Dziennik Macieja Morawskiego, 22 września 2016 r.

Utworzono 25 września 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (2)Maciej Morawski – „Mademor”, długoletni korespondent INFORMACYJNY Radia Wolna Europa, inwalida wojny i zimnej wojny, swego czasu prezes paryskiego koła Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
____________________________________

Wczoraj wróciłem z Kościana, gdzie miała miejsce promocja trzeciego tomu mych dzienników oraz obchodzono, w dniu 20 września, moje 87. urodziny. Z miejsca tu zaznaczę, że w czasie tych obchodów wręczono mi medal honorowy, nadany przez Marszałka Województwa Wielkopolskiego, pana Marka Woźniaka. Odbieram to jako coś w rodzaju obywatelstwa honorowego Ziemi Wielkopolskiej, do której jestem tak głęboko przywiązany; której pracowitość, umiar i rozsądek stale podkreślam w mych dziennikach. Ku memu zaskoczeniu dowiedziałem się też, iż jestem jedynym obywatelem honorowym miasta Kościan.

Do Kościana z Warszawy zawiózł nas Adam Byszewski, towarzyszyła mi moja ukochana córka Natalia, moja ukochana cioteczna siostra Renia z Żółtowskich Jakubowska, moja stryjeczna bratanica Gabriela Morawska oraz jej brat Piotr Morawski i jego współpracownik, niezwykle sympatyczny pan Andrzej, operator filmowy. Rzecz w tym, że Piotr – ceniony reżyser – kręci film o mnie, weteranie wojny i zimnej wojny, byłym dziennikarzu informacyjnym Radia Wolna Europa, swego czasu określanym mianem „szpona” przez ludzi PRL-u. Zatrzymaliśmy się w Głuchowie w miejscowej karczmie i mieszkaliśmy w przybudówce pałacu. Tutaj chcę podkreślić, że jako długoletni dziennikarz, który zna wiele lokali w różnych krajach, uważam, że ta głuchowska karczma jest jedną z najlepszych w Europie.

Następnego dnia udaliśmy się do Kościana, gdzie powitał nas regionalista, wybitny pisarz, autor 16-tu książek, redaktor Jerzy Zielonka oraz ściśle z nim współpracująca red. Teresa Masłowska, autorka znakomitej biografii o mnie. Masłowska i Zielonka opracowują kolejne tomy moich dzienników, które ukazują się nakładem Instytutu im. „Grota” Roweckiego w Lesznie wielkopolskim.

Na wstępie udałem się do mojego dawnego liceum kościańskiego, długo rozmawiałem z dyrektorką i z jedną z profesorek, a potem także z bliskim mi wicedyrektorem liceum, panem Andrzejem Morawskim, który jest „moim krewnym z wyboru”. Jest on prawnukiem pana Prendkiego, który niegdyś pracował u nas, w pałacu w Jurkowie. Pan Morawski jest współautorem książki o generale Franciszku Morawskim, który – jak wiadomo – starał się głosić i budować zgodę narodową, a także, lecz nie tylko, godził romantyków z klasykami. Tak, cechą charakterystyczną rodziny Dzierżykraj-Morawskich jest owa skłonność do budowania pojednania narodowego.

Następnie udaliśmy się do pięknego kościańskiego Domu Kultury, ale może jeszcze odnotuję, że uprzednio skorzystałem z faktu, że w Kościanie mieszka słynna, urocza doktór okulistka, pani Barbara Szewczyk – poszedłem do niej na badanie oczu.

W Domu Kultury powitał nas burmistrz Kościana, pan Michał Jurga, przewodniczący i kilku członków Rady Miejskiej Kościana i duża grupa (przyjaciół i krewnych) wybitnych osób, takich jak Andrzej Heydel, Andrzej Skarzyński, Paweł Turno, Iretka i Stanisław Byszewscy, z osób szczególnie mi bliskich: pani Pawlakowa, pani Iwona Jentsch, no i tak wybitne postacie, jak poseł na Sejm Wojciech Ziemniak, zastępca Przewodniczącego Sejmowej Komisji do Spraw Łączności z Polakami za Granicą, dr hab. Waldemar Handke i pisarka Teresa Wiśniewska z Racota oraz czołowy polski historyk wywiadu i wojskowości, mój bliski i oddany przyjaciel prof. dr hab. Aleksander Woźny. Nie mogę wymienić wszystkich wybitnych osób, które były tam obecne. I tak jeden z wybitnych polskich krytyków zarzucił mi, że moje dzienniki to jakby książka telefoniczna.

Później miało miejsce długie i piękne przedstawienie artystyczne, w czasie którego duża grupa artystów miejscowego teatru i duża grupa młodzieży nawiązywała do dziejów mojego życia. Zarecytowano tam również wyjątek z wiersza mojej siostry Magdy, łączniczki Radosława, która poległa 6 sierpnia 1944 na Woli w Warszawie. Padły te pamiętne słowa wiersz zakańczające: Taka jest moja młodość, daleka legenda i męka rozpostarta na wietrze jak sztandar.

W drugiej części spotkania, której przewodniczył Marcin Libicki, mój bliski przyjaciel i ongiś, w czasach PRL-u, okazyjny informator, udzielający mi wywiadów telefonicznych. Miało miejsce szereg przemówień. Odczytano piękny list Przewodniczącego Sejmiku Wielkopolskiego. Głos zabierali burmistrz i inni przedstawiciele władz Kościana. O moim ojcu i o mnie, o naszej tradycji rodzinnej, uwydatniając nasze bardzo wielkopolskie cechy, takie jak skłonność do budowania pojednania narodowego – mówił świetnie i ze swadą Marcin Libicki.

Ze swej strony zabrałem głos, by miastu Kościanowi przedstawić trzy moje postulaty. Pierwszym z nich było to, że chciałbym, żeby Kościan – tak bliski tradycjom dwóch długoletnich ambasadorów RP w Paryżu, Alfreda Chłapowskiego z Bonikowa oraz Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego z Jurkowa – nawiązał braterską, modelową współpracę z jednym z francuskich miast. Dalej wyraziłem nadzieję, że szpital kościański nawiąże do sięgającej XIV wieku tradycji i powoła w Kościanie Maltańską Służbę Zdrowia oraz nawiąże kontakt z Zakonem Maltańskim. Po trzecie, zaapelowałem do miasta Kościana, by uznało za własną córkę moją córkę Natalię i moje wnuczki za swoje wnuczki. Wyraziłem nadzieję, że moje wnuczki, z których jedna jest już polską harcerką, zaczną przyjeżdżać na obozy letnie organizowane przez Kościaniaków.

Po owym spotkaniu i po tym, gdy odpowiadałem na pytania dziennikarzy, udaliśmy się do znanej w całej okolicy restauracji U Dudziarza, położnej na skraju miejscowego parku im. Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego. Tam burmistrz Kościana oraz przewodniczący Rady Miejskiej podejmowali nas znakomitym obiadem.

Następnego dnia razem z redaktorem Zielonką objechaliśmy samochodem Kościan. Piotr Morawski i operator filmowy pan Andrzej kontynuowali kręcenie filmu o mnie. Pokazano im miejsce, na którym został rozstrzelany jesienią 1939 r. mój chrzestny ojciec, wuj Miecio Chłapowski oraz szereg bliskich mej rodzinie notabli kościańskich. Pojechaliśmy też sfilmować dom, w którym w Kościanie, chodząc tam do liceum (marzec ‘45 – styczeń ‘46) mieszkałem u jakże mi bliskiej, uroczej pani Józinki Szyfter ze słynnego rodu kościańskich rzeźników. I później, tego samego dnia, powrót do Warszawy. Po drodze zatrzymaliśmy się w Poznaniu, gdzie urodziłem się 20 września 1929. Operator, jakże miły pan Andrzej, filmował park Moniuszki, w którym jako dziecko się bawiłem oraz piękną willę na Szopena 4, willę należącą do mojego dziadka szambelana Stanisława Turno, w której przez pewien czas mieszkali moi rodzice, gdy ojciec mój Kajetan był prezesem Wielkopolskiej Izby Rolniczej, Krajowego Związku Izb Rolniczych i potężnego niegdyś Stowarzyszenia Eksporterów Zboża. Tyle ot tak, od ręki. Na pewno wiele osób pominąłem, ale trzeba mi wybaczyć. Mam przecież 87 lat.

Kończąc, wyrażam najwyższą przyjaźń i za wszystko serdecznie dziękuję red. Jerzemu Zielonce i red. Teresie Masłowskiej.

Komentuj...

*



środa, 1 kwietnia, 2020

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART