekonanie, że jest przeciwna koncepcji brutalnego zakazu aborcji).

Ten lekarz spędził ostatnio wakacje na francuskiej prowincji. Jest pod wrażeniem tego, że niektórzy księża muszą obsługiwać aż 5 parafii…

Co do „rozszalałej w Polsce kampanii antyaborcyjnej”, to jest zdania, że chyba mocno przesadzam, pisząc o jakiejś celowo zmontowanej prowokacji, mającej zaszkodzić Kościołowi! Rzecz w tym, że (jak dobrze wie) na polskiej prawicy rozszalały spory i zazdrości. Pewni „wygadani i bezwzględni kretyni licytują się w wykazywaniu tego, iż to oni są naprawdę nieprzejednani, że to oni walczą z aborcją na 102!”. To takie „idiotyczne licytowanie się, kto rzekomo wierniejszy doktrynie!”. Jedno pewne. Te coraz to nowe projekty zakazu aborcji i kar więzienia za przerwanie ciąży, nie tylko irytują wielu światłych katolickich lekarzy, lecz też ośmieszają nas w świecie… Stwarzają w pewnych kręgach, np. medycznych, wrażenie, że polska prawica to półgłówki. Zachodni lekarze dobrze wiedzą, że tuż za rogiem czai się, w związku w postępami wiedzy medyczne,j też wiele innych, wymagających od Kościoła wielce mądrego podejścia problemów. Ale to rzeczy „ogólnie na Zachodzie wiadome”.

Ów lekarz ma prawie już dorosłe dzieci. Jest zdania, że nowy styl i pełne rozsądku, choć oczywiście całkowicie wierne doktrynie postawy papieża Franciszka (co prawda negowane przez pewną liczbę „rzeczywistych półinteligentów”, choć jednak nie od dziś odnotowywane przez socjologów, a ojcom rodzin widoczne gołym okiem), i u nas zahamowały odchodzenie studentów od katolicyzmu, młodzieżową modę na indyferentyzm.

Jest on zdania, że nasi mądrzy biskupi winni tę sprawę w interesie Kościoła inteligentnie rozegrać, poskromić robiące tyle szkód Kościołowi niepoważne ekscesy… Sprawa – zdaniem mego rozmówcy, i ponoć także wielu innych katolickich lekarzy – bardzo poważna. Krzykliwi wariaci (jak zresztą w gruncie rzeczy tego nie kryją/?/), niechętni mądremu i spokojnemu stylowi papieża Franciszka są niesamowitymi szkodnikami i tym samym de facto sojusznikami po cichu nienawidzących Kościoła elit wywodzących się z PRL-u… (Relata refero).

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 15 października 2016 r.

Utworzono 15 października 2016 przez Red. VP

DSC02293Wierny jestem mej starej zasadzie, iż zawsze zainteresowany i nieraz zaszczycony reakcjani czytelników na me teksty oraz, rzecz jasna, stawianymi przez nich pytaniami, z miejsca je odnotywuję czy też na nie odpowiadam! Dziś od ręki zanotuję nadesłaną mi wczoraj opinię czytelniczki z kraju oraz odpowiem na jedno pytanie, które do mnie nadeszło od kogoś innego, też z kraju…

Czytelniczka nawiązuje do mego niedawnego tekstu, w którym piszę, że niewątpliwe wrażenie zrobił tu wywiad Marty KACZYŃSKIEJ w zeszłoniedzielnym Le Journal du Dimanche… Owa czytelniczka nawiązuje do wypowiedzi Tadeusza Fredro-Bonieckiego, który w e-mailu do mnie jasno wyraził przekonanie, że na pewno ów wywiad z Martą Kaczyńską jest godnym uwagi wydarzeniem. Jest ona zdania, że tylko osoby takie jak pani Marta „mogą PIS uratować przed ośmieszeniem się, wejściem na tor myszką pachnących bredni i braku umiaru”. Dodaje, iż „cała ta sprawa ustawy o CAŁKOWITYM zakazie aborcji najwraźniej była jakąś bardzo zręczną prowokacją; ktoś (?) chciał skłócić PIS z kobietami. To była dobrze pomyślana zagrywka wrogów polskiej umiarkowanej prawicy, no i prawie się im to udało”. Dodaje ona również, że jej dziadek, gorący katolik starej szkoły, też uważa, że „wielce przesadne i nie na czasie nagłe wysuwanie całej tej sprawy „cuchnie” i niewątpliwie szkodzi także Kościołowi…”.

Z kolei inny czytelnik pyta mnie, czy coś wiem o możliwości nauki języków obcych na internecie jakimiś nowymi, „błyskawicznymi” metodami. Pyta o frankofońską telewizję TV5 MONDE oraz o ORGANISATION INTERNATIONALE DE LA FRANCOPHONIE i czy jest prawdą, że obecny szef tej organizacji, Kanadyjka Michaelle Jean interesuje się najnowszymi internetowymi metodami „szybkiej” (!) nauki języka francuskiego? Nie znam bliżej tego problemu, ale jestem oczywiście przekonany, iż OIF, walczący tak skutecznie o obecność języka francuskiego w świecie, żywo się tym problem interesuje. Skądinąd dowiaduję się, że w USA „Mit-Media Lab” (jeden z działow jednej z filii Massachusetts Institute of Technology), założony swego czasu przez profesora Nicholasa Negroponte prowadzi, ponoć już z pewnym sukcesem, badania w dziedzinie tak zwanej mikrobiologii syntetycznej, dotyczące wzmocnienia możliwości naszego umysłu, co ma mieć znaczenie także gdy chodzi o opanowywanie języków obcych. Pisze o tym np. młody, lecz już słynny dziennikarz radia „Europe N’1”, Nicolas Carreau w książce „L’avenir est pavé de bonnes intentions” (La Librairie Vuibert, październik 2015). Tytuł rozdziału tej sprawy dotyczącego brzmi „Pilule de demain” („Pigułka jutra”)!!

Na zakończenie dziś dodam, iż liczę na pomoc prezesa naszej asocjacji imienia mego Dyrektora, nauczyciela i opiekuna Jana Nowaka, to znaczy na pomoc tak francuską kulturą zainteresowanego magistra Mariusza Kubika – w walce o frankofonię, o obecność języka francuskiego w Polsce. Mam wrażenie, że nasz klub Imienia Aliny Perth-Grabowskiej, że Radio Café, którego gospodarz Staś Pruszyński tak dobrze zna Francję i, co też ważne, Kanadę (obecny sekretarz generalny Organisaton Internationale de la Francophonie, Michaelle Jean – od roku 2005 do 2010 Gubernator Generalny Kanady, jest przecież Kanadyjką), mógłby też włączyć się do mego „boju o frankofonię”. W menu tej tak znakomitej, jednej z najlepszych w Warszawie restauracji może mógłby jeszcze mocniej podkreslić swe kontakty z kuchnią francuską i kuchnią kanadyjską! A w ramach słynnych spotkań i debat Radio Café, może warto przewidzieć debatę o tak istotnej gdy np. chodzi o kulturę i sztukę roli frankofonii w świecie. Może ktoś z Paryża, z OIF zechciałby na takie spotkanie przyjechać? A jest chyba też rzeczą niewątpliwą, że polski świat artystyczny nadal jest Paryżowi, Francji i całej frankofonii bliski. Żywym dowodem tego były np. warsztaty artystyczne imienia tego – jak dziś już chyba dla wszystkich jasne – jednego z czołowych w całej Europie malarzy swej epoki, Józefa Czapskiego, cieszące się takim sukcesem, a organizowane w Lailly-en-Val dla studentów sztuk pięknych z Krakowa przez tego znawcę sztuki, jakim jest Marek Szypulski…Tyle o tym na dziś.

Korekta: AP

Komentarzy (0)



niedziela, 20 styczeń, 2019

  • Pogoda w Paryżu


    2°C
    Pochmurno

    Dzisiaj:
    3°C / -3°C
     
    ponwtośroczwpiąsob
    -3°-1°-1°
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART