Dziennik Macieja Morawskiego, 13 listopada 2016 r.

Utworzono 14 listopada 2016 przez Red. VP

dsc07686Dziś muszę sprostać szczegolnie trudnemu zadaniu! Po pierwsze (znakomity) reżyser, który obecnie w firmie bardzo mi drogiego i tak przeze mnie cenionego Mirka Chojeckiego kręci film o mnie. stanowczo domaga się, bym wyjaśnił dlaczego od 20. lat żyję samotnie, dlaczego nastąpiła moja separacja z mą ukochaną żoną. Odpowiadam na to pytanie niechętnie! Wszak chodzi tu o sprawy bardzo delikatne i osobiste… W przeszłości bardzo mi bliscy członkowie czy członkinie mej rodziny – moim zdaniem niesłusznie – zarzucali mi, że zbyt łatwo „wykładam kawę na ławę”… Stwierdzam „niesłusznie”, bo zawsze w myśl wskazówek mego ojca unikałem „rewelacji” mogących rzucić cień na osoby trzecie… Co do problemu z mą ukochaną (mocno to podkreślam) żoną, to napiszę jedno. Gdy za mnie wychodziła za mąż, nie wiedziała, że prowadzę życie jednak dość niebezpieczne, że PRL uważa mnie za „szpiona” i z jako takim ze mną walczy. Tak, jest chyba jasne, że na zdrowiu mej żony bardzo poważnie zaciążył okres nagonek, oskarżeń i prób zastraszania, fakt, że „czerwony” mnie i tym samym mą rodzinę kalumniował i niszczył… Jak mawiał mi pewien wybitny psychiatra, np. u byłych więźniów „kacetów” załamania psychiczne nieraz pojawiały się po latach, nieraz w okresie menopauzy…

Tak więc teraz od 26 (?) lat mieszkam w Paryżu sam. Początkowo mieszkałem z mą ukochaną corką Natalią… Od jej ślubu samotnie zajmuję koło Porte de Saint Cloud niewielkie mieszkanko. Sam sobie gotuję. Dwa razy w tygodniu korzystam z pomocy „pomocy domowej”, 5 razy w tygodniu mnie, inwalidę, odwiedzają pielęgniarki…

Z kolei poruszę teraz mój dziesiejszy drugi temat. Odpowiedź ta – tak się składa – uzupełnia temat pierwszy! Otóz czytelnik z Warszawy pisze mi „poufnie Ci donoszę, iż pewien wybitny i uzdolniony Wolnoeuropejczyk z tak zwanego naboru profesora Najdera, kpi sobie z Ciebie, po podajesz się nie wiadomo dlaczego za inwalidę. Twierdzi, że gdy pracował w RWE w Monachium ‚żadne UB go nie zastraszało’”!!! Moja odpowiedź prosta. Już w sierpniu w Warszawie przeżyłem szok nerwowy, ostrożnie mówiac w zetknięciu z pijanymi, gwałcącymi wielu żołnierzami podlegającej SS brygady RONA Bronisława Kamińskiego. (W czasie powstania warszawskiego Kamiński konkurował pod względem okropności zbrodni z Dirlewangerem). Rosyjscy żołdacy formacji Kamińskiego, już wtedy zdawali sobie sprawę, że postawili na złego konia, że Hitler przegrywa… Ogarnęła ich jakaś „psychopatia”, rabowali i dokonywali na Polakach niesamowitych zbrodni… Pamiętam, że już na tak zwanym Zieleniaku stary niemiecki żandarm powiedział mi o nich: diese leute sind ganz verruckt …?

A co do mej pracy w Paryżu dla RWE, to byłem długo „korespondem informacyjnym”. Przypomnę, że np. 25 2 1979 Jan Nowak pisał do mnie z Waszyngtonu, iż kilka moich raportów dotyczących wzmocnienia się ruchu frakcyjnego wewnątrz partii miało dlań wielkie znaczenie z rozmowach z wysokimi czynnnikami USA, a to w związku z projektem zaproszenia na jesieni tegoż roku Gierka do Stanów… A ze swej strony szef ewaluacji napływających z Polski do RWE tajnych wiadomości, Kazimierz Zamorski w swej książce pt. „Pod Anteną RWE”, pisząc o nas, korespondentach informacyjnych, stwiedził: „a już rekord wytrwałości – jakości i ilości – osiągnął Maciej Morawski…”. Tak, byłem w oczach „czerwonego” czołowym szpionem RWE. Miałem wysoko postawionych tajnych informatorów, takich jak np. Jerzy Zawieyski czy Kostek Łubieński. Także bywali to nieraz ludzie wysoko np. w partii postawieni… Wobec niektórych podjąlem solenne zobowiązanie, że NIGDY ich nazwiska nie ujawnię… Zgodnie z poleceniem Nowaka, po dziś dzień pozostaję i pozostanę temu zobowiązaniu wierny… (Rzecz w tym, że np. wysokiej rangi działacze chcieli, by w związku z walkami frakcyjnymi w partii pewne informacje do RWE docierały, nie chcieli jednak, by kiedykolwiek wyszło, że byli wobec PZPR-u nielojalni…) No i zgoła rewelacyjne, zdumiewająco dogłędne informacje o stanie rzeczy np. w kierownictwie PRL-u dostarczał mi paryski przedstawiciel lubelskich „Spotkań”, przez Jana Nowaka gorąco mi polecony bohaterski Piotr JEGLIŃSKI… Jak teraz już wiadomo, UB planowało zabić (otruć?) Jeglińskiego w Paryżu. Czy mnie też chciano tak zlikwidować, nie wiem… Tego, czy też porwania córki bała się moja żona… Jedno pewne: te lub inne czerwone służby bezustannie próbowały mnie i moją żonę zastraszyć… Metody walki czerwonych służb na szczęście od lat znałem na pamięć. Już w roku 1954, będąc studentem w Kolegium Wolnej Europy w Strasburgu straciłem obiecane mi uprzednio stydendium doktoranckie na poliitoligię w USA (zdaje się w Notre Dame) w wyniku donosu (jak póżniej twierdzono UB-ckiego), że jestem homoseksualistą. I że w roku 1945 byłem w Kościanie (mając 15 lat) groźnym komunistą…

Komentuj...

*



niedziela, 21 lipiec, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART