Dziennik Macieja Morawskiego, 18 lutego 2017 r.

Utworzono 18 lutego 2017 przez Red. VP

Dziś pragnę temu wielkiemu ekspertowi w dziedzinie wywiadu i wojskowości, jakim jest profesor dr hab. Aleksander Woźny postawić gnębiące mnie od lat pytanie… Jak to możliwe, że w roku 1939 naczelny wódz marszałek Rydz Śmigły i minister spraw zagranicznych, pułkownik Józef Beck nie przewidzieli, że niemiecki atak czołgowy rozbije naszą armię dosłownie w ciągu kilku dni?! Z dzieciństwa pamiętam, że płk Witold Dzierżykraj-Morawski, swego czasu nasz attaché militaire w Berlinie, gdy zimą czy wiosną 1939 mych rodziców odwiedzał wracając z narad w sztabie Rydza, mawiał: „Nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać! Oficerowie z owego sztabu głoszą: wystarczy zakopać brony, a czołgi nie przejadą. Rydz zaś autorytatywnie stwierdza: obawy przed czołgami są mocną przesadą!”

Pamiętam też, że mój ojciec opowiadał wówczas, że na jakimś „oficjalnym obiedzie” generał Roman Abraham tłumaczył mu, że na wypadek wojny, wkroczy dziesiątego dnia na czele swych ułanów do Berlina! Przypominam sobie też, jak ojca mego oburzało to, że stary generał Leon Berbecki dostał od naczelnego wodza ostrą naganę, bo na publicznym zebraniu w Poznaniu wygłosił pesymistyczne przemówienie, w którym między innymi nawoływał do budowania zapór przeciwczołgowych na każdym szlaku wiodącym do Niemiec.” Ojciec mój później już w Paryżu mawiał mi, że tylko nieliczni wojskowi, np. generał Franciszek Wład, dca 14 dywizji piechoty w Poznaniu, oraz płk Witold Morawski (pośmiertnie generał) wiedzieli, że slogan SILNI, ZWARCI, GOTOWI to bzdura, że czeka nas błyskawiczna klęska. A już w czasie okupacji – jak sobie przypominam – w Małej Wsi książę regent Zdzisław Lubomirski zastanawiał się, jak do tego doszło, iż Rydz i Beck (bo to oni de facto o wszystkim w roku 1939 decydowali) nie zrozumieli, że polska armia runie w ciągu dni kilku, dalej: że ZSRR uderzy w nasze plecy. Książę regent wspominał też wówczas o ostrej walce z defetyzmem (Cat Mackiewicz w Berezie itd..), jaką ówczesne władze przed wybuchem wojny prowadziły, o dość jednak brutalnym zatykaniu gęby tym, co widzieli do czego idzie… Podkreślał on też, że uprzednio wierzący rządowej propagandzie (nikt nam nie zrobi nic, bo z nami nasz dzielny wódz, marszałek Śmigły Rydz) naród był błyskawiczną klęską całkowicie zaskoczony… A już po wojnie, w Paryżu, ojciec mój wskazywał na ogrom tego społecznego zaskoczenia, oraz zastanawiał się nad podłożem nadmiernego optymizmu Rydza i Becka!! Dodawał, że w „Beckowskim MSZ-ecie” tylko Mirosław Arciszewski i genialny w swych przewidywaniach Józef Potocki „czuli pismo nosem”…

Ja zaś nie od dziś mam pretensję do pewnych polskich historyków, którzy oceniając działania np. Józefa Becka w sytuacji rzeczywiście trudnej, nie uwydatniali jednak faktu, że w roku 1939 absolutnie nie dostrzegał on słabości naszej armii. (Ponoć później, już w Rumunii Beck dowodził, że nie zdawał sobie sprawy, że nasza armia de facto „runie” w ciągu kilkunastu dni. Ostatecznie sam Beck był pułkownikiem artylerii konnej, znał się na wojskowości… Czyżby nadmiernie ufał Rydzowi i jego ekipie (plk. Jaklicz i inni)?

Pamiętam me paryskie rozmowy z pułkownikiem (później, w roku 1968, generałem) Stanisławem Gano oraz z Ryszardem Wragą… Obaj twierdzili, że nasz 2-gi oddział wiele przewidział, ale że „naczalstwo zatykało mu gębę (??), samo lepiej wiedziało…”.

Komentuj...

*



poniedziałek, 17 grudzień, 2018

  • Pogoda w Paryżu


    5°C
    Słonecznie

    Dzisiaj:
    8°C / 4°C
     
    wtośroczwpiąsobnie
    10°11°12°13°
    11°
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART