Dziennik Macieja Morawskiego, 31 maja 2017 r.

Utworzono 01 czerwca 2017 przez Red. VP

W odpowiedzi na pytanie czytelniczki stwierdzam, że me przywiązanie do tego miasta i do całej Ziemi Kościańskiej wynika z jednej strony z tradycji rodzinnej (moi przodkowie niegdyś bywali posłami z tego okręgu na Sejm Berliński, mój ojciec chętnie podkreślał swe głębokie przywiązanie do całej Wielkopolski i do jej specyficznych postaw i cech), a z drugiej strony z tego, że od marca (?) 1945 byłem uczniem kościańskiego Liceum, i tam na początku stycznia 1946 zdałem maturę. Teoretycznie nie miałem prawa – będąc synem właściciela Jurkowa – przebywać na terenie kościańskiego powiatu. Ale – jak stwierdza słynny regionalista Jerzy ZIELONKA, KOŚCIAN BYŁ WTEDY AK-OWSKĄ WYSPĄ NA MORZU CZERWONYM. Miastem i powiatem, a także partiami politycznymi rządzili zakamuflowani byli AK-owcy. Matce mojej pozwolili zachować niepodlegającą reformie rolnej resztówkę, „Polesie”. Starostą kościańskim był mecenas Karol Fischbach, narodowiec. Wojewoda poznański Feliks Widy-Wirski, b. szef ZRYWU NARODOWEGO, stawiał na współpracę władzy z Endekami „rozumiejącymi potrzebę sojuszu z Rosją”.

Ja chodziłem w Kościanie do Liceum. Zapisałem się do OM TURU. Ówczesny szef PPS-u w Kościanie, Boryczko, miał swego człowieka w powiatowym UB, który chyba później uciekł do Hamburga (???)… Władza owych zakamuflowanych b. AK-owców w Kościanie utrzymała się do aresztowań i zmiany kursu w połowie roku 1948 (ja od listopada 1946 byłem już we Francji!!!).

Tak więc ja ze spędzonego roku 1945 w Kościanie zachowałem najlepsze (!!!) wspomnienia… Odwiedzał nas w Kościanie jakiś były oficer wywiadu AK, nie wierzył w rychłą wojnę. Wzywał mych kuzynów, np. Jasia Kicińskiego, do zaprzestania bawienia się w konspirację… Był zdania – tak nam mawiał – że w PPR-ze Gomułka być może reprezentuje kierunek patriotyczny…

Na początku listopada 1946 wyjechałem z chorą nerwowo matką do ojca do Francji. Paszport załatwił nam minister Odbudowy Kraju, Michał Kaczorowski, PPS-owiec, mego ojca przyjaciel sprzed wojny (ja figurowałem jako nieletni na paszporcie matki). Miałem nadzieję po studiach we Francji do kraju wrócić… Ojca mego za radą Eugeniusza Kwiatkowskiego i Michała Kaczorowskiego też z matką namawialiśmy na powrót do kraju! I na pracę nad odbudową Polski… Ale jesienią 1948 okazało się, że mój ojciec dobrze wiedział, co robi nie chcąc wracać. Nastała STALINOWSKA NOC.. Kwiatkowski poszedł w odstawkę. Wyrzucono go z Wybrzeża do Krakowa; Kaczorowski też przestał być ministrem!!! W Kościanie – jak już pisałem – nastąpił stalinowski POGROM!!!

Mój pobyt w Kościanie w roku 1945 (mieszkałem u Pani Józinki Schyfter na ulicy Poznańskiej 39) odegrał dużą rolę w mym życiu. Byłem załamany klęską powstania warszawskiego, śmiercią na polu walki mej siostry Magdy i licznych mych kolegów… A także tym, co przeżyłem w Warszawie w piwnicach domu na Zimorowicza 4 na początku sierpnia 1944. (Żołdacy tak zwanej Brygady Kamińskiego na służbie SS gwałcili kobiety i nastoletnie dzieci)… Matka moja po śmierci córki popadła w depresję…

Rok 1945 w Kościanie był dla mnie rokiem odbudowy kraju. Rządzący w Kościanie zakamuflowani AK-owcy uczyli mnie – jak mówili – MĄDREGO PATROTYZMU; ich hasłem było: NIGDY WIĘCEJ BEZNADZIEJNYCH POWSTAŃ… Popierali mądre ich zdaniem postawy „RADOSŁAWA”… Stawiali na PRACĘ POZYTYWNĄ!!! W przeciwieństwie do mego ojca nie dostrzegali, że NADCHODZI STALINOWSKA NOC!!!

Liceum w Kościanie i mój pobyt w tym mieście, w środowisku jego narodowo myślącej inteligencji, inteligencji na wysokim poziomie, to był dla mnie wspaniały, bardzo ważny okres!!! Jeśli można to tak powiedzieć, stałem się wówczas 100-procentowym patriotą. W Kościanie podjąłem niezłomną decyzję: ŻYCIE ME POŚWIĘCIĆ SŁUŻBIE POLSCE!!!

A po wyzwoleniu, po roku 1989, zaraz pojechałem do tej kolebki mych postaw życiowych – do Kościana. Tam Teresa MASŁOWSKA napisała najprzód duży artykuł, a później książkę o mnie: ŁĄCZNIK Z PARYŻA. Rzecz o weteranie Zimnej Wojny. Książkę bogatą wielką ilością kopii ważnych listów np. Jana Nowaka, Stanisława Gebhardta, Kazimierza Zamorskiego, Edwarda hr. Raczyńskiego, Kazimierza Sabbata, dalej, np. kondolencją Generałowej de Gaulle skierowaną do mnie po śmierci mego ojca w listopadzie 1973, itd., itd. Książka ta przynosi też ważne mnie dotyczące wypowiedzi prof dra hab. Waldemara HANDKE, Romana MAJEWSKEGO, redaktora naczelnego PANORAMY LESZCZYŃSKIEJ oraz Jerzego ZIELONKI… Za radą tegoż redaktora ZIELONKI – wybitnego pisarza regionalisty południowo-wielkopolskiego, i pod jego nadzorem naukowym zacząłem publikować me dzienniki DWA BRZEGI. Zapiski weterana zimnej wojny… (Ojciec mój w roku 1960 dostał nagrodę WIADOMOŚCI Grydzewskiego za swą książkę TAMTEM BRZEG). Wydawca mych dzienników to INSTYTUT IM. STEFANA „GROTA” ROWECKIEGO W LESZNIE. Trzy tomy już się ukazały, czwarty – zadedykowany OBECNEMU POLSKIEMU MSZ-owi – już w drodze. Piąty tom w opracowaniu)…

Kończąc, stwierdzę, że choć mam nieco wysoce szacownych odznaczeń, to najwyższą wagę przywiązuję do dwóch faktów: do tego, iż jestem kawalerem Honoru i Dewocji Suwerennego Rycerskiego Zakonu Szpitalników, zwanego MALTAŃSKIM, oraz OBYWATELEM HONOROWYM KRÓLEWSKIEGO MIASTA KOŚCIANA, niegdyś z Zakonem Maltańskim ściśle związanego!!!

Komentuj...

*



piątek, 22 marzec, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART