Dziennik Macieja Morawskiego, 27 lutego 2017 r.

Utworzono 27 lutego 2017 przez Red. VP

Pragnę dziś odnotować dwie dotyczące mych niedawnych dzienników opinie. Wybitny historyk wojskowości i wywiadu, dr hab. profesor Aleksander Woźny nawiązuje do mych uwag, jakie dotyczyły faktu, iż błyskawiczna klęska września 1939 najwyraźniej zaskoczyła dowództwo polskiej armii i całe nasze społeczeństwo, które ufało sloganom, że jesteśmy SILNI, ZWARCI, GOTOWI i że NIKT NAM NIE ZROBI NIC, BO Z NAMI NASZ DZIELNY WÓDZ MARSZAŁEK ŚMIGŁY RYDZ…! Profesor WOŹNY pisze mi: „Marszałek Śmigły Rydz miał wystarczające dowody co do potęgi zbrojnej zachodniego sąsiada. Przede wszystkim wiedział z jakich kierunków nastąpią pancerne uderzenia. Wiedział jakimi siłami pancerno-zmotoryzowanymi dysponuje WH. Znał termin wymarszu jednostek nad granicę. Ale co z tego. Rydz na 15 dni przed wojną zgodził się zdymisjonować szefa wywiadu wojskowego!!”. ( No i dodam już od siebie, prowadził dość obłędną walkę z tak zwanym „defetyzmem”!!! de facto realizmem)… W mych dziennikach pisałem o tym, że mój wuj, pułkownik Witold Morawski odnosił się bardzo sceptycznie do naiwnego optymizmu sztabu Rydza. Profesor Woźny precyzuje, że w roku 1939 Witold Morawski był w sztabie armii Kraków, która dysponowała wręcz znakomitą ekipą wywiadowczą… Profesor Woźny zaznacza też, że polska armia jednak biła się do października, Niemcy ponieśli straty, które musieli wyrównywać w przeciągu pół roku… Na marginesie tych uwag odnotuję tylko, iż Mieczysław Pruszyński był zdania, iż jednym z wielkich błędów Rydza i jego sztabu było zbyt staromodne uzbrojenie naszej armii… Pruszyński był zdania, że należało wyposażyć nasze wojsko w 3000 nowoczesnych, małych i obrotnych działek przeciwpancernych, zdolnych niszczyć niemieckie czołgi… Ale tego nie dokonano, choć nasz przemysł zbrojeniowy mógł spełnić takie zamówienie…

Inny czytelnik, Polak z Francji, jest zdania, iż wczorajsze – zorganizowane przez Kajetana Rościszewskiego i cała grupę jego kolegów, polskich studentów Sciences Po – Polish Business Forum było ważnym wydarzeniem, wielkim sukcesem, świadczącym o dynamizmie naszych młodych, ich trosce o rozwój naszego kraju… Ów czytelnik podkreśla mocno, iż „szło o naprawdę bardzo inteligentne posunięcie o sporym jednak znaczeniu…, świetni konferansjerzy, a na sali publiczność na wysokim poziomie”. Tenże sam czytelnik robi jednak mojemu wczorajszemu sprawozdaniu z tego spotkania jeden zarzut! Pyta, dlaczego ja – bojownik o FRANKOFONIĘ – nie skrytykowałem faktu. że zbyt wiele wypowiedzi i debat miało miejsce po angielsku! Wszak – jak świadczyło o tym choćby jego przemówienie powitalne – np. wiceprezes owego „ASPOLU”, studenckiej grupy, która tak znakomicie zorganizowała owe Forum – Kajetan Rościszewski świetnie (i bez akcentu) zna język francuski”. To samo zapewne dotyczy innych polskich studentów Sciences Po… Moja odpowiedź prosta: rzeczywiście zawsze z uporem zabiegam o priorytet dla języka francuskiego, nośnika tak mi drogiej, tak nacechowanej otwarciem na świat i duchem tolerancji, szacunkiem dla wiedzy, sztuki i kultury! Ale być może ci lub inni konferansjerzy z Polski lepiej, czy tylko, znali język angielski?

Aby zakończyć mą relację o tym Forum, dodam, że z przyjemnością tam spotkałem ojca Kajetana R., Jana Emeryka Rościszewskiego, wybitnego speca od ubezpieczeń, o ile wiem, szefa wielkiej francuskiej firmy w Warszawie w tej właśnie dziedzinie, mego konfratra z Zakonu Maltańskiego, i przez Mańkowskich, mego krewnego.

Ów czytelnik, który dziwi się, że ja – bojownik o FRANKOFONIĘ – w mym wczorajszym dzienniku nie skrytykowałem faktu, że na owym Forum taką rolę grał język angielski, stale nawiązując do tegoż samego odcinka mego dziennika, jest nieco zaskoczony faktem, że – jak tam odnotowałem- ktoś poważny mnie, polskiego dziennikarza, pyta o mą opinię o terroryzmie. Powód po temu prosty: od lat biję na alarm, dowodzę, że terroryzm to nadchodząca forma wojny, że może on stać się za jakiś czas niesamowicie groźny („brudne” bomby, chemiczne środki agresji, cyberataki, itd., itd.). Jestem zdania, że terroryzm ponuro może zaważyć na nadchodzących czasach. Siać zgrozę. Pewne kręgi interesują te me przewidywania, także moja opinia, że niektóre „siły” ( może nawet państwa?) kierowane przez „nienawistnych narwańców” być może mogą (???) terrorystom islamskim dostarczyć owych bardzo groźnych broni (???) Jasne, że nie należy siać paniki, ale jednak chyba należy brać pod uwagę nawet najgorsze, i jednak odpowiednio się przygotować, nie dać się zaskoczyć. Wszak wydarzenia z 11 września 2001 USA i cały świat „boleśnie zaskoczyły”!!!

Wczoraj, pisząc pod wieczór mój dziennik, śpieszyłem się, by móc jeszcze raz – właśnie na czyjąś prośbę – przemyśleć zagadnienie zagrożenia terrorystycznego… W pośpiechu dokonałem w mym dzienniku z 26. lutego dwóch idiotycznych pomyłek! Człowieka, którego dobrze znam i wprost niezwykle cenię, określiłem mianem ‚profesor Piotr Zaleski’ (zawsze z uporem będąc wiernym narodowej tradycji, piszę Kazimierz Piotr Lubicz Zaleski!!!), a mecenasa Piotra Gromnickiego, świetnego adwokata, nazwałem Piotrem Dwernickim. Na szczęście te pomyłki po pewnym czasie dostrzegłem. Tak jak ostatnio pisałem do konfratra Jerzego Donimirskiego: pomyłki zawsze „czyhają na dziennikarza”!!!

Komentuj...

*



czwartek, 9 kwietnia, 2020

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART