Dziennik Macieja Morawskiego, 12 listopada 2016 r.

Utworzono 13 listopada 2016 przez Red. VP

Morawski foto 02.06.2016Wczoraj wraz z zasłużonym, stanowczo odcinającym się od tak szkodliwych, dzielących naszą Polonię sporów, mającym ciekawe koncepcje na przyszłość działaczem polonijnym Romanem Czajką z Boulogne-Billancourt udałem się na spotkanie z okazji naszego święta niepodległości w Ambasadzie RP w Paryżu. Spotkałem tam licznych wybitnych przedstawicieli organizacji polonijnych. Nie mogę tu ich wszystkich wymienić! Nie wymienie więc prawie nikogo! Ograniczę się do odnotowania, że była tam w swym pięknym polskim mundurku harcerskim moja 8-letnia wnuczka Fleur i jej rodzice: ma córka Natalia i mój zięć Raymond Bocti. Pozwolę sobie wymienić następnie tylko 3 tam obecne, a w mym odczuciu szczególnie ważne osoby (!): Wirydiannę z Raczyńskich Reyową, córkę śp. prezydenta RP, w mej ocenie zgoła czołowej i kluczowej postaci naszej drugiej wielkiej emigracji – jakże mądrego i wpływowego Edwarda Raczyńskiego, a wdowę po Xawerym Reyu, delegacie tu legalnego rządu RP rezydującego w Londynie (póki żył mój ojciec, używano określenia „ambasador Wolnej Polski”; jego następcy występowali już tylko jako delegaci legalnego rządu RP…). Księdza infułata Stanisława Jeża, b. rektora Polskiej Misji Katolickiej we Francji, o którym mówią, że „zastał Misję drewnianą, a zostawił murowaną”) oraz Kazimierza Piotra Lubicz-Zaleskiego, profesora uniwersytetów we Francji i w USA, wysokiej klasy specjalistę od spraw energii jądrowej, prezesa Polskiego Towarzystwa Historyczno-Literackiego we Francji, opiekuna i szefa słynnej, zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu…

W czasie tego spotkania, rzecz jasna, odśpiewano nasz Hymn Narodowy. Jak z reguły bywa, poczułem się dogłębnie wzruszony, gdy padły słowa: Marsz, marsz DĄBROWSKI… Wszak Jan Henryk DĄBROWSKI to (via Mańkowscy) – jak to ojciec mi czasem przypominał – mój pra, pra, pra(?)dziad… W kulcie tego przodka i jego POSTAW byłem wychowywany… Tak więc naprawdę wzruszyło mnie w czasie tego obchodu święta narodowego patriotyczne, piękne i politycznie ważne i mądre przemówienie ambasadora tytularnego, chargé d’adffaires a.i. we Francji, Dariusza Wiśniewskiego… Nawiązał on do hasła, które było wytyczną mego ojca oraz jest moją: WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI. Rzuca się w oczy, iż ambasador Wiśniewski przywiązuje ogromną wagę do tradycyjnej przyjaźni polsko-francuskiej, że jasno widzi pozytywny ogrom roli Francji i szlachetnych, otwartych na inne narody Francuzów oraz wartość francuskiej kultury politycznej! Też fakt, że tej kultury nosicielem jest francuski język… Przywiązuje on niewątpliwie także wagę do kontaktów Polski z MIĘDZYNARODOWĄ ORGANICZACJĄ FRANKOFONII. (O ile wiem, Polska posiada w MOF status obserwatora…).

Z kolei dorzucę, że mój ojciec, tak bliski de Gaulle’a i jego myśli, z uporem głosił, że we własnym interesie musimy walczyć o „Europę na francuskim sosie”… Przypomnę, iż ojciec mój był pierwszym ze wszystkich ambasadorów przy rządzie Wolnej Francji (przy wówczas jeszcze Francuskim Komitecie Wyzwolenia Narodowego rezydującym w Algierze, akredytowany tam jesienią 1943). Z tego powodu był do przybycia już do Paryża nuncjusza, to jest do końca grudnia 1944, dziekanem korpusu dyplomatycznego…

Jak wiem, l’Organisation Internationale de la Francophonie i jej obecny sekretarz generalny pani Michaelle Jean, były gubernator generalny Kanady (de facto była głowa owego kanadyjskiego państwa) bardzo żywo interesują się obecnością języka i kultury francuskiej w Polsce i w innych krajach owego regionu Europy. W Polsce wiele w tej dziedzinie dokonuje radca ambasady francuskiej w Warszawie, Stanislas Pierret i jego „ekipa”. Gdy idzie o mnie, to teraz wraz ze Wspólnotą Francusko-Polską, z Carrefour des Acteurs Sociaux i przy poparciu wysokich osobistości francuskich pragnę jeszcze rozbudować akcję współpracy partnerskiej miast i gmin Francji i Polski. Pragnę też, aby te takie „jumelages” obejmowały polskie i francuskie szkoły, służyły także franko fonii. W mym rodzinnym powiecie kościańskim działa już „jumelage” gminy Beny Bocage (Calvados ) z Krzywiniem… Teraz przy pomocy prezesa Czajki zabiegam już o współpracę mego ukochanego Kościana (miasta, którego mam zaszczyt być jedynym obywatelem honorowym) z jednym z podparyskich miast! A to pod hasłem kontaktów: młodzieżowych, np. liceów, lecz także np. gospodarczych. Wszak królewskie niegdyś miasto Kościan grało i grać może znaczną rolę w rozbudowie współpracy gospodarczej!

Korekta: AP

Komentuj...

*



czwartek, 19 września, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART