Dziennik Macieja Morawskiego, 8 sierpnia 2017 r.

Utworzono 08 sierpnia 2017 przez Red. VP

Czytelnik z Warszawy pisze mi: „W latach sześćdziesiątych, będac studentem, spędziłem 6 tygodni w Paryżu. Widywałem ojca Placyda Galińskiego – wówczas paryskiego kapelana młodych Polaków, później Opata w Tyńcu. Nie bardzo duże, ale bardzo mi wówczas przydatne jednorazowe stypedium dał mi współpracownik ambasadora Kajetana Morawskiego, słynny wówczas Totuś Parczewski, przez redaktora Edwarda Borowskiego z sekcji polskiej Radio France nazywany, nie wiem dlaczego, grubą żabą! Totuś zapraszał też mnie i mych kolegów na świetne kolacje. Znakomicie gotował; słynne były jego litewskie kołduny. O wyborowej francuskiej kuchni z kolei mówił przez radio w owej polskiej sekcji Radio France, z której go wylano za zbyt ostentacyjny w okresie odprężenia antykomunizm. Widywał moc przyjezdnych z kraju. Nabijał się ze złudzeń Mieroszewskiego i Giedroycia dotyczących ewolucji postaw ludzi z partii. Sprzed wojny znał Rosję. Mawiał: Ci rzekomi nasi komuniści, nie, to po prostu „totaliści i oportuniści” – świetnie wiedzą, że w całym bloku rządzi policja, i że nomenklatura jest przepłacana, i do tego może sporo dokradać. Stawiają sobie wille w Konstancinie, żyją w luksusach, nieraz w pałacach dawych dziedziciców, niekiedy przekształconych, jak pałac w Małej Wsi, w luksusowe domy wypoczynkowe dla zaprzedanej Moskwie elity… Parczewski mawiał, że Bierut miał 40 rezydencji w Polsce. Jedyny, który na punkcie wystawnych rezydencji nie szalał, to Gomułka… Co więcej, tępił on manię bardzo drogich hoteli, jaka cechowała różne PRL-owskie delegacje udające się na Zachód! Ja i moja żona, która w latach sześćdziesiątych spędziła rok w Paryżu w polsko-francuskiej rodzinie przy małych dzieciach, kpiliśmy sobie z opisów emigracji robionych po 1990-tym roku przez siłą rzeczy wówczas lewicowych profesorów historii. Przecież w PRL-u admiratorów dawnej Polski nie dopuszczano do nauczania dziejów! Stąd dziwaczne spojrzenie na emigrację, która prawdę mówiąc była dość jednak reakcyjna…, i ceniła publikacje Gierdoycia, ale nie jego poglądy. Co do stypendiów, dawał je też przyjezdnym różnych orientacji miły, serdeczny oryginał Kot Jeleński…

„Co do prawdy o emigracji, np. o wielkiej roli Pana ojca oraz Totusia Parczewskiego, a także Domu Andersa i restauracji (?) SPK, to dopiero teraz na powierzchnię ją wyciągną młodzi historycy. Nareszcie runęła tak długo mocna lewicowa cenzura. Nic dziwnego, że tajne raporty Pana ojca ukażą się – jak Pan pisze – w IPN-ie dopiero teraz. Nie popieram żadnej z naszych obecnych partii, mam pewne, ale tylko pewne, sympatie do Janusza Korwina-Mikkego. Moja żona, ze względów rodzinnych, popiera PTZ (Polskie Towarzystwo Ziemiańskie)… Ma pretensje do PiS-u z powodu ich stosunku do reprywatyzacji. Będąc notariuszem, domyśla się, ile się nakradła w porę przemalowana dawna nomenklatura…”. Koniec cytatu.

Tyle z tego listu…

Jedno podkreślam: listy od czytelników bardzo mnie cieszą!!!

Komentuj...

*



środa, 23 sierpień, 2017

  • Pogoda Paryż





    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!

     

  • Kurs walut

  • Ogłoszenia

  • Newsletter Vector Polonii

  • Portal prowadzony w ramach programu „Media w służbie Polonii”, realizowanego przez Fundację SEMPER POLONIA i współfinansowanego dzięki dotacji Kancelarii Senatu RP.