Dziennik Macieja Morawskiego, 30 maja 2017 r.

Utworzono 30 maja 2017 przez Red. VP

Wybitny pisarz, regionalista południowo-wielkopolski, redaktor Jerzy ZIELONKA, inicjator wydawania przez zasłużony Instytut im. Generała „Grota” ROWECKIEGO w Lesznie moich dzienników, doniósł mi przedwczoraj, iż 4. i 5. tom tych mych tekstów zapewne ukażą się już kolejno w ciągu kilku miesięcy… Czwarty tom ma poprzedzić tekst wysoce inteligentnego redaktora Marka ZARADNIAKA – sprawozdanie z rozmowy, jaką na mój i mego ojca temat przeprowadził przed laty z Janem NOWAKIEM-JEZIORAŃSKIM…

Przypomnę z kolei, że np. tom drugi dzienników zadedykowałem Józefowi CZAPSKIEMIU, a tom trzeci WIELKOPOLANOM I MEJ UKOCHANEJ ZIEMI KOŚCIAŃSKIEJ… Tom czwarty zamyślam zadedykować MSZ-owi Wolnej Polski!!! Ojciec mój kierował tym ministerstwem w obalonym „Zamachem Majowym” rządzie Witosa, później w czasie wojny jako sekretarz generalny przy boku Edwarda RACZYŃKIEGO zawiadywał owym urzędem… Wreszcie przed ćwierć wieku był przy Francji ambasadorem Wolnej Polski (jesienią 1943 był pierwszym ambasadorem przy władzach Wolnej Francji rezydujących wówczas w Algierze – rząd RP na wychodźstwie jako pierwszy ze wszystkich rządów uznał władze Wolnej Francji. Już tam w Algierze ojciec zasłużył sobie na uznanie i przyjaźń de Gaulle’a. W lipcu 1945, po cofnięciu uznania legalnym władzom Polski, pozostał w Paryżu jako „ambasador Wolnej Polski” (zachowano mu status dyplomaty ad personam). Do roku 1969, do swej choroby i wyjazdu do Domu Spokojnej Starości w Lailly-en-Val, w Paryżu „urzędował” i koordynował działalność emigracji politycznej i jej organizacji, reprezentował niezależną polską rację stanu, działał w ruchu europejskim, miał stały kontakt z francuskim MSZ-em, z francuskimi mężami stanu, np. z Robertem Schumanem via jego najbliżsi współpracownicy tacy jak Robert Rochefort, z de Gaulle’em i z jego otoczeniem, z francuskim MSZ-em, np. z dyrektorem spraw politycznych, Jeanem Laloy…

Dwa razy w tygodniu wysyłał do polskiego kierownictwa w Londynie tajne raporty. (Dzięki drowi hab. profesorowi Rafałowi HABIELSKIEMU mają się one ukazać drukiem…).

Do roku 1968 mieszkałem z mymi rodzicami w naszej Ambasadzie Wolnej Polski na 174, rue de l’Université – Paris 7… Siłą rzeczy uczestniczyłem w owej ambasady życiu! Choć zawodowo pracowałem gdzie indziej… Na przykład ostatnio dla działu informacyjnego Radia Wolna Europa… Dopiero później stałem się formalnym owej wówczas już nie ambasady, lecz delegatury rządu RP współpracownikiem… Po śmierci drugiego z rzędu następcy mego ojca, Xawerego Reya, przyjechał tu z Londynu ówczesny premier, Kazimierz Sabbat… Chciał, bym ja został delegatem rządu RP w Paryżu. Nie mogłem tego jednak dość eksponowanego stanowiska przyjąć, będąc tu oficjalnie akredytowanym korespondentem RWE. Na mój wniosek, delegatem został Jerzy Ursyn-Niemcewicz… Ja wszedłem do jego zespołu jako doradca prasowy. (Wirydianna Rey i ja mamy legitymacje służbowe delegatury, wydane przez J. Ursyna-Niemcewicza…).

Jak już nieraz pisałem, wysoce kulturalny, otaczający prawdziwym szacunkiem historię POLSKI (Polski przez duże „P”, jak ja mawiam) minister Krzysztof SKUBISZEWSKI, który znał mego ojca (i odwiedzając za PRL-u Paryż bywał w naszej ambasadzie Wolnej Polski) przed ćwierć wiekiem (!!!) obiecywał mi, że byłych – wówczas jeszcze dość licznych – pracowników emigracyjnej służby dyplomatycznej uzna za honorowych pracowników ambasad wolnej już RP!!!… Nic z tego nie wyszło!!! A teraz – jak mnie donoszą przyjaciele, np. pewne dość niegdyś reżymowe, a obecnie zgrywające byłych rewizjonistów i wielkich demokratów kręgi – nadal najwidoczniej uważają nas za „ZAPLUTYCH KARŁÓW REAKCJI”, wyśmiewają me starania o uznanie roli emigracyjnej dyplomacji, rzucają oszczerstwa NA „EMIGRACYJNYCH DYPLOMATOŁKÓW”, na dyplomację REAKCYNEJ PAŃSKIEJ (!!!) POLSKI . Stale wyciągają mi fakt, że mając 15 lat w Kościanie wiosną 1945 byłem OMTUROWCEM, uznawałem ówczesny prowizoryczny rząd jedności narodu (premier Osóbka Morawski, wicepremier Mikołajczyk). Że „nieugięty” stałem się dopiero wyjechawszy z kraju jesienią 1946 pod wpływem ojca na emigracji. (Jest prawdą, że w latach 1945-46 matka i ja uważaliśmy, iż ojciec winien wrócić do kraju, Polskę odbudowywać… Dawny szef ojca, b. wicepremier, wtedy minister ds. odbudowy Wybrzeża, Eugeniusz KWIATKOWSKI, miał dlań w Gdańsku jakieś wysokie stanowisko… Ojciec jednak był przekonany, że Kwiatkowski się nie utrzyma, że lada chwila Stalin narzuci Polsce GLOBALNĄ „STALINIZACJĘ”!!! I JAK SIE OKAZAŁO JUŻ W POŁOWIE ROKU 1948, OJCIEC MÓJ MIAŁ CAŁKOWITĄ RACJĘ!!! NA ROZSĄDNY KOMPROMIS ZE STALINEM NIE BYŁO ABSOLUTNIE ŻADNYCH (!!!) SZANS. Rzecz w tym, że – jak ojciec poufnie nam mawiał – Stalin to nie polityk, lecz „POLICYJNIE MYŚLĄCY PSYCHOPATA”.

Kończąc, dodam, że – jak mi powiedziano – pewne „postępowe” sfery uważają za ZŁY DOWCIP mój pomysł, by w obecnych ambasadach RP, gdzie wiszą portrety PRL-owskich „towarzyszy ambasadorów”, niekiedy (nie zawsze) typów spod ciemnej gwiazdy, umieścić portrety ludzi takich jak mój ojciec, i inni dyplomaci NASZEJ NIEPODLEGŁOŚCIOWEJ EMIGRACJI…

Komentuj...

*



czwartek, 19 września, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART