Blog | OBYCZAJE

Tags: , , , , , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 1 września 2016 r.

Utworzono 03 września 2016 przez Red. VP

Montresor 1 Ostatnio wielka radość: telefon z Montresoru od osoby od dziesiątków lat szczególnie mi bliskiej i drogiej! Od Wirydianny z Raczyńskich Reyowej, bratanicy i córki mego ojca tak bliskich przyjaciół: Rogera i Edwarda Raczyńskich. O Rogerze Jerzy Giedroyc mawiał: Miał on żywe zainteresowania artystyczne, studiował malarstwo, prowadził życie światowe, i trudno było zorientować się, że w tym błyskotliwym dyletancie kryje się człowiiek formatu wybitnego męża stanu… A dla mego ojca Roger był najbliższym przyjacielem z dziedziństwa i studiów w Monachium. Ojciec nieraz też wspominał, że to Roger wyciągnął dwudziestoczteroletniego, niezamożnego studenta, Jerzego Giedroycia na szerokie wody, robiąc go swym osobistym sekretarzem, i następnie hojną ręką finansując jego pierwsze pisma…

Gdy chodzi o Edwarda Raczyńskiego, w czasie wojny w Londynie w rządzie Sikorskiego szefa mego ojca (Edward Raczyński pełnił wowczas funkcję ministra spraw zagranicznych RP, a Kademor był przy jego boku sekretarzem generalnym owego MSZ-u), to kiedyś, przed 50-ma chyba laty, poprosiłem mego ojca by od ręki, ex abrupto wymienił kilka najinteligentniejszych jego zdaniem postaci tej naszej zwanej drugą (pierwsza ta po roku 1831), wielkiej emigracji… Ojciec roześmiał sie bardzo po swojemu i wymienił 4 nazwiska: Józef Czapski, Edward Raczyński, Jan Nowak i Kot Jeleński. Dodał, że „Kultura”, choć jej inspitatorem był Giedroyc „ujrzala światło dzienne tylko dzięki inteligencji i światowej pozycji Czapskiego”. Co do Edwarda Raczyńskego, to ojciec mój stwierdził, że człowiek ten chyba najlepszy polski dyplomata wszeczasów – podobnie jakde Gaulle, był zawsze głęboko przekonany, że komunizm prędzej czy później upadnie, będąc w gruncie rzeczy opartym tylko na policji, głęboko nieudolnym systemem… Co do Jana Nowaka, to ojciec podkreślał jego niesamowitą sprawność; to, że stworzył naprawdę świetne radio o kapitalnym znaczeniu politycznym, i że zawsze trzymał się tej samej, rzetelenej linii postępowania i INFORMOWANIA, był człowiekiem „prawdy i czynu”; w niezmiennej i niezłomnej walce o wolność dla Polski odegrał rolę wręcz kolosalną i unikalną. Co do Kota Jeleńskiego, to ojciec widział w nim – jak, nieco w mym pojęciu dziwacznie mawiał – „kwintensencję najmądrzejszego spojrzenia na świat i na ludzi”…

Jest rzeczą oczywistą, że poza tymi wymienionymi ot tak, od ręki czterema – w jego instynktownym odczuciu wręcz czołowymi – osobami, ojciec cenił wielu innych luminarzy emigracji, na przykład: (mego) wuja Józia Lipskiego, generała Andersa, którego taka czy inna wroga propaganda – jak ojciec mocno podkreślał – zgoła fałszywie przedstawiała jako jakiegoś „watażkę”, i którego na swój sposób bardzo wysoko cenił też Józio Czapski; dalej: tak lubianego, zarówno przez prezydenta Kennediego, jak i przez generała Franco Józefa Potockiego z Madrytu; również naszego kuzyna Zygmunta Michałowskiego, a także światowej rangi działacza chadecji Stanisława Gebhardta, czy wreszcie Jana Lechonia, Kazimierza Wierzyńskego i – co mocno zaznaczę – Czesława Miłosza.

Ale pora, bym powrócił do owej rozmowy telefonicznej z tak mi bliską Wirydianną Rey. Otóż ku mej radośći dowiedziałem się od niej, że ostatnio Montresor odwiedził szlachetny dr med. Henryk Zbigniew Jankowski, mój opiekun i wielki przyjaciel, znakomity paryski kardiolog. Spotkał on się tam również z inną z bliskch mi od lat osób, podobnie jak Wirydianna, bardzo ofiarną i patriotyczną Maryńcią z Potockich Reyową. Tak, Wirydianna i Maryncia to wielkie damy, w najlepszym tego słowa znaczeniu. To damy o świetnych, powiedziałbym przedwojennych, dobrych manierach, świetnie wiedzące, co wypada mówić, a czego się nie robi i nie mówi!Cecha dziś tak rzadka… Ale cała atmosfera „Montresoru” jest w najlepszym staropolskim stylu. Wielkim szczęściem naszego narodu jest to, że cudownym wyrokiem losu istnieje taki – jeśli to tak można określić – „rezerwat” najbardziej wartościowych naszych narodowych tradycji, tak godny uwagi i liczący w swym gronie ludzi wybitnych ośrodek i środowisko. (Ludzie związani z Montresorem to np. znakomita pamiętnikarka Anna z Reyów Potocka, to Xawery Rey – syn Wirydianny, jak wyraźnie widzę, spadkobierca olbrzymiej inteligencji i innych cech swego dziadka, prezydenta Edwarda Raczyńskiego, czy adwokat Piotr Gromnicki.)

Montresor 2

MontresorO

Wracając do Wirydianny, to teraz jeszcze dodam, że jej śp. mąż Xawery Rey był jednym z kolejnych następców mego ojca na stanowisku delegata we Francji legalnego („londyńskiego”) rządu RP (za życia mego ojca mówiono nie delegat rządu, lecz ambasador Wolnej Polski). Wirydianna była tej ambasady czy – jak kto woli – delegatury, podobnie jak ja, współpracownikiem. Podobnie jak ja, ma ona legitymację służbową wydaną przed laty przez ostatnego z tych delegatów, Jerzego Ursyn-Niemcewicza. A moje dawne paszporty dyplomatyczne, wydawane przez nasze poselstwo w Madrycie, zdeponowałem w zwanej mickiewiczowską Bibliotece Polskiej w Paryżu. Przez lata wiele krajów dawało mi swe wizy na taki paszport (na ogól tak zwane wizy kurtuazyjne). Swego czasu minister Krzysztof SKUBISZEWSKI, tak szanujący narodowe tradycje patriota (był to rok być może 1990) zapewniał mnie, iż MSZ poleci swoim placówkom utrzymywanie stałego kontaktu, „TRAKTOWANIE JAK SWOICH” B. WSPÓŁPRACOWNIKÓW „LONDYŃSKIEJ” DYPLOMACJI”. Mowa nawet w pewnym momencie była o „honorowych paszportach dyplomatycznych”. Ale – jak się później dowiedziałem – różni „lewicowcy” bardzo energicznie starali się torpedować takie podejście. Coś gadali o „superreakcyjnych dyplomatołkach i snobiszonach” na obcym żołdzie?! (w ustach b. PRL-owów to może nieco bezczelne stwierdzenie)…

Korekta i zdjęcia zamku Montrésor: AP

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 4 sierpnia 2016 r.

Utworzono 04 sierpnia 2016 przez Red. VP

DSC09121_Wczoraj wieczorem kolacja z mą córką Natalią, z Zosią Tarnowską i Stefanem Żółtowskim. Zosia i Stefan przyjechali samochodem z Polski, via Holandia. W sobotę jadą do Normandii na wielki ślub jednej z kuzynek Stefana z jakimś Holendrem.

Ciekawa rozmowa! Podkreślali entujazm, jaki wywołały wypowiedzi i pobyt papieża Franciszka w Polsce! Zaznaczę tu, że z wielu stron dochodzą mnie informacje, iż postawy i słowa tego papieża odbijają się mocnym echem w kręgach młodzieży świata, iż ponoć w wielu krajach zahamował on proces odchodzenia młodych od Kościoła.

Dobrze pamiętam wuja Stefana – Kazimierza Żółtowskiego, który w roku 1948, w dość trudych warunkach, na statku załadowanym węglem wraz z Władyslawem Furką i jego żoną Emilią, przedostał się z Polski do Francji. Jak w swej książce autobiograficznej i o bardzo małym nakładzie napisał Stanisław Łucki, ważna i kluczowa postać tutejszej „endecji”: „Furka był znanym przed wojną działaczem ‚Młodzieży Wszechpolskiej’ i ‚Bratniej Pomocy’ na Uniwersytecie Jagiellońskim, a Żółtowski kaznodziejskim mówcą, działaczem akcji katolickiej na Pomorzu i gorącym zwolennikiem Napoleona! Wzmocnili oni wydatnie organizację Stronnictwa odowego we Francji, Furka przez objazd kół terenowych, a Żółtowski przez udział w różnych udanych zebraniach publicznych” (koniec cytatu).

Ja dobrze sobie przypominam Kazimierza Żółtowskiego z jego wystąpień na spotkaniach w zwanej mickiewiczowską Bibliotece Polskiej na Wyspie św. Ludwika w Paryżu. Swego czasu spotykałem także jego syna, cenionego paryskiego architekta.

Może warto, bym podkreślił, że w naszym życiu emigracyjnym Stronnictwo Narodowe odgrywało znaczną rolę. Do roku 1950 wydawało ono we Francji poczytny dwutugodnik „Placówka”, a nieco później (co prawda krótko) dziennik „Słowo Polskie” (dyrektor Aleksander Demidowicz-Demidecki, w czasie wojny wiceminister spraw wewnętrznych w rządzie RP w Londynie, człowiek wpływowy i ustosunkowany), pamiętam, iż w pewnym okresie miał piękny apartament w domu przy Polach Elizejskich i wydawał tam przyjęcia, na ktorych bywało wiele wybitnych osób. Demidowicz-Demidecki, człowiek wielkiego umiaru i rozsądku, był tu żartobliwie określany „Demi-Endecki”. Zaliczał się do grona bliskich przyjaciół mego ojca. Wspomnę też, że wówczas w Paryżu przebywały również 2 inne ważne osoby „orientacji narodowej”: minister Jerzy Zdziechowski i Witold Olszewski, w pewnym okresie wydawca bardzo kontrowersyjnych „Horyzontów”; obaj oni jeszcze za PRL-u wrócili do kraju. Dość częstym gościem bywał w Paryżu (oraz z reguły u mego ojca) mieszkający na stałe w Londynie Tadeusz Bielecki, prezes SN.

Jedno jasne. Przez kilkanaście lat rola endeków w naszym życiu i w walce emegracyjnej była niewątpliwie znaczna.

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Do biegu… gotowi… Pokemon!

Utworzono 27 lipca 2016 przez Red. VP

Od kultowego uniwersum do światowego fenomenu

Jeśli wasze dzieciństwo i młodość przypadły na drugą połowę lat ’90 lub później (ewentualnie jeśli macie dzieci, wnuki, kuzynków w tym wieku albo pozostajecie w harmonii z waszym wewnętrznym dzieckiem), istnieje spore prawdopodobieństwo, że byliście wśród milionów fanów, którzy na całym świecie z zapałem grali – na Game Boyu, Nintendo czy WII – w pokemony, oglądali anime i czytali mangi, których bohaterami były właśnie kolorowe, japońskie stworki. Jednak od niedawna pokemony na nowo podbijają świat, zdobywając serca nawet tych, którzy nigdy wcześniej się z nimi nie zetknęli i stając się prawdziwym fenomenem. A wszystko za sprawą aplikacji Pokemon GO, w której rzeczywistość wirtualna przenika do świata realnego. Podobnie jak w oryginalnym uniwersum, zabawa polega na łapaniu pokemonów, które później można trenować i wystawiać do walk. Tym razem jednak kolorowe potworki, obdarzone różnymi zdolnościami odnaleźć można w… naszym otoczeniu. Aplikacja korzysta z GPS-u naszego smartfona, a kiedy znajdziemy się w pobliżu pokemona, poinformuje nas o tym, a my możemy spróbować go „upolować”. Stworka widać na ekranie telefonu (jego postać nakłada się na obraz z kamery, tworząc tym samym swoistą rzeczywistość „rozszerzoną”), a aby go złapać, trzeba trafić w niego charakterystyczną, biało-czerwoną kulką. Dodatkowo gracze mogą poszukiwać PokeStopów, czyli sklepów z zaopatrzeniem, gdzie można zdobyć potrzebne do gry dodatki i PokeGymów, czyli swego rodzaju terenu walki wytresowanych przez nas pokemonów.

Pokemon 1
Interfejs gry i pierwszy złapany pokemon.
Mapa pokazuje rzeczywiste odwzorowanie przestrzeni; unoszące się sześciany wskazują Pokestopy.


Poszukiwacze skarbów ze smartfonami

Na czym polega fenomen Pokemon GO? Od czasów gwałtownego rozwoju internetu, a zwłaszcza mediów społecznościowych, nieustannie słyszymy specjalistów bijących na alarm, że ludzie spędzają coraz więcej czasu przed ekranami komputerów, a wirtualna rzeczywistość przysłania nam tę prawdziwą. Tymczasem Pokemon GO zmusza nas właśnie do wyjścia z domu, bo tylko poruszając się w realnym świecie mamy szanse upolować kolorowe stworki, zdobyć interesujące nas dodatki i wreszcie podejmować walki. Gra jest więc w pewnym sensie rewolucją na miarę serii książek o Harrym Potterze, które na nowo przekonały młodzież, że czytanie jest fajne. Tym razem zaś, ludzie należący w dużej mierze do pokolenia, które nie wyobraża sobie świata bez Facebooka czy Twittera, a dzieciństwo i młodość spędziło nie na zabawie w podchody, ale przed komputerem i telewizorem, nagle odkryło uroki gier na świeżym powietrzu. Owszem, nowe technologie ciągle odgrywają w tych zabawach zasadniczą rolę – stały się już bowiem nieodłączną częścią naszego życia – ale urok Pokemon GO polega właśnie w dużej mierze na tym, że każdy gracz staje się swego rodzaju poszukiwaczem skarbów, który w rzeczywistym świecie poszukuje interesujących go artefaktów. I choć złapanie Charmandera czy Psyduck nie równa się może odkryciu grobowca Tutanchamona przez Howarda Cartera i lorda Carnarvona, to jednak satysfakcja „myśliwego” pozostaje ogromna.

Pokemon 2
Upolowany” Pidgey

Pokemon 3
Pokemon w gabinecie izraelskiego prezydenta. Reuven Ruvi Rivlin zażartował, że ktoś powinien wezwać jego ochronę.


Pokemony zmieniają świat

Skłaniając graczy do wyjścia z domu, aplikacja Pokemon GO odkrywa ogromną rolę społeczną. Przede wszystkim Homo sapiens technologicus, przyzwyczajony raczej do minimalnego wysiłku – dom, samochód, praca, samochód, dom – i maksymalnie siedzącego trybu życia, ponownie zaczął się ruszać. Istnieje więc spora szansa, że łowcy pokemonów w pogoni za swoimi trofeami wykonają zalecane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) 10 000 kroków dziennie, co stanowi nieosiągalną granicę dla wielu współczesnych ludzi, którzy rzadko pokonują choćby połowę tej normy.

Wyjście z domu oznacza też możliwość spotkania innych ludzi, zwłaszcza kiedy widzimy, że zajmują się tym samym, co my. W wielu krajach organizowane są już wspólne „polowania”, niczym ogromne gry w podchody: w niedzielę 24 lipca br. takie spotkanie odbyło się pod wieżą Eiffla, a 30 lipca nocne „polowanie” rozpocznie się o godz. 21 na paryskim Placu Republiki. W Warszawie podobną imprezę zorganizował ratusz, który z okazji 61. urodzin Pałacu Kultury zasponsorował wabiki na pokemony w okolicy jubilata. W nowojorskim Central Parku impreza rozkręciła się samoistnie, kiedy w miasto poszła fama, że w zielonej enklawie znaleźć można rzadkiego stworka – do parku ciągnęły nieprzebrane tłumy, niektórzy podjeżdżali nawet samochodami, które zostawiali przy wejściach…

pokemon 4
https://www.youtube.com/watch?v=MLdWbwQJWI0

Tym samym, Pokemon GO jest także okazją do odkrycia swojego bliższego i dalszego otoczenia, nie tylko dlatego, że zmusza nas do chodzenia, ale także ze względu na fakt, że PokeGym i PokeStops usytuowane są zazwyczaj w okolicach zabytków, pomników czy też w innych ciekawych miejscach.

Pokemon 5
Pokestop przy ciekawej fasadzie.

Jednak „polowanie” to nie tylko okazja do zażycia nieco ruchu, ale także sposób na zawieranie znajomości. Co więcej, Pokemon GO dostarcza graczom zarazem temat do rozmów i okazje do wspólnych spacerów. Nic więc dziwnego, że w internecie krążą już opowieści o parach, które poznały się na łowach, forach internetowych dla fanów lub w PokeGymach. Nawiasem mówiąc, w Stanach Zjednoczonych istnieje już aplikacja, która informuje subskrybentów, że w pobliżu znajduje się nie pokemon, a… inny gracz zainteresowany randkowaniem. Stare przysłowie „każda potwora znajdzie swego amatora” nabrało nagle nowego sensu.

Dla niektórych aplikacja jest też okazją dla prawdziwie dobrych uczynków. Schronisko dla zwierząt w amerykańskim stanie Indiana zorganizowało nietypową akcję, zapraszając chętnych do wyprowadzania bezpańskich psów w trakcie łapania pokemonów. Pomysł okazał się ogromnym sukcesem.

pokemon 6
Z kolei w dziecięcym szpitalu w Michigan łapanie stworków jest nie tylko zabawą, ale też swego rodzaju terapią. Chore dzieci łapią pokemony na terenie ośrodka, dzięki czemu nie tylko mają okazję do wstania ze szpitalnego łóżka, ale także zabawny temat do rozmów z innymi dziećmi i dorosłymi. Tym samym, gra pozwala im choć na chwilę zapomnieć o chorobie i cieszyć się zabawą jak ich zdrowi rówieśnicy.


Kontrowersje i zagrożenia

Jednak jak każde nowe zjawisko, także i aplikacja Pokemon GO budzi nie tylko entuzjazm, ale też pewną ilość wątpliwości.

Podstawowym problemem jest bezpieczeństwo graczy, o czym przypomina nawet sama aplikacja, wyświetlająca na ekranie startowym komunikat: „Pamiętaj, aby być czujnym cały czas. Bądź świadomy swojego otoczenia”. Istotnie, zaaferowani łapaniem stworków ludzie często nie zauważają lub ignorują niebezpieczeństwa. W internecie krążą już informacje o pierwszej ofierze śmiertelnej – 18-letnim mieszkańcu Gwatemali, zastrzelonym w trakcie „polowania” (choć szczegóły wydarzenia różnią się w zależności od portalu i trudno jest stwierdzić na ile wiarygodna jest informacja, że ofiara w momencie śmierci grała w Pokemon GO i w jaki sposób sama aplikacja miałaby mieć z tym cokolwiek wspólnego). Niebezpieczną przygodę z bronią i pokemonami w rolach głównych miało też dwoje nastolatków na Florydzie, którzy „polowali” nocą i zostali zaskoczeni przez właściciela posesji, przed którą akurat konsultowali swoje zdobycze. 37-latek, słysząc z ust jednego z nich pytanie „Masz coś?” uznał, że został okradziony i z bronią w ręku nakazał nastolatkom się nie ruszać. Ci z kolei, widząc grożącego im uzbrojonego mężczyznę, usiłowali staranować go samochodem, na co on odpowiedział strzałami… Sytuacja wymknęła się więc spod kontroli momentalnie i mogła mieć potencjalnie tragiczne skutki, na szczęście jednak dla wszystkich jedyną ofiarą starcia okazał się nieco uszkodzony samochód.

W internecie nie brakuje też historii o graczach, których spotkały inne nieprzyjemne przygody – upadek z dużej wysokości, spowodowanie wypadku samochodowego, itd. – wszystko przez nieuwagę wywołaną „polowaniem”. Niesmak wzbudzają też doniesienia o graczach próbujących łapać pokemony w miejscach, gdzie należałoby zachować powagę, takich jak Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau czy waszyngtoński United States Holocaust Memorial Museum. W pogoni za zdobyczami, graczom zdarza się również wchodzić w niedostępne normalnie miejsca. Australijska policja poprosiła graczy, aby przestali wchodzić na posterunek próbując zdobyć dodatkowe PokeBalls (umożliwiające łapanie pokemonów), gdyż dezorganizowali pracę funkcjonariuszy.

pokemon 7
Apel australijskich służb

O rozwagę proszą również lotniska, przypominając graczom, żeby po pierwsze zwracali uwagę na swoje otoczenie i nie stwarzali niebezpieczeństwa dla siebie i innych oraz że pewne strefy objęte są zakazem wstępu. Alaskańskie lotnisko Merrill Field posunęło się jeszcze dalej, prosząc twórców Pokemon GO, żeby wyłączyli teren portu lotniczego z gry, choć wydaje się to – przynajmniej póki co – niemożliwe do zrealizowania.

pokemon 8

Prośba lotniska Chopina w Warszawie

Pokemonowe szaleństwo zdobywa więc coraz to nowe rzesze fanów, mimo ewentualnych problemów, jakich przyczyną jest nie tyle sama aplikacja, co nierozważne z niej korzystanie. Wszystkim czytelnikom portalu Vectora Polonii życzymy więc udanych łowów i rozwagi w trakcie „polowania”!

Magda Sawczuk

Komentarzy (0)

Tags: , , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 25 lipca 2016 r.

Utworzono 25 lipca 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (2)Jak się dowiaduję, Fundacja Maltańska Służba Medyczna – jedyna struktura ratownictwa medycznego Zakonu Maltańskiego – odegra znaczną rolę w czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie i wizyty papieża Franciszka. Zadanie ogromne, wszak ponoć mówi się, że udział w owych dniach weźmie 2 miliony (?) młodych…

Tak wielkie zgromadzenia z zasady wymagają „odpowiednich zabezpieczeń medycznych”. Tym razem należy też pamietać, iż teraz nad nami jak miecz Damoklesa wisi być może groźba terroryzmu… Wszak obecnie to ponure zjawisko pojawia się w wielu krajach. Islamscy terroryści tu i ówdzie – rzecz jasna zawsze niespodziewanie – uderzają. Do tego nie od dziś ci lub inni obsewatorzy biorą pod uwagę możliwość próby zamachu na papieża Franciszka. My Polacy dobrze pamiętamy (do dziś chyba jednak nie do końca wyjaśnony, gdy chodzi o jego prawdziwych inspiratorów) zamach na naszego ukochanego papieża Jana Pawła II, któremu – chyba wolno mi to powiedzieć, bo tak ja, stary „dziennikarz informacyjny” (szpion wedle komuny!), naprawdę myślę – ZAWDZIĘCZAMY WOLNOŚĆ!

Papież Franciszek wiele dokonał, jest też w szerokich masach bardzo popularny i trafia – podobnie jak Jan Paweł II – do serc młodzieży, no i niewątpliwie niesie wielką odnowę, wzmacnia promieniowanie naszego Kościoła. Umie stawiać czoła niesamowitym wyzwaniom naszych czasów, okresu tak wielkich przemian, zdumiewających postępów nauki, a także technologii. Siłą rzeczy więc i papież Fanciszek, skądinąd umiejący również stawiać kropki nad „i” oraz mocno potępiać to, co na potępienie zasługuje, musi mieć sporo wrogów, zapewne w pierwszym rzędzie dżihadystów.

Komentarzy (0)

Tags: , , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 24 lipca 2016 r.

Utworzono 25 lipca 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (1)Przed chwilą chciałem znaleźć numer telefonu jednej z mych kuzynek. Niestety w mych karnetach go nie było… Wpadłem więc na pomysł: zajrzeć do Almanachu Woreyd, którego egzemplarz z roku 2002 na szczęście zachowałem (od tego czasu, ten tak potrzebny polski Bottin Mondain, o ile wiem, niestety nie ukazuje się…?)

No i w owym Woreydzie 2002 poszukiwaną informację znalazłem! Jedno pewne: ten almanach winien nadal się ukazywać. No i może winien on nieco ewoluować, szerzej niż niegdyś objąć nowe polskie elity… Ważne też, by obejmował on pewne polskie elitarne środowiska rozrzucone po tylu krajach. (Jestem „otwarty na kontakt” ze wszystkimi rodakami(!), ale jak mawiał pewien francuski socjolog istnienie elit jest po prostu faktem socjologicznym i fakt ten powoduje np., iż jest zamówienie społeczne na les Bottins Mondains…)

A teraz przejdę do sprawy jednak o wiele poważniejszej (to stwierdzenie bynajmniej nie oznacza, bym zagadnienie braku tak potrzebnych nowych numerów Woreydu lekceważył!). Odnotuję więc teraz z kolei, że tutejsza telewizja i szereg innych tutejszych środków masowego przekazu już sporo uwagi poświęca Światowym Dniom Młodzieży w Krakowie i nadchodzącej wizycie papieża Franciszka. Według – jak by to ostrożnie powiedzieć, może użyję określenia „pogłosek z Rzymu” – owa wizyta tego tak mądrego papieża o jezuickiej formacji może jednak sporo wnieść w życie polskiego Kościoła, który być może nie do końca dostrzega pogłębiający się (patrz naukowe sondaże) proces oddalania się młodych od katolicyzmu. Proces wiążący się być może z pewnym (bardzo zresztą naturalnym) brakiem otwarcia intektualnego niektórych, dość już wiekowych i „ukształtowanych jeszcze w PRL-u” kapłanów – na ogrom wręcz rewolucyjnych przemian, jakie niosą współczesne postępy wiedzy, wynalazczośći, a także technologii…

Papież Franciszek, człowiek na wysokim poziomie, o jezuickiej formacji i mający najwyższej klasy intelekualnej doradców, niewątpliwie jest w stanie Kościół „przygotować na wszystko”, nawet na najbardziej zaskakujące postępy: nauk, medycyny, genetyki, no i np. takich lub innych odkryć we wszechświecie…. Nasza wiara, oparta na głoszącej miłość biiźniego Ewangelii, rzecz jasna potrafi stawić czoła wszelkim ewolucjom. TO TRZEBA DOBRZE WIEDZIEĆ. Swego czasu Jezuici już walnie przyczynili się do stawienia przez Kościół czoła problemom stwarzanym przez Oświecenie… Papież Franciszek i dziś potrafii stawić czoła wyzwaniom współczesności.

Kończąc dodam, że nasz Rycerski i Szpitalniczy Zakon Maltański, liczący w swych szeregach tylu ludzi o wysokim ilorazie inteligencji, prowadzący tak szlachetne działania, obecny też np. na Bliskim Wschodzie, w tym w Libanie – wiele pozytywnego wnosi w życie naszego ukochanego Kościoła, także w jego dialog z chcącą służyć bliźnim młodzieżą i w opiekę nad tak czy inaczej cierpiącymi… Kraków szczycić się może obecnością wielu „maltańczyków”, zapewne więc Zakon nasz odegra znaczną rolę w czasie Światowych Dni Młodzieży i wizyty papieża Franciszka.

Tyle na dziś…

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 20 lipca 2016 r.

Utworzono 20 lipca 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (2)Tej nocy francuskie Zgromadzenie Narodowe zaaprobowało przedłużenie stanu wyjątkowego o 6 miesięcy. Premier Manuel Valls stwierdził, że Francja musi sie liczyć z kolejnymi atakami! Podkreślił: „winniśmy nauczyć się żyć z tym zagrożeniem”. Stan wyjątkowy daje policji dodatkowe uprawnienia w zakresie kontroli osób i np. przeprowadzania rewizji…

Gdy chodzi o nastroje tutejszego społeczeństwa, to odnoszę wrażenie, że są one dość pesymistyczne. Potęguje się obawa! Dość chyba powszechna jest opinia, że władze niewiele mogą zrobić, gdy chodzi o zagrożenie terrorystyczne. Obawę potęgują informacje o powrotach (zapewne dobrze tam przeszkolonych) z Syrii do Francji „francuskich” dżihadystów… Dość powszechne jest też przekonanie, że władze nie są w stanie położyć kresu stałemu, trwającemu od lat, „wdzieraniu się” nielegalnych imigrantów do Francji… Jak słychać, pewne podparyskie miasteczka żyją w stałym strachu przed np. wieczornymi „wyczynami” tamtejszej, bezrobotnej muzułmańskiej młodzieży. Stoimy tu w obliczu pewnego – powiedziałbym – „błędnego koła”. Sporo pracodawców wyraźnie nie ma ochoty zatrudniać wyznawców islamu, z miejsca odrzuca ich kandydatury. Taka dyskrymincja, rzecz jasna, może wpychać pewne jednostki w krąg „dżihadystów”…

Uderza mnie potęgujące się tu przeświadczenie, że na przestrzeni ostatnich lat Zachód prowadził politykę naiwną, wręcz absurdalną; spowodował niesamowity zamęt na Bliskim Wschodzie i ogólnie w wielu krajach islamu… Coraz częściej np. wskazuje się tu na fatalne skutki: obalenia Saddama Husseina czy Kadafiego, dalej: tego, co zachodzi w Syrii… Zaczyna panować przekonanie, że obecne kierownictwa polityczne Zachodu nie są w stanie sytuacji opanować; doprowadzić w owych krajach do jakiegoś ładu i tym samym zahamować wielką falę „uchodżców”, chcącą – jak niegdyś „barbarzyńcy” do Cesarstwa Rzymskiego – teraz wedrzeć się do Europy… We Francji Marine Le Pen i jej „Front Narodowy” zdają się być zdolnymi i zdecydowanymi odtworzyć dobrze pilnowane granice, położyć kres wdzieraniu się islamskich imigrantów… Ale szanse wygrania w roku 2017 wyborów prezydenckich przez Marine całkowicie torpeduje fakt – szczególnie teraz, gdy zaczynają sie rzucać w oczy fatalne dla Wielkiej Brytanii skutki „Brexitu” – że chce wyprowadzić Francję ze strefy euro (co przeraża masy francuskich „ciułaczy”)!

Ogólnie biorąc, tutejsze społeczeństwo mym zdaniem dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że w obliczu współczesnych zagrożeń, Unia Europejska jest koniecznością… Ale obecne brukselskie kierownictwo Unii jest surowo oceniane i wysoce niepopularne, nie budzi zaufania… Wielu Francuzów chce Unii, ale innej. Unii energicznej, sprawnej, zdolnej metodą wielkich inwestycji (modernizacja infrastruktur, superszybkie kolejnictwo…) nakręcić koniukturę, skończyć z plagą bezrobocia, a także naprawdę i szczelnie zamknąć granice Europy!

Nie można chyba wykluczać zrodzenia sie jakiegoś potężnego, ogólnooeurpejskiego „sojuszu” sił, ładu i tej nowej polityki gospodarczej? Zapewne po takiej linii pójść mogą nowe „postawy wyborcze” w wielu krajach Europy. Jedno jest pewne: społeczeństwa chcą energicznej przemiany… Coraz to wyraźniej chyba wieją nowe wiatry. Niektórzy politoldzy są zdania, że ewolucja nastrojów przypomina nieco tę z lat trzydziestych ubiegłego stulecia…

Komentarzy (0)

Tags: , , , , , , , , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 19 lipca 2016 r.

Utworzono 20 lipca 2016 przez Red. VP

DSC09121_Dowiaduję się od redaktora Jerzego Zielonki, iż Instytut im. Generała Stefana „Grota” Roweckiego zorganizuje promocję 3. tomu mych dzienników 20 września 2016 roku w Kościanie. Równocześnie mają tam mieć miejsce obchody przypadającej na ten dzień 87. rocznicy mych urodzin… Dla mnie będzie to okazja do złożenia hołdu Kościanowi, Ziemi Nadobrzańskiej, całej Wielkopolsce! Złożenia hołdu wielkpolskim postawom, nacechowanym kultem rzetelnej pracy, rozsądkiem i umiarem…

Gdy chodzi o mnie, to naprawdę i dogłębnie czuję się Wielkopolaninem, chcę Wielkopolsce służyć! Zabiegam również nie od dziś o zacieśnianie więzów naszych stron z Francją.Ojciec mój, stuprocentowy Wielkopolanin, w interesie Polski walczył o „Europę na francuskim sosie”, o Europę opartą na pięknych wartościach francuskiej kultury politycznej. Jestem wierny tej jego postawie… Z uporem zabiegam o więcej Francji w Polsce, i Polski we Francji. Tak więc pragnę, by te wrześniowe kościańskie obchody uwydatniły me przywiązanie do Francji, do jej języka, do przyjaźni Polska-Francja!

Cieszę się, że redaktor Jerzy Zielonka, znawca historii naszych okolic, autor wielu dotyczących tego tematu książęk, a także redaktor Teresa Masłowska, autorka książki o mnie pt. „Łącznik z Paryża. Rzecz o weteranie zimnej wojny” są owego przewidzianego na 20. września spotkania organizatorami! Liczę też na udział w tej imprezie SDP (swego czasu byłem prezesem – póki ono istniało – koła Paryż SDP). O owym spotkaniu trzeba powiadomić sekretarza generalnego SDP, Stefana Truszczyńskiego – tel./fax 22 827 87 20).

Wspomnę jeszcze, iż wówczas w Kościanie zostaną zapewne nakręcone przez reżysera i scenarzystę Piotra Morawskiego kolejne sekwencje filmu o mnie – dziennikarzu określanym przez PRL-owców mianem „groźnego szpiona RWE”.

No i co jeszcze? Będąc od AD 1977 kawalerem honoru i dewocji Rycerskiego i Szpitalniczego Zakonu Maltańskiego, i będąc do tego Zakonu wielce przywiązanym, chciałbym móc – korzystając z owej okazji – nawiązać do sięgających średniowiecza (?) związków mego ukochanego Zakonu (któremu tyle zawdzięczam) z królewskim miastem Kościanem! Może warto także powiadomić o tych obchodach polskie towarzystwo ziemiańskie, oddział w Poznaniu…?

Chcę mocno podkreślić, iż chciałbym, aby ta skromna ceremonia w królewskim niegdyś Kościanie była w pierwszym rzędzie hołdem złożonym przez to miasto i przez całą naszą ukochaną Wiekopolskę cnotom i PATRIOTYZMOWI! Dodam, że Wielkopolska – w odczuciu moim, starego obieżyświata – to jeden z najbardziej europejskich regionów EUROPY! Na marginesie także pozwolę sobie starannie odnotować, że gdy chodzi o Francję, to dwóch ważnych i wybitnych ambasadorów RP w tym kraju: Alfred Chłapowski z Bonikowa koło Kościana i „Kademor” (Kajetan Dzierżykraj-Morawski z Jurkowa, gmina Krzywiń) to stuprocentowi Wielkopolanie… A co naważniesze, Wielkopolaninem był tak kochany we Francji Le Bon Roi Stanislas Leszczyński.

Ośmielam się żywić nadzieję, że tak świadome naszego lokalnego, wielkopolskiegio patriotyzmu świetne poznańskie dzienniki i rozgłośnie radiowe ten mój kult naszych postaw i tradycji odnotują! Dodam, że chodzi mi też o zmoblizowanie pod hasłem wierności tradycjom naszych ojców czy dziadów wszystkich losem po świecie rozrzunych potomków ziemi poznańskiej! Winniśmy wszyscy odwiedzać to województwo, starać się tak czy inaczej mu służyć, rozbudowywać jego kontakty i współpracę z zagranicą… No i naszą milość owych stron wpoić naszym dzieciom i wnukom. Wydaje mi sie też, że nasze sejmiki, rady miejskie, samorządy lokalne winny rozważyć problem kontaktu z naszymi z zagranicy… Potomkowie Wielkopolan nieraz nieco znaczą w świecie; mogą być dla ziemi i miast ojców godnym uwagi kontaktem…

Komentarzy (0)

Tags: , , , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 18 lipca 2016 r.

Utworzono 18 lipca 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (1)Dziś o 8. rano obudził mnie telefon z Warszawy. Dzwonił mój stryjeczny bratanek Piotr Morawski – scenarzysta i reżyser filmowy, autor bardzo wielu filmów, takich jak „Ambasador Atlantydy”, „Mój Pradziad Melchior Wańkowicz”, „Pani Zula”,„Tajne Taśmy SB’, „W Pobliżu Mirona”, „Marzec 68 – Milicyjny Zapis”, itd., itd. Doniósł mi – i prosił, bym o tym poimformował Wojciecha Sikorę, prezesa Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte – że w niedzielę 17 7 2016 zmarł Dominik Morawski – dziennikarz i swego czasu aktor; w latach 1973-1987 rzymski korespondent paryskiej Kultury, a od roku 1982 – watykański korespondent polskiej sekcji BBC… Dominik wspópracował też z prasą włoską, publikował w „Il Giornale”,” Corriere della Sera”,”La Nazione” ,”Il Messaggero”, ”L’Avenire”… Pisywał w pewnym okresie również w katolickich tygodnikach „Ład” i „Niedziela”.

Dominik Morawski, urodzony 20 12 1921 w Poznaniu, przybył w roku 1963 do Rzymu. Wrócił do kraju na stałe w roku 2003. Ostatnie lata życia spędził w podwarszawskim Domu dla Starców…

Może odnotuję jeszcze, iż w roku 1945 Dominik był sekretarzem Karola Popiela, prezesa Stronnictwa Pracy, a po roku 1956 – jednym z członków założycieli warszawskiego KIKu… We Włoszech do bliskich przyjaciól Dominika zaliczał się czołowy polski intelektualista i literat Gustaw Herling-Grudziński.

Dominik – jak dość liczni członkowie naszej rodziny – wiele pisał… Tacy już jesteśmy! Słynny profesor Stanisław Tarnowski niegdyś ponoć mawiał, że ze wszystkich bliskich mu rodzin Morawscy mają na pewno najwięcej błękitnej krwi w żyłach, ale to głównie z powodu przymieszki atramentu

Komentarzy (0)

Tags: , , , , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 17 lipca 2016 r.

Utworzono 18 lipca 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (2)Jest rzeczą oczywistą, że wielkie, światowej rangi grupy finansowe są bardzo świadome faktu, iż błyskawicznie dziś rozwijające się postępy wynalazczości i technologii muszą w niedalekiej przyszłości mieć kolosalny wpływ na życie ekonomiczne i na – jak to się określa – ewolucję struktur cen… Tajne komitety wysokiej klasy ekspertów pracujące dla owych grup opracowują szereg „wniosków”; jak się zdaje, jednym z nich jest to, że niebezoiecznie jest inwestować „w kompanie i w obecny przemysł lotniczy, w fabryki samolotów pasażerskich”, nadchodzi bowiem wielkimi krokami era pociągów o szybkości np. 1200 km na godzinę. Wedle informacji sprzed 3 tygodni, pociąg Hyperloop (kocepcja miliarderdera i wynalazcy Elona Muska, mającego wedle niesprawdzonych pogłosek – ale może to tylko typowo polska legeda – jakieś rodzinne powiązania z Polską) z powodzeniem przeszedł pierwsze próby i w USA zapewne zacznie za lat kilka „działać” na trasie 600 km. Warto tu dodać, że pewną rolę w opracowywaniu tego projektu i dostosowywaniu go „do polskich warunków” gra ponoć zespól „Hyper Poland” – grupa absolwentów Politechniki Warszawskiej pracująca pod „opieką merytoryczną” profesora nadzwyczajnego dr hab. Janusza Piechny. Animatorem całej tej „opercji” jest ponoć genalnie uzdolniony inżynier Krzysztof Tabiszewski. Ale – jak mówi jeden z mych rozmówców – „dominujący jeszcze polską scenę publiczną ludzie po sześćdziesiątce niestety tkwią w 20. wieku, nie dostrzegając wagi nadchodzących przemian”.

Dodaje on, że Hyperloop nie jest jedynym projektem superszybkiego pociągu – istnieją też zaawansowane projekty konkurencyjne… Mowa jest np. również o „błyskawicznych pociągach dojazdowych, mogących zaważyć na cenie terenów i życiu wielkich miast, które skądinąd mogą stać się także mniej potrzebne w związku z postępami informatyki stosowanej”…

Ale postępy technologiii i np. (choć, rzecz jasna, nie tylko) inżynierii genetycznej, mogące przynieść odpowiedź na problem wyżywienia szybko potęgującej się liczby mieszkańców kuli ziemskiej, „mogą na przestrzeni najbliższych 20. lat „zbulwersować całkowicie nasze życie ekonomiczne”… Jak już podkreśliłem, naukowe i bardzo fachowe zespoły całą tę problenatykę starannie analizują, wszak chodzi o wielkie pieniadze!

Komentarzy (0)

Tags: , , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 14 lipca 2016 r.

Utworzono 14 lipca 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (2)Jak wiele zdaje się na to wskazywać, zwycięstwo „Brexitu” i tego zwycięstwa chyba dość jednak wyraźnie zapowiadające się dośc negatywne dla Wielkiej Brytanii skutki, wywołały – a może tylko wzmocniły w kręgach europejskiej skrajnej prawicy – pewne wysoce godne uwagi prądy! Zaczyna potęgować się (w owych kręgach) marzenie o nowym, skrajnie prawicowym wielkim ruchu politycznym o charakterze ogólnoeuropejskiego aliansu zwolenników: polityki silnej ręki (także zwolenników zupełnie innych niż dotychczas posunięć ekonomicznych), zerwania z ortodoksyjnym liberalizmem, nakręcania koniuktury drogą kolosalnych inwestycji opartych na całkowcie zmienionej polityce finansowej, pozwalającej inwestować metodą dodruku pieniądza, i tym samym móc zmodernizować przemysł i superstruktury (np. kolejnictwo – ultraszybkie pociągi). Tu na marginesie odnotuję, że w takiej optyce, na uwagę zapewne mogą zasługiwać niektóre (powtarzam, niektóre) koncepcje strasburskiej Akademii Europejskiej wybitnie uzdolnionego europosła Jean-Luca Schaffhausera.

Jedno jest pewe: nadchodzi nowe. Stary system polityczny i ekonomiczny nie zdał egzaminu… Rówocześnie jednak społeczeństwa szczególnie teraz, w obliczu „Brexitu” i jego przewidywalnych już skutków, zaczynają dobrze rozumieć, że „powrót w tył” (do sytuacji zbliżonej do tej sprzed powstania Unii Eurpejskiej) byłby katasrofalnym absurdem; że wspólna ogólnoeurpejska polityka ekonomiczna – i co też istotne, także militarna (zrobienie porządku na Bliskim Wschodzie, naprawa sytuacji wynikłej z absurdalnych pomyłek politycznych Zachodu, takich jak stawianie na arabską wiosnę i na demokratyzację krajów do demokracji niedojrzałych itd.) – jest dziś koniecznością! Tak więc może teraz rozwinąć się ogólnoeuropejski sojusz zwolenników polityki zgoła innej niż dotychczas, polityki „silnej ręki”, opartej na – jak to być może można określić – autorytatywnych metodach zarówno w polityce, jak i w gospodarce… Jak chyba coraz wyraźnej to widać, w europejskich społeczeństwach potęguje się pragnienie „porządku” i mogącego położyć kres bezrobociu energicznego „nakręcania koniunktury”.

Komentarzy (0)



niedziela, 20 styczeń, 2019

  • Pogoda w Paryżu


    1°C
    Pochmurno

    Dzisiaj:
    3°C / -4°C
     
    ponwtośroczwpiąsob
    -3°-1°-2°-1°
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART