Dziennik Macieja Morawskiego, 14 lutego 2018 r.

Utworzono 18 lutego 2018 przez Red. VP

Czytelnik pyta: Jak to się działo, że Pana Ojciec, kierownik w obalonym zamachem majowym Rządzie Witosa, choć wyrzucony z MSZ-u przez ministra Becka, jednak został wiceministrem skarbu, i wyraźnie współpracował z reżymem pomajowym?!

Odpowiem słowami mego Ojca: Nie było systemu pomajowego! Był tylko najpierw Piłsudski, genialny szlachcic kresowy, mąż stanu o temperamencie rewolucjonisty, wielkopański i rubaszny, równie bliski trywialności jak i legendy. Piłsudski, dla którego Polska była jakimś wielkim Zułowem czy Piekieliszkami; że chodził po niej gderząc i dziwacząc, i kijem sękatym poganiał lub przepędzał ekonomów parobków. Swą renesansową bujnością, i z litewskim uporem, szerokością swych koncepcji i małostkową mściwością, swą osobą i legendą przesłonił i przytłoczył cały okres dziejów Polski, wdarł się do życia każdego z nas. Wszyscy ci co chcieli i co nie chcieli – bardziej niż samymi sobą – byliśmy jego współczesnymi… A potem był Piłsudski stary i chory, a potem walki diadochów. Do maja rozszarpywały Polskę, chcąc jej służyć, partie. Po śmierci Piłsudskiego czynili to najczęściej z tym samym patriotycznym przeświadczeniem poszczególni ludzie. Piłsudski, będąc bardziej narodu władcą niż wykładnikiem, łamiąc raczej niż schlebiając, słuchając głosu wewnętrznego a nie powszechnej opinii, pogłębiał dystans między rządzącymi a rządzonymi. Towarzysze jego i nastęcy nie zrozumieli, że trzeba być wielkim, aby mieć prawo być samotnym… (Kajetan Morawski – rozdział BILANS DWUDZIESTOLECIA, książka TAMTEN BRZEG, wyróżniona w roku 1960 prestiżową nagrodą „Wiadomości” Grydzewskiego).

Tyle napisał mój ojciec. Na podstawie mych wspomnień dodam, iż uważał on, że nie biorąc pod uwagę swych urazów, należy zawsze czynnie Polsce służyć, rozładować polskie, tak nieraz ostre, spory, a to właśnie w interesie Polski, której w przeszłości tak zaszkodziły owe libera veto, kłótnie i brak solidnej władzy (w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku Jerzy Giedroyc mawiał: Niestety, dziś nie ma Piłsudskiego…).

Znając realistyczną ojca wolę służenia Polsce, Eugeniusz Kwiatkowski w roku 1946-tym uważał, jak mi to tłumaczył, że ojciec winien wrócić do Polski, pracować nad jej odbudową… Gdy w listopadzie 1946 przybyłem do Paryża, z miejsca przekazałem tę opinię jego byłego szefa – dawnego ministra finansów i wicepremiera – ojcu. Dodałem też, że Dorota Kłuszyńska z kierownictwa PPS-u uważa, że Stalin chce zrobić z Polski okno wystawowe na świat bloku socjalistycznego…

Ojciec odpowiedział mi, że już w Algierze radziecki ambasador Aleksander Bogomołow mawiał doń: Winien Pan z nami się dogadać. Postawił Pan na zdychającego konia, a tu idzie nowe! Ojciec odpowiedział Bogomołowi, że nie ceni sprzymierzonych z ZSRR Polaków. Na to Bogomołow powiedział coś w tym duchu: Niech się Pan z nami dogada; to wystarczy… Ojciec dodał w paryskiej rozmowie ze mną z listopada 1946 , iż jest przekonany, że Stalin lada chwila spotęguje w Polsce terror, bo tylko terrorowi ufa… (tak w każdym razie ówczesne słowa mego ojca dziś sobie przypominam!).

Co do Kwiatkowskiego, to już w połowie 1948 roku pozbawiono go stanowska ministra delegata rządu dla spraw odbudowy Wybrzeża, i przeniesiono na przymusową emeryturę z administracyjnym zakazem pobytu na Wybrzeżu i w Warszawie.. Był to ponoć osobisty nakaz Stalina, choć Minć niechętnie pozbywał się dobrych, przedwojennych fachowców..

Komentuj...

*



poniedziałek, 11 listopada, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART