Blog | AKTUALNOŚCI

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 17 czerwca 2018 r.

Utworzono 17 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta: Co Pański ojciec sądził o katastrofie gibraltarskiej z początku lipca 1943, o tragicznym zgonie Generała Władysława Sikorskiego? Ojciec mój – wówczas sekretarz generalny (przy ministrze Edwardzie Raczyńskim) w Londynie MSZ-u Rządu RP – podkreślał (już później np. w Paryżu), że jedno pewne: zgon Sikorskiego był bardzo Stalinowi na rękę. Rzecz w tym, że międzynarodowy autorytet Sikorskiego był wielki, do tego był on jakby symbolem międzynarodowej walki z Hitlerem, wydźwięk jego nazwiska był w całym świecie ogromny… Na pewno nie byłby on w stanie zapobiec zagarnięciu Polski przez Stalina. Ale gdyby żył, aliantom byłoby jednak bardziej niezręcznie „puścić go, i tym samym Polskę w trąbę…”. Do tego trzeba pamiętać, że ponoć wówczas w Gibraltarze szefem brytyjskich służb bezpieczeństwa był sowiecki agent Kim Philby, który o wiele później, w styczniu 1963, uciekł do Moskwy, gdzie umarł dopiero w roku 1988… W swej wydanej w roku 1968 roku książce „My Silent War” nie wyjaśnia on sprawy zabójstwa Sikorskiego. Jednak – dodam od siebie – nie można wykluczać, że z czasem rosyjscy historycy dobiorą się do jego „papierów”, i ogólnie do tajnych danych o Philby’ym (?). Swego czasu Rosjanie jednak ujawnili prawdę o egzekucjach katyńskich; może z czasem – jak wiadomo, rzetelni i wścibscy historycy rosyjscy – odkryją prawdę o śmierci Sikorskiego??? Jak na razie KGB dopuściło historyków ponoć tylko do części „dokumentacji Philby’ego”…

Innym aspektem sprawy jest ponoć to, że Generał Sikorski będąc w czerwcu 1943 na Bliskim Wschodzie tam PONOĆ otrzymał (od kogo ?) dokumenty mówiące prawdę o zbrodni katyńskiej, i rzekomo wiózł te dokumenty do Londynu!!! Jak wiadomo, prawda o sprawie katyńskiej była Stalinowi bardzo nie na rękę…, miała godzący w ZSRR wydźwięk polityczny…

Jednym słowem, dla ZSRR „dobrze się złożyło”, że cieszący się tak wielkim autorytetem międzynarodowym Sikorski śmierć poniósł 4 7 1943 w Gibraltarze.

Kończąc, dodam, że zdaniem mych znających obecną Rosję francuskich przyjaciół PĘD KU PRAWDZIE MŁODYCH ROSYJSKICH HISTORYKÓW JEST TERAZ DUŻY. Młodzi rosyjscy badacze dziejów swego kraju chętnie też teraz współpracują z cudzoziemskimi uczonymi… Nie wykluczam więc, iż być może dotrą oni do jakichś radzieckich tajnych naświetleń związanych z Philby’ym i śmiercią generała Sikorskiego. Jedno chyba jasne: nie można jednak całkowicie wykluczać, że w owych archiwach z czasem znajdzie się coś ciekawego na ten temat. Naturalnie, w danej chwili nie dysponujemy danymi zezwalającymi na rzeczywistą ocenę sytuacji. Na razie możemy tylko formułować hipotezy. No i jeszcze jedno. Niewątpliwie w interesie braterstwa Słowian i zbliżenia Polska-Rosja leży, by we wszystkich dramatycznych „sprawach spornych” ujawniać CAŁĄ PRAWDĘ! Wszak ujawnienie prawdy o mordzie katyńskim odegrało w w stosunkach obu naszych narodów rolę wysoce pozytywną. Ja, i zapewne inni Polacy, jesteśmy wdzięczni Rosjanom za ujawienie tej zbrodni Stalina!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 15 czerwca 2018 r.

Utworzono 15 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik podkreśla, że „oczywiście PRL-owscy MSZ-owcy traktowali per noga dyplomację emigracyjną, i nie dopuścili do tego, aby minister Krzysztof Skubiszewski nadał po upadku tak zwanej Polski Ludowej owym przedstawicielom rządu RP na wychodźstwie w Londynie status dyplomatów honorowych RP”. Rzecz w tym, że w ich oczach szło o przeżytek bez znaczenia przedwojennego reakcyjnego MSZ-u. Już od lat, owych PRL-owców wściekał fakt, iż Watykan przez długie lata, bodaj od roku 1972 (?), tak czy inaczej uznawał ambasadę Kazimierza Papee, a np. Hiszpania do roku 1968 – do zgonu jakże wybitnego Józefa Potockiego – poselstwo (ambasadę – wedle współczesnych określeń) w Madrycie… Ambasadę PRL w Paryżu irytował fakt, iż wielu wybitnych Francuzów przyjmowało ordery od przedstawiciela rządu RP w Londynie, ambasadora Kajetana Morawskiego (ordery „od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa”– pisał komunistyczny dziennik L’HUMANITÉ. Także np. to, że de Gaulle w roku 1963 (??) zaprosił ambasadora Kajetana Morawskiego z żoną na obiad do Pałacu Elizejskiego, i że wiadomość tę podała oficjalna agencja prasowa AFP… Wedle bodajże Palewskiego, de Gaulle’owi chodziło o to, by cała francuska administracja wiedziała, że ceni on Morawskiego…

Czytelnik dodaje, iż pewne polskie sfery lewicowe uważaja owych przedwojennych polskich dyplomatów za DYPLOMATOŁKÓW i reakcjonistów na 102… Rzecz jasna – ciągnie ów czytelnik – rzuca się w oczy, że Beck fałszywie oceniał sytuację. Wydarzenia jesieni 1939 go zaskoczyły, a to ponieważ Ciano mu powiedział w tajemnicy, że Hitler obiecał Mussoliniemu, że wojny przed kilku laty nie wywoła… Do tego jasne, że Beck – choć sam też był wojskowym – nie dostrzegł ogromu przewagi militarnej Niemiec, zaufał zapewnieniom Rydza, że armia polska potrafi przez pewien czas stawić czoła atakowi niemieckiemu, doczekać na taką czy inną pomoc Zachodu… Do tego Beck, być może błędnie informowany przez ludzi; być może na usługach Sowietów (???), nie przewidział radzieckiego ciosu w nasze plecy. (Ponoć są jakieś podejrzenia w tej dziedzinie /???/).

Czytelnik zastanawia się: Czemu tak mądry Piłsudski nasz MSZ powierzył Beckowi? Wszak byli mądrzejsi kandydaci na to stanowisko, np. Janusz Radziwił czy też Edward Raczyński… To zagadka. Wiadomo też, że Piłsudski mawiał, iż bez niego Polska nie da sobie rady (nikt nie wie, co to godne uwagi powiedzenie Marszałka znaczyło. Nikt nie wie, jak by on – gdyby żył – rozegrał sytuację (???). Czytelnik poleca w tej dziedzinie lekturę „opinii” Wacława Zbyszewskiego…

Komentarzy (0)

Tags: , , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 14 czerwca 2018 r.

Utworzono 14 czerwca 2018 przez Red. VP

Tak więc niezadługo w Ambasdzie RP w Paryżu złożony zostanie hołd pamięci naszej AMBASADY WOLNEJ POLSKI. Będą wyświetlone filmy: o mym ojcu, zwanym swgo czasu przez cenionych publicystów „Legendarnym Ambasadorem”, a także „Ambasadorem Atlantydy” czy też „Ambasadorem, który jest instytucją”, oraz o mnie, którego już w tytule swej książki mnie dotyczącej Teresa Masłowska określa mianem „Łącznika z Paryża – Weterana Zimnej Wojny”…

Następnie jeden z najlepszych znawców owej epoki, słynny profesor historii UW, Rafał HABIELSKI mówić będzie o rewelacyjnych TAJNYCH RAPORTACH KAJETANA MORAWSKIEGO, które jeszcze w czasie tego roku ma wydać w IPN-ie (o ile się nie mylę, chodzi o raporty za okres od 1943 aż po koniec lat sześćdziesiątych).

Jak wiadomo, Rząd RP w Londynie pierwszy z wszystkich (!!!) uznał już jesienią 1943 wówczas rezydujący w Algierze Rząd Wolnej Francji. Tak więc ojciec mój był aż do 31.12.1944 – do chwili przybycia już do Paryża Nuncjusza – dziekanem korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy rządzie Francji… Gaulliści mawiali: Morawski był pierwszym z ambasadorów przy naszym rządzie, a pierwszego zawsze się dobrze pamięta…

W lipcu 1944 Francja cofnęła uznanie Rządowi RP w Londynie… Uznała Polski Rząd Jedności Narodowej!!! Ci lub inni Gaulliści – przyjaciele mego ojca – namawiali, by oddał się do dyspozycji owego TYMCZASOWEGO RZĄDU JEDNOŚCI NARODOWEJ. Ojciec mój dał im sławną wtedy odpowiedź: WOLĘ BRAĆ PRZYKŁAD Z ZACHOWANIA SIĘ WOLNYCH FRANCUZÓW NIŻ SŁUCHAĆ ICH RAD.

Ojcu Francja zachowała ad personam status dyplomatyczny. Stał się oficjalnie nie uznawanym, lecz tolerowanym „Ambadadorem WolneJ Polski”… Załatwiał rodakom dziesiątki spraw. Bronił wraz z np. profesorem Lubicz-Zaleskim niezależności zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu, którą PRL chciał zawładnąć… Założył dla zasłużonych starych rodaków Dom Spokojnej Starości w Lailly-en-Val. Godził skłócone polskie organizacje, walczył o stypendia dla polskich studentów i naukowców. Nadawał zasłużonym rodakom i pomagającym nam Francuzom ordery… Francuska prasa komunistyczna na swych pierwszych stronach wymyślała mu od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa…

Chory, przeniósł się do Lailly-en-Val pod koniec lat sześćdziesiątych. Zastąpili go kolejno trzej już nie ambasadorowie, lecz delegaci Rządu: Władyslaw hr. Poniński, Xawery hr. Rey. i Jerzy Ursyn-Niemcewicz…

Swego czasu Minister Skubiszewski obiecywał mi, że MSZ już wolnej Polski otoczy opieką pamięć o dyplomacji emigracyjnej, nada byłym dyplomatom emigracyjnym status dyplomatów honorowych. Sprawa upadła, a to – jak to swego czasu mówił mi mój św. pamięci kuzyn ambasador Ludwik Dembiński – pod naciskiem eks-PRL-owskich dyplomatów, głoszących, że „emigracyjna dyplomacja to dyplomacja Atlantydy, bez śladu znaczenia”… Przed laty o potrzebie uznania zasług dyplomacji emigracyjnej wspominałem pani prezydentowej Marii z Mackiewiczów-KACZYŃSKIEJ i Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej – a to w czasie ich wizyty w Lailly-en-Val w listopadzie 2006… W kilka lat później pani Izabela powiedziała mi, że „sprawa na dobrej drodze”… Ale – jak dobrze wiemy – szlachetne damy, pani Maria Kaczyńska i Pani Tomaszewska, śmierć poniosły 10 kwietnia 2010!!!

Kilka miesięcy temu wspominałem o tej sprawie jednemu z najwybitniejszych polskich senatorów, profesorowi ŻARYNOWI. Mowa też była o problemie uczczenia tych Francuzów, którzy wspierali polską emigrację polityczną… W czasie spotkania w Ambasadzie RP mam zamiar wystąpić w imieniu tradycji naszej Ambasady Wolnej Polski o uczczenie pamięci Generała de Gaulle’a, Gastona Palewskiego, André Malraux, Roberta Schumana, Jeana Laloy z francuskiego MSZ-u, Roberta Rochefort, który pomógł nam zdobyć u Wysokiego Komisarza dla Uchodźców w ONZ-ecie fundusze na zakup domu polskiego w Lailly, Marcela Rudloffa, swego czasu prezydenta regionu Alzacja, który z inicjatywy swego współpracownika, jakże w tej sprawie zasłużonego Jean-Luca Schaffhausera, organizował w Strasburgu naprawdę imponujące, kolosalne spotkania walczących o demokrację działaczy z krajów tak zwanej Innej Europy, dalej: federalistów André Voisin i Joëla Broquet, i innych im podobnych.

APELUJĘ DO SENATORA ŻARYNA, i także do pisma VECTOR POLONII, o poinformowanie o całej tej problematyce dyplomacji emigracyjnej i Francuzów, co pomagali nam – polskim emigrantom politycznym – odpowiednich komisji naszego tak ojczyźnie zasłużonego SENATU!!!

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 11 czerwca 2018 r.

Utworzono 13 czerwca 2018 przez Red. VP

Chyba niewątpliwie w szeregu krajów Europy powoli, ale dość regularnie, potęguje się poczucie, iż sfery rządzące szeregu państw naszego kontynentu oraz brukselskie kierownictwo Unii Europejskiej nie są w stanie dać sobie rady z takimi zjawiskami jak wdzieranie się do krajów Unii sporej ilości imigrantów z Afryki czy z Bliskiego Wschodu, oraz jak potencjalne ogromne zagrożenie terroryzmem islamskim, terroryzmem mogącym rzecz chyba jasna użyć z czasem szczególnie groźnych broni, być może (??) nawet jądrowych czy też np. chemicznych?

W jakim stopniu ów „niepokój społeczny” znajdzie już wyraz w nachodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego, trudno przewidzieć!!! Jedno pewne: poczucie zagrożenia, pewna tęsknota za rządami silnej ręki w szeregu krajów narasta. Coraz to więcej ludzi marzy o – i to BARDZO GODNE PODKREŚLENIA – bardziej sprawnej niż dotychczas Unii Europejskiej, zdolnej na serio bronić przed inwazją elementów islamskich granic naszego kontynentu, o tym, by „zrobić porządek na Bliskim Wschodzie, puścić w ruch jakby nowy plan Marshalla dla Afryki”…

Jest rzeczą oczywistą, że samorzutnie coraz to wyraźniej rodzi się coś jakby ogólnoeuropejski sojusz ruchów politycznych, stawiających na silną władzę, na obronę przed zalewem islamskim granic naszego kontynentu, ruchów marzących też o nowej, bardziej sprawnej niż dotychczas polityce ekonomicznej i monetarnej. Błędem jest widzieć w obecnej ewolucji nastrojów tylko nawrót do nacjonalizmu. W gruncie rzeczy chodzi o zjawisko dużo szersze i niełatwe do zdefiniowania, lecz niewątpliwie mające w sobie elementy NACJONALIZMU EUROPEJSKIEGO oraz o poczucie, ŻE TRZEBA BRONIĆ PRZED ZALEWEM OBCYCH NASZEJ CYWILIZACJI EUROPEJSKIEJ…

Jak się dowiaduję od mieszkających od lat w pewnym zalanym przez tak zwanych „uchodźców islamskich” północno-francuskim miasteczku polskich inteligentów, mają oni od kilku lat wrażenie, że okres obecny przypomina czasy końca Cesarstwa Rzymskiego, „do którego masowo wdzierali się barbarzyńcy”!!!

Powoli, tu i ówdzie zaczyna się MARZYĆ o jakby jakiejś międzynarodówce stronnictw stawiających na rządy SILNEJ RĘKI i także na OBRONĘ GRANIC EUROPY, ITD., ITD… WSZYSTKO TO NA RAZIE MAŁO JASNE. JEDNO PEWNE: TAKA TENDENCJA STAJE SIĘ CORAZ WYRAŹNIEJSZA I SZYBKO WZRASTA.

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 8 czerwca 2018 r.

Utworzono 13 czerwca 2018 przez Red. VP

Wyjątek ze znakomitego tekstu Waldemara Maszendy – o ile wiem, b. pułkownika UOP-u -, który zamieściłem 6 6 2018 r., zainteresował dwóch mych czytelników! Ów wyjątek brzmiał: „Rodziny pracowników RWE były szykanowane i zastraszane przez bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami”. (Z miejsca tu wyjaśnię, że – rzecz jasna – SB szczególną wojnę prowadziła tylko z niektórymi pracownikami RWE i z ich rodzinami. W pierwszym rzędzie, z jakże ważnym Janem Nowakiem, lecz np. także ze mną, zwykłym korespondentem informacyjnym uważanym za szkodliwego „szpiona”…

Raz jeszcze sprecyzuję, iż ów ważny tekst Waldemara MASZENDY pt. MÓWILI W WOLNEJ ukazał się w GAZECIE OBYWATELSKIEJ Kornela MORAWIECKIEGO we Wrocławiu (nr 159.2-15 lutego 2018 roku).

Z kolei odpowiem na inne pytanie. Tym razem pytanie czytelnika z Warszawy: Jak skończyła się sprawa KOŚCIAŃSKIEJ, AK-OWSKIEJ WYSPY NA MORZU CZERWONYM? Ja już wówczas byłem w Paryżu. Sprawę znam ze świetnej książki Teresy MASŁOWSKIEJ, pt. Łącznik z Paryża. Rzecz o Weteranie Zimnej Wojny. Redaktor Masłowska pisze o roku 1948: w Kościanie „atmosfera zagęszczała się wokół pierwszych władz samorządowych… Starosta Fischbach (przypomnę, ponoć narodowiec, wcześniej wyniósł się do Poznania; pierwszy sekretarz Komitetu Powiatowego PPR-u, Bech, wyrzucony z pracy, znalazł wsparcie u ks. proboszcza Tomasza Sworowskiego, u którego dorabiał długo przy malowaniu i odnawianiu dzieł sztuki w kościele farnym). AK-owcy Ignacy Minta z PPR oraz Edward Boryczko z PPS przenieśli się na Ziemie Odzyskane, gdzie nikt ich nie znał. Szacuje się, że ówczesne represje objęły 150 osób z tego rejonu. Tak przestała istnieć AK-owska wyspa na Morzu Czerwonym…”. Koniec cytatu.

Może dodam tylko jedno. Myślę, że trzeba jasno zdać sobie sprawę z tego, że w Polsce okres Tymczasowego Rządu Jedności Narodu (1945-1946) stanowił epokę zgoła inną od tego, co następnie zaszło. Później, w roku 1947 i do połowy roku 1948, jeszcze sporo osób łudziło się, że jakoś to będzie. Dorota Kłuszyńska uważała, że Stalin chce, aby Polska była oknem wystawowym bloku socjalistycznego, oknem na Zachód… Dopiero w połowie roku 1948 Stalin wprowadził w Polsce spotęgowany terror. Do Paryża wówczas dawano nam znać z kraju: Za Boga nie wracajcie, zaczęły się straszne czasy.

Wyrzucono z miejsca z pracy przedwojennych fachowców, np. Eugeniusza Kwiatkowskiego, który tak znakomicie odbudowywał Wybrzeże. (Kwiatkowski znalazł się bez odpowiedniego zajęcia i w trudnej materialnie sytuacji w Krakowie. Hilary Minc, który potrzebował do pracy nad gospodarką kraju przedwojennych fachowców, musiał na rozkaz Stalina ich przepędzić, wylać z posad; niektórym spośród nich zrobiono procesy, itd., itd.).

Zaczęła się bowiem cała fala procesów, cała fala krwawego terroru. Posłuszny Stalinowi na 102 Bierut całkowicie oparł się na UB-ecji. Tolerował jej zbrodnie, tortury i niezliczone wyroki śmierci!!!

A my w Paryżu (my, to jest matka i ja, przekonaliśmy się, że Ojciec mój miał rację, głosząc: Stalin to nie polityk, ale maniakalny zwolennik terroru… Tyle na dziś.

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 7 czerwca 2018 r.

Utworzono 13 czerwca 2018 przez Red. VP

Dziś odnotuję tylko, że dr hab. profesor Aleksander Woźny, wybitny spec w dziedzinie historii wywiadów i wojskowości, we wtorek mi napisał: „Znalazłem w raporcie płka Witolda Morawskiego z 1929 roku tekst świadczący, że miał on dobre rozpoznanie w dziedzinie niemieckich poglądów operacyjnych na wypadek przyszłej wojny, Pułkownik Morawski dowodził: Działania wojenne rozpocznie lotnictwo gotowe od pierwszej godziny, które zniszczy lotnictwo przeciwnika… Po zniszczeniu lotnictwa przystąpi do niszczenia centr wytwórczości kraju nieprzyjacielskiego, węzłów komunikacji, ośrodków mobilizacyjnych”.

Ja pamiętam, że wuj Witold Morawski w r. 1939 odwiedzał mego ojca u nas w Warszawie na Zimorowicza 4, wracając z posiedzeń w sztabie RYDZA (na które przyjeżdżał ze Lwowa); stwierdzał, że nie wie, czy się śmiać, czy płakać. Rydz i jego oficerowie zupełnie nie doceniali zagrożenia, jakie stanowiły niemieckie dywizje czołgowe. Natomiast podkreślali operatywność naszej kawalerii!!! Nie chcieli uznać, że niemieckie czołgi mogą w ciągu tygodnia zagrozić Warszawie!

Z ostatniej chwili: czytelnik pyta mnie o artykuł b. pułkownika UOP-u, Waldemara MASZENDY, pt. MÓWILI W WOLNEJ, z którego wyjątki przytoczyłem wczoraj. Potwierdzam, że ten świetny tekst ukazał się w GAZECIE OBYWATELSKIEJ Kornela MORAWIECKIEGO nr 159 (2-15 lutego 2018). Tyle na dziś.

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 6 czerwca 2018 r.

Utworzono 07 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta: Dlaczego powstał film o mnie pt. WETRERAN ZIMNEJ WOJNY, i czy IPN przyznał mi zaświadczenie osoby pokrzywdzonej…? Zacznę od drugiego pytania. Otóż już 14 04 2004 IPN wydał mi ZAŚWIADCZENIE NR 719 04, że jestem osobą pokrzywdzoną!!! SB prowadziło szczególnie ostrą walkę ze mną, bo byłem korespondentem infomacyjnym RWE… To jest od przyjezdnych z kraju do Francji, i z innych źródeł zdobywałem informacje o tym, co się naprawdę w PRL-u dzieje. Prasa reżymowa zwała mnie mianen SZPIONA. Zarówno Jan Nowak jak i Kazimierz Zamorski, szef polskiego wydziału w departamencie analiz i ocen informacji RWE, jak wynika z ich pism, wysoko cenili mą pracę korespondenta informacyjnego – zdobywałem ważne i prawdziwe informacje.

W numerze z 15 lutego 2018 Gazety Obywatelskiej Kornela Morawieckiego pt. Waldemar Maszenda, b. pułkownik UOP-u w świetnym artykule o RWE pisze między innymi: „Rodziny (dodam od siebie, NIEKTÓRYCH) pracownilków RWE były szykanowane przez bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami…”.

Z kolei zajmę się ostatnim pytaniem tego czytelnika. Chce on wiedzieć, dlaczego moje nazwisko pojawia się na słynnej liście Wildsteina. Sprawę tę wyjaśniłem jakiś czas temu w Warszawie w czasie zebrania w IPN-ie, w czasie konferencji prasowej z udziałem mego przyjaciela Bronisława WILDSTEINA, kawalera Orderu Orła Białego. Chodzi o me postawy polityczne wieku 15. i 16. lat (1945 i 1946). Sprawę tę rzeczowo opisuje znakomita książka Teresy MASŁOWSKIEJ o mnie pt. „ŁĄCZNIK Z PARYŻA. Rzecz o Weteranie Zimnej Wojny” – wydawca Instytut im. Generała Stefana „Grota” Roweckiego w Lesznie… Rzecz w tym, że w roku 1945 i 1946 Kościan – jak to określa historyk regionalista, słynny Jerzy ZIELONKA – stanowił AK-owską Wyspę na Morzu Czerwonym. Partiami i miastem rządzili „zakamuflowaniI” byli AK-owcy – Stefan Bech do jesieni roku 1947 kierował PPR-em, Edward Boryczko w roku 1945 kierował PPS-em, starostą powiatowym był mecenas Karol Fiszbach (z przekonań narodowiec), itd., itd.

Do tekstu Teresy Masowskiej mogę dodać tylko jedno. Kierownik PPS-u w Kościanie, b. AK-owiec Edward Boryczko latem 1945 przedstawił mi jakiegoś pracownika powiatowego UB – mówiąc: To, nasz człowiek, godny zaufania, pomaga nam w sporach z grupą tych, którzy atakują nas także za tolerowwanie ciebie, potomka obszarników, syna emigranta politycznego, itd., itd.”. Kilka miesięcy później, już w Poznaniu, zgłosił się do mnie jakiś młody UB-ek, by mi powiedzieć, że ów (polecony mi przez Boryczkę) pracownik powiatowego SB w Kościanie to zdrajca, i że MSW go szuka…. Jednym słowem, tajemnicza sprawa!! Mam nadzieję, że z czasem – dzięki badaniom mych przyjaciół w archiwach UB – coś się więcej o niej dowiem (??). Jedno pewne: owemu młodemu SB-kowi w Poznaniu odmówiłem wszelkich dalszych kontaktów z nim, i dość niezadlugo potem, na paszporcie matki (do chwili wydania paszportu byłem jeszcze nieletni), wyjechałem do Paryża…

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 4 czerwca 2018 r.

Utworzono 04 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta, skąd RWE miało tyle zakulisowych informacji o tym, co się w PRL i w PZPR działo. Moja odpowiedź prosta. Znam tę sprawę „od podszewki”. Wszak byłem korespodentem informacyjnym („szpionem” – jak głosili PRL-owcy) RWE… Przed laty w Monachium w czasie kursu dla korespondentów informacyjnych RWE, stary brytyjski dziennikarz, swego czasu przedstawiciel jakiegoś angielskiego pisma w hitlerowskim Berlinie, powiedział nam: „Najciekawsze informacje otrzymywałem nie od opozycji, lecz od skłóconych frakcji NSDAP. Stwierdzenie to było wysoce godne uwagi! I nam najciekawsze informacje przekazywały skłócone frakcje PZPR-u. Jedni partyjni nadawali na drugich… Tą drogą wiele z PRL wyciekało. Miałem tajnych informatorów bliżej mi nieznanych, którzy podrzucali mi nieraz rewelacyjne informacje. W Monachium specjalne biuro analiz i studiów (szef polskiego działu: Kazimierz Zamorski) analizowało wartość, wiarygodność takich informacji…

Rzecz jasna, miałem też szereg dobrze mi znanych informatorów rodaków, którzy Paryż odwiedzali. Specjalna procedura miała na celu ochronę (jeśli były one nam znane) źródeł infromacji… Owa ochrona źródeł była sprawą wielkiej wagi i działała sprawnie… O ile wiem, mimo np. sprawy Czechowicza, nie było w tej dziedzinie wpadek…

Cenionym infomatorem Jana Nowaka był przedstawiciel na Zachodzie katolickiej grupy lubelskiej SPOTKAŃ, Piotr JEGLIŃSKI. Dostarczał on Nowakowi i RWE (w pewnym okresie za moim pośrednictwem) wiele czasem wręcz rewelacyjnych materariałów z PRL. Czekał on na mnie o z góry ustalonej godzinie w konfesjonale klasztoru, w którym mieszkał w Paryżu (raz na takie spotkanie zabrałem będącego właśnie w Paryżu Dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE, Zygmunta Michałowskiego, który wysoko cenił dostarczane prze Jeglińskiego informacje…).

Jednym słowem, pracę mą musiała otaczać ścisła tajemnica. Gdy powierzano mi wymagające wielkiej „poufności” stanowisko korespondenta informacyjnego w Paryżu, zapytałem: Jak to możliwe, że mi powierzacie taką poufną funkcję, wszak swego czasu nie dostałem stypendium doktoranckiego na studia politologiczne w USA, bo do biur „Wolnej Europy” dotarł donos, że w roku 1945 (mając piętnaście, a następnie szesnaście lat) byłem w KOŚCIANIE „krwawym reżymowcem”, oraz że jestem homoseksualistą… Nowak i jakiś Amerykanin powiedzieli mi, że to był donos zapewne „Z TAMTEJ STRONY”, i że „nie mam się tą sprawą zajmować”. Mam o niej zapomnieć i na ten temat milczeć… Trzymałem się długo tej wskazówki! Dopiero kilka lat temu sprawę ujawniłem, o owym donosie w mym dzienniku wspomniałem…

Jedno na zakończenie chcę mocno pokreślić! Zakulisowe informacje z PRL i z PZPR niewątpliwie leżały u podstaw ogromnej popularności RWE w Polsce!

Tyle na dziś… Może tylko dodam, że owe stałe przecieki o walkach frakcyjnych w PZPRze, rewelacje na temat tych czy innych afer i nadużyć, itd., itd. – wszystko to siłą rzeczy nasze społeczeństwo niezwykle interesowało. Rzecz jasna my – korespondenci informacyjni – byliśmy przedmiotem szczególnie ostrych ataków ze strony SB, któremu Biuro Polityczne wyrzucało, że tyle tajemnic wycieka z PRL-u!!!

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Wystawa „BEKSIŃSKI – In hoc signo vinces” w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej – do 30 września 2018

Utworzono 04 czerwca 2018 przez Red. VP

W związku z sukcesem wystawy „Beksiński – In hoc signo vinces”, która odbyła się w Galerii Roi Doré w Paryżu na przełomie 2017 i 2018 roku, a następnie w Grand Palais w ramach Salon du Dessin et de la Peinture à l’eau w dn. 14-18 lutego 2018, Galeria Roi Doré, Muzeum Archidiecezji Warszawskiej oraz platforma Art-maniac mają zaszczyt zaprosić Państwa na wystawę o tym samym tytule, prezentowaną w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej do 30 września 2018.

Na warszawskiej odsłonie wystawy prezentowane są prace Beksińskiego pochodzące z kolekcji prywatnej, w tym 20 obrazów artysty, a także jego rysunki oraz fotografie.

Wystawie towarzyszy bogato ilustrowany katalog.

Wszystkich miłośników sztuki Zdzisława Beksińskiego informujemy, że piękny obraz Mistrza zostanie wystawiony na aukcji w Domu Aukcyjnym ADER 6 czerwca br. w Paryżu (obiekt nr 48):
http://www.ader-paris.fr/html/fiche.jsp?id=8951626

GALERIE ROI DORÉ
6, rue Sainte Anastase – 75003 Paris
Tél : + 33 1 42 78 54 42
galerie@roidore.com
www.roidore.com
www.art-maniac.fr
du mardi au vendredi de 12h00 à 19h00, le samedi de 13h00 à 20h00
ENTRÉE LIBRE

MUZEUM ARCHIDIECEZJI WARSZAWSKIEJ
ul. Dziekania 1
00-279 Warszawa
Tel : +48 22 621 34 14
wt-pt: 12.00-18.00 | sob-nd: 12.00-16.00

Komentarzy (0)

Tags: , , , ,

Dziennik Macieja Morawskiego, 1 czerwca 2018 r.

Utworzono 04 czerwca 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta o me postawy polityczne w latach 1945 i 1946, i czy to prawda, że moja matka i ja chcieliśmy mego ojca skłonić do powrotu z Francji do kraju…

Tak, rzeczywiście marzyliśmy o powrocie ojca do Polski. Przedwojenny szef ojca, Eugeniusz Kwiatkowski, był wówczas ministrem (?) odbudowy Wybrzeża. Inny z ojca przyjaciół, profesor Michał Kaczorowski, ministrem odbudowy kraju… Oni obaj byli zdania, że ojciec – dobry fachowiec-administrator – przydałby się w pracy dla ojczyzny! Jednak gdyśmy w listopadzie 1946 przybyli do ojca, do Paryża, z miejsca oświadczył on nam, że nie chce wracać; że jego zadaniem jest na emigracji walczyć o Wolną Polskę. Dodał, że „Stalin to nie polityk, lecz zwolennik policyjnego terroru”; i że „nie wierzy, by Kwiatkowski i mu podobni mogli długo urzymać się na swych stanowiskach”! I miał rację: już w połowie 1948 roku nastąpiły ostre czystki. Na przykład Kwiatkowski poszedł w całkowitą odstawkę, zabroniono mu nawet mieszkać na Wybrzeżu – bez posady wylądował w Krakowie…

A do nas – do matki i do mnie – zaczęły z kraju dochodzić ostrzeżenia: „Za Boga nie wracajcie! Przyszły straszne czasy!”.

W mym ukochanym Kościanie – dotąd (jak to określa słynny historyk regionalista, Jerzy ZIELONKA) „AK-OWSKIEJ WYSPIE NA MORZU CZERWONYM – „też nastąpiła ostra czystka”. Pierwszy sekretarz Komitetu Powiatowego PPR, były AK-owiec Stefan BECH, z trzaskiem wyleciał z tego stnowiska, znalazł się bez pracy. Ówczesne represje objęły 150 osób z tego regionu (???).

Kościańscy AK-owcy, ci z PPS i z PPR-u w owym okresie (rok 1947 i połowa 1948 roku) stawiali na tak zwaną narodową orientację w partii, to znaczy na Gomułkę… No i już od roku 1945 szukali dialogu z tradycyjnie mocnymi w Wielkopolsce endekami, uważając ich za skłonnych do rozsądnego dialogu z Rosją. U podstaw postaw owych kościańskich AK-owcow leżała świadomość dramatu POWSTANIA WARSZAWSKIEGO, hasło „nigdy więcej powstań, dosyć strat!”. Mowa była o „pracy pozytywnej”!!! Nie dostrzegali oni jednak, że wielkimi krokami nadchodzi KRWAWY STALINIZM!!

Ojciec mój natomiast z miejsca wyczuwał, ku czemu iść musi. Dobrze orientował się w mentalności Stalina… Miał nosa. Podziwiałem jego zdolność przewidywania. Ojciec żywił prawdziwy kult de Gaulle’a. Uważał go za najmądrzejszego z przywódców Zachodu. Podobnie jak de Gaulle, uważał, że system sowiecki upadnie, bo nie można na dłuższą metę rządzić w oparciu tylko o policję. Ale podobnie jak i de Gaulle wyczuwał, że ów upadek zajmie sporo czasu…

W paryskich dyskusjach z ojcem zastanawiałem się nad wagą – jeśli to tak można określić – „orientacji narodowej” w Związku Walki Młodych i w PZPR. Ojciec był zdania, że stalinowska policja szybko sobie da radę z tymi „nacjonalistycznymi ciągotami”… Uważał, że tylko muszący prędzej czy później nadejść kryzys gospodarczy rozwali owe czysto policyjne, z natury rzeczy ekonomicznie nieudolne, ustroje. I ojciec mój, który w tej dziedzinie w pełni podzielał opinie de Gaulle’a, miał rację… Ów nieunikniony rozpad ustrojów komunistycznych zajął pół wieku!!!

Co do mych postaw w latach 1945 – listopad 1946 (wyjazd do Paryża jeszcze na paszporcie matki – w momencie wydawania paszportu byłem jeszcze nieletni) i co do specyficznej sytuacji kościańskiej, polecam świetną książkę – mym zdaniem naprawdę bacznej i mądrej dziennikarki, Teresy MASŁOWSKIEJ – pt. ŁĄCZNIK Z PARYŻA. RZECZ O WETERANIE ZIMNEJ WOJNY… (Wydawca Instytut Im. Generała Stefana „GROTA” ROWECKIEGO, LESZNO).

Kończąc, dodam, że ów okres kościański – byłem uczniem Liceum Kościańskiego (matura: styczeń 1946) – spowodował, że do dziś czuję się na 102 Kościaniakiem. Naprawdę kocham to miasto, w mych oczach nacechowane specyficznym rozsądkiem i wielką inteligencją oraz godnym uwagi poziomem intelektualnym (patrz np. kościańska prasa – np. znakomite, żywo redagwane WIADOMOŚCI KOŚCIAŃSKIE)!

Komentarzy (0)



poniedziałek, 18 czerwiec, 2018

  • Pogoda w Paryżu


    17°C
    Duże zachmurzenie

    Dzisiaj:
    23°C / 14°C
     
    wtośroczwpiąsobnie
    26°28°22°20°21°23°
    14°16°10°11°12°
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART