Dziennik Macieja Morawskiego, 9 kwietnia 2017 r.

Utworzono 09 kwietnia 2017 przez Red. VP

Pewien wybitny rodak pyta, od kiedy znałem i jaki był mój stosunek do Jerzego Giedroycia.

Pana Jerzego poznałem już będąc dzieckiem: mając może 8 lat (??) z ojcem znalazłem się (i z jedną z mych sióstr, chyba z Magdą, bardzo sporo ode mnie starszą, na dworcu w Poznaniu. Natknęliśmy się na ojca mego najbliższego przyjaciela z okresu studiów na Uniwersytecie w Monachium, jeszcze przed pierwszą wojną światową – Rogera RACZYŃSKIEGO… Rogerowi R. – tam na owym tak mi drogim dworcu poznańskim – towarzyszył piękny, młody mężczyzna. Ojciec powiedział nam: „to ów słynny Jerzy Giedroyc. Roger jest nim i jego inteligencją dosłownie zafascynowany, hojnie finansuje jego pisma”… Pamiętam moja reakcję! Powiedziałem: Ah, to ten facet, co źle strzela; na polowaniu (lekko) postrzelił stryja Tadzia Morawskiego z Małej Wsi… Tyle, jak przez mgłę, pamiętam.

Później, pod koniec roku 1946, przyjechawszy z matką do ojca do Paryża, w willi w Chaville, którą ojciec wynajmował od państwa Postel-Vinay (znany francuski ród, chyba przemysłowców), poznałem Józia Czapskiego – mych obojga rodziców od lat bliskiego przyjaciela. Czapski, którego uważaliśmy de facto jakby za krewnego, choć nim nie był (!!!) – mieliśmy tylko sporo wspólnych krewnych, np. Łubieńskich) z miejsca stał się mym mentorem, opiekunem, który wprowadził mnie w arkana paryskiego artystyczno-intelektualnego życia, wlał w serce (podobnie zresztą jak i mój ojciec) miłość do Francji, Paryża – stolicy kulturalnej świata; wziął w swe ręce moją – przybysza ze zniszczonej wojną Polski – EDUKACJĘ!!! Przez Czapskiego poznałem Pana Jerzego. Pamiętam, że we czwórkę: Curzio Malaparte, Jerzy Giedroyc, Józio Czapski i ja bywaliśmy na debatach w LIBRAIRIE DES AMITIÉS FRANҪAISES… Bywałem też już w pierwszym domu KULTURY w Maisons Laffitte, jak mówiono po polsku, w domu na KORNEJU (sic!). Ale zawsze jako gość Józia, jako ktoś z kręgu Józia. Z panem Jerzym gadałem, ale o wiele za mało. Ja, który pasjonuję się Polską 20-lecia, winienem był o ową Polskę pytać nie tylko mego ojca i Józia, lecz też Pana Jerzego. W tej dziedzinie nie zdałem egzaminu… Zajęty obserwacją bieżącej walki politycznej, pasjonując się „zimna wojną”, uważając się za asa wywiadu (sic!!), nie wziąłem się też na serio do pracy pisarskiej. A to choć – jak twierdził pewien superinteligentny polski politolog – ma nowela pt. JACEK to najlepsza z nowel, jakie ukazały się w KULTURZE (???).

Co do Pana Jerzego, to na pewno za mało mu stawiałem pytań. Podziwiałem jego wytrwałość w walce, niesamowitą pomysłowość, twórczą „inteligencję”. Wiem też dobrze, że kluczową rolę w jego życiu odegrała przyjaźń i czynne poparcie ze strony 2. ludzi. Przed wojną Giedroyciowi zawierzył i jego prasę hojnie dofinansowywał Roger Raczyński, który też ułatwił po klęsce wrześniowej Panu Jerzemu odegranie kluczowej roli w Rumunii, otoczył go opieką i „storpedował” może jednak dość groźne intrygi w Pana Jerzego godziły…

No a co do Józia, to już w 2-gim Korpusie wyciągnął on pana Jerzego na kluczowe stanowiska oświatowe, polityczne i propagandowe. A później de facto tylko dzięki Józia kontaktom i wpływom mogły się zrodzić i tak wspaniale rozwinąć KULTURA I INSTYTUT LITERACKI…

Komentuj...

*



środa, 22 maj, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART