Dziennik Macieja Morawskiego, 5 lipca 2016 r.

Utworzono 05 lipca 2016 przez Red. VP

DSC09121_Wybitny historyk wojskowości, dr hab. profesor Aleksander Woźny przesłał mi (za co mu serdecznie dziękuję) dane dotyczące mego wuja płk. Witolda Dzierżykraj-Morawskiego (1895-1944), mianowanego pośmiertnie przez naczelnego wodza Władysława Andersa generałem… Gdy chodzi o mnie, to z dzieciństwa pamiętam, iż wuj Witold w roku 1939 był przekonany, iż niemieckie dywizje czołgowe błyskawicznie naszą armię rozbiją; że Rydz i jego sztab mają „niemądre i niebezpieczne złudzenia…”

Po klęsce wrześniowej Witold Morawski znalazł się w oflagu. Tam pod koniec wojny kierownictwo AK, mające z nim tajny kontakt, mianowało go dowódcą konspiracyjnego batalionu Odra (oficerowie z oflagów, polscy robotnicy rolni itd.), na którego trop w lecie 1944 wpadło gestapo… Z tekstu nadesłanego mi przez profesora Woźnego dowiedziałem się, iż wuj Witold był takiegoż zdania: „Jest to kompletny nonsens tworzyć oddział, którego nie można uzbroić! Jestem jednak wojskowym i muszę rozkaz wykonać!” A gdy gestapo wpadło na trop tego konspiracyjnego oddziału, gdy go aresztowano, wuj Witold oświadczył: „Ja byłem dowódcą i wydawałem rozkazy, oficerowie są niewinni”. Wyznaniem tym wydał wyrok śmierci na siebie”… Witold Morawski został jesienią 1944 zamordowany w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Przed śmiercią (wedle nadesłanego mi tekstu) powiedział do swych współtowarzyszy: „Panowie, pogodziliśmy się z Bogiem i spełniliśmy nasz żołmierski obowiązek. Mamy jeszcze 5 minut czasu nim przyidą po nas. Zapalmy papierosa, a potem chodźmy umierać”….

Na podstawie relacji rodzinnych dodam, że wuj Witold właściciciel pięknego dworku w Oporowie koło Leszna; były polski attaché militaire w Berlinie w latach 1928-1932 surowo oceniał poziom intelektualny Rydza i jego sztabu… Bolał nad cechującym ten sztab brakiem zrozumienia jak przebiegać będzie nowoczesna wojna… Był on człowiekiem całkowicie w służbie ojczyzny; rzetelnym, oddanym owej służbie krajowi i polskiej armiii… Jednym słowem był uosobieniem wielkopolskich cnót, na 100 % Wielkopolaninem. Tak, cechą naszego rodu wywodzącego sie ponoć z Morawska (obecnie dzielnica wielkiego Poznania) była ta tak bardzo wielkopolska chęć bezinteresownego służenia naszemu narodowi oraz mocne poczucie obowiązku. Dodam, że ja w ślad za tymi tradycyjnymi wytycznymi, i w ślad za np. moim ojcem, zwanym Kademorem, chciałem i chcę być naszego narodu sługą. Ciągiem dalszym tej służby są moje dzienniki… Owe dzienniki w mym odczuciu mają pokazywać naszym co czai się za rogiem. Jest to chyba ważne? Czasem boleję nad tym, że przed rokiem 1939 Witold Morawski mocno i jasno nie podkreślał ku czemu sytuacja zmierzała. Ale jest prawdą, że będąc wojskowym był ujęty w ramy militarnej dyscypliny i nie miał prawa ujawniać „braku orientacji” swych dowódców…

Tyle na dziś.

Komentuj...

*



niedziela, 31 maja, 2020

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART