Dziennik Macieja Morawskiego, 29 czerwca 2017 r.

Utworzono 29 czerwca 2017 przez Red. VP

W mym wczorajszym dzienniku nawiązałem do tego, że Minister Józef Beck w roku 1939. odrzucał możliwość sowieckiego ciosu w nasze plecy… Apelowałem też do wielkiego specjalisty od tych zagadnień, dra hab. profesora Aleksandra WOŹNEGO o jego opinię w tej sprawie. Ów wybitny naukowiec z miejsca przysłał mi następującą odpowiedź:

„Na temat elementów historycznych, o których Pan wspomina pisałem już wielokrotnie. Teraz dodam tylko, że informacje wywiadu zachodniego dotyczące możliwości zawarcia tajnego sojuszu niemiecko-sowieckiego zostały zlekceważone… A informacja Francuzów na ten temat przyszła 23 8 1939 (mamy depeszę), czyli była spóźniona!!! Zresztą nasi do końca NIE WIERZYLI W AGRESJĘ ZE WSCHODU, gdyż „ciężki rzut wywiadu” ulokowali 12 km od granicy sowieckiej!!!!!! Czyli kompromitacja!!!”. (Koniec cytatu).

A pewien czytelnik pyta: „Jak to możliwe, że Rydz i jego sztab nie dostrzegli tego, że dywizje pancerne Hitlera błyskawicznie naszą armię rozbiją???”.

Odpowiem, że w pewnej mierze polskie dowództwo „usprawiedliwia” fakt, że w maju 1940. ówczesny francuski wódz naczelny, generał Maurice Gamelin też dał się zaskoczyć – mimo polskich doświadczeń z września 1939, nie docenił możliwości niemieckich dywizji czołgowych, w wyniku czego poniósł klęskę, (wówczas we Francji jedynie de Gaulle dobrze rozumiał kolosalną rolę dywizji pancernych). Już wczoraj nawiązałem do książki M. Pruszyńskiego pt. „Migawki Wspomnień”. Dziś odnotuję, że bardzo godnymi uwagi są też refleksje Misia Pruszyńskiego o KLĘSCE WRZEŚNIOWEJ. Dowodzi on między innymi, że wówczas bez większego trudu mogliśmy w ciągu kilku lat wyprodukować 3000 działek przeciwpancernych potrzebnych, by każdy pluton piechoty wyposażyć w jedno…”. Tak uzbrojone wojsko zniszczyłoby wiele czołgów niemieckich i nie dopuściło, by te bezkarnie posuwały się w głąb kraju!”. Do tego Mieczysław Pruszyński stwierdza, że nasze dowództwo nie wyszkoliło wojska do walki z czołgami…

Pruszyński dowodzi też, że istnienie do 1939 w naszej 38 pułków kawalerii było oczywistym absurdem, dowodem niekompetencji dowództwa naszej armii. Pruszyński pisze: „Byli w wojsku polskim dowódcy na właściwym poziomie, w szczególności generał Rozwadowski, który jako członek Ścisłej Rady Wojennej już w 1923 (!) roku domagał się zmotoryzowania naszej kawalerii, między innymi nawet wyliczając, że utrzymanie czołgów mniej by kosztowało niż utrzymanie koni”…

Gdy chodzi o mego ojca, to był on zdania, że w MSZ-cie Becka, latem 1939 tylko dwaj wysoce inteligentni nasi dyplomaci jasno widzieli, ku czemu idzie. Byli nimi Mirosław Arciszewski oraz wysoce zdolny, umiejący przewidywać Józef POTOCKI (później przez szereg lat ambasador w Madrycie naszego emigracyjnego rządu; jego oceny światowej sytuacji wysoko cenili np. Hiszpanie, z generałem Franco włącznie, oraz prezydent USA John Fitzgerald Kennedy, który chętnie z Józefem Potockim prowadził ciekawe rozmowy…).

Co do zdumiewającego optymizmu, który latem 1939 dominował w naszym MSZ-cie, to – jak się zdaje – rzecz m.in. brała się stąd, że włoski minister spraw zagranicznych Ciano „działając w dobrej wierze, poinformował ministra Becka, z zastrzeżeniem poufności, o powziętym przez Hitlera wobec Mussoliniego zobowiązaniu, iż nie rozpęta wojny przed rokiem 1941. Wtedy nie zdawano sobie sprawy nawet w zachodnich demokracjach, a tym bardziej w Rzymie, do jakiego stopnia obietnice czynione przez dyktatora Trzeciej Rzeszy są zawodne…”.

Co do naszych wojskowych, to – jak sobie przypominam – wedle mego ojca tylko nieliczni spośród nich, np. generał Franciszek Wład (d-ca 14. dywizji piechoty w Poznaniu), i np. pułkownik Witold Morawski nie ukrywali w rozmowach w 4 oczy nieuchronności naszej klęski, ogromu przewagi Niemiec… Skandalem był fakt, że stary generał broni, Leon Berbecki dostał od Rydza – dosłownie opanowanego manią idiotycznej walki z defetyzmem – ostrą NAGANĘ, gdy na publicznym zebraniu w Poznaniu wygłosił przemówienie, „które w świetle późniejszych wydarzeń okazało się w pełni uzasadnione: Przewidywał on, że wojna ogarnie nieumundurowanych obywateli w tym samym stopniu, co żołnierzy; NAWOŁYWAŁ DO BUDOWANIA ZAPÓR PRZECIWCZOŁGOWYCH NA KAŻDYM SZLAKU WIODĄCYM DO NIEMIEC…”. Niestety – jak wiem z kilku źródeł – dość liczni inni nasi generałowie opowiadali niesamowite bzdury o tym, że zagonami kawalerii wtargną do Niemiec…, zagrożą Berlinowi…

Kończąc, dodam tylko jeszcze jedno. Wedle mego ojca, Ignacy Mościcki o wiele lepiej niż Beck i Rydz orientował się w ówczesnej sytuacji, w pewnej chwili próbował powierzyć stanowisko ministra spraw zagranicznych o wiele mądrzejszemu i lepiej zorientowanemu w sytuacji od Becka Januszowi księciu Radziwiłłowi. Ale Mościcki nie miał siły przebicia. Z różnych przyczyn, może też osobistych (???) jakby bał się Rydza i Becka…

Komentuj...

*



poniedziałek, 18 czerwiec, 2018

  • Pogoda w Paryżu


    17°C
    Duże zachmurzenie

    Dzisiaj:
    23°C / 14°C
     
    wtośroczwpiąsobnie
    26°28°22°20°21°23°
    14°16°10°11°12°
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART