Dziennik Macieja Morawskiego, 1 października 2016 r.

Utworzono 03 października 2016 przez Red. VP

Morawski foto 1 (2)W Paryżu jest Mariusz Kubik, który w najbliższych dniach planuje rozliczne kontakty z najnowocześniejszym tutejszym światem filmowym! Chciałby niektórych świetnych reżyserów filmowych, np. Amosa Gitai ściagnąć do Warszawy, zorganizować z nimi spotkania! Żywo interesuje się też szeregiem obecnych i już zmarłych postaci paryskich. Między innymi Jeanem Cocteau czy Misią z Godebskich primo voto Natanson, secundo Edwards, tertio voto Sert… Za kilka dni wybieramy się do Maison de Cocteau w Milly-la-Forêt; wracając przez Samoreau, odwiedzimy groby Misi Sert i Stephane’a Mallarmé na tamtejszym cmentarzu.

Pod koniec lat 40. Józio Czapski zabrał mnie kiedyś do tej damy – chciał, bym zobaczył jej oryginalne i przepełnione dziełami sztuki mieszkanie, wówczas na rue de Rivoli. Jak przez mgłę pamiętam superelegancką staruszkę. Serdeczną, lecz już wyraźnie schorowaną „wielką damę”.

Kubik przywiózł książkę o Misi, napisaną wspólnie przez dwóch pianistów z USA: Arthura Golda i Roberta Fizdale’a (przekład na język polski Katarzyny Kuś i Pawła Wolaka; Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, 2014). Pozwolę sobie przytoczyć kilka zdań z tego tak znakomitego i tak paryskiego tekstu: „[Misia] na początku lat dwudziestych wydała bal, który miał wypromować utalentowanego młodego malarza Józefa Czapskiego. Czapski przyjechał do Paryża z grupą znajomych artystów i choć nie miał grosza przy duszy, uśmiechnęło się doń szczęście – spotkał Misię. Gdy zadała mu nieuniknione pytanie: « Z czego Pan żyje? ». Na jego twarzy pojawiła się rozpacz. Misia wzięła sprawy w swoje ręce. Przedstawiła go Picassowi i Sertowi, a nastepnie zaprosiła grupę polskich malarzy na obiad, podczas którego jej bogate przyjaciółki kupowały obrazy. Nie poprzestała jednak na tym – wynajęła barkę zacumowaną przy moście Aleksandra III, z uwielbiających jazz Polaków zorganizowała orkiestrę, rozwiesiła płótna artystów wokół sali tańca i zaprosiła le tout Paris. Gdy goście zaczęli ogladać zaprezentowane dzieła, nastąpiła awaria prądu i barka pogrążyła się w ciemności. Zupełnie tym niezrażona Misia powtykała świece do butelek po winie i kazała orkietrze grać. Tak rozpoczął się ów pamiętny wieczór, podczas którego Misia tańczyła z Lifarem…” Koniec cytatu.

Jedno pewne: dla Józia i Misi „był to początek dozgonnej przyjaźni”. Odnotuję tylko jeszcze, że do grona najbliższych przyjaciół Misi zaliczał sie między innymi ten – tak ceniony przez Czapskiego pisarz – Marcel Proust. Józio nieraz wskazywał mi na wyjątkową wagę dzieła Prousta. Pisał: „Czytając Prousta poznajemy w sobie własne kłamstwa i własną słabość”. Wojciech Karpiński odnotował w roku 1986 w swoich zapiskach reakcje na odczytywane Czapskiemu fragmenty „Czasu odnalezionego” Prousta: „Niekiedy drażnił go cień snobizmu, ale wciąż wracał zachwyt do odkrywczej intelegencji widzenia i poetyckiej siły stylu. Co mnie uderzyło, to pamięć Czapskiego; jej celność. Nagle ewokował scenę, która za chwilę miała nastąpić”. Tyle z Karpińskiego.

Kończąc, dodam, że Misia Godebska, niewąpliwie jeden – jeśli to tak wolno określić – z modeli Prousta, i że sam Proust należeli do kręgu Czapskiemu bliskiego. Że dzieki Józiowi Cz., mogłem, rzecz jasna częściowo, poznać, nie bardzo wiem, jak to powiedzieć – „mechanizmy du tout Paris?” no i pewną – tak specyficzną – moc paryskiego spojrzenia na świat i myślenia o nim.

Komentuj...

*



czwartek, 5 grudnia, 2019

  • Pogoda w Paryżu



    Niestety aktualne dane pogodowe nie są dostępne!


     
  • Kurs walut

  • Newsletter Vector Polonii

  • Partner: ASSOCIATION YOT-ART