Dziennik Macieja Morawskiego, 12 stycznia 2017 r.

Utworzono 12 stycznia 2017 przez Red. VP

Jakiś czas temu telefon z Warszawy. Już gdy podnosiłem słuchawkę, mój (czasem niezawodny) instynkt kazał mi się niepokoić. I instynkt miał rację. Dzwonił mąż mej drogiej przyjaciółki, Aldony Gaweckiej. Ta tak mi droga osoba, od lat wiodąca bój o frankofonię, zmarła 25 12 2016 roku. Tak, ta nauczycielka akademicka UW, doktór nauk humanistycznych, autorka szeregu książek (wysoko cenię np. jej „Żoliborsko-montmartcki kolaż”), w pełni ze swym przebojowym entuzjazmem aprobowała me zaczerpnięte od mego ojca „Kademora” hasło: WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI!!! Owa animatorka życia kulturalnego jej ukochanego Żoliborza, podkreślająca związki tego Joli Bord z Francją, robiła co mogła, by te związki zacieśniać…. Dość długo mieszkała wraz ze swym mężem na słynnym paryskim Montmartrze, tej tak artystycznej, tak swoiście malowniczej dzielnicy Paryża… Nieraz z mężem siadywała w kawiarni na placu Jean Marais, między kościolem St Pierre a place du Tertre, gdzie odbywają się spektakle ulicznych teatrzyków, grają zespoły muzyczne… No i nawet tu w Paryżu organizowała różnorakie imprezy, spotkania, wieczory artystyczne. Była pełna energii, rozmachu, dobrego humoru… Ale także świetnie gotowała. Pamiętam znakomitą kolację (bardzo polskie potrawy: bliny, barszcz czerwony, kasza gryczana, jakieś kotlety, szarlotka. Pani Aldona, wilnianka z pochodzenia wysoko ceniła też i przyrządzać umiała także kołduny litewskie… Jak mawiano, jej kołduny były równie smaczne jak przed laty te Totusia Parczewskiego, radcy tak przez czerwonych znienawidzonej, a dziś CAŁKOWICIE (!!!) ZAPOMNIANEJ „Ambasady Wolnej Polski” mego ojca „Kademora”…. W państwa Gaweckich mieszkanku gdzieś na Montmartrze, o ile pamiętam na rue Lepic (?), bywało wiele godnych uwagi osób.

Istotne też, że pani Aldona ludziom często szła z pomocą. W pewnym okresie puściła w ruch na Żoliborzu słynny program pomocy psychicznej o nazwie „Wysłuchiwanie zwierzeń”… Umiała do każdego właściwie podejść… No i znała – jak już zaznaczyłem – „w polskim Paryżu” mnóstwo ciekawych ludzi, ich życie oraz problemy. Szczególnie jej bliskie były kręgi artystyczne i literackie… Współpracowała z dynamiczną tu organizacją APAJTE (Stowarzyszenie Polskich Autorów, Dziennikarzy i Tłumaczy)…

JAK MOCNO CHCĘ UWYDATNIĆ, PANI ALDONA NIEWĄTPLIWIE BYŁA BOJOWNICZKĄ FRANKOFONII, DOCENIAŁA W PEŁNI ROLĘ MIĘDZYNARODOWĄ FRANCUSKIEJ KULTURY I JEJ NOŚNIKA: FRANCUSKIEGO JĘZYKA; WALCZYŁA WŁAŚNIE O WIĘCEJ: FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI. Wiedziała, jak mocne winny być związki ŻOLIBORZA (JOLI BORD) z PARYŻEM, Z JEJ UKOCHANYM MONTMARTREM. APELUJĘ WIĘC DO WŁADZ ŻOLIBORZA, TAKŻE DO „STOWARZYSZENIA NA PIĘKNYM BRZEGU”, DO PANI IZABELI ANNY ZAREMBY O NIE ZAPOMINANIE TEJ TAK ISTOTNEJ SPRAWY, NIE ZAPOMINANIE TEGO, ŻE WARSZAWSKI JOLI BORD WINIEN DBAĆ O PODTRZYMANIE I ROZWIJANIE SWYCH WIĘZÓW Z FRANCJĄ!!!

Komentuj...

*



środa, 18 września, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART