Dziennik Macieja Morawskiego, 20 czerwca 2016 r.

Utworzono 21 czerwca 2016 przez Red. VP

DSC09121_Wiele myślę o problemie poziomu intelektualnego mężów stanu. O ich często rzucającym się w oczy braku zdolności przewidywania, o tym, że obecnie nie dostrzegają oni do końca niepokoju mieszkańców Europy, przewidywalnego skutku tych obaw, potęgowania się znaczenia ruchów głoszących potrzebę rządów silnej ręki, i nowej, innej niż dotychczas polityki ekonomicznej… A co może najważniejsze, nie dostrzegają ogromu potencjalnego zagrożenia terrorystycznego – tego, że terroryzm to nadchodząca forma wojny, także tego, że „w powierzu wisi niebezpieczeństwo cyberataków”… Zdają się również nie dostrzegać groźby, jaką dla naszych krajów stanowi wdzieranie sie do nich setek tysięcy „uchodźców”, i tego, że przez wiele ostatnich lat, cała polityka bliskowschodnia Zachodu była absurdalnie naiwną…

Naturalnym biegiem rzeczy (myślę o roku 1939, o niemądrej, lecz uparcie przez ówczesne polskie kierownictwo lansownej tezie, że jesteśmy silni, zwarci, gotowi, że nikt nam nie zrobi nic, bo z nami nasz dzielny wódz, marszałek Śmigły Rydz…), staram się przypomnieć sobie to, co o tamtej epoce mawiali jej koronni świadkowie. Ojciec mój odrzucał bardzo stanowczo ostre potępianie Rydza. Mawiał, że Rydz naprawdę wierzył, że przez wiele miesięcy – do zachodniej ofensywy na III Rzeszę – potrafi stawić czoło Wehrmachtowi. W tym przekonaniu utrzymywali go oficerowie jego sztabu – jak mawial w roku 1939 płk Witod Morawski, były attaché militaire w Berlinie – „nie rozumiejący problemów nowoczesnej wojny, znaczenia korpusów czołgowych, sprawności i ogromu przewagi armii Hitlera…” A ojciec był zdania, że Rydz po prostu „nie był na poziomie”, rozumował jak dowódca straży granicznej… Bardziej ojca mego dziwiła „ślepota” Józefa Becka, słabego dyplomaty (np. idiotyczna sprawa Zaolzia, która zrobilła na Zachodzie fatalne wrażene, zaciążyła na sympatiii do nas), trochę gbura, ale jednak chyba mądrzejszego od Rydza…

Ze swej strony Wacio Zbyszewski (W.A.Z.) nieraz podkreślał, że nieszczęściem było, że zarzucono czy też Beckowi udało się w połowie lat trzydziestych storpedować pomysł Mościckiego powierzenia teki ministra spraw zagranicznych „o niebo od Becka inteligentniejszemu ks. Januszowi Radziwiłłowi.”

Co do Mościckiego, to niewątpliwie tej wysokie klasy uczony wiele rozumiał… Eugeniusz Kwiatkowski i mój ojciec przekonali go, że aneksja Zaolzia będzie szkodliwym dla opinii o Polsce, np. we Francji, absurdem. Mościcki dał sie przekonać, ale w końcu ustąpił pod presją Becka i Rydza…

Nie pamiętam dokładnie jak Józio Czapski oceniał przedwrześniowe kierownictwo RP… Przypominam sobie tylko, że uważał, iż pesymista Adolf Bocheński, (z którego poglądami z lat trzydziestych Józio się nie zgadzał) w wielu dziedzinach jednak jasno sprawy widział… Co do Rydza to Józio kiedyś w „luźnej rozmowie” określił go mianem „nieszczęsliwego półinteligenta,któremu pochlebcy wbili w głowę, że jest genialnym wodzem.”

Co do mnie, to raz jeszcze podkreślę, iż i teraz, w naszych czasach, dostrzegam wagę problemu, jaki stanowi brak umiejętności „patrzenia dalej i wyżej”, który cechuje np. wielu kluczowych przedstawicieli świata polityczego, w tym Unii Europejskiej… Tyle na dziś, ot tak, od ręki…

Komentuj...

*



piątek, 28 lutego, 2020

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART