Dziennik Macieja Morawskiego, 1 września 2016 r.

Utworzono 03 września 2016 przez Red. VP

Montresor 1 Ostatnio wielka radość: telefon z Montresoru od osoby od dziesiątków lat szczególnie mi bliskiej i drogiej! Od Wirydianny z Raczyńskich Reyowej, bratanicy i córki mego ojca tak bliskich przyjaciół: Rogera i Edwarda Raczyńskich. O Rogerze Jerzy Giedroyc mawiał: Miał on żywe zainteresowania artystyczne, studiował malarstwo, prowadził życie światowe, i trudno było zorientować się, że w tym błyskotliwym dyletancie kryje się człowiiek formatu wybitnego męża stanu… A dla mego ojca Roger był najbliższym przyjacielem z dziedziństwa i studiów w Monachium. Ojciec nieraz też wspominał, że to Roger wyciągnął dwudziestoczteroletniego, niezamożnego studenta, Jerzego Giedroycia na szerokie wody, robiąc go swym osobistym sekretarzem, i następnie hojną ręką finansując jego pierwsze pisma…

Gdy chodzi o Edwarda Raczyńskiego, w czasie wojny w Londynie w rządzie Sikorskiego szefa mego ojca (Edward Raczyński pełnił wowczas funkcję ministra spraw zagranicznych RP, a Kademor był przy jego boku sekretarzem generalnym owego MSZ-u), to kiedyś, przed 50-ma chyba laty, poprosiłem mego ojca by od ręki, ex abrupto wymienił kilka najinteligentniejszych jego zdaniem postaci tej naszej zwanej drugą (pierwsza ta po roku 1831), wielkiej emigracji… Ojciec roześmiał sie bardzo po swojemu i wymienił 4 nazwiska: Józef Czapski, Edward Raczyński, Jan Nowak i Kot Jeleński. Dodał, że „Kultura”, choć jej inspitatorem był Giedroyc „ujrzala światło dzienne tylko dzięki inteligencji i światowej pozycji Czapskiego”. Co do Edwarda Raczyńskego, to ojciec mój stwierdził, że człowiek ten chyba najlepszy polski dyplomata wszeczasów – podobnie jakde Gaulle, był zawsze głęboko przekonany, że komunizm prędzej czy później upadnie, będąc w gruncie rzeczy opartym tylko na policji, głęboko nieudolnym systemem… Co do Jana Nowaka, to ojciec podkreślał jego niesamowitą sprawność; to, że stworzył naprawdę świetne radio o kapitalnym znaczeniu politycznym, i że zawsze trzymał się tej samej, rzetelenej linii postępowania i INFORMOWANIA, był człowiekiem „prawdy i czynu”; w niezmiennej i niezłomnej walce o wolność dla Polski odegrał rolę wręcz kolosalną i unikalną. Co do Kota Jeleńskiego, to ojciec widział w nim – jak, nieco w mym pojęciu dziwacznie mawiał – „kwintensencję najmądrzejszego spojrzenia na świat i na ludzi”…

Jest rzeczą oczywistą, że poza tymi wymienionymi ot tak, od ręki czterema – w jego instynktownym odczuciu wręcz czołowymi – osobami, ojciec cenił wielu innych luminarzy emigracji, na przykład: (mego) wuja Józia Lipskiego, generała Andersa, którego taka czy inna wroga propaganda – jak ojciec mocno podkreślał – zgoła fałszywie przedstawiała jako jakiegoś „watażkę”, i którego na swój sposób bardzo wysoko cenił też Józio Czapski; dalej: tak lubianego, zarówno przez prezydenta Kennediego, jak i przez generała Franco Józefa Potockiego z Madrytu; również naszego kuzyna Zygmunta Michałowskiego, a także światowej rangi działacza chadecji Stanisława Gebhardta, czy wreszcie Jana Lechonia, Kazimierza Wierzyńskego i – co mocno zaznaczę – Czesława Miłosza.

Ale pora, bym powrócił do owej rozmowy telefonicznej z tak mi bliską Wirydianną Rey. Otóż ku mej radośći dowiedziałem się od niej, że ostatnio Montresor odwiedził szlachetny dr med. Henryk Zbigniew Jankowski, mój opiekun i wielki przyjaciel, znakomity paryski kardiolog. Spotkał on się tam również z inną z bliskch mi od lat osób, podobnie jak Wirydianna, bardzo ofiarną i patriotyczną Maryńcią z Potockich Reyową. Tak, Wirydianna i Maryncia to wielkie damy, w najlepszym tego słowa znaczeniu. To damy o świetnych, powiedziałbym przedwojennych, dobrych manierach, świetnie wiedzące, co wypada mówić, a czego się nie robi i nie mówi!Cecha dziś tak rzadka… Ale cała atmosfera „Montresoru” jest w najlepszym staropolskim stylu. Wielkim szczęściem naszego narodu jest to, że cudownym wyrokiem losu istnieje taki – jeśli to tak można określić – „rezerwat” najbardziej wartościowych naszych narodowych tradycji, tak godny uwagi i liczący w swym gronie ludzi wybitnych ośrodek i środowisko. (Ludzie związani z Montresorem to np. znakomita pamiętnikarka Anna z Reyów Potocka, to Xawery Rey – syn Wirydianny, jak wyraźnie widzę, spadkobierca olbrzymiej inteligencji i innych cech swego dziadka, prezydenta Edwarda Raczyńskiego, czy adwokat Piotr Gromnicki.)

Montresor 2

MontresorO

Wracając do Wirydianny, to teraz jeszcze dodam, że jej śp. mąż Xawery Rey był jednym z kolejnych następców mego ojca na stanowisku delegata we Francji legalnego („londyńskiego”) rządu RP (za życia mego ojca mówiono nie delegat rządu, lecz ambasador Wolnej Polski). Wirydianna była tej ambasady czy – jak kto woli – delegatury, podobnie jak ja, współpracownikiem. Podobnie jak ja, ma ona legitymację służbową wydaną przed laty przez ostatnego z tych delegatów, Jerzego Ursyn-Niemcewicza. A moje dawne paszporty dyplomatyczne, wydawane przez nasze poselstwo w Madrycie, zdeponowałem w zwanej mickiewiczowską Bibliotece Polskiej w Paryżu. Przez lata wiele krajów dawało mi swe wizy na taki paszport (na ogól tak zwane wizy kurtuazyjne). Swego czasu minister Krzysztof SKUBISZEWSKI, tak szanujący narodowe tradycje patriota (był to rok być może 1990) zapewniał mnie, iż MSZ poleci swoim placówkom utrzymywanie stałego kontaktu, „TRAKTOWANIE JAK SWOICH” B. WSPÓŁPRACOWNIKÓW „LONDYŃSKIEJ” DYPLOMACJI”. Mowa nawet w pewnym momencie była o „honorowych paszportach dyplomatycznych”. Ale – jak się później dowiedziałem – różni „lewicowcy” bardzo energicznie starali się torpedować takie podejście. Coś gadali o „superreakcyjnych dyplomatołkach i snobiszonach” na obcym żołdzie?! (w ustach b. PRL-owów to może nieco bezczelne stwierdzenie)…

Korekta i zdjęcia zamku Montrésor: AP

Komentuj...

*



czwartek, 15 listopad, 2018

  • Pogoda w Paryżu


    9°C
    Pochmurno

    Dzisiaj:
    9°C / 5°C
     
    piąsobnieponwtośro
    14°11°
    -2°-1°
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART