Dziennik Macieja Morawskiego, 9 maja 2017 r.

Utworzono 10 maja 2017 przez Red. VP

Czytelnik nawiązuje do mego dziennika z 7 5 2017. Zaznacza: „W google w internecie w rubryce PRZEDSTAWICIELE DYPLOMATYCZNI POLSKI WE FRANCJI jest odnotowane, że Kajetan Dzierżykraj-Morawski był ambasadorem w okresie 14 9 1943 – 5 7 1945. Pan zaś pisze 7 maja, że Pana ojciec był ambasadorem RP do roku 1969. Coś więc się nie zgadza!”. Koniec cytatu…

Moja odpowiedź prosta. Ojciec mój do roku 1989, do swego wyjazdu do Lailly-en-Val był ambasadorem RP (a nie PRL). Ambasadorem Wolnej Polski, a nie – jak mawiał radca Tadeusz Parczewski – sowieckiego protektoratu”… Nie był rzecz jasna przez Francję oficjalnie uznawany, ale miał – na polecenie de Gaulle’a – jeszcze z lata 1945 papiery i status dyplomatyczny ad personam, i to aż do swej śmierci. Reprezentował tu legalne polskie władze na wychodźstwie w Londynie. Załatwiał rodakom mnóstwo spraw. Przedstawiał niezależny polski punkt widzenia francuskim mężom stanu, partiom politycznym, prasie. Miał stały kontakt z francuskim MSZ-em, z ludźmi takimi jak np. tak nam zawsze pomocny ambasador Jean Laloy. W imieniu legalnego RZĄDU RP nadawał ordery. Na przykład 21 12 1951 odznaczył komandorią orderu Polonia Restituta Roberta Rocheforta – szefa gabinetu ówczesnego ministra spraw zagranicznych Francji, Roberta Schumana. (Rochefort wydatnie nam – polskim emigrantom politycznym pomagał, wiele nam załatwiał). Rochefort za to wysokie odznaczenie podziękował listem, zaadresowanym następująco: M. Gaëtan Morawski, ambassadeur de Pologne, 174 rue de l’Université, Paris 7. Jakiś pracownik francuskiego MSZ-u, miast list wysłać pocztą, dał go woźnemu ambasady PRL, który się mu nawinął… Skutek: 14 stycznia 1952 na pierwszej stronie centralnego organu francuskiej komunistycznej partii dziennika l’Humanité ukazał się artykuł pt. AU MEPRIS DES REGLES INTERNATIONALES ET DE L’INTERET FRANÇAIS, SCHUMAN A RECONNU LE PSEUDO-GOUVERNEMENT DES TRAITRES POLONAIS EMIGRES ET DES BANDITS D’ANDERS….Dodam, że komuniści rozpętali wówczas całą kampanię w bardzo stalinowskim stylu, godzącą w naszą Ambasadę Wolnej Polski… Ale minister Robert Schuman się taką nagonką nie przejął; nie dał nas – emigrantów tak czy inaczej skrzywdzić, choć „czerwony” i np. jego nieraz zamaskowani agenci szastali (wtedy i naturalnie nawet o wiele później) oszczerstwami; próbowali podrywać naszą wiarygodność, przedstawiać nas jako „przegranych obszarników, narwanych degeneratów, zboczeńców, itd…”.

Z początku ojciec mój zatrudniał w owej „Ambasadzie Wolnej Polski” na pełnych etatach Jasia Siemieńskiego i Żanetę Zabiełło oraz szofera, p. Węglarskiego. Później jego czołowym współpracownikiem był dochodzący co rano na 3 godziny radca, Totuś Parczewski… Ojciec pisał 2 razy w tygodniu poufne raporty dla naszych władz w Londynie. Dyktował je najprzód Żanecie Zabiełło, później radcy Parczewskiemu, czasem radcy Edwardowi Borowskiemu lub mnie. Dzięki staraniom słynnego historyka prof. dra hab. Rafała Habielskiego te rewelacyjne raporty mają się teraz ukazać. Giedroyc uważał te teksty za „istotne uzupełnienie archiwów KULTURY”… Miały się one ukazać juz dawno temu… Swego czasu sprawę ponoć storpedowali pewni „LEWICOWCY ZE SZKOŁY PRL-u BĘDĄCY ZDANIA, ŻE NIE TRZEBA ROBIĆ REKLAMY OBSZARNICZEJ REAKCJI (???).
Po wyjeździe mego ojca na stałe do POLSKIEGO DOMU SPOKOJNEJ STAROŚCI W LAILLY-EN-VAL, nie było tu już AMBASADORA WOLNEJ POLSKI. Byli natomiast DELEGACI LEGALNEGO RZĄDU RP, często ludzie wybitniejsi od aktualnych wówczas ambasadorów PRL. Byli nimi:
– Władysław hr. Poniński, równocześnie prezydent Stowarzyszenia Polskich Kawalerów Maltańskich (radca Mieczysław Joszt de Dulmen),
– Xawery hr. Rey (równocześnie prezes SPK Francja, radcy: Joszt de Dulmen i ja),
– Jerzy Ursyn-Niemcewicz (zespół delegatury Wirydiana Rey, Rafał Gan-Ganowicz i ja). Po śmierci Xawerego Reya, ówczesny premier Kazimierz Sabbat chciał mnie mianować delegatem rządu na Francję. Tej nominacji nie mogłem przyjąć. Delegat Rządu z reguły bywał „półoficjalnie” „zameldowywano” we francuskim MSZ-cie, gdzie już byłem zarejestrowany jako korespondent RWE… Mogłem więc być współpracownikiem delegatury, ale nie występować jako oficjalny delegat rządu…

Jak już pisałem, swego czasu nasz znakomity minister spraw zagranicznych profesor Krzysztof Skubiszewski żywo interesował się dyplomacją emigracyjną, a to tym bardziej, że w latach PRL-u bywał u mego ojca, ambasadora Wolnej Polski w naszej „ambasadzie” na 174 rue de l’Université. Minister Skubiszewski brał pod uwagę możliwość nadania niektórym współpracownikom owej emigracyjnej dyplomacji statusu honorowych atttachés placówek już po roku 1989 znowu wolnej Polski. Jak mi chyba w roku 1998 powiedział ambasador Ludwik Dembiński, wówczas szef biura szkoleń MSZ-tu, post-czerwone kliki prominentów sprawę ośmieszyły i storpedowały… Apeluję na łamach tego dziennika – bo innej drogi nie znam – do polskich historyków, posłów i senatorów, rzecz jasna do PREZYDENTA DUDY, a także do naszego Rządu; Ministra Spraw Zagranicznych; do naszych patriotycznych partii politycznych o zastanowienie się, co jeszcze można w tej sprawie zrobić???

Komentuj...

*



piątek, 22 listopada, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART