Dziennik Macieja Morawskiego, 12 grudnia 2016 r.

Utworzono 12 grudnia 2016 przez Red. VP

dsc09169W związku z piątkowym spotkaniem, dostałem z Polski i np. z Londynu wiele gratulacji… Wszystkim ich autorom składam me pełne wzruszenia podziękowania!!! Miło mieć tak wielu oddanych przyjaciół!!!

Co do owej piątkowej uroczystości, to pragnę dziś coś dodać do jej poświęconego mego sobotniego dziennika! Otóż ku mej radośći był tam też doktór Henryk Jankowski, który niegdyś z niesamowitym poświęceniem opiekował się mym św. pamięci przyjacielem Henrykiem Giedroyciem, i który czasem nawet nocami odwiedział go w Maisons-Laffitte, oraz lekarz, który wraz z tak tu cenionym nowatorem-kardiochirurgiem dr Krzysztofem Kicharskim mnie – inwalidzie (!!!) wojny i zimnej wojny – kilka lat temu życie uratował!!!

Zarzuca mi się, że „maniakalnie piszę książkę telefoniczną!” (sic), ale chcę dodać jeszcze jedno nazwisko. Otóż w piątek na owym spotkaniu był też pułkownik Jerzy Baranowski, AK-owiec, a po wojnie przez długie lata wspierający mą tak wystawioną na sztych „czerwonego” trudną pracę dziennikarza informacyjnego („szpiona” wedle PRL-owców, wtedy tu dość jednak licznych, oraz wedle tak aktywego wywiadu PRL-u)… Jurek Baranowski przez lata wspierał też naszą Ambasadę Wolnej Polski, był również jedną z czołowych postaci SPK i Polskiego Funduszu Humanitarnego we Francji.

Z kolei odnotuję, że wczoraj, to jest w niedzielę 11. grudnia 2016, spotkałem się z Wirydianną z hr. Raczyńskich hr. Reyową na świetnym „brunchu” w jednej z pięknych paryskich „kawiarni”… Omawialiśmy oczywiście piątkowe spotkanie, w którym rzecz jasna – wierna tradycjom naszej emigracyjnej trudnej walki – Wirydianna brała udział! Dowiedziałem sie też od niej, iż lada chwila ukaże się nowa i barwna ponoć książka o jej ojcu, prezydencie RP Edwardzie hr. Raczyńskim… Ale rozmowa dotyczyła w pierwszym rzędzie naszej Ambasady Wolnej Polski na 174, rue de l’Université, (Paris 7e) oraz mego ojca następców na stanowisku przedstawiciela dyplomatycznego we Francji legalnego Rządu RP. Drugim „Kademora” (tak nieco żartobliwie ojca mego nazywano, o mnie mówionio zaś „Mademor”) następcą (po Władku Ponińskim, równocześnie prezydencie ZPK Maltańskich) był mąż Wirydianny, Xawery Rey, któremu w tej pracy pomagał Mieczysław Joszt de Dulmen. Ostatnim z tych „delegatów rządu” (następcy mego ojca już nie mieli rangi ambasadora) był Jerzy Ursyn-Niemcewicz… Organizował on nieraz narady całego zespołu tej delegatury, zespołu, w skład którego wchodzili wtedy Wirydianna Rey, Rafał Gan-Ganowicz i ja. Spraw do załatwienia było sporo, trzeba było francuskim politykom doręczać i komentować oświadczenia legalnego Rządu RP, a także redagować na miejscu różne oświadczenia, dementować oszczerstwa PRL-u, jego przedstawicielstw i jego – wtedy jednak dość licznych (!!!) – zwolenników, starać się pomagać tym czy innym (w tej dziedzinie wiele robili nasi polscy księżą, np. ksiadz Plater…), a także popierać wysyłkę darów do kraju…

Jak wczoraj mówiłem Wirydiannie Reyowej, przed laty Minister Skubiszewski zapewniał mnie, że dopilnuje, by MSZ – już znowu wolnej Polski – zadbał o pamięć o emigracyjnej dyplomacji… Ambasady RP miały utrzymywać stały kontakt z b. dyplomatami legalnego Rządu RP. Skubiszewski rozważał nadanie im tytułów honorowych attaché naszych ambasad. Mowa też była o tym, że nazwiska przedstawicieli legalnego Rządu winny figurować na listach byłych ambasadorów Polski. Temat ten poruszałem też nieco później, już po jego powrocie do Polski z Janem Nowakiem… On też pewną wagę tego całego problemu rozumiał. Ale wówczas układ sił politycznych załatwieniu tej sprawy – ostrożnie mówiąc – „nie sprzyjał”. Przyjaciele z MSZ-u donosili nam, że wówczas wszechmocni tam byli dygnitarze PRL-u „plują na emigracyjnych dyplomatołków”, negują znaczenie naszej emigracyjnej dyplomacji, szastają pod jej adresem wulgarnymi obelgami, nazywają „reakcyjnymi snobiszonami” (sic)!!!

Też przed laty zbierałem się, by ten problem przedstawić prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Chciałem zwrócić się o pośrednictwo do tak przeze mnie cenionej wielkiej i autentycznej patriotki, przydentowej Marii z Mackiewiczów Kaczyńskiej. Ale nim to zrobiłem, ta wielka polska dama poniosła śmierć 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem, wraz z także tam obecną przychylną bojownikom emigracyjnym dyrektor Jolantą z Głowackich Tomaszewską…

Komentuj...

*



środa, 24 kwiecień, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART